Ojczyzna.pl

 BIBLIOTEKA im. FELIKSA KONECZNEGO  —  Feliks Koneczny:  Dzieje Ślązka - 6

 

 

 

 

SPIS RZECZY

Cz.1


I. Wstęp i ogólne pouczenie

II. W jaki sposób i jakiemi drogami dotarło do Ślązka światło ewangelii św.

Cesarstwo rzymskie

Frankowie i Karol Wielki

Państwo wielko-morawskie

Św. Cyryl i Metody

Początki państwa w Wielkopolsce

Margraf Gero

Nawrócenie Polski

Słowiańskie biskupstwa

III. Ślązk pod królami polskiemi

Mieczysław I

Święty Wojciech, król Bolesław Chrobry i cesarz Otton III

Cz.2


Zajęcie Czech. Wojny z Niemcami

Zdobycie Kijowa

Koronacya

Mieczysław II

Kazimierz Odnowiciel

Umowa o Ślazk

Bolesław Śmiały

Waśń królewiczów Zbigniewa i Bolesława

Bolesław Krzywousty. Wojny ślązkie

Sławna obrona Głogowa

Nawrócenie Pomorza

Podział państwa polskiego

Władysław II. i Piotr Włast

IV. Ślązk pod zwierzchnictwem krakowskiem

Mieczysław Stary i Mieczysław Raciborski

Henryk Brodaty

Zakony rycerskie

Cz.3


Sprowadzenie Krzyżaków

Utrata Pomorza

Początki germanizacyi Ślązka

 Najazd Mongolski

Osadnictwo niemieckie

Drugi najazd mongolski

Król czeski Ottokar II

Henryk Probus

Biskup Tomasz II

Czterech kandydatów do korony polskiej

Początki panowania Łokietka

Nawrócenie Probusa

Czech królem polskim

Krzyżacka zdrada

Łokietek królem

Moralny upadek książąt ślązkich

Ślązk przechodzi pod czeską koronę

V. Stosunki wewnętrzne w okresie podziałów

Możnowładztwo

Szlachta

Lud wiejski

Mieszczaństwo

Cz.4


Król chłopków

Niemcy w Polsce

Święci polscy patronowie

Klasztory i fundacye pobożne

Potęga Kościoła

Nauka i szkoły

Kazimierz Wielki obrońca biskupstwa wrocławskiego

Książę Bolko Świdnicki

VI. Ślązk pod Luksemburczykami

Król Ludwik Węgierski

 Władysław Opolczyk

Zygmunt Luksemburczyk

Zamiary polskich panów

Krzyżacy a Litwini

Ziemowit Mazowiecki

Królowa Jadwiga i Wilhelm austryacki

Jadwiga i Jagiełło. Małżeństwo Litwy z Polską

Chrzest Litwy

Sprawy ślązkie

Księstwo Opawskie

Koniec Opolczyka

Jagiełło w Wrocławiu

Wielka wojna

Sobór w Konstancyi

Cz.5


Husytyzm

Zaproszenie Jagiełły na tron czeski

Najazdy husyckie

Koniec wojen husyckich

Biskup wrocławski Konrad

VII. Ślązk między Czechami, Węgrami a Polską

Unia florencka

Turcy i Tatarzy

Sposobność odzyskania Ślązka

Bitwa pod Warną

Konrad Biały

Sprawa lignicka

Wojna trzynastoletnia

Jak Wrocłwianie zapraszali polskiego króla

Najazd węgierski

Król Władysław Jagiellończyk

Wojna o Ślązk

Jan Olbracht i Zygmunt Stary książętami ślązkim

Zygmunt Stary

Spisek przeciw Jagiellonom

Cz.6


Bracia Jerzy i Albrecht Brandenburscy

VIII. Reformacya

Dlaczego luteranizm się szerzył

Herezya na Ślązku

Habsburgowie

Szkaradne sekty

Spór o księstwo Opolskie

Zastawianie ziem ślązkich

Spór o księstwo lignickie

Królowa węgierska na Ślązku

Szereg protestanckich książąt

Protestantyzm w Polsce a kardynał Hozyusz

Król Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna

Plany Kościoła narodowego

Sprawa inflancka

Unia lubelska

IX. Stosunki wewnętrzne w okresie Jagiellońskim w Koronie Polskiej i na Ślązku

Święty Kazimierz królewicz

 Święty Stanisław Kostka

 Stosunki narodowe na Ślązku

 Stanowisko duchowieństwa

 Oświata w Polsce

Oświata na Ślązku

Cz.7


Sztuka drukarska

Sztuki piękne

Wielkie odkrycia geograficzne

 Handel oceaniczny

Rolnictwo

Rękodzieła

 Emigracya

Polityczny stan Ślązka

Moneta

Handel ślązki

Stan ludu wiejskiego

Andrzej Frycz Modrzewski

 Tortury

X. Zwycięztwa w Polsce a klęski na Ślązku. Wojna trzydziestoletnia

Pierwsza elekcya

Pacta conventa

Druga elekcya

Henryk IX. Lignicki

Król Stefan Batory Wielki

 Zwycięztwa nad Moskwą

 Królowa Anna i jej siostry

Król Zygmunt III

Sprawa religijna na Ślązku

List majestatu cesarza Rudolfa

 Cesarz Maciej

Cz.8


Unia Brzeska

Szwedzkie kłopoty

Dymitr Samozwaniec

Wojna turecka

Wojna trzydziestoletnia

Liga katolicka i Unia protestancka

Kardynał Klesl

Ślązk hołduje kalwińskiemu królowi

Lisowczycy

Bitwa na Białej Górze

 Zwycięztwo katolicyzmu na Ślązku

Wallenstein

Szwedzi w Polsce

Szwedzi w Niemczech i na Ślązku

Król Władysław IV

Szwedzi powtórnie na Ślązku

 Sprawy polskie

XI. Ostatni wiek panowania Habsburgów; podbój przez Hohenzollernów

Warunki pokoju westfalskiego

 Germanizacya Ślązka

Rządowy katolicyzm

Gwałt w Trzebnicy

Nędza na Ślązku

Niewola ludu wiejskiego

Ksiądz Piotr Skarga

 Kozaczyzna

Bunt Chmielnickiego

Szwedzi na nowo w Polsce. Król Jan Kazimierz na Ślązku

 Cud N. P. Maryi Częstochowskiej

Niepodległość księstwa pruskiego

Król Jan Sobieski

Cz.9


Koniec Piastów ślązkich

 Królestwo pruskie

Sasi na tronie polskim

Szwedzi znów na Ślązku

 Sankcya pragmatyczna i wojna o tron polski

Cesarzowa Marya Teresa

Ślązk przechodzi pod panowanie pruskie

Wojna siedmioletnia

Państwo polskie bez wojska

 Upadek Polski

XII. Rozbiory odradzającej się Polski

Szkoła Leszczyńskiego i ks. Stan. Konarski

Ostatni król Polski

Rosya i Prusy przeszkadzają naprawie rządu w Polsce

 Konfederacya Barska

Pruski projekt rozbioru Polski

 Odrodzenie społeczeństwa polskiego

Sojusz pruski

Konstytucya Trzeciego Maja

 Prusy i Rosya urządzają drugi rozbiór Polski

Tadeusz Kościuszko

Wojna o niepodległość w Ameryce

Bitwa pod Dubienką

Kościuszko naczelnikiem narodu

Cz.10


Trzeci rozbiór Polski

 Rewolucya francuzka

XIII. Pierwsza połowa XIX. wieku

Wojna z Napoleonem. Francuzi na Ślązku

Legiony polskie i księstwo warszawskie

Reformy w państwie pruskiem

 Napoleon oszukuje Polaków

 Kongres wiedeński 1815 roku

 Królestwo polskie kongresowe

 Austrya germanizuje księstwo Cieszyńskie

Polski namiestnik w Poznaniu

 Rządy policyjne w Prusiech

 Język polski na Górnym Ślązku

 Oderwanie części Ślązka od dyecezyi krakowskiej

 Urządzenia administracyjne w państwie pruskiem

Oświata narodowa polska

 Adam Mickiewicz

Powstanie 1831 roku

 Powszechny ucisk polskości

 Rewolucya berlińska

Związek Niemiecki

Zakończenie


 

 

 

 

    

  

Feliks Koneczny

  

Dzieje Ślązka - 6

 

    

 

Bracia Jerzy i Albrecht Brandenburscy

 

W Polsce ciągłe kłopoty z Krzyżakami i Moskalami, którzy związali się sojuszem; co król Albrechta chciał zmusić do hołdu, to Wasyl wychodził z wojskiem; co uzbroił się przeciw Moskwie, to Albrecht wysuwał się naprzód. Albrecht był nadzwyczaj sprytnym politykiem i tak manewrował, że ciągle wyzyskiwał zwłoki i zyskiwał czasie. Dopiero w roku 1520 można się było zabrać do poskromienia księcia, który odmawiał hołdu najświetniejszej koronie we wschodniej Europie. Zajęli Polacy prawie całe Prusy Krzyżackie; już wyznaczono dzień hołdu, gdy wtem Albrecht dowiedział się, że mu nadchodzą posiłki z Brandenburgii i zerwał układy. Ponowiła się wojna. Albrecht ratuje się pośrednictwem książąt saskich i wyprasza czteroletnie zawieszenie broni, od 22-go Marca 1521 do 1525.

 

Tegoż samego roku 1521 Turcy zdobyli Belgrad i stanęli na samej granicy węgierskiej. Zbliżała się straszna katastrofa. A tymczasem chrześcijańscy monarchowie byli bezsilni wobec najpotężniejszego wroga. Świat chrześcijański rozdzielonym był sam w sobie - bo oto właśnie już od czterech lat zaczął się krzewić protestantyzm. W roku 1517 wystąpił Luter. Więcej o tem powiemy w następnym rozdziale, tutaj tylko zaznaczamy, że luterstwo przeszkodziło wspólnej wyprawie na Turka.

 

Luterstwo też posłużyło Albrechtowi Brandenburskiemu, ostatniemu Wielkiemu Mistrzowi Zakonu, do wydobycia się z matni. Czterech lat rozejmu użył on do tego, żeby Krzyżaków w Prusiech namówić do przejścia na luteranizm. Ludzie ci, dawno już bezbożni i religii tylko do upiększenia świeckich celów używający, przystali na to. Ożenili się zakonnicy-rycerze, zrzucili płaszcze z krzyżem i zamienili się w świeckich panów kraju. Cudzą szafowali własnością, bo Zakon ich był instytucyą kościelną, ale co ich to obchodziło.

 

Plany Albrechta popierał gorąco brat jego Jerzy. W r. 1523 przyznano mu prawo do księstw opolskiego i raciborskiego, skoroby tylko starzejący się książę Jan opolski umarł; gród i miasto Bogumin pozwolono mu zająć zaraz i tytułować się od razu księciem ślązkim na Raciborzu. Tegoż roku kupił Jerzy Hohenzollern księstwo karniowskie z miastami: Karniów, Głupczyce, Beneszów, Baborów, a na przydatek jeszcze odstąpił mu król Ludwik Jagiellończyk Bruntal z okolicą; pozwolił mu też i wszystkim jego braciom kupować ziemie na Ślązku. W roku 1526 nabył też Jerzy jeszcze Nidek i Bytom. Od tego czasu usadowili się Hohenzollernowie na Ślązku.

 

Stanąwszy pewną nogą na Ślązku, popierał Jerzy śmielej plany brata, Wielkiego Mistrza Zakonu krzyżackiego. Sam Jerzy był też zwolennikiem Lutra. Oderwał się też od Kościoła główny wówczas książę ślązki, potomek Piastów, Fryderyk II. Lignicki, któremu powiodło się połączyć znów w swem ręku od roku 1523 Lignicę, Brzeg i Wołów. Albrecht brandenburski przebywał w latach 1524 i 1525 dużo na Ślązku; z razu w Brzegu i w Kluczborku, a potem w Bytomiu. Tutaj to, na Ślązku, pod opieką Jerzego i Fryderyka lignickiego, dojrzały jego plany. Ci dwaj książęta wzięli też na siebie, wymiarkować delikatnie, coby też na to powiedział król polski i jeździli w tym celu do Krakowa. Sejm polski uchwalił już w roku 1524 znaczne podatki na dalszy ciąg wojny z Krzyżakami, skoro minie termin zawieszenia broni. Wtem nagle - nie było Krzyżaków! Wielki Mistrz wyparł się Zakonu, ogłosił się księciem świeckim Prus (wschodnich), ażeby zaś zyskać pobłażanie Zygmunta, złożył mu teraz hołd uroczyście na rynku krakowskim dnia 10-go Kwietnia 1525 roku. Niejeden z Polaków cieszył się, że niema Krzyżaków; ale niemądra to była radość.

 

Zamienienie kościelnych posiadłości na świeckie nazywa się sekularyzacya. Przez sekularyzacyę Prus założył Albrecht brandenburski nowe niemieckie państwo; z razu Polsce hołdujące, ale zawsze jej nieprzyjazne, nie było to świeckie księstwo bezpieczniejsze od sąsiedztwa Krzyżaków. Tak tedy stała się rzecz szczególna, że sami Polacy wyhodowali przyszłe królestwo pruskie, które miało później powstać z tej sekularyzacyi.

 

Jestto największym błędem historyi polskiej, że Polacy przystali na sekularyzacyę Prus. Przedewszystkiem był to ciężki grzech przeciwko Kościołowi katolickiemu, a swoją drogą wielki błąd polityczny. Należało wojnę prowadzić dalej i Prusy wschodnie zająć, tak samo, jak zachodnie; należało wymieść wszelki ślad panowania krzyżackiego, ale nie pozwalać, żeby ono odnowiło się w nowej, a wygodniejszej formie. Gdyby nie pozwolenie Zygmunta Starego na sekularyzacya Zakonu, nie byłoby państwa pruskiego, nie byłoby niemczyzny nad morzem bałtyckiem. Wiedzą o tem dobrze historycy i słusznie uważają Albrechta brandenburskiego za właściwego założyciela monarchii pruskiej.

 

Wtenczas nikt nie przewidywał, co wyrośnie z tego nowego księcia, który klęczał na krakowskim rynku przed tronem polskiego króla, bez którego łaski nie byłby mógł przenigdy księciem zostać. Wśród tysięcy ludu składał on swą przysięgę, przysięgając wierność i uległość koronie polskiej.

 

Po tym wypadku nadeszła w roku następnym do Krakowa wieść o strasznem zdarzeniu. W bitwie z Turkami zginął na Węgrzech pod Mohaczem Ludwik Jagiellończyk, dnia 29-go Sierpnia 1526 roku, mając lat zaledwie dwadzieścia. Druga to już ofiara, po Władysławie Warneńczyku, złożona przez dynastyę jagiellońską w obronie wiały św. Turcy zalali Węgry - część tego kraju długie lata musiała znosić jarzmo muzułmańskie.

 

Korony zaś: węgierska i czeska przypadły Ferdynandowi Habsburgowi, stosownie do umowy wiedeńskiej z roku 1515. Ślązk przechodził pod berło Habsburgów.

 

 

 

VIII. REFORMACYA

 

 

W tymże czasie, kiedy Ślązk zmieniał władców i z pod jagiellońskiego berła przechodził na przeszło dwieście lat pod panowanie dynastyi Habsburgów, zaszły inne jeszcze zmiany, jeszcze ważniejsze, bo religijne. Znaczna część Ślązka miała opuścić wiarę przodków i popaść w herezyę luterską, zwiedziona przykładem Wrocławia, tego miasta, które i przedtem i potem nieraz kraj cały prowadziło na złe drogi.

 

 Herezyi nie brakowało nigdy; w historyi Kościoła obejmującej wszystkie strony świata, tyle ludów, tyle tysięcy milionów głów, byłoby dziwnem, żeby się między pszenicą nie znalazło zawsze trochę kąkolu. W Europie, w Azyi, w Afryce pojawiały się często herezye, nieraz zaburzały kraje przez dłuższy czas, ale ostatecznie zawsze się kończyło na tem, że większa część zbłąkanych wracała do powszechnego Kościoła, małe tylko garstki upornych zostawiając bez znaczenia na boku historyi. Niedawno czeska herezya husycka zawichrzyła środkową Europę, ale nie mogła się ostać na stałe i pozostała po niej garstka tylko t. z. sekty braci czeskich i morawskich. Dopiero herezye XVI. wieku miały wyróść na nowe, osobne kościoły i rozdzielić chrześcijan w Europie na stałe na dwa obozy: udało się to zaś nie dlatego, żeby te herezye były ważniejsze lub lepiej obmyślane od dawniejszych (bynajmniej tak nie było!), ale dlatego, że poszły na służbę rządów, że stały się narzędziami do politycznych celów w ręku monarchów, królów i książąt, którzy zysk swój widząc, użyczyli herezyi poparcia.

 

Wśród heretyków 16-go wieku najważniejsi są: Luter. Zwingli i Kalwin; z tych najbliższy Ślązka, Luter, oddziałał wpływem swym na tę starą dziedzinę Piastów, a nawet porwał w odmęt swych błędów upadłych potomków rodu królów polskich na Ślązku; jak się najpierw wyrzekli narodowego jeżyka, potem opieki nad polskim ludem, tak wreszcie skończyli na odszczepieństwie od wiary swych przodków.

 

Marcin Luter był mnichem zakonu Augustyanów i profesorem niemieckiego uniwersytetu w Wittenberdze. Podczas studyów teologicznych nad pismem św. począł miewać różne wątpliwości w wierze; zamiast zwrócić się o wyjaśnienie i pouczenie do wyższej władzy kościelnej, choćby do najwyższej, on wątpliwości te rozgłaszał, i to publicznie, w kazaniach i drukiem. Gdy go za to skarcono, stawił się ostro, pełen gniewu i pychy, i to, co u niego samego z początku wątpliwością było, ogłosił za pewne, jako dogmat swojej religii.

 

 

Dlaczego luteranizm się szerzył

 

Fundamentem jego nauki jest wygodne bardzo twierdzenie, że sama wiara wystarcza do zbawienia, podczas gdy katolicy cięższe mają obowiązki, bo stosować się muszą do słów Zbawiciela, że wiara bez uczynków martwą jest. Nowa religia wygódkami swemi zjednywała sobie wielu ludzi, którzy radzi byli, że już bez uczynków dobrych obejść się można: niedługo potem ogłosił Luter, że za złe uczynki nie trzeba odpuszczenia grzechów, że niema czyśćca, że nie trzeba wzywać świętych pańskich, a na ziemi nie trzeba słuchać papieża ani biskupów; jeszcze przyjemniej było słuchać, że każdy mający wiarę (bez uczynków) jest właściwie kapłanem i nie potrzeba do kapłaństwa dopiero sakramentu. Pokasował ze siedmiu aż pięć sakramentów św. i zostawił tylko dwa: chrzest i sakrament ołtarza. Ażeby zaś godnie przystąpić do Stołu Pańskiego, wystarcza wiara, a choć uczynki złe, spowiadać się z nich nie trzeba, zaś za pokutę wystarczy samemu sobie powiedzieć, że się żałuje. Co tu wygody! Twarda jest nauka katolicka w porównaniu z temi wymysłami; religia luterska zdawała się dla grzeszników lżejszą, dużo mniej wymagająca, więc podobała się ludowi.

 

Ale w tem wszystkiem nie było jeszcze nic takiego, coby pociągnąć mogło panujących książąt. I dla nich Luter okazał się szczodrym. Powiedział, że niepotrzebne są biskupstwa i klasztory! Książęta niemieccy tedy na to, jak na lep, pomagali znosić biskupstwa, rozpędzać klasztory, a dobra kościelne, skarbce, fundusze, majątki klasztorne - szły do kieski książęcej. Im uboższym był który z nich przedtem, tem bardziej wielbił mądrość Lutra, tem gorliwszym był w szerzeniu nowej "czystej" ewangelii.

 

Ale książęta byliby może i tak nie dali rady, gdyby nie ta bardzo smutna okoliczność, że wielu księży poszło za przykładem Lutra i bałamuciło lud swym przykładem. Dla złych księży miał Luter także przynęty: pozwalał im się żenić, a zakonnikom i zakonnicom polecał opuścić mury klasztorne. Sam też ożenił się z zakonnicą, która uciekła z klasztoru, żył z nią i miał kilkoro dzieci.

 

O wszystkich pomyślał Luter i wszystkim dostarczał wygody, tylko o ludzie wiejskim zapomniał. Chłopi tedy niemieccy pomyśleli sami o sobie. Słysząc, że na wszystkie strony mówi się o "wolności ewangelicznej", wytłómaczyli ją sobie po swojemu: przestali pracować, uzbroili się i rzucili się na szlachtę i księży; mordy, pożogi, rzeź straszna ogarnęły prawie całe Niemcy. Luter myślał z początku, że to chłopi idą walczyć z katolicyzmem i ucieszył się; ale wkrótce spostrzegł, że im chodzi tylko także o wygody dla swego stanu, o to, żeby mogli użyć świata, wyrżnąwszy tych, którzy go używali dotychczas; więc chociaż ci chłopi także wierzyli, musiał sam wystąpić przeciw ich uczynkowi i tłómaczyć im, że trzeba przecież uczynków, jako to: posłuszeństwa władzom, pokory, pańszczyzny itp. Ale chłopi nie chcieli go słuchać i dopiero wielkie wojska musiały ich doprowadzić do porządku.

 

Jeszcze jeden ciekawy przykład. Do wielkich protektorów luterstwa należał Filip, landgraf heski, jeden z potężniejszych książąt niemieckich. Był już od trzynastu lat żonaty z księżniczką saską Krystyną, gdy mu się zachciało drugiej żony, panny Małgorzaty von der Saal. Radził się Lutra i Luter pozwolił księciu pojąć drugą żonę za życia pierwszej, pod warunkiem tylko, żeby to trzymać w tajemnicy, gdyż inaczej mogliby wszyscy, a także chłopi "z daleko sluszniejszych przyczyn, niż książę, żądać dwużeństwa, coby nas niemałego nabawiło kłopotu." I nabawiło też rzeczywiście kłopotu, bo landgraf sekretu nie dotrzymał i publicznie się pochwalił, że mu Luter dał pozwolenie na to dwużeństwo. Przez dziewięć lat miał landgraf naraz dwie żony; po dziewięciu latach dwużeństwa umarła mu pierwsza, Krystyna, a druga, Małgorzata, żyła jeszcze potem z landgrafem przez lat siedmnaście.

 

A więc inna miarka dla chłopów, inna dla książąt. Chłopów skazuje się na uczynki, od panów się ich nie wymaga, a książętom daje się dyspenzy, choćby na jawnogrzesznictwo. Nie dziwota, że wielu książąt wolało Lutra, który pozwalał wziąć sobie drugą żonkę do boku, gdy pierwsza się zestarzała, niż papieża, który w tym samym czasie o to samo rzucał klątwę na króla angielskiego! O! papież był zawsze bardzo niewygodny w takich rzeczach! Karą kościelną ścigał winowajców, nawet strącał monarchów z tronu, gdy nie pełnili swoich obowiązków. Cesarz niemiecki Henryk IV. stał boso w pokutniczej szacie, a król polski Bolesław Śmiały utracił tron przez papieża - za złe uczynki. Od tej papieskiej kontroli uwalniał książąt Luter. Że zaś wszędzie zwierzchnik jakiś być musi, więc orzekł, że każdy panujący książę jest zwierzchnikiem kościoła w swoim kraju. Cóż mogło być lepszego, jak być swoim własnym papieżem? być nietylko świeckim, ale i kościelnym naczelnikiem kraju; mieć na swe usługi nietylko urzędników i wojsko, ale też duchowieństwo; być panem nietylko życia i majątku, ale też i sumienia swoich poddanych. Taki Kościół - to proste narzędzie w ręku rządu! Tak też jest w rzeczywistości i dlatego-to luteranizm zyskał taką protekcyę u wszystkich tych panujących, u których było - mniej sumienia. Bez tej protekcyi nie byłby się on rozszerzył.

 

 

Herezja na Ślązku

 

Na Ślązk wprowadził herezyą ów margrabia Jerzy, o którym była już mowa w poprzednim rozdziale, że zyskał sobie tu panowanie od roku 1523 w Karniowie i Głupczycach; zaraz też tam luterstwo zaprowadził. On też powagą swoją i znaczeniem ośmielał Wrocławian i zasłaniał ich przed surowemi mandatami żyjącego jeszcze wówczas króla Ludwika. Wrocławianie, ufając, że książę w danym razie za nimi się wstawi, drukowali u siebie pisma Lutra; a gdy margrabia roku 1522 do Wrocławia sam przyjechał, okazały się zaraz skutki tej bytności, wypędzili tegoż roku Bernardynów, sprowadzili sobie księdza, któryby im wszystko po lutersku urządził, w osobie Jana Hessa. Już w roku 1524 zwołał magistrat wrocławski wszystkich kapłanów z miasta i przykazał im surowo, żeby tylko tak nauczali, jak ten Hess każe. Przeora Dominikanów, który się opierał, wygnano z miasta. Król polski Zygmunt Stary groził Wrocławianom, że zakaże im wszelkich stosunków handlowych w Polsce, jeżeli się nie upamiętają, ale to też nic nie pomogło. Mieszczaństwo niemieckie w Wrocławiu, niedawno przedtem tak się niby wzdrygające przed herezyą Podiebradzkiego, pędem się teraz rzucało w ramiona herezyji o dużo gorszej; bo też i wtenczas nie o Kościół im chodziło, nie o to, że Podiebradzki nie był dobrym katolikiem, ale o to, że nie był Niemcem: katolicyzm ich samych bardzo był kruchy. Za przykładem Wrocławia lutrzyli się Niemcy w innych także miastach: najprzód w Kożuchowie i w Złotoryi.

 

Z książąt najbogatszym był wówczas i najwięcej posiadał na Ślązku Fryderyk II. lignicki, który Lignicę połączył znów pod jednenta panowaniem z Brzegiem i nadto władał nad Wołowem, a na Dolnymi Ślązku był gubernatorem. Ten był zupełnie pod wpływem margrabiego Jerzego i robił wszystko, co margrabia chciał. W ziembickiem i oleśnickiem księstwie rządził książę Karol, wnuk Jerzego Podiebradzkiego, który z ochotą patrzył na szerzenie się żywiołu wrogiego katolicyzmowi. Podległe bezpośrednio królowi księstwa świdnickie i jaworzyńskie liczyły, tak samo, jak Wrocław, na wstawiennictwo margrabi Jerzego. Dodajmy do tego, że ówcześni biskupi wrocławscy brali się bardzo leniwo do rzeczy, a pojmiemy, że nowinki religijne, popierane przez książąt, prędko się szerzyły po kraju, podczas gdy król Ludwik zajęty był wojną turecką. Arcybiskup gnieźnieński, jako metropolita dyecezyi wrocławskiej, pisał upominające listy, ale na nic się nie zdały, skoro polski prymas nie był słuchany przez Niemców, którzy radzi byli, że przy tej sposobności zerwą także do reszty kościelny związek z Polską. Nastał potem (od roku 1539) we Wrocławiu biskup, który wprost podejrzany był o sprzyjanie herezyi; tak, że dziwna rzecz, jak się biskupstwo wrocławskie utrzymało, że nie przepadło w owych czasach, jak tyle innych biskupstw.

 

W roku 1526 kiedy król czeski Ferdynand Habsburski, obejmował zwierzchnią władzę nad Ślązkiem, herezya rozprzestrzeniła się już po całym kraju, gdzie tylko Niemcy mieszkali, połowa ludności była luterską i pełno żonatych pastorów. Tylko polski lud jeszcze jej kosztować nie chciał.

 

 

Habsburgowie

 

Habsburgowie byli szczerymi katolikami i król Ferdynand nie myślał pozwalać na szarpanie Kościoła. Był też ród Habsburgów dosyć potężnym, żeby wystąpić stanowczo i gdyby nie wojny tureckie, które zwracały potęgę; tej dynastyi w inną stronę, nie byliby przemogli książęta protestanccy. Habsburgom podlegały liczne kraje. Z małych początków doszedł ten ród do takiej dynastycznej potęga jak żadna przedtem dynastya w Europie.

 

Zamek zwany Habsburg (skrócone z Habichts-burg, gród jastrzębi) jest w Szwabii (dziś w ruinach). Oprócz nieznacznych posiadłości w Szwabii koło swego rodzinnego gniazda, posiadali jeszcze Habsburgowie nieco kraju w północnej Szwajcaryi. W roku 1278, wybrano hrabiego Rudolfa Habsburga królem niemieckim, właśnie dlatego, że był (jak na króla) niezamożnym; książęta radzi byli mieć króla takiego, od którego byliby oni sami potężniejsi, żeby go się nie musieli bać. Ale król Rudolf umiał się wziąć do rzeczy. Zyskawszy uznanie papieża, przyjął tytuł cesarski (chociaż się w Rzymie nie koronował) i zaraz zaczął myśleć o zdobyciu dla swego rodu jakiego kraju, żeby ugruntować potęgę domową. Sposobność nadarzyła się ku temu w Austryi; dawniej rządziła tam rodzina Babenbergów, która niedawno przedtem wygasła; spuściznę ich zagarnął król czeski Ottokar, który niechciał uznać Rudolfa cesarzem. Wyprawił się n niego Rudolf a pobiwszy go na głowę w roku 1278, zagarnął sam Austryę i Styryę, które-to kraje nadał w lenno swoim własnym synom, Albrechtowi i Rudolfowi. Była to pierwsza i ostatnia wojna Habsburgów o rozszerzenie swych posiadłości; odtąd w inny, praktyczniejszy i godziwszy sposób próbowali szczęścia, a mianowicie przez szczęśliwie ułożone małżeństwa, tak że powstało nawet o nich przysłowie w łacińskim wierszu, który powiada: Niech sobie inni wojują, ty szczęśliwa Austryo poszukuj - żon. Przez ożenki dostała się wkrótce temu rodowi Karyntya i Kraina, potem Tyrol i Tryest. Widzieliśmy, jak przez ożenek arcyksięcia Wilhelma próbowali dostać się na tron polski. Wynagrodzili sobie to przez małżeństwo z córką Zygmunta Luksemburskiego, która wniosła w ich dom koronę czeską i węgierską. Panowali tam z Habsburgów królowie Albrecht i Władysław Pogrobowiec; wiemy już, co się działo za małoletności Pogrobowca, jak potem korony te przeszły do rodu Jagiellońkiego i jak to Habsburgowie stali się nieprzyjaciółmi króla polskiego.

 

Ciężką tę stratę wynagrodzili sobie jednak zaraz ożenkiem w innej stronie świata, z księżniczką burgundzką, dziedziczką najbogatszych wówczas w Europie krajów, Burgundyi i Niderlandów. Szczęśliwym mężem tej księżniczki był ów cesarz Maksymilian, który spiskował przeciw Zygmuntowi Staremu. Syn jego Filip ożenił się z królewną hiszpańską; z tego małżeństwa było dwóch synów: Karol i Ferdynand, obaj rodowici Hiszpanie. Do hiszpańskiej korony należały niektóre kraje włoskie i nowo odkryta Ameryka. Wreszcie po bitwie pod Mohaczem (1526) Czechy i Węgry powróciły znowu do Habsburgów.

 

Od roku zaś 1438 korona cesarska nie wychodziła już z ich rodu. Cesarzem został też król hiszpański Karol Habsburski, pan Hiszpanii, Burgundyi, Niderlandów, części Włoch, Rzeszy Niemieckiej i Ameryki; w jego państwie nigdy nie zachodziło słońce, bo gdy zaszło w Europie, wschodziło w tej samej chwili na drugiej półkuli, w nowym świecie. Brat jego Ferdynand, wyręczał go w rządach Niemiec, był tu jego zastępcą, a sam panował na Węgrzech, w Czechach, Morawach, Łużycach, na Ślązku, w Austryi, w Tyrolu, w Styryi, Karyntyi, Krainie i w Istryi. Nigdy przedtem ani potem me widział świat takiej potęgi zebranej w ręku jednego rodu. Zdawało się, że cała Europa będzie tylko w ich ręku.

 

Ale ta potęga miała trzech wrogów: Francyę, Turcyę i protestantyzm. Król francuski koniecznie chciał osłabić Habsburgów i odjąć im przynajmniej panowanie we Włoszech. Było o to kilka wojen, wśród których niemieccy książęta zdradzali raz wraz najsromotniej swego cesarza i łączyli się z Francyą przeciw własnej ojczyźnie, a zwłaszcza książęta protestantcy, którzy nie życzyli potęgi katolickim Habsburgom: przez to też cesarz nieraz był zupełnie bezsilny w obec nich, a protestantyzm coraz bardziej się szerzył. - Na południu zaś Turcy, zwyciężywszy pod Mohaczem, zaczęli zagarniać Węgry i opanowali połowę kraju, tak, że nie dużo dla Ferdynanda zostało; do tego jeszcze miał tam przeciwne stronnictwo, które nie jego, ale hrabiego Zapołyę, rodowitego Węgra, królem uznawało. Ten Zapołya był zięciem króla polskiego, Zygmunta Starego, ale Zygmunt nie posłał mu wojska na pomoc przeciwko Habsburgom i był w zgodzie z Ferdynandem, żeby wojną pomiędzy królami chrześciańskimi jeszcze bardziej nie ułatwiać zdobyczy Turkom.17) W ciągłej grozie z powodu Turków, którzy mogli nie tylko zagarnąć resztą Węgier, ale też wpaść ztamtąd na Morawy i na Ślązk, potrzebował Ferdynand ciągle wojska i pieniędzy, a chcąc ich dostać, musiał przez szparę patrzeć na szerzenie protestantyzmu, bo inaczej wiedział, żeby go protestantcy książęta mogli zdradzić w stanowczej chwili. Potęga zaś turecka była jeszcze większą od habsburskiej; chociaż Turcy mniej mieli kraju, ale za to mieli stałe wojsko, wielkie, dobrze wyćwiczone i do zwycięstw przywykłe. Potęgę wojskową Turcyi tak się uważało w owych czasach, że tylko wszystkie państwa europejskie razem się wziąwszy do dzieła, mogłyby jej dać radę; ale ktoby sam jeden próbował się z Turkiem, ten musiał uledz, bo Turek miał więcej wojskowej siły, niż cała Europa nawet razem. Myślano też ciągle w Europie o powszechnym związku na Turka, czyli o lidze tureckiej, ale jak się tu było złączyć, skoro protestantyzm rozdarł chrześcijaństwo. Protestantyzm pojawił się w sam raz na rękę Turkom, a nawzajem protestantom w sam raz się przydało, że Turek zdobył Węgry i groził ztamtąd na dwie strony i Polsce i krajom habsburskim.

 

 

Szkaradne sekty

 

Taki był polityczny stan Europy, kiedy Ferdynand habsburska jako król czeski, przyjechał po hołd na Ślązk w roku 1527. W Wrocławiu wydał rozkaz, żeby wydalono przynajmniej tych księży, którzy pozawierali gorszące nieprawe związki małżeńskie, ale zaraz się temu hardo sprzeciwił magistrat wrocławski i Fryderyk książę lignicki. Coraz smutniej wyglądały na Ślązku sprawy religijne. Znaleźli się tacy (ale tylko wśród Niemców), którym niewystarczała już herezya luterska, ale brnęli dalej. Powstała w Niemczech sekta nowochrzceńców (czyli anabaptystów), którzy twierdzili, że chrzest dzieci jest nieważny, a więc trzeba na nowo chrzcić osoby dorosłe. A zaś wśród nowochrzceńców powstawały znów jeszcze gorsze sekciarstwa: niektórzy wznawiali adamickie tradycye z wojen husyckich, głosili, że wszelka własność powinna być wspólna i kobiety powinny być wspólnemi żonami wszystkich! Jak niegdyś Husyci Adamitów, tak teraz sami protestanci musieli się zabrać do wyplenienia tej zarazy. Dotknęła ona także Niemców na Ślązku; tu i ówdzie trzeba było rozprawić się mieczem, jak w Głogowskiem i w okolicy Ząbkowic; tam książę Karol kazał im uszy poobcinać i z kraju wyganiał. W Lignicy niejaki Schwenkfeld, szlachcic niemiecki, wymyślił sobie nową naukę i polecał, żeby się zupełnie wstrzymać od przystępowania do Sakramentu Ołtarza; i rzeczywiście, w roku 1526 przestali Ligniczanie przyjmować Komunię świętą! Król Ferdynand zajęty był tymczasem wojną z Zapołyą na Węgrzech i kontent był, że Wrocławianie, Świdniczanie i książęta ślązcy przyzwolili mu na podatki na tę wojnę; musiał przymrużać oczy na wszystko!

 

W roku 1529 nastało wielkie niebezpieczeństwo od Turków. Sprawdziły się obawy; Turek zdobywszy już stolicę królestwa węgierskiego, Budzyń, ruszył z Węgier na Austryę i obległ Wiedeń, stolicę Ferdynanda. Gdyby Wiedeń był zdobyty, cała Austrya i Morawy byłyby wpadły w ręce pohańca i Ślązk też się musiał przygotowywać na przyjęcie nieproszonych gości. Zbrojono się tedy, płacono na wojsko duże podatki, a że król nie mógł się obejść bez podatków protestantów, więc znowu milczał. Szczęściem Turcy, niezwyciężeni w bitwie w otwartem polu, nie mieli takiej wprawy i zdatności do zdobywania wielkich miast przez dłuższe oblężenie i Wiednia nie zdobyli; z końcem Października pisał Ferdynand do Wrocławia, że ślązkie wojsko już na ten rok niepotrzebne. W tym właśnie czasie ślązcy nowochrzceńcy wnieśli prośbę, żeby wysłuchać ich wyznania wiary i przyznać im prawa te same, jak luteranom. Książę lignicki dał im na to taką odpowiedź, że wygnał Schwenkfelda i głównych jego zwolenników i w roku 1530 zaczęto po czterech latach pauzy znowu w Lignicy przystępować do Najświętszego Sakramentu - ale nie po katolicku, tylko po lutersku, tj. pod obiema postaciami, jak przedtem Husyci.

 

Na rok 1530 zwołał cesarz sejm Rzeszy Niemieckiej do Augsburga, żeby protestanci powiedzieli przynajmniej wyraźnie, czego chcą. Skoro bowiem Luter pozwolił każdemu samemu sobie tłómaczyć i wyjaśniać pismo świąte, powstało z tego całe mnóstwo najrozmaitszych przekonań religijnych, a z tego ten skutek, że się nigdy nie wiedziało, z czem się właściwie ma do czynienia, bo co głowa, to rozum. Po długich naradach zgodzili się przynajmniej bliżsi zwolennicy Lutra na jedno wyznanie wiary, które na tym sejmie Augsburskim przedstawili; ztąd zowie się do dziś dnia wyznaniem Augsburskiem. - Ślązk nie należał do Rzeszy niemieckiej i nie był prowincyą cesarstwa, lecz czeskiego królestwa. Ale margrabia Jerzy, pan Karniowa i Głubczyc, a wiec książę na Ślązku, należał do Rzeszy, jako będący z rodu margrabiów brandenburskich Hohenzollernów. Chociaż tedy w Niemczech nie posiadał ani piędzi ziemi, skorzystał ze swej familii i na ten sejm pospieszył, a zabrał też z sobą młodego następcę księstwa ziembickiego i tam wyznanie augsburskie także podpisał. Zaraz następnego roku 1531 zawarli protestanccy książęta Niemiec zbrojny związek w obronie tego wyznania, przygotowani każdej chwili do wojny z cesarzem; związek ten nazywa się szmalkaldzkim, od miasta Schmalkalden, gdzie się zjechali i umówili. Należał do niego także margrabia Jerzy.

 

 

Spór o księstwo Opolskie

 

Wpływ tego krzewiciela protestantyzmu na Ślązku miał się jeszcze bardziej rozszerzyć, gdy w Marcu 1532 umarł ostatni piastowski książę opolski, Jan, który (jak o tem była mowa w poprzednim rozdziale) od dawna już Jerzego wyznaczył na swego następcę. Król Ferdynand, dowiedziawszy się o tym układzie między książętami, chciał go skasować, żeby znaczniejsze na Ślązku księstwo i wielkie po księciu skarby nie dostały się w ręce protestanta. Umowa tych książąt sprzeciwiała się prawu feodalnemu, czyli przepisom o lennach książęcych. Książę nie będący niepodległym zupełnie monarchą, ale podlegający zwierzchnictwu starszego monarchy, nie mógł rozporządzać swem księstwem na wypadek, gdyby nie pozostawił po sobie dziedziców. Ustawy bowiem orzekały, że kraj taki jest własnością zwierzchnika, który go tylko odstępuje niejako rodzinie podległego księcia i to się nazywało lennem; skoro zaś wymrą wszyscy ci, którzy według dawnej umowy mają prawo do lenna, kraj wraca do zwierzchnika. Takim zwierzchnikiem księstw ślązkich była korona czeska, a Ferdynand miał obowiązek bronić jej praw, skoro był królem czeskim. Dzierżawy księcia Jana nie były jego bezwzględną własnością, ale tylko lennem; nie miał przeto prawa rozporządzać niemi dowolnie. Sejm czeski wezwał też Ferdynanda, żeby wystąpił przeciw rozporządzaniu nie swoją rzeczą; bo Opolskie dopóty tylko mogło być własnością książęcego rodu opolsko-raciborskiego, dopóki starczyło potomków tego rodu. Kiedy tedy margrabia Jerzy prosił króla w roku 1528 o zatwierdzenie tej jego umowy z księciem Janem, król Ferdynand odmówił, a Jana opolskiego wezwał przed sąd. Natenczas książę Jan odwołał przyrzeczenia dane margrabiemu, sam ogłosił, że one już nieważne, bo je cofa i wydał dokument, w którym sam stwierdza, że kraje jego mają przejść po jego śmierci do korony czeskiej. Żeby zaś margrabia niemiał krzywdy z zawiedzenia nadzieji, na których spełnienie już na pewno liczył, postanowił mu Ferdynand dać 183,333 guldenów odszkodowania; urządzono to w ten sposób, że król zawarł z margrabią ugodę w Pradze w roku 1531 tej treści: Po śmierci księcia Jana dziedzictwo jego przypadnie wprawdzie królowi, ale król zastawia księstwa opolskie i raciborskie margrabiemu i jego potomkom za 183,333 guldenów, tak, że margrabia lub jego dziedzice mają tam panować dopóty, dopóki im król tych pieniędzy nie spłaci. Ponieważ król niemiał gotówki, więc w tej formie zabezpieczył odszkodowanie margrabiemu; nie był to zastaw prawdziwy, boć margrabia żadnych pieniędzy Ferdynandowi nie dawał; dobrowolnie król chciał Jerzemu dać to pieniądze, uznał to za swój dług i dług ten zabezpieczył margrabiemu, według ówczesnych zwyczajów, w formie zastawu. O inne posiadłości Jerzego nie było wątpliwości; księstwo karniowskie potwierdził mu król dziedzicznie, aż do zupełnego wygaśnięcia rodu margrabiego; bytomskie do trzeciego pokolenia, na syna i wnuka, a bogumińskie aż do prawnuka.

 

 

Zastawianie ziem ślązkich

 

Tak stały sprawy, kiedy w roku 1532 umarł książę Jan. Król Ferdynand sądził, że ze skarbów odziedziczonych po księciu wypłaci margrabiemu zaraz ową sumę zastawną i w ten sposób usunie zupełnie protestanta od Opola i Raciborza. Ale skarby opolskie, chociaż znaczne, poszły znowu na wojnę turecką - (Turcy wpadli do Styryi) a margrabia utrzymał się aż do śmierci przy posiadaniu tych księstw, niby prawem zastawu. Nie mieszkał tu jednakże nigdy, rządził niemi z Anspachu, w południowych Niemczech, który mu tymczasem też przypadł w dziedzictwie. Rządził zaś w ten sposób, że popierał wszelkiemi siłami protestantyzm. Król Ferdynand miał ręce związane niebezpieczeństwem tureckiem, potrzebując ciągle wojska i pieniędzy. Kłopoty o pieniądze zmusiły go w roku 1537 ze zastawił księstwo głogowskie bogatemu szlachcicowi niemieckiemu Hieronimowi von Biberstein. Wojsko królewskie poniosło wtenczas wielką klęskę na Węgrzech od Turków; i ślązki oddział wojskowy brał udział w tej nieszczęśliwej bitwie. W trzy lata później wykupiono Głogowszczyznę od Bibersteina, ale tylko na to, żeby ją znowu zastawić księciu lignickiemu, Fryderykowi II., gorliwemu protestantowi, który ofiarował jednak wielką sumę, bo aż 62473 guldenów zlotem. Bogaty ten książę nabył też prawem zastawu prawie wszystkie ziemie księstw oleśnickiego i ziembickiego od księcia ziembickiego Henryka II. Coraz więcej kraju przechodziło pod władzę nieprzyjazną Kościołowi. W cieszyńskiem księstwie sprawował rządy za małoletniego księcia magnat czeski, Jan z Pernsztyna, także protestant.

 

Za czasów biskupa wrocławskiego Baltazara von Promnitz nawiedził protestantyzm także biskupie księstwo nyskie; w samej Nysie rozpierały się nowinki religijne. Wtedy też zaczęło się zastawianie dóbr kościelnych i sam król Ferdynand, ciągle pieniędzy potrzebujący skorzystał z tego, że biskup na to pozwalał i zastawił Wrocławianom w roku 1540 posiadłości zakonu Joannitów a więc nie swoją własność. Za złym przykładem danym z góry poszedł komtur Joannitów w Opawie i odsprzedał protestanckim mieszczanom prawo patronatu kościoła farnego i nic mu się za to nie stało, chociaż tam protestował przeciw temu biskup ołomuniecki, do którego dyecezyi należało Opawskie.

 

W roku 1541 poniósł Ferdynand na Węgrzech nową klęskę od Turków; potrzebował gwałtownie pomocy wszystkich książąt, czy to katolickich, czy to protestanckich. Zależało mu też wiele na pomocy możnego domu brandenburskiego, Hohenzollernów. Na rok następny, kiedy nową trzeba było prowadzić wojnę z Turkami, zebrał wojsko z Niemiec, na którego czele stanął elektor brandenburski, Joachim, głowa domu Hohenzollernów. W wspaniałym pochodzie przejeżdżał przez Wrocław w Maju 1542, ale na Węgrzech nic nie sprawił. W następnym roku zmarł dnia 7-go Grudnia ów margrabia Jerzy, który pierwszy z Hohenzollernów stanął na ślązkiej ziemi i pierwszy protestantyzm tu sprowadził. Pozostawił dziedzicem swym pięcioletniego synka, a w testamencie zastrzegał, że choćby jego potomstwo wygasło, inne linie brandenburskie, a mianowicie elektorska, mają odziedziczyć ślązkie posiadłości: postanowienie to sprzeciwiało się znowu prawu lennemu i trzeba było na to pozwolenia królewskiego. Ale dom brandenburski nie dbał o to i jeszcze nowe usnuł sobie plany na powiększenie swych posiadłości na. Ślązku; zahaczyli teraz o księstwo lignickie.

 

 

Spór o księstwo lignickie

 

Stary książę lignicki, Fryderyk II., znany był z tego, że robił wszystko, czego od niego margrabia Jerzy zażądał; po jego śmierci związał się ściśle z elektorem brandenburskim, z którym zawarł był układ, ważny nadzwyczaj dla późniejszej historyi kraju. Umowa ta, wykonana dopiero w roku 1545, pochodziła jednak jeszcze z r. 1537. Umówiono się wtenczas, że syn elektora ożeni się z córką Fryderyka, Zofią; a nawzajem młodszy syn Fryderyka, Jerzy, pojmie w małżeństwo Barbarę, księżniczkę brandenburską. Książę Fryderyk miał oprócz Jerzego, jeszcze drugiego syna, starszego, imieniem także Fryderyka; dziedziców męzkich nie brakowało tedy księstwom lignickiemu i brzeskiemu. Ale Hohenzollernowie już teraz wymogli na księciu umowę, że w razie wygaśnięcia kiedykolwiek jego rodu męzkiego lignickiego, ma przejść dziedzictwo na potomstwo księżniczki Zofii, a zatem na potomstwo Hohenzollernów. Umowa ta dotyczyła Lignicy, Brzegu, Wołowa, Trzebnicy i Wołczyna. W obec prawa lennego książęcego była ona także nieprawną, bo lenna książęce nie mogły bez zezwolenia króla przechodzić na linię żeńską. Toteż kiedy w roku 1545 doszły do skutku te umówione małżeństwa (zawarto je w Berlinie), wystąpił król Ferdynand przeciw układowi o następstwo dziedziczenia, zawartemu bez jego pozwolenia, a wbrew prawom korony.

 

Nastała właśnie chwila korzystna dla Ferdynanda; przez jakiś czas zdawało się, że protestantyzm będzie pokonany. Brat króla Ferdynanda, cesarz Karol V., nie mógł mu dotychczas nic pomóc, bo jak Ferdynand z Turkami, tak Karol miał ciągłe wojny z królem francuskim; w wojnach tych doświadczył dużo zdrady od książąt protestanckich. Toteż gdy wreszcie w roku 1544 ukończyły się wojny francuzkie, tem bardziej pragnął poskromić teraz tych książąt, którzy od 1531 roku już związali się w zbrojny związek szmalkaldzki. Obaj bracia Habsburgowie porozumieli się i zabrali się wspólnie do dzieła, tem śmielej, że równocześnie Ferdynand miał nieco spokoju od Turków.

 

W Kwietniu 1546 roku przybył król Ferdynand do Wrocławia, a czując się silniejszym w obec książąt, niż kiedykolwiek dotychczas, zawezwał przed swój sąd księcia lignickiego o nieprawnie z brandenburskim domem zawartą umowę, którą też wyrokiem sądowym zniósł. Pełnomocnik elektora Joachima oświadczył wtenczas, że jego pan nie zgadza się na wyrok królewski. Ważna to bardzo dla nas sprawa, bo w dwieście lat później, król pruski Fryderyk zajął Ślązk, powołując się właśnie na tę umowę z księciem lignickim, Fryderykiem II.

 

Wtenczas jednak nikomu się nie przyśniło, żeby zważać na protestacyę adwokata brandenburskiego; król wybierał się właśnie na wojnę ze związkiem szmalkaldzkim protestanckich książąt. Dnia 24-go Kwietnia 1547 odnieśli Habsburgowie świetne zwycięztwo pod Mühlbergiem nad Łabą. Ślązcy protestanci zajęli w tej wojnie dwuznaczne stanowisko i siedzieli cicho. Król werbował na Ślązku wojsko, a pomagał mu w tem wylękniony biskup wrocławski, który nagle spotulniał. Książę lignicki umarł wkrótce po tej bitwie, we Wrześniu 1547 roku. Panowaniem jego podzielili się synowie: starszy, Fryderyk III., wziął Lignicę i Ziembice, a młodszy, Jerzy II., mąż Barbary brandenburskiej, wziął Brzeg i Wołowo. Starszy, Fryderyk, wstąpił nawet do służby wojskowej u Ferdynanda i bił się, choć sam protestant, przeciw związkowi szmalkaldzkiemu. Tem bardziej jeszcze struchleli protestanci, gdy król Ferdynand udał się po zwycięztwie do Pragi i tam straszne sądy odbywał nad czeskimi protestantami i utrakwistami (resztą Husytów), o ile byli podejrzani o związki ze szmalkaldzkimi. Obaj książęta ślązcy: lignicki i brzeski, wyrzekli się też uroczyście swego układu z Hohenzollernami o następstwo w panowaniu, wiedząc, że król uważa ten układ za dowód nieprzyjaźni względem siebie. Zdawało się, że Ferdynand zrobi teraz wszystko, co zechce, że stosunki zmienią się gruntownie na korzyść katolicyzmu.

 

279 ostatni akapit

- 281 -

 
Do miast ślązkich, które objawiały przyjaźń dla szmalkaldzkiego związku, zabrał się teraz Ferdynand surowo i nakładał na nie kary. Korzystając ze zwycięztwa, postarał się, żeby w Czechach już teraz wybrano na przyszłego króla jego syna Maksymiliana, któremu też i na Ślązku kazał hołd złożyć. W Listopadzie 1550 roku wydał rozkaz, żeby na Ślązku odebrać godności duchowne wszystkim osobom nieuprawnionym do spełniania czynności kapłańskich, niemającym święceń kościelnych katolickich. W roku 1551 wykupił księstwo ziembickie od protestanckiego księcia lignickiego i nabożeństwo katolickie przywrócił; ale niedługo to trwało, bo już w roku 1559 kraina ta przeszła pod władzę protestanckiego księcia Karola oleśnickiego.

 

 

Królowa węgierska na Ślązku

 

Opolskie i Raciborskie było w zastawie u małoletniego syna margrabiego Jerzego. W roku 1552 księstwa te przeszły w posiadanie Izabelli, wdowy po Janie Zapolyi, przeciwniku Ferdynanda na Węgrzech. Ferdynand zawarł bowiem z rodziną Zapolyich układ, mocą którego kraj węgierski, zwany Siedmiogrodem miał dla nich pozostać. Umowa ta była mu niedogodna i chciał ją zmienić z korzyścią dla siebie; był teraz na tyle potężnym, że mógł rozkazywać, Królowa Izabella musiała się zrzec Siedmiogrodu w zamian za Opole i Racibórz na Ślązku. Młody margrabia zaś, usunięty z zastawnych swych posiadłości, dostał za to inne, ale mniej wartujące, a mianowicie Żegań, Przybuź, Nowimburk, tudzież dolnołużyckie posiadłości Żarową i Trzebię. Nie całe trzy lata tylko władała Izabella na Ślązku; nie mogąc bowiem przeboleć straty Siedmiogrodu, ciągle się łączyła z nieprzyjaciółmi Ferdynanda, skutkiem czego tenże odebrał jej ślązkie księstwa i wprost do korony czeskiej przyłączył. Od roku 1556 nie było już książąt ani w Opolu, ani w Raciborzu; zaarządzał niemi sam król. W dwa lata potem udało się wreszcie Ferdynandowi zebrać pieniądze, przyrzeczone niegdyś margrabiemu Jerzemu; wypłacono je jego synowi, Jerzemu - Fryderykowi, a tak księstwo źegańskie ze swemi miastami wracało także do korony.

 

 

Szereg protestanckich książąt

 

Nie udało się jednakże położyć tamy krzewieniu protestantyzmu na Ślązku. Habsburgowie zawdzięczali bowiem niedawne swe zwycięztwo w szmalkaldzkiej wojnie pomocy użyczonej przez potężnego księcia saskiego Maurycego, który został za to elektorem. Nagle w roku 1552 Maurycy zdradził i rozpoczął wojnę z cesarzem; przewaga przechyliła się znowu na stroną protestantów, i już tego samego roku trzeba im było przyznać różne prawa. W roku zaś 1555 zawarto w Augsburgu t. z. pokój religijny, w którym pozwolono książętom urządzać sprawy religijne w swych posiadłościach, jak im się podoba. Cesarz Karol V. nie chciał już potem panować w Niemczech i odtąd Ferdynand jest jedynym zwierzchnikiem Rzeszy niemieckiej.

 

Stosunki ślązkie zależały już teraz od tego, co się działo w Niemczech; chociaż bowiem Ślązk do Rzeszy nie należał, lecz do czeskiej korony, ale królem czeskim był król niemiecki, a niemieccy książęta mieli posiadłości na Ślązku; inni zaś i wszystkie prawie miasta były zgermanizowane i we wszystkiem na Niemcy się oglądały. Co gorsza, nawet Ślązk górny nie uniknął herezyi, a zwłaszcza księstwo cieszyńskie, gdzie książę Wacław, stawszy się pełnoletnim w roku 1545, jawnie do protestantyzmu przystąpił. Pamiętać trzeba, że lud prosty nie miał wówczas tego wykształcenia religijnego, jak dziś-więc łatwo go było zwodzić. Lud nie umiał katechizmu, a więc nie mógł odróżnić, co katolickie, a co sprzeciwia się wierze świętej. Książę, chcący wprowadzić u siebie protestantyzm, nie potrzebował do tego żadnych gwałtów. Postarał się tylko o to, żeby gdzie osierocieje jaka fara, obsadzić ją księdzem życzliwym protestantyzmowi; ten powoli, nieznacznie, zmieniał obrządek, a że uwalniał ludzi od postów, spowiedzi i uczynków, to się właśnie niejednemu podobało. W ten sposób całe okolice stawały się protestanckiemi, nawet nie wiedząc o tem, że się odszczepiają od Kościoła. Co im powiedziano, w to wierzyli - bo nic innego usłyszeć nie mieli sposobności. I tak trzeba sobie wytłumaczyć, że na Górnym Ślązku, a zwłaszcza w tej jego części, która dziś do Austryi należy, lud polski rozdwojony jest pod względem religijnym. Ani mowy o tem być nie może, żeby przodkowie dzisiejszych polskich protestantów na Ślązku, byli mieli w 16-tym wieku jakąś niechęć do Kościoła a ochotę do protestantyzmu. Oni w ogóle nie wiele o Kościele wiedzieli, bo oświaty ludowej nie było i nie wiele się znali na tych rzeczach. Skądże miała być oświata, skoro szkoły były niemieckie, a Polaka i tak nie dopuszczano do żadnego urzędu. Raz na protestantów zamienieni, pozostawiali już herezyę w spuściźnie swym potomkom. Dziwić się doprawdy trzeba, że cały Górny Ślązk nie stał się wtenczas protestanckim, ale tylko pewna cząstka. To zaś tłumaczy się po części tem, że jeszcze nie cały Górny Ślązk należał wówczas do dyecezyi wrocławskiej; okolica bytomska i pszczyńska należała aż do roku 1821 do dyecezyi krakowskiej.

 

Z początkiem drugiej połowy 16-go wieku nie było już na Ślązku ani jednego katolickiego księcia: W Cieszynie rządził Wacław III, w Karniowie, w Bytomiu i w Boguminie margrabia Jerzy Fryderyk; w Ziembicach i w Oleśnicy książę Jan, który odstąpił Bierutowo swemu synowcowi Henrykowi III., i dwóch Piastów: Fryderyk III. i syn jego Henryk XI. w Lignicy i Jerzy II. w Brzegu - wszyscy protestanci; dodajmy do tego biskupa wrocławskiego, zbyt słabego. Gdzie zaś książąt nie było, tam tem większe znaczenie miały miasta, a zarząd wszystkich spoczywał w ręku protestantów. Nie było na Ślązku ani kawałka ziemi, któraby nie była w mocy protestantów; a choć nad nimi wszystkimi był katolicki król Ferdynand, nie mógł już nic robić od czasu spokoju religijnego z roku 1555. I nie zrobił też już nic przez następnych lat dziewięć, które mu jeszcze do życia pozostały. Kiedy umierał w roku 1564, jedno zaledwie hrabstwo kłodzkie, ziemia na pół tylko ślązka, nie pozostawało pod panowaniem protestantyzmu, a to dzięki tylko temu, że było zastawione katolickim książętom bawarskim.

 

Siejba Jerzego Hohenzollerna powiodła się tedy znakomicie.

 

Wtem, gdy Ferdynand zamknął oczy - gruchnęła wieść, że syn jego Maksymilian, także jest protestantem i że wkrótce sam publicznie to ogłosi! Rzeczywiście - nie wiele do tego brakowało. Co byłoby z katolicyzmem, gdyby protestant został królem i cesarzem? Od niebezpieczeństwa tego uratował Kościół biskup polski Hozyusz. Gdyby nie wpływ polskiego biskupa, cesarstwo niemieckie byłoby już w 16-tym wieku protestanckiem.

 

 

Protestantyzm w Polsce a kardynał Hozyusz

 

I w Polsce nie brakowało protestantów. Patronem luteranizmu był tu książę pruski, ów zlutrzony, "sekularyzowany" ostatni Wielki Mistrz Krzyżacki w Prusiech, Albrecht Brandenburski, rodzony brat Margrabiego Jerzego. Dwór jego był od początku przytułkiem wszelkich heretyckich reformatorów, którzy ztąd szerzyli swe wpływy na miasta w Prusiech królewskich. Szybko tu przyjęło się luterstwo, a zwłaszcza w bogatym Gdańsku, gdzie nowinki religijne połączyły się z zaburzeniami politycznemi. Król Zygmunt Stary musiał w roku 1526 umyślnie do Gdańska przyjeżdżać, żeby przywrócić porządek, przyczem dał się ciężko we znaki wichrzycielom. Nawracać jednak przemocą nie pragnął i tylko pilnował, żeby protestanci katolików nie krzywdzili i nie grabili kościelnych majątków.

 

Pomiędzy luterskimi Prusami a luterskim Ślązkiem leży Wielkopolska granicząca od zachodu z brandenburskiemi posiadłościami. Z trzech stron otwarta na wpływy luteranizmu, nie zupełnie im się oparła i niejeden zawahał się w wierze. W Małopolsce szerzył się kalwinizm i aryanizm, - Był czas, że większa część polskiej szlachty w Wielkopolsce i w Małopolsce była kalwińską i aryańską; na Litwie zaś najmożniejsze rody, właściciele olbrzymich majątków, rodziny spokrewnione z tronem, wyznawały także kalwinizm. Ale czas ten trwał krótko; herezya nie utrzymała się w Polsce. Czy może rząd ją zgnębił? Rząd w Polsce nigdy nikogo nie gnębił! Będziemy mieli sposobność porównywać historyę reformacyi w Polsce i w Niemczech. W Niemczech składa się ona z historyi srogich wojen, w Polsce z pokojowego, łagodnego nawracania. W Niemczech protestantyzm został do dziś dnia, coraz potężniejszy, coraz bardziej dający się we znaki katolicyzmowi, w Polsce zniknął jeszcze w tym samym wieku XVI.

 

Od samego zaś początku różni się historya reformacyi w Polsce a w Niemczech tem, że wszystko odbywa się - bez rozlewu krwi. Co zaś najważniejsza, nie bałamucił nikt w Polsce wiejskiego ludu, toteż nie było tu żadnych a żadnych rozruchów, żadnej wojny chłopskiej. Nieznane też były prawie całkiem takie sekty, jak nowochrzceńców, nikt nie głosił wspólności żon i podobnych niedorzeczności.

 

W Polsce reformacya była tylko rozterką sumień, ale nie była czatowaniem na zabór majątków kościelnych. Ludzie źle pouczeni o religii stali przy swoich błędach, ale gdy się wreszcie przekonali, że to błędy, porzucili je otwarcie; nie łączyły się bowiem ze sprawami religijnemi sprawy materyalne. Rząd spoczywał w ręku uczciwych Jagiellonów; do roku 1548 panował Zygmunt Stary, ów niegdyś książę głogowski, ten król, który zaniechał sposobności zajęcia Ślązka i który wbrew własnemu interesowi dochował przymierza domowi habsburskiemu, gdy widział, że wojna z Habsburgami wyszłaby na korzyść Turków. Taki król nie mógł chcieć bogacić się i wzmagać swą władzę kosztem Kościoła; nie sekularyzowano też w jego królestwie żadnego biskupstwa, nie zniesiono żadnego klasztoru. Protestantów jednakże nie prześladował, a tym z pomiędzy katolików, którzy mu doradzali użycia surowych środków i gwałtu na wyplenienie herezyi, odpowiadał zawsze, że nie jest władcą niczyjego sumienia. Popierał jednakże za to wszystko, co zmierzało do wzmocnienia katolicyzmu; dbał o dobór gorliwszych biskupów, niż ich zastał na początku swego panowania, cieszył się, gdy widział, że u młodszego duchowieństwa więcej jest wykształcenia; wierzył bowiem silnie w to, że prawda wyjdzie w końcu, jak oliwa na wierzch, byle tylko ludzie broniący tej prawdy świecili rozumem, hartem i czystością charakterów. Właśnie też w drugiej połowie panowania Zygmunta Starego, kiedy najbardziej wichrzyła w Polsce reformacya, dokonuje się równocześnie po cichu reforma duchowieństwa katolickiego, której owoce ukazać się miały za panowania jego syna, Zygmunta Augusta.

 

Zygmunt Stary rozumiał tedy dobrze, że więcej znaczy dać Kościołowi tęgiego obrońcę, niż wydać dziesięć ustaw przeciw protestantom. Toteż wiedział dobrze, co robił, gdy zaczął protegować Hozyusza, wielkiego uczonego a gorliwego katolika, który wzniósłszy się na pierwsze szczeble po łasce królewskiej, został w końcu kardynałem i był nawet prezydentem powszechnego soboru w Trydencie.

 

Hozyusz urodzony w Krakowie roku 1504, pierwotnie był prawnikiem i jako taki zajęty był w kancelaryi króla Zygmunta Starego; posiadając wybitne zdolności a będąc sumiennym pracownikiem, został wkrótce sekretarzem królewskim. Wśród szerzenia się protestantyzmu, Hozyusz stawał się coraz bardziej - katolickim i postanowił życie swoje poświęcić obronie Kościoła. Przekroczywszy już trzydziesty rok życia powziął zamiar wstąpienia do stanu duchownego. Król Zygmunt Stary użyczył mu i na tej drodze swego poparcia, a umierając, polecił synowi swemu, Zygmuntowi Augustowi, żeby Hozyuszowi oddał pierwszą stolicę biskupią, jaka w Polsce zawakuje. Spełniając wolę ojca, nadał nowy król Hozyuszowi w roku 1546 biskupstwo chełmińskie w Prusiech królewskich, z którego potem w roku 1551 postąpił na biskupstwo warmińskie.

 

 

Król Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna

 

Nowy król miał zaraz na początku ciężki kłopot do przebycia, a to z powodu swego małżeństwa. Zygmunt August był wybrany na króla jeszcze za życia ojca i koronowany w roku 1530, kiedy miał lat zaledwie dziesięć. Gdy doszedł do pełnoletności, ożenił go ojciec z arcyksiężną habsburską Elżbietą, córką króla Ferdynanda, chcąc przez to tem bardziej zabezpieczyć przewagę wpływom katolickim. Elżbieta wkrótce umarła, a młody królewicz wybrał teraz według serca żonę. Zapomniał, że królom wolno się żenić tylko z polityki, a nie według serca; a raczej nie zapomniał, lecz postanowił zmienić, złamać ten zwyczaj i usunąć politykę z małżeństwa. Zakochał się w urodziwej nadzwyczaj Barbarze Radziwiłłównej i pozyskał jej wzajemność. Królewicz pozyskawszy miłość pięknej Barbary, nie zrobił sobie z niej kochanki - ale ożenił się z nią ślubem kościelnym. Tylko uczciwa krew jagiellońska dała światu taki przykład jedyny, żeby król poczuwał się do tych samych obowiązków uczciwości, jakie religia przepisuje każdemu człowiekowi, - jedyny król, który się ożenił nie z królewną, ale z własną poddanką, nie z polityki, ale z serca i uczciwości.

 

W rok potem wstąpił po śmierci ojca na tron. Gdy się okazało, że król już żonaty, strach, co się nie działo na sejmie! Posłowie załamywali rękoma, na klęczki padali przed królem, żeby Barbarę oddalił. Ogarnął ludzi jakiś szał, żeby tylko oddalić Barbarę. Robiono królowi nąjstraszniejsze wyrzuty, że zapomniał o swoich obowiązkach, że przecież przez ożenienie król powinien dopomóc polityce i biorąc jaką królewnę, zapewnić państwu przymierze z jakiem innem państwem itp. Wołano na króla, że zaczyna panowanie od złamania obowiązków królewskiego stanu. Odparł król:

 

"Jeżeli żonie wiary nie dochowam, jakżeż mi będziecie wierzyli, że jej dochowam narodowi ?" Zaczęto mówić, że taki król nie godzien tronu, ale król na to, że woli stracić koronę, niż popełnić wiarołomstwo. Stanowczością swoją przetrzymał burzę, a sejm widząc, że króla nie zmieni, dał wreszcie spokój Barbarze.

 

Trzech tylko ludzi broniło na tym sejmie króla i stało twardo przy ważności małżeństwa; ale też byli to trzej dzielni mężowie, z których każdy zapisał się dobrze w historyi ojczystej: Jan Tarnowski, hetman, zwycięzca w licznych bitwach z Wołochami i Tatarami, Samuel Maciejowski, uczony biskup krakowski, filar Kościoła i drugi, który miał się stać jeszcze większym filarem, Hozyusz. Ci trzej nie dali się zmylić niezwykłością wydarzenia i stali twardo przy tem, że katolicyzm jest tylko jeden, taki sam dla króla jak i chłopka, a sakrament małżeństwa taki sam dla królewny, jak i dla poddanki. Nareszcie w roku 1550 ukoronowano Barbarę na królową polską; ale nie długo cieszyła się koroną, bo w kilka miesięcy po koronacyi umarła. Król Zygmunt August nigdy straty jej nie przebolał, a śmierć ukochanej żony zatruła mu całe życie, które też było doprawdy gorzkie, jak piołun, od tego czasu. Jeden tylko potem miał jeszcze dzień szczęśliwy w swem życiu.

 

Nieszczęśliwy w prywatnem życiu, szukał pociechy w trosce o sprawy publiczne, w rozkwicie państwa i szczęściu poddanych.

 

 

Plany Kościoła narodowego

 

Zmuszony do ożenienia potrzebą potomka, zwrócił się w roku 1553 znowu do domu Habsburskiego i pojął arcyksiężniczkę Katarzynę, siostrę pierwszej żony. To małżeństwo było zupełnie polityczne. Właśnie Wielki kniaź moskiewski, Iwan Groźny zapragnął tytułu cesarskiego i starał się o uznanie papieża i cesarza Ferdynanda, łudząc ich obietnicą, że się nawróci i uzna władzę papieża. Zaczęły się znowu układy Moskwy z dworem niemieckim, jak niegdyś za Zygmunta Starego i cesarza Maksymiliana. Wiedząc o ich niebezpieczeństwie, spowinowacił się znowu król z Habsburgami; politycy mniemali, że przerywając w ten sposób sojusz niemiecko - moskiewski zapewnią państwu spokój i pomoc. Ale nowa królowa, w imię polityki do Polski sprowadzona, politykę też ciągle w Polsce uprawiała, ale na własną rękę, nieraz w przeciwieństwie do polityki króla, której nie pomagała, ale nieraz wprost próbowała przeszkadzać. Małżeństwo to stało się trucizną dla Zygmunta Augusta; dodajmy do tego, że Katarzyna cierpiała na chorobę kurczową. Zbrzydził sobie król tę trzecią żonę i nawet przestał z nią mieszkać.

 

I znowu woła się o rozwód królewski, ale tym razem z innych przyczyn. O rozwód wołają protestanci, bo wiedzą, że tym razem królowi ta myśl będzie miłą i przyjemną; wiedzą, że Rzym nigdy na rozwód nie przystanie i chcą właśnie tego, żeby króla z Rzymem poróżnić. Ale król - zawsze uczciwy - choć nie mieszkał z żoną, małżeństwa zrywać nie chciał, a swego nieszczęścia i smutku nie chciał się pozbywać na koszt Kościoła z uszczerbkiem wiary.

 

Reformacya pokładała w tej sprawie wielkie nadzieje, ale srodze się zawiodła. A tymczasem wzmagało się stronnictwo katolickie i prawdziwej wierze przybywało obrońców. Już w roku 1551 odbył się synod prowincyi kościelnej polskiej, o którego zwołanie starał się Hozyusz, a któremu przedłożył sławne swoje dzieło, wielki katechizm katolicki pod tytułem: Konfessya wiary św. Dzieło to zostało przetłumaczone prawie na wszystkie języki europejskie i stało się bronią na protestantów lepszą od wojska. Synod ten okazał się bardzo surowym na opieszałych księży, nie darował nikomu, ani biskupom, z których nie wszyscy spełnili swe obowiązki. Od togo synodu zaczyna się odrodzenie Kościoła w Polsce; odtąd nabywa on coraz większych sił do moralnego pokonywania herezyi. Hozyusz zaś pilnował, żeby do jego nowej dyecezyi, warmińskiej, nie zaleciała herezya, a tak mądrze rzecz tę sprawił, że Warmia do dziś dnia jest katolicką oazą wśród protestanckiej niemieckiej ludności Prus. W r. 1561 został kardynałem i pojechał na sobór trydencki, zwołany właśnie z powodu herezyj protestanckich; tam na zebraniu biskupów całego świata polski biskup kilka razy przewodniczył, a na tok obrad wywierał wpływ bardzo wielki. Na obronę Kościoła, a celem nawracania protestantów, powstał w tych czasach (w Hiszpanii) uczony zakon Jezuitów. Hozyusz zaraz czynił starania, żeby ich sprowadzić do swojej dyecezyi; udało mu się wreszcie w roku 1565 sprowadzić pierwszych Jezuitów do Polski; osadził ich w Warmii, w mieście Brunsberdze. Zakon ten szybko u nas rozkwitał.

 

W tym-to właśnie czasie, w roku 1564 wstąpił na tron cesarski niemiecki i królewski czeski Maksymilian II., wielki przyjaciel protestantów; Hozyusz bawiąc u niego w poselstwie od króla polskiego i sam potem dojeżdżając do niego, zdołał go wymową i uczonością przekonać. Nawróceniem Maksymiliana zadał najcięższy cios protestantyzmowi. Tem energiczniej pracowali teraz protestanci w Polsce nad tem, żeby Zygmunta Augusta pozyskać dla siebie. Nęcące było hasło rozwodu z Katarzyną, ale jeszcze bardziej może nęcącem hasło: Kościoła narodowego.

 

Co to jest Kościół narodowy? Jestto przeciwieństwo Kościoła powszechnego; Kościół zamykający się w obrębie jednego państwa czy narodu, uznający swego monarchę za głowę duchowną, a zmuszajacy wszystkich poddanych do przyjęcia go, bo inaczej odmawia im wszelkich praw obywatelskich. Taki Kościół narodowy wprowadził w Anglii król Henryk VIII., rozgniewany na Stolicą apostolska, że mu odmówiła rozwodu. Z tego samego powodu spodziewano się też zaprowadzić w Polsce Kościół narodowy, a sam nawet prymas, arcybiskup gnieźnieński, Uchański, zastanawiał się nad tą myślą i przez jakiś czas był jej przychylny.

 

Kościół narodowy polski nie miał być ani luterski, ani kalwiński; chodziło bowiem o to, żeby w tym Kościele objąć wszystkie wyznania i wszystkie sekty istniejące pod berłem króla polskiego. Pamiętajmy, że państwo polskie składało się z Polski, z Prus, z Litwy i Rusi - a na Litwie i Rusi połowa ludności była schyzmatycka. Unia florencka poszła powoli w zapomnienie. Carowie moskiewscy i hospodarowie wołoscy pracowali ustawicznie około jej podkopania, a rozszerzania prawosławia, t. j. schyzmy. Gdy nastał na Litwie kalwinizm, przestano się już do reszty troszczyć o unię, jako pomagającą katolicyzmowi; cieszono się, że schyzma osłabia "papistów" . Otóż Kościół narodowy miał być tak urządzony, żeby i schyzmatycy mogli do niego przystąpić. Lutrzy, kalwini, bracia czescy, schyzmatycy i kilka drobniejszych sekt miały ułożyć za porozumieniem się wspólne wyznanie wiary, król miał je przyjąć i stanąć na czele nowego w Europie, polskiego Kościoła; ten polski Kościół miał za to nietylko dać królowi rozwód, ale też wzmocnić na zawsze w Polsce władzę królewską. Ale to wszystko razem nie było pokusą - dla uczciwego Jagiellona. Nieszczęśliwe swoje małżeństwo zostawił nierozwiązanem; zamiast narodowego Kościoła przyjął z rąk nuncyusza papiezkiego księgę uchwał trydenckiego soboru Kościoła powszechnego. Na uwagę zaś, że państwo rozdarte jest przez różność wiary - odpowiadał, że trzeba nawracać innowierców do dawnej jedności Kościoła, a na Litwie i Rusi lepiej się starać - o unię. Jakoż, jak zobaczymy w rozdziale X., wszystko to spełniło się i pokazało się, że uczciwość najlepszą bywa mądrością.

 

Zacny ten pan prawdziwym był ojcem narodu; w burzliwych czasach zamieszania wiódł obałamuconych statecznie do lepszej przystani w przyszłości, a wiódł nie gwałtem, ale rozumem i łagodnością, tak, żeby nigdy nikogo nie skrzywdzić. Gdzie trzeba było użyć siły, tam użyć jej potrafił, ale pytał się wpierw, czy się godzi siły używać. Że mu siły nie brakło, pokazało się w sprawie moskiewskiej i inflanckiej.

 

 

Sprawa inflancka

 

Inflanty są krajem nad morzem bałtyckiem, na północ od Litwy; w ciągu wieków dostały się one pod panowanie Krzyżaków, którzy zlutrzywszy się w Prusiech, tutaj trochę dłużej wytrzymali - ale wytrzymywali w pozornym katolicyzmie, tylko po to, żeby zabrać przed tem, zanim się zlutrzą, posiadłości arcybiskupa ryskiego. Przejrzał to król polski, który był z urzędu swego protektorem tego arcybiskupstwa z poruczenia papieży i ujął się za Kościołem, W roku 1557 upokorzył resztę Zakonu w Inflanciech, stanąwszy z wielkiem wojskiem w ich kraju. Krzyżacy widząc, że arcybiskupa i tak nie przetrzymają, nie kryli się już dłużej ze swoją ochotą i zaczęli przyjmować luteranizm w Inflanciech, tak samo, jak przedtem w Prusiech.

 

Równocześnie car moskiewski, Iwan Groźny, postanowił Inflanty zdobyć dla siebie, ażeby w ten sposób zyskać sobie dostęp do morza, co dla każdego państwa bardzo jest ważnem. Ale Polska nie mogła pozwolić na takie powiększenie potęgi największego swego wroga. Skoro już Inflanty miały się dostać pod obce berło, wolał je Zygmunt August sam zagarnąć. Woleli też sami Inflantczycy i nie trzeba było kraju wojną zdobywać; kiedy Iwan Groźny kraj najechał, ludność sama pogarnęła się pod opiekę polską. Z jednej części Inflant utworzono nowe województwo i przyłączono bezpośrednio do państwa polskiego; z drugiej zaś, zwanej Kurlandyą, powstało lenne księstwo świeckie. Książę kurlandzki był odtąd lennikiem króla polskiego i składał mu hołd, podobnież, jak książę pruski. Car Iwan Groźny nie dał jednak za wygraną; trzeba było z nim prowadzić wojnę, która przerwana, miała się odnowić znowu za panowania króla Batorego, o czem później będzie.

 

 

Unia lubelska

 

Król Zygmunt August był jedynakiem swego ojca; niemiał braci; a choć trzykrotnie się żenił, niemiał syna. Był on ostatnim męzkim potomkiem jagiellońskiego rodu, a ten brak następcy trapił go niezmiernie i był wielką troską dla wszystkich poddanych. Przez jakiś czas myślano, że następcą będzie Jan Zygmunt Zapolya, syn owego króla węgierskiego, który przeciw Ferdynandowi dawniej walczył, a siostrzeniec Zygmunta Augusta; ale ten umarł przedwcześnie. Wielu senatorów polskich powzięło myśl, żeby Maksymiliana II. obwołać następcą; ale pomysł ten odrzuciła szlachta, niechcąc Niemca; a przytem jakżeż miał Maksymilian do rządów Niemiec, Czech, Węgier, dołączyć jeszcze rządy Polski, największego naówczas w Europie państwa? Byłby musiał być chyba tylko malowanym królem. Nie było tedy następcy, a naród, przywykły do dwustu lat do zacnej krwi jagiellońskiej, lękał się nieznanej przyszłości; król nie był jeszcze wiekiem stary, ledwie do pięćdziesiątki dopiero dochodził, ale był bardzo schorowany, zgryziony smutnemi kolejami prywatnego życia; i - nie miał już sił na dłuższe jeszcze cierpienia.

 

O przyszłości państwa myślał najbardziej sam król. Państwo polskie potroiło swoje posiadłości, przywoławszy na tron Władysława Jagiełłę, przez dynastyę swoją pozostawało w unii z Litwą i Rusią; a teraz - dynastya ta miała się skończyć. Czyż miała się przez to skończyć także unia ? Tego nie życzono sobie ani w Polsce właściwej, ani na Litwie; i tu i tam pragniono gorąco, żeby unia trwała wiecznie. Ale była ta trudność, że Jagiellonowie panowali w Polsce, jako królowie wybrani, na Litwie zaś byli dziedzicznymi panami; różnica ta była obojętną, dopóki Polacy wybierali króla po królu z Jagiellonów. Ale teraz Jagiellonów miało zabraknąć i były tylko Jagiellonki, siostry królewskie, powydawane za mąż na obczyźnie i jedna niezamężna imieniem Anna. Te siostry i ich mężowie mogli rościć sobie prawa do panowania litewskiego, jako dziedzicznego, a Polska znalazłaby się w trudnem w obec tego położeniu. Żeby temu zapobiedz, zrzekł się tedy Zygmunt August władzy dziedzicznej na Litwie, nadał Litwinom prawo, żeby sobie mogli wolnemi głosami obierać pana, bez względu na familijne stosunki Jagiellonów. Teraz chodziło jeszcze o zapewnienie, że Litwa nie wybierze sobie pana osobno, ani też Polska osobno. Na sejmie lubelskim w roku 1569 potwierdzono tedy na nowo unię, a polscy i litewscy posłowie ogłosili uroczyście przed całym światem, że "Korona Polska i Wielkie Księstwo litewskie jest jedno nierozdzielne i nieróżne ciało, któremu wiecznemi czasy jedna głowa, jeden pan i jeden król wspólny będzie rozkazował." Polacy i Litwini mieli tedy wspólnie obierać króla i wspólne mieć sejmy.

 

Sławny ten akt z roku 1569 zowie się unią lubelską i jest ostatnim kamieniem w szczytnej a pełnej zasług budowie unii; budowę tę rozpoczęto za pierwszego Jagiellona, a dokończył jej ostatni Jagiellończyk. Kiedy w roku 1386 zabierano się do dzieła, Litwa była pogańską, a na Rusi sama schyzma. Najpierw zaniesiono nowym korony polskiej poddanym światło wiary (a bez rozlewu choćby jednej tylko kropli krwi), potem zaś zrobiono z nich współobywateli i uznano ich za braci. Kiedy Litwa łączyła się z Polską, władza Wielkiego Księcia była dyspotyczną, a Litwini niewolnikami, którym bez pozwolenia książęcego nie wolno było ani córki za mąż wydać, a o sprawach politycznych nawet niewiedzieli, co to znaczy. W tej niewoli można ich było utrzymywać dalej i zrobić z Litwy kraj do dostarczania wojska i podatków. Ale to byłoby nie po polsku, - nie po chrześcijańsku! Więc najpierw dano Litwinom prawo osobistej własności niezależnej od rządu, potem przyjęto ich do herbów szlachty polskiej, pozwolono sprawować godności i urzędy i uznano zasadę, że tylko rodowity Litwin urzędnikiem na Litwie być może; wszystkie zaś ciężary litewskie, jak np. wojnę z Moskwą, uznano za dotyczące także Polski i broniono litewskiej braci chętnie polską krwią i składano podatki za całość i obronę jej granic. W roku 1432 przyznano także schyzmatykom wszystkie polityczne i obywatelskie prawa; pragnęli Polacy także religijnej unii obok politycznej, ale nie chcąc gwałcić sumień, pozwalali każdemu Rusinowi uznać unię florencką, lub nie uznać, a kto chciał schyzmatykiem pozostać, nic na tem docześnie nie tracił. Toteż Ruś nastawiała nieraz mężnie piersi przeciw Moskwie, schyzmatykiem był wielki Moskwy pogromca, kniaź Ostrogski. Litwini zaś przyjęli polskie zwyczaje i obyczaje, wyuczyli się języka polskiego i kształcili w nim swoje dzieci, uważając się pod względem politycznym zupełnie tak samo za Polaków, jak Polacy z pod Krakowa lub Poznania. Nie ulegali Polsce, bo nikt od nich uległości nie wymagał; ale służyli Polsce chętnie, przejęli się całą duszą polskiemi ideałami, bo z całej duszy ukochali tę Polskę, za jej braterstwo, za zupełne szczere, szczodre równouprawnienie. Pokochali też polską mowę, za to, że im się nie narzucała, za to, że Polacy uszanowali mowę litewską i ruską - akta rządowe pisano tam po rusku, ale Rusin i Litwin sam dobrowolnie rozmawiał po polsku. Za równouprawnienie miłość. Ostatnim wyrazem tego równouprawnienia jest unia lubelska 1569. Dokonawszy tego dzieła był już spokojniejszym Zygmunt August; a dzień, w którym unią lubelską podpisano, był owym jedynym szczęśliwym dniem w jego życiu, odkąd stracił ukochaną Barbarę.

 

W trzy lata potem zakończył życie, mając zaledwie lat 52; dnia 7-go Lipca 1572 wygasła dynastya Jagiellońska, najzacniejsza ze wszystkich dynastyj świata, chluba historyi narodowej a cierń w oku wszystkich tych, którzy nie mogą się wznieść na wyżyny jagiellońskiej uczciwości w polityce.

 

Polska była pod ich rządami wielkiem mocarstwem; czasy zaś Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta nazywają się okresem złotym historyi polskiej. Przypatrzmy się więc teraz wewnętrznym stosunkom korony polskiej i porównajmy je ze stosunkami ludu polskiego na Ślązku, ażeby zobaczyć, czy Ślązk dobrze na tem wyszedł, że go książęta od Polski odczepili.

 

 

 

IX. Stosunki wewnętrzne w okresie Jagiellońskim w Koronie Polskiej i na Ślazku.

 

 

Święty Kazimierz Królewicz

 

Dynastya Jagiellońska, zajęta wszędzie i zawsze krzewieniem uczciwości w polityce, przysporzyła też Kościołowi chluby, a Ojczyźnie przydała nowego orędownika w niebie, nowego patrona polskiego w osobie świętego Kazimierza Królewicza, syna króla Kazimierza Jagiellończyka, a brata Władysława czeskiego i węgierskiego króla i królów polskich, Jana Olbrachta, Aleksandra i Zygmunta Starego. Świątobliwy królewicz Kazimierz urodził się w r. 1458, wychowany bogobojnie przez uczonego kanonika krakowskiego Długosza, który był największym historykiem w średnich wiekach. Ten wpoił w królewicza tę wzniosłą zasadę, żeby się prędzej uznawał człowiekiem, podległym wszystkim ludzkim nędzom i przygodom, a potem dopiero synem królewskim. Częściej go w kościele widywano, niż w salach zamkowych. Gdy jeszcze był dzieckiem, chciał go ojciec zrobić królem węgierskim; gdy dorósł, nie chciał słyszeć o żadnem królowaniu, pragnąc wyłącznie poświęcić się modlitwie. Widywano go też w modlitwie tak zachwyconego, jakoby o sobie nie wiedział. W nocy porywał się i wychodził do zamkowej kaplicy, którą gdy zamknioną widział, u drzwi się Panu Bogu upokarzał; często go też straż znajdowała leżącego na twarzy w nocy przed drzwiami kościoła na Wawelu. Miał wielkie zamiłowanie w rozmyślaniu życia i dostojności Najśw. Panny, o której wiersze łacińskie ułożył. Gdy pierworodny brat jego Władysław zasiadł na tronie węgierskim i czeskim, on, po tamtym najstarszy, najbliższym był tronu polskiego; obróciły się więc oczy wszystkich na niego, jako na domniemanego dziedzica korony polskiej. Powszechnie tuszono sobie z jego obyczajów i dobroci szczęśliwe przyszłe panowanie. Byli niektórzy, co go pochlebstwami głaskali, zawczasu sobie łaskę jego chcąc jednać; lecz on odpowiadał, że na to królestwo nie jest łakomy ani sposobny, bo go Bóg na inne królowanie powołuje; przepowiadał też, że przed ojcem umrze. Postami i wszelkiego rodzaju umartwieniem ciała podkopał swe zdrowie, które i tak nigdy wielkiem nie było. Zachorowawszy w Wilnie, dzień śmierci sobie przepowiedział i oddał Bogu ducha dnia 4-go Marca 1484, mając lat 26. Na grobie jego w Wilnie cuda się działy. Dwa szczególniejsze opowiedzieć warto, jako mające historyczne znaczenie. W roku 1518 zjednał nielicznej garstce polskiego i litewskiego wojska zwycięztwo nad Moskwą pod Połockiem, gdzie był widziany przez wojsko w białym ubiorze, ukazujący wojsku przeprawę przez rzekę Dźwinę i bród temi słowy: Tędy za mną idźcie. Następnego znów roku wzywany przez wojsko polskie w imię Boże toż samo uczynił, czem wojsko takiego nabrało serca, że we dwa tysiące puścili się na sześćdziesiąt tysięcy Moskwy i z pomocą Bożą wygrali. Gdy nadto mnożyły się ciągle cuda na jego grobie, wysłano poselstwo do Rzymu z prośbą o rozpoczęcie procesu kanonizacyjnego. Po długich a pilnych badaniach, kanonizowany jest przez papieża Leona X. w roku 1521. Tak tedy Polsce przybywał równocześnie święty patron, kiedy w Niemczech zaczynała się reformacya Lutra.

 

 

Święty Stanisław Kostka

 

Za tychże czasów Jagiellońskich drugiego jeszcze patrona Polska pozyskała, także młodzieńca. Święty Stanisław Kostka był synem kasztelana zakrocimskiego na Mazowszu. Mając lat piętnaście, wysłany był na nauki do szkól jezuickich we Wiedniu; tam pobożnością i nauką tak zwrócił na siebie uwagę przełożonych, że napisali o nim do generała Zakonu, którym był wówczas święty Franciszek Borgiasz. Pragnął wstąpić do Zakonu, ale nie chciano go przyjąć, pókiby ojciec nie zezwolił; ojciec zaś nie chciał na to przystać. Raz zachorował pobożny młodzian i choroba dłużej trwała; pewnego dnia tak mu się pogorszyło, że już śmierć nad sobą widział i w wielkim był smutku o to, że mógłby umrzeć bez Przenajśw. Sakramentu. Gospodarz, u którego mieszkał, był luteraninem. Z początku bowiem tylko mieszkał u Jezuitów, ale gdy rząd odebrał im ich dom w roku 1565, musieli studenci mieszkać po stancyach prywatnych; tak więc się stało, że z domowników nikt pomocnym mu być nie mógł. Ale miał Stanisław szczególniejsze nabożeństwo do św. Barbary, dziewicy i męczenniczki. Odczytując znowu w chorobie jej żywot, trafił na ten przywilej tej świętej, że kto ku niej nabożeństwo ma, bez Sakramentu Ołtarza z świata tego nie zejdzie; począł się więc gorąco ku niej modlić i miał zjawienie, w którem święta Barbara w towarzystwie dwóch aniołów przyniosła mu hostyą świętą. Wyzdrowiawszy poszedł pieszo do Augsburga, tamtejszych Jezuitów o przyjęcie prosząc, że jednak nie miał pozwolenia ojcowskiego, więc odprawiono go do samego generała w Rzymie. Nie zrażony niczem odbył i tę daleką podróż pieszo, przyjęty wreszcie w r. 1567 do nowicyatu. Ale zaledwie dziesięć miesięcy tam przebył, powołany do chwały Bożej, mając lat ledwie ośmnaście. Pochowany w Rzymie w kościele świętego Andrzeja.

 

 

Stosunki narodowe na Ślązku

 

Widzimy z tego, jak nawet podczas protestanckiej powodzi nie ustawał jednak w znacznej części narodu duch religijny; toteż protestantyzm w Polsce krótko tylko świecił słomianym płomieniem. Już przy śmierci Zygmunta Augusta zmniejszyła się bardzo ich liczba, a wkrótce potem, jak zobaczymy w następnym rozdziale, stajali do szczupłej garstki. Nawet w XVI. wieku, podczas burzy protestanckiej, powstało w Polsce kilkanaście nowych klasztorów, a żaden nie upadł. Na Ślązku było przed reformacyą 64 klasztorów; w drugiej połowie XVI. wieku nie było ich już ani połowy; wszystkie te klasztory ślązkie pochodziły jednak z okresu poprzedniego - w tym okresie jeden tylko powstał Franciszkanów Obserwantów. Duchowieństwo też na Ślązku bardzo podupadło; jeden Ślązk Górny się trzymał, ale Dolny i Średni smutne ma z tych czasów wspomnienia. Nie mówiąc już o religijności, ale nawet świeckiej nauki zaniedbywali; zniknęła dawna uczoność a sami historycy niemieccy stwierdzają, że niemieckie duchowieństwo na Ślązku bardzo było w tych czasach w naukach zaniedbane. Ten upadek duchownego stanu pozostaje w związku z tem, że na Dolnym i Średnim Ślązku ustawał wpływ polski, a rozpierał się niemiecki i protestancki.

 

Przyjrzyjmyż się, jakie były na Ślązku stosunki narodowe, podczas gdy Polska stała się mocarstwem europejskiem. W Polsce miasta polszczały, na Ślązku germanizowały się coraz bardziej. Przeciw germanizacyi występował w XV. wieku prąd czeski i wpływów czeszczyzny nie brak było na Ślązku. Czesi, uważając Ślązk za część składową swej korony, gdy się chwilowo ocknęli ze swej służbistości na wysługach germanizacyi i przypomnieli sobie, że są osobnym narodem, zabrali się do rugowania niemczyzny w swem państwie, wprowadzili język czeski do swoich urzędów i mieli zupełną racyą, o ile się to tyczyło krajów naprawdę czeskich. Ale niesłusznie zmuszali ślązkie urzędy do używania czeszczyzny. Kłodzkie i opawskie, nie należąc zresztą do właściwego Ślązka, były rzeczywiście czeskiemi ziemiami i te mogli sobie byli nawet odebrać, oderwać od Ślązka i przyłączyć wprost Kłodzkie do Czech, a Opawskie do Moraw; niemądrze zrobili, że tego zaniedbali; w każdym razie wprowadzenie urzędowego języka czeskiego było tutaj zupełnie słuszne. Ale co miała czeszczyzna za cel w kraju polskim? Ten tylko z niej był skutek, że stała się pomostem do germanizacyi.

 

W księstwie opolskiem była pierwotnie (jak wszędzie) językiem urzędowym łacina; w XIV. wieku wprowadzono tu niemczyznę, której lud nie rozumiał; w drugiej połowie XV. wieku po roku 1450 zaprowadzono język czeski, który tu panował wyłącznie w księgach urzędowych przez cały wiek XVI, poczem znowu ustąpił miejsca niemieckiemu. W Raciborzu wprowadzono czeszczyznę do urzędów w roku 1483, o rok nawet wcześniej, niż w księstwie opawskiem; a jednak Raciborskie było czysto polskie, nawet samo miasto Racibórz miało jeszcze połowę polskiej ludności. Cały w ogóle Górny Ślązk był wówczas krainą czysto polską i dopiero miasta zaczynały się odczepiać od pnia narodowego. Gdyby nie domieszka Czechów, przybyłych tu w XV. wieku, nie byłoby dziś tutaj ani trzeciej części tylu Niemców; ci Niemcy górnoślązcy, o ile stale tu są osiedleni, są po większej części potomkami czeskich gości. Panowanie czeskie nie przeszkodziło tedy, ale ostatecznie dopomogło germanizacyi.

 

Oczywiście, że przedewszystkiem starali się o germanizacyę Niemcy rodowici. Przykro bardzo było już nieraz pisać o tem, że na czele tego prądu stali poniemczeni książęta piastowscy. W wieku XV. i XVI. poprawili się oni nieco pod tym względem, a przynajmniej górnoślązcy książęta germanizatorami być przestali. Przypisać to należy wpływowi dworu polskiego, który był dość silny w czasach, kiedy Jagiellonowie miewali polityczne sprawy z powodu Ślązka, kiedy to nawet cząstka Ślązka do korony polskiej wróciła. Książęta ci miewali wtenczas częstą styczność z królewskim dworem polskim. Tak np. ów osławiony Konrad Biały Oleśnicki był za młodu paziem u królowej polskiej, a choć potem swoją drogą uchodził za Niemca, przecież dobre było i to, że interesy tych książąt odwracały się trochę od Niemiec a zwracały ku Polsce. Ważnem np. jest, że przez cały wiek XV. żaden z książąt górnoślązkich nie ożenił się z Niemką, ale bardzo często żenili się z córkami najbogatszej szlachty polskiej; oczywiście, że taka księżna-Polka nie pomagała na książęcym dworze Niemcom, ale ciągnęła męża w stronę polskiego ludu. Nie pozostał też bez wpływu ten fakt, że Zygmunt Stary, jeszcze królewiczem będąc, rządził w Głogowszczyźnie.

 

 

Stanowisko Duchowieństwa

 

Miał tedy lud polski na Ślązku niejaką ulgę od swoich książąt w tym okresie, chociaż pod tym względem, że mu nie chcieli wydzierać jego narodowości. Ale niestety powiedzieć trzeba, że pewna część duchowieństwa przykładała rękę do germanizacyi! Niepomna, że Kościół wszystkie narody jednako uważa za swoich wychowanków, niepomna, że języki narodowe, a więc i same narody, od samego Boga są postanowione, na urągowisko miłości bliźniego, na pośmiech żywy tej najwyższej zasady: nie czyń drugiemu, co tobie niemiło, - zaczęła część duchowieństwa na Średnim i Dolnym Ślązku starać się o germanizacyę. Z bólem się to pisze, ale historya każe mówić prawdę nawet o osobach duchownych.

 

Przypomnijmy sobie, że biskupstwo wrocławskie jest fundacyą polską, Bolesława Chrobrego. Polacy uposażyli to biskupstwo, Piotr Włast je podniósł i uświetnił; Polacy pozakładali wszystkie najstarsze kościoły. Toteż stolica biskupia wrocławska, będąca sufraganią metropolii gnieźnieńskiej, długo stała na straży polskiego charakteru Ślązka, nie zabraniając jednak niemieckim przybyszom być sobie Niemcami. Dopiero biskup Konrad złożył dowód, że Polakom jest nieżyczliwy. Od roku 1435 postanowiono nie przyjmować do wrocławskiej kapituły kanoników polskich; postanowienie to, depcące chrześcijańską zasadę równych praw i równych obowiązków, znieśli papieże, czego dowód w tem, że właśnie Ojcowie św. w Rzymie, wbrew postanowieniu biskupa, mianowali często polskich kanoników do Wrocławia. Jakoż jeszcze w roku 1474 było w kapitule wrocławskiej kilku Polaków; byli też jeszcze w roku 1498. W tym to roku 1498 biskup Jan Roth wydał znowu zakaz, żeby Polaków nie przyjmować i rzeczywiście, gdy starzy kanonicy polscy wymarli, nowych już nie przybywało. Nastały bowiem czasy zamieszania w Kościele, czasy reformacyi. Stolica św. w Rzymie, zajęta wielkim rozdwojeniem chrześcijaństwa, nie mogła dopilnować szczegółowo wszystkiego i wtenczas to w niejednem biskupstwie działy się różne nadużycia.

 

W roku 1498 stanęła umowa biskupa z czeskimi stanami, że odtąd na Ślązku mogą otrzymywać probendy, t j. rządy duchowne płatne, tylko obywatele korony czeskiej, a zatem tylko Niemcy lub tak łatwo niemczący się Czesi. Prawdać, że nie brakło w tej czeskiej koronie polskiego ludu na Ślązku, a ten lud także był obywatelem korony czeskiej; więc według tego układu mogliby mieć prebendy Polacy pochodzący ze Ślązka. Ależ lud polski nie miał tu polskich szkół a kto się przebił przez niechętnych niemieckich profesorów, ten i tak wiedział, że nie dostanie nigdy lepszej prebendy, jeżeli tylko będzie chciał pozostać Polakiem! Kto był zdatniejszy, szedł do Krakowa i tam szukał swego losu. Tylko Górny Ślązk, należąc w znacznej części do dyecezyi krakowskiej, miał swoich kapłanów, Polaków, przysyłanych po części przez biskupa krakowskiego. Jaka była gorliwość kapłańska księży niemieckich a polskich, najlepszym na wieki dowodem, że Ślązk Dolny i Średni się zlutrzył - a Górny pozostał katolickim. Na ten dowód czy może być jakie usprawiedliwienie?

 

Zakonne duchowieństwo było podzielone. Na Dolnym i Średnim Ślązku należały klasztory Minorytów już od XIII. wieku do prowincyi zakonnej saskiej, podczas gdy górnoślązkie należały ciągle do prowincyi polskiej. Z końcem XV. wieku Minoryci kustodyi wrocławskiej i złotoryskiej chcieli, żeby ich przyłączyć do polskiej prowincyi, ale im nie pozwolono; toteż klasztory ich zmarniały potem w protestantyzmie.

 

Z boleścią też przytoczyć tu trzeba smutne rozporządzenie jednego z biskupów wrocławskich, znane dobrze historykom niemieckim. Biskup Jan Roth, ten sam, który wypędzał polskich kanoników, nakazał w roku 1495 mieszkańcom wsi Wojce pod Odmuchowem w księstwie opolskiem, żeby się w przeciągu pięciu lat wyuczyli po niemiecku, albo ze wsi poszli sobie precz!

 

W taki to sposób niemczono Ślązk. I niech się Niemcy nie chlubią, że zgermanizowali go swoją "wyższą kulturą"; zgermanizowali go pięścią i przymusem! A z kulturą ich różnie bywało. Nowożytna kultura nie od nich pochodzi, ale od Włochów i była w Polsce wcześniej, niż u nich, a na Ślązk zawitała nie od nich, ale z Krakowa.

 

 

Oświata w Polsce

 

Oświata stała w owych czasach najwyżej we Włoszech, a Polska szła zaraz za Włochami; Niemcy pozostali daleko w tyle. Polacy mieli wielki zapał do nauk i to wszystkie stany: szlachta, mieszczaństwo i lud prosty. Księży połowa pochodziła u nas z ludu. Nie poprzestawano też na tem, co mogły dać krajowe szkoły, ale wiedząc, że we Włoszech powstają nowe nauki i nowe odkrycia naukowe, zaczęto tam zaraz posyłać zdatniejszą młodzież, żeby te nauki do Polski przeniosła. Pierwsi ustanowili w tym celu wielkie stypendya książęta i biskupi krakowscy, którzy nieraz po kilkunastu młodzieńców utrzymywali swoim kosztem we Włoszech. Za ich przykładem poszli inni biskupi i potem dygnitarze świeccy. Młodzież ta, wysyłana na ich koszt, uboga, pochodziła i ze szlachty i z nieszlachty, ale więcej było z nieszlachty, synów nie tylko mieszczańskich, ale też chłopskich. Nabrawszy nauk wracali i dostawali urzędy i godności, a zwykle także szlachectwo. Po pewnym czasie nauki włoskie znane były doskonale w Polsce i nie brakło u nas profesorów dla nich. Uniwersytet krakowski, jagielloński, jaśniał wielkiem światłem, przyciągał cudzoziemców, a zwłaszcza dużo Niemców, którzy tu przyjeżdżali pouczyć się w rzeczach, o których profesorowie niemieckich uniwersytetów nie mieli jeszcze wyobrażenia; kto z Niemców był we Włoszech (a takich było niewielu), a potem poznał Kraków, dziwił się i mawiał, że to jakoby włoska uczona osada na północy. Mamy na to świadectwa niemieckich poetów i uczonych z tych czasów, którzy, choć nieraz niecierpieli Polski, musieli jednak oddać sprawiedliwość uczoności szkół, a oświacie społeczeństwa. Właśnie za Zygmuntowskich czasów Polska przyswoiła sobie zupełnie włoską oświatę; najsławniejszy poeta polski XVI. wieku, Jan Kochanowski, który sam za młodu uczył się we Włoszech, potem pisywał przeciwko temu, żeby tam już młodzieży nie posyłać, bo już nie trzeba: już krajowe szkoły wystarczą. I szerzyła się też u nas oświata w sposób na owe czasy niesłychany. Szkół dużo i to bardzo dobrych, każdy, kto choć czemś być chciał, mówił i pisał po łacinie, szlachta i zamożniejsze mieszczaństwo lubowało się w książkach, a nie brak nawet wsi, w których gromada utrzymywała sobie księgi gromadzkie, z sądów i różnych aktów, spisywanych przez chłopów. Trochę tych ksiąg gromadzkich dochowało się do dziś dnia, na zaszczytne świadectwo, jak bardzo rozszerzoną była wtenczas oświata i jak jej przed nikim nie zamykano! A była ta oświata na wskroś narodową, polską. Miasta spolszczały w tym okresie zupełnie; potomkowie dawnych niemieckich rodów uznali się Polakami, dobrowolnie bez przymusu, pod wpływem wyższej oświaty i łagodnych rządów; drugie zaś tyle ludności przybywało miastom z napływu ludowych przybyszów ze wsi i już w wieku XV. więcej było po miastach ludności polskiej, niż niemieckiej, a w ciągu XVI. wieku żywioł niemiecki zupełnie znika, a tak po cichu, niewidocznie, bez żadnej przyczyny zewnętrznej, bez nacisku, bo bez przymusu, że dla historyków niemieckich jestto istną zagadką, jak te miasta mogły się tak spolonizować. Rozwiązanie zagadki proste: przyczyna ta sama, dla której niemieckie miasta w Prusiech same się prosiły o polskie panowanie. Mieszczaństwo, które w XIV wieku tak się nieraz sprzeciwiało polskim interesom narodowym, w XVI. wieku wydaje cały szereg uczonych, literatów i dzielnych patryotów.

 

Ogniskiem uczoności był oczywiście uniwersytet jagielloński, mający sławnych profesorów, do których zbiegała się młodzież nie-tylko polska, ale też zagraniczna. Z nauk kwitnęła tu zwłaszcza matematyka i astronomia, wykładana przez sławnego uczonego Wojciecha Brudzewskiego. Jego uczniem był największy ze wszystkich Astronomów, Mikołaj Kopernik. Dotychczas ludzie sądzili, że ziemia stoi a słońce koło niej krąży; on dopiero odkrył, że jest przeciwnie, że słońce stoi, a ziemia koło niego się obraca, że ziemia jest tylko jedną z planet, czyli gwiazd ruchomych naszego systemu słonecznego. Oparł tedy całą astronomią na nowych podstawach, na których do dziś dnia się rozwija. Pochodził z rodziny mieszczańskiej z Torunia; a że Toruń dziś do Niemiec należy i jest trochę zniemczony, więc Niemcy z tego wysnuwają sobie wniosek, że Kopernik był Niemcem. Ale sam Kopernik podpisywał się za życia z dodatkiem "Polonus", t. j. Polak. Żył za królów Kazimierza Jagiellończyka i Zygmunta Starego, był księdzem i kanonikiem warmińskim. Umarł w roku 1543. Ma pomniki w Warszawie, w Poznaniu i w Toruniu na publicznych placach; w Krakowie w akademickim kościele świętej Anny, w przedsionku Akademii Umiejętności, a niedługo przybędzie trzeci, w dziedzińcu Biblioteki Jagiellońskiej, gdzie niegdyś pobierał nauki a potem sławę tej szkoły rozniósł po świecie.

 

 

Oświata na Ślązku

 

Blask jagiellońskiego uniwersytetu przydał się też Ślązkowi. Sami niemieccy historycy przyznają, że oświata tego okresu szła na Ślązk nie z Niemiec, ale z Krakowa. Znajomość starożytnego świata Greków i Rzymian, naukę języków czyli filologię, naukę prawa powszechnego, i w ogóle wszystkie te nauki, któremi się Włochy odznaczały, całą tę wspaniałą oświatę włoską (zwaną humanizmem), zaczerpnął Ślązk pierwotnie z Krakowa. Ślązaków nie brakowało w Krakowie ani między uczniami, ani między profesorami. Kto tylko z ludu polskiego czuł zapał do nauki, uciekał do Krakowa, ale też po większej części w Krakowie zostawał, bo na Ślązku Niemcy, ani Czesi nie dali mu chleba. Tem się tłumaczy, że podczas gdy w Krakowie było zawsze wielu profesorów Ślązaków, na Ślązk sprowadzono profesorów z Niemiec. Niemiecka młodzież ze Ślązka nie lubiała Krakowa i uczęszczała na uniwersytet praski; gdy zaś za czasów husyckich Niemcy porzucili Pragę, ślązcy Niemcy także jeszcze nie chcieli się przenieść na nauki do Krakowa, ale powędrowali jeszcze dalej, do Lipska, gdzie nowy założono uniwersytet, utrzymujący się w znacznej części napływem ze Ślązka. Ale uczoność Jagiellońskiej szkoły przemogła wreszcie; lipski uniwersytet nie dawał tej nauki, co krakowski, a gdy nie każdego stać było na podróż do Włoch, musieli Niemcy radzi nie radzi także pokwapić się do Krakowa i pełno ich tam było za świetnych Zygmuntowskich czasów.

 

Wyuczywszy się w Krakowie jęli się potem zakładać ulepszone szkoły na Ślązku i rzeczywiście, nigdy Ślązk niemiał tak dobrych szkół, jak w XVI. wieku. Nauka, rozszedłszy się z Polski po Ślązku, wydała zaraz ten skutek, że książęta i miasta zrozumieli wartość nauki i nie żałowali na szkoły - tego się tylko wystrzegając, żeby Polaków do nich nie powoływać; profesorów wyszukiwano sobie w Niemczech, i po większej części protestantów. Najsłynniejszą była szkoła w Złotoryi, przeniesiona następnie do Lignicy. W Lignicy zamyślał nawet książę o założeniu uniwersytetu.

 

Niestety, z tych szkół niemiał żadnej korzyści lud polski. Oświata nie była dla niego! Nie lubiano tam przyjmować polskiej młodzieży ze Ślązka - chyba, że ktoś chciał się dać przerobić na Niemca. Toteż lud ten nie postępował w oświacie; bo chociaż wydał z pośród siebie wielu uczonych, cóż z tego, skoro oni siedzieli w Krakowie i nie wracali pomiędzy ten lud na urzędy, ani na kapłańskie, ani na świeckie i nie mogli szerzyć pomiędzy swoimi światła oświaty. Te tylko cząstki Ślązka, które w ciągu XV. wieku wróciły do Polski, szczęśliwsze podnosiły się bardzo pod względem oświaty. Weźmy dla przykładu jedno miasto: Oświęcim.

 

Dzisiaj mała mieścina nad Sołą, miał Oświęcim za Jagiellońskich czasów dosyć znaczenia; położony na drodze handlowej wzrastał i bogacił się, a mieszczaństwo miał oświecone, pilnie garnące się do nauk. W spisach uczniów krakowskiego uniwersytetu co chwila spotyka się w tych czasach kogoś z Oświęcimia, a niektórzy z jego synów mieszczańskich zasłynęli nawet w historyi, jako uczeni. Z Oświęcimia wyszło dwóch sławnych profesorów krakowskich w drugiej połowie XV. wieku (a więc właśnie zaraz po przyłączeniu do Polski!): Jan z Oświęcimia starszy, zwany Beber i Jan z Oświęcimia młodszy, zwany po łacinie Sacranus, jeden z najlepszych teologów i filozofów swego czasu, który umarł w roku 1527 kaznodzieją i spowiednikiem Zygmunta Starego. Tegoż roku 1527 urodził się tu z ubogiej mieszczańskiej rodziny Łukasz Górnicki, później sekretarz biskupa krakowskiego Maciejowskiego, a wreszcie bibliotekarz Zygmunta Augusta, sławny pisarz, o którym uczą dziś we wszystkich szkołach polskich i każą czytać jego pisma. Stąd pochodził sławny przyrodnik Syreński, wielki botanik, poważany przez uczonych w Europie; stąd także był rodem Jan Dymitr Solikowski, historyk. Mieszczańskiem dzieckiem z Oświęcimia był wreszcie urodzony w roku 1522 Andrzej Patrycy Nidecki, chluba polskiej nauki, największy w swoim czasie w całej Europie znawca pewnych starożytnych pism łacińskich (filozofa rzymskiego Cicerona), sekretarz królewski i kanonik krakowski, a wreszcie biskup inflancki. O Nideckim pisali i pisują osobne książki nietylko Polacy, ale też Niemcy i Francuzi. Jak na jedno małe miasto i na tak krótki czas, to dosyć? Któreż z miast ślązkich, nie będących pod polskiem panowaniem, może się tem pochlubić, co Oświęcim? Ale bo też wysoka jego oświata zaczęła się dopiero od przyłączenia do Polski.

 

| Część poprzednia | Góra | Strona główna | Część następna |