Ojczyzna.pl

 BIBLIOTEKA im. FELIKSA KONECZNEGO

  

 

 

SPIS TREŚCI

   


Przedmowa


Rozdział I. Za Piastów.

  

1. Państwo i administracja

2. Początki organizacji polskiej

3. Ustrój grodowy

4. Stosunek społeczeństwa do państwa

5. Zmiany w okresie dzielnicowym

6. Zawiązki nowej administracji

7. Państwo stanowe, decentralistyczne

8. Prawo ziemskie a magdeburskie

9. Ustawa finansowa i uzupełnienie administracji


Rozdział II. Za Jagiellonów

  

1. Pierwszy okres wpływów polskich na Litwie

2. Geneza parlamentaryzmu

3. Odrębności pruskie do roku 1466

4. Wieś a miasto w XV wieku

5. Sejmy

6. Urzędy główne od wieku XVI

7. Sądownictwo w wieku XVI

8. Wieś a miasto w XVI wieku

9. Moneta i budżet

10. Skarb nadworny i pospolity

11. Administracja skarbowa od XVI wieku


Rozdział III. Wiek XVII i XVIII

  

1. Skarb i moneta do połowy XVIII w.

2. Urzędy główne i sejmowanie do połowy XVIII w.

3. Sądownictwo do połowy XVIII w.

4. Miasto a wieś do połowy XVIII w.

5. Reformy Czartoryskich

6. Za Rady Nieustającej

7. Sejm Wielki

8. Miasto a wieś w ustawach Sejmu Wielkiego . . 


Rozdział IV. W czasach porozbiorowych

  

1. Do roku 1807

2. Księstwo Warszawskie

3. Królestwo Kongresowe

4. W Rosji do roku 1861

5. W zaborze pruskim

6. W zaborze austrjackim do r. 1867

7. Reformy Wielopolskiego

8. Samorząd galicyjski


Streszczenie książki


    

  

FELIKS KONECZNY

  

Dzieje administracji w Polsce

 

w zarysie

  (5)

   

   

   

7. Sejm Wielki

  

Przeprowadzając szereg reform administracyjnych, wyczekiwano chwili sposobnej, żeby też zreformować zasadniczo ustrój państwa i rządów. Im wyżej rozwijała się na nowo umysłowość polska (dzięki szkołom pijarskim, a następnie Komisji Edukacyjnej, założonej w roku 1773), tem dotkliwiej odczuwano przestarzałość ogólnych form państwowych i tem goręcej rwano się do wielkich reform, nietylko już państwowych, ale też społecznych. Przeszkodą była konwencja prusko-rosyjska, zawarta celem niedopuszczenia reform; Rosja była „gwarantką" liberum veto, tronu elekcyjnego, wyłączności szlacheckiej w ustroju państwowym i t. d., to znaczy, że miała prawo wyprawić wojsko swe na obronę „złotej wolności" każdej chwili, gdyby zaczęto znosić urządzenia, które były dla Polski szkodliwe. Toteż od r. 1775 aż do 1788, przez całych lat 13 ograniczano się tylko do rozmaitych naprawek; o gruntownej naprawie nie można było myśleć.

 

W roku 1787 powstał zatarg pomiędzy Rosją a Prusami, skutkiem czego zmieniała się ogólna konstellacja polityczna w Europie. Zbierała się koalicja przeciw Rosji i Austrji, a mianowicie Anglja tworzyła związek Prus i kilku pomniejszych państw Rzeszy Niemieckiej ze Szwecją, Holandją i Turcją. Posłowie angielski i pruski w Warszawie pracowali wspólnie nad pozyskaniem Polski do tej koalicji. Rosja, mając wówczas dwie wojny równocześnie, turecką i szwedzką (a obie nie bardzo dla niej pomyślne) bała się uwikłać w trzecią, t. j. w polską. Wojska rosyjskie same wycofały się z Polski i Litwy, potrzebne gdzieindziej, a skoro zanosiło się na wojnę pomiędzy państwami rozbiorowemi, jakżeż można było nie korzystać z tego"?

 

Zwołano sejm na październik 1788 do Warszawy; jeszcze przed końcem tego miesiąca uchwalono jednomyślnie zaciąg stu tysięcy wojska.

 

Poseł austrjacki w Warszawie, de Cache, pisał wtenczas do rządu wiedeńskiego, że niema się co obawiać tej uchwały, bo „ilość monety znajdującej się w Polsce nie przewyższa stu miljonów, a więc niema żadnego stosunku między majątkiem kraju, a wydatkiem na samą armję". Jak-to cudzoziemcy zdawali sobie sprawę, że każda rzecz musi mieć swe podłoże ekonomiczne! A poseł austrjacki optymistycznie obliczał, boć w następnym roku wychodzący w Warszawie poważny a patryotyczny „Dziennik Handlowy" stwierdzał, że ogół bogactwa narodowego nie przekracza czterdziestu miljonów.

 

Z próżnym skarbem nie można uprawiać polityki skutecznie; toteż prace około poprawy skarbu posiadają zawsze, dawniej i obecnie, największą doniosłość polityczną i stanowią największy, fundamentalny czyn polityczny. Zabrano się też z całą energją do dalszych robót około skarbu, prowadzonych już przedtem chwalebnie i w najbliższych latach stan monetarny kraju wielce się poprawił.

Korzystając z rozerwania się spółki rosyjsko-pruskiej sejm przerobił całe niemal ustawodawstwo polskie tak, jak tego wymagały nowe czasy; drugie tyle reform, jak dokonać zdołał, było w toku przygotowań, i nie doczekało się niestety ogłoszenia i prawomocności. Trwały prace tego sejmu reformującego cztery lata (1788–1792), stąd czteroletnim zwan; a za wielkie zasługi zowie się go Sejmem Wielkim.

 

Nastąpiła ogólna zmiana rządu. Rada Nieustająca nie mogła się utrzymać, bo prowadziła w sprawach zewnętrznych politykę wybitnie moskalofilską, i w wewnętrznych uległa ambasadorowi moskiewskiemu. Sejm czteroletni zrzuciwszy gwarancję rosyjską, musiał przerobić najwyższe magistratury krajowe. Zniesiono przeto Radę Nieustającą dnia 19 stycznia 1789 roku. W listopadzie 1789 r. utworzono Komisje Porządkowe cywilno - wojskowe na Litwie; w grudniu w Koronie; w maju 1791 utworzyła się Komisja Policji Obojga Narodów, z końcem czerwca nastąpiła nowa organizacja władz miejskich, potem komisje skarbowe połączyły się w jedne „Obojga Narodów" – a na czele tych władz administracyjnych i wszystkich innych wogóle stanęła na miejscu Rady Nieustającej obmyślona zgoła inaczej najwyższa władza centralna: Straż.

 

Straż składała się z prymasa, marszałka sejmowego i pięciu ministrów: Marszałek wielki jako minister policji; kanclerz lub podkanclerzy jako „minister pieczęci" (od spraw wewnętrznych); drugi „pieczętarz", jako minister spraw zagranicznych; minister wojny i jeden z podskarbich. Każdy wydział administracji miał swego przedstawiciela w „Straży". Było to urządzenie bliższe znacznie ustroju rządu według późniejszych pojęć, rozpowszechnionych za granicą aż dopiero od połowy XIX wieku. Było to zawiązkiem t. zw. „"gabinetu", t. j. rządu solidarnego i solidarnie przed sejmem odpowiedzialnego. Pod jego kierunkiem i kontrolą działały ,,główne komisje" państwowe, t. j. główne gałęzie urzędów Rzpltej. Temi komisjami zajmiemy się bliżej, bo przegląd ich mieści w sobie kwestję administracji. Pominiemy komisję wojskową i dla spraw dyplomatycznych. tudzież Edukacyjną – a z innych działów zajmiemy się tylko tem, co przez Sejm Wielki zostało zmienione.

 

W sądownictwie niewiele jest do zapisania: ustawa roku 1791 zorganizowała postępowo sądy miejskie i wyznaczyła sąd asesorski, jako apelacyjny dla miast, osobny w Koronie, osobny na Litwie. Ale zanosiło się na zmiany duże, wszechstronne. W r. 1791 wybrano deputację sejmową do ułożenia kodeksu cywilnego i karnego, po którym musiałaby nastąpić również zmiana przewodu sądowego (procesu) i niejedna zmiana w ustroju sądownictwa – przez konsekwencję. Niestety, nie danem było doczekać się sejmowej kodyfikacji urzędowej (ogłoszono drukiem tylko kodyfikację prywatną Trembickiego).

 

Komisję skarbową, funkcjonującą doskonale za poprzednich rządów, przejęto po Radzie Nieustającej i pozwolono jej dalej urzędować, dodając tylko stopniowo, z biegiem czasu, niektóre nowe zarządzenia, potrzebne do coraz większego rozwoju instytucji. Stałość prac skarbowych pomimo zmienności rządów świadczy chlubnie o zdatności owego pokolenia do życia publicznego. Toteż możemy się doprawdy szczycić naszą polską administracją skarbu. Komisja niebawem doprowadziła rzecz do doskonałości zaiste, skoro na sejmie odezwał się o tem kasztelan biecki, Żeleński, w te słowa: „Co do skarbu, ten aż do zazdrości obcych potencyj dziś w najdoskonalszym stopniu jest administrowany".

 

Wypadło Komisji zająć się reformą kilku dawnych źródeł dochodów, a organizacją nowych. Mijał termin kontraktu ze spółką tabaczną i od początku 1788 roku czyniono przygotowania do przejęcia na skarb wyrobu i handlu tabaką i tytoniem. Od N. Roku 1789 wszystkie fabryki i magazyny przeszły na własność państwa za umówioną zapłatą 550,000 złp. Administracja rządowa dawała dobre wyniki. Zanotujmy ciekawy fakt, że do plantacji tytoniu użyto kolonistów amerykańskich. Od roku 1790 funkcjonowała w całej pełni „dyrekcja tabaczna" z całym aparatem urzędników i służby.

 

Sporo roboty dawał nowo wprowadzony podatek „skórowy", od bitego bydła. Trzeba było przyjąć aż 400 osób do służby publicznej, a doświadczenie miało wnet pouczyć, jako ta „skórka nie warta wyprawy". Wtedy Komisja usuwa wady i opracowuje projekt podatku od rzezi, a gdy propozycję sejm zamienił w uchwałę, Komisja w ciągu dwóch miesięcy (kwiecień – maj 1791) reformę te przeprowadziła, wydała instrukcje i powyznaczała nowych oficjalistów.

 

W roku 1789 opracowano i wydano sześć formularzów do nowych taryf podatku ziemskiego, i wzory czyli schematy do spisu ludności nieszlacheckiej po wsiach i miastach; dzięki tej olbrzymiej pracy posiadamy pierwszorzędny materjał statystyczny do dziejów tego okresu.

 

Należało do Komisji wykonywanie wszelkich uchwał podatkowych sejmu, a że Sejm Wielki, przeprowadzając gruntowną reformę państwa, potrzebował tez coraz znaczniejszych środków finansowych (choćby tylko na armję, którą chciano powiększyć do stu tysięcy), sypały się gęsto nowe zarządzenia podatkowe – i pojawiać się zaczęły pożyczki państwowe. Administracja wszystkiego należała wyłącznie do Komisji. Dodajmy do tego sprawy mennicze i rozmaite prace tyczące się handlu zagranicznego: zbieranie wiadomości statystycznych i polityczno-handlowych za pośrednictwem poselstw polskich, zestawianie cen produktów, układanie bilansu importu i eksportu. Prace tego rodzaju świadczą dobrze o znawstwie rzeczy w łonie Komisji i o wyższym poziomie umysłowym jej członków, t.j. o naukowem przygotowaniu do zawiadywania skarbem.

 

Tadeusz Czacki był najgorliwszym komisarzem Komisji skarbowej koronnej. Jeszcze przed otwarciem sejmu Wielkiego ułożył raport o handlu z Mołdawią (bawił w Jassach dla zbadania sprawy), a zabrał się do tej pracy tak gruntownie, iż samo tło historyczne stanowi dorobek naukowy, gdy wymienia wszystkie traktaty pomiędzy Mołdawią a Polską, zawierane od XVI wieku. Podobnież spisał swe „Uwagi względem handlu tureckiego", dołączając do nich również tego rodzaju przegląd historyczny, ale nie samych tylko polsko-tureckich umów, lecz zarazem innych państw europejskich z Turcją. W roku 1789 zajął się sprawą handlu Polski z Anglją, a przegląd swój historyczny rozpoczyna od układu Ryszarda II angielskiego z Zakonem krzyżackim w r. 1388. W roku 1790 opracowuje również gruntownie kwestję handlu z Austrją i z Rosją. Dokładnością odznaczały się u niego jednako ustępy historyczne, jak ustępy np. o taryfach cłowych. Potem np. w r. 1790 Czacki przeglądał na miejscu „plantę" robót kanału muchawieckiego.

 

Opierały się więc prace Komisji skarbowej na podłożu naukowem, a wyłaniały się z badań systematycznych danego przedmiotu.

 

Ilość oficjalistów musiała się powiększać odpowiednio. Ażeby ustrzedz się naprawdę od przemytnictwa na większą skalę, zdecydowano się pomnożyć liczbę urzędników na komorach, pomimo uszczuplenia granic państwa. Przyjęto 24% nowych i w roku 1790 liczono ich 830. W tymże czasie wzrosła liczba strażników z 200 w roku 1767 (co było śmiesznie mało) do roku 1790 do liczby 657, a zatem przeszło w trójnasób. Ale też jedyna to dziedzina administracji, w której nastąpiło znaczne pomnożenie personalu.

 

Ponieważ Sejm Wielki na miejsce unji lubelskiej wprowadzał za zgodą, a nawet wprost na życzenie posłów litewskich (którzy sami brali w tem udział) coraz ściślejszy związek Korony i Litwy, tworząc z nich jedno państwo, (od października 1791), więc też obie komisje skarbowe, koronna i litewska, spływają od lutego 1792 w jeden urząd, jako „Komisja Obojga narodów". Weszli tedy do jednej komisji podskarbowie i komisarze obydwóch poprzednich. Zwiększył się jednak rzeczywiście skład Komisji przez to, iż mocą konstytucji Trzeciego Maja wprowadzono do niej pełnomocników stanu miejskiego z wydziałów lokalnych, lubelskiego, winnickiego, łęczyckiego, płockiego.

 

W maju 1792 utworzyła Komisja Obojga narodów trzy prowincje litewskie: żmujdzką, litewską i białoruską z kasami prowincjonalnemi w Wilnie, Grodnie i Mińsku. Konfederacja Targowicka przywracała we wszystkiem dawniejsze urządzenia, poczem po drugim rozbiorze zabierano się do wprowadzenia znów nowej organizacji, ale zanim tego dokonano, nastąpił trzeci rozbiór państwa.

 

Każda prowincja skarbowa obejmowała pewne pasmo komór granicznych, z których drobniejsze zwane były „obserwatorjami" lub przykomorkami: pas graniczny od jednej komory do drugiej zwano szlakiem. Urzędy cłowe stały nie koniecznie na samej granicy; nieraz oddalone bywały od niej nieco w głąb obszaru państwa; wystarczało, że na samej granicy znajdowali się strażnicy.

 

Komisja skarbowa Obojga Narodów otrzymała nową organizację zarządu prowincjonalnego pod tytułem „Urządzenie namiestniczego rządu w prowincjach skarbowych" i nowy regulamin dla siebie; jedno i drugie było w znacznej części dziełem Tadeusza Czackiego. Chodziło mu o scentralizowanie funkcji skarbowych w ręku superintendentów, którym kazano przebywać stale w miastach, gdzie ustanowioną była siedziba kasy prowincjonalnej; widzimy więc reformę zmierzającą do urzędowania ciągłego, i przywiązującą urzędnika do miejsca.

 

Słynęła Komisja skarbowa i cieszyła się najlepszą opinją i dlatego, że karność w szeregach urzędniczych zwiększała się coraz bardziej. Kary były coraz dotkliwsze i to za uchybienia takie, które przed kilkunastu laty wywoływały chyba tylko upomnienie. Za czasów sejmu czteroletniego nie słychać nigdzie żadnych skarg na oficjalistów skarbowych. Dozór nad podróżnymi na komorach bywał ścisły aż do przesady. Staszic zapisuje, jako polscy strażnicy na komorach „w przetrząsającem rzemiośle wszystkich zagranicznych trzęsikieszonków przechodzą"; ale też z drugiej strony tenże Staszic zaświadcza, co następuje: „Mieszkając w pobliskości kordonu nawet śladu przemycania dostrzec nie mogłem; tak teraz są wszystkie szlaki strzeżone". Widocznie granica strzeżoną była przez ludzi uczciwych, z poczuciem obywatelskiem.

 

Porządek wzorowy pochodził w znacznej mierze stąd, że władze centralne pozostawały w nieustannym żywym kontakcie z podwładnemi prowincjonalnemi. Na odpowiedź na każde pismo urzędowe wyznaczony był termin ośmiodniowy! Nie było telefonu, a przestrzenie jakżeż duże przy komunikacji nie parowej, lecz kołowej! W ciągu tygodnia załatwić każdą sprawę służbową! W ciągu tygodnia najpóźniej mieć u góry informację potrzebną z dołu! Wówczas trzeba było do tego nadzwyczajnej pilności, o jakiej podobno dziś trudno nawet pomyśleć, Ale też przepis obowiązywał wzajemnie władzę wyższą wobec niższych. Co za dobrodziejstwo, gdy każdy urząd wiedział, że wszelka wątpliwość rozstrzygnięta będzie najpóźniej w ciągu tygodnia! Ile poprawności skutkiem tego w urzędowaniu, jak szybko szło wszelkie udoskonalenie techniki urzędniczej! Gdyby kto dzisiaj obmyślił sposób, iżby przepis tego rodzaju mógł stać się wykonalnym, jakążby pozyskał wdzięczność i urzędów i całego obywatelstwa! Widocznie metoda ówczesna Komisji stała jednak wyżej od metod administracyjnych państw zaborczych, których spuścizna jeszcze nas bądźcobądź gniecie. Zrzucamy z siebie te cudze skóry stopniowo; gdybyśmy przy tem spoglądali czasem dalej poza siebie, do historji administacji nie zaborców, lecz administracji polskiej, możebyśmy się dowiedzieli niejednej rzeczy godnej pamięci i rozważenia ponownego?

 

Jako organ zarządu miejscowego, ustanowił sejm Wielki t.zw. Komisje Porządkowe. Była to prawdziwie „kwestja paląca” boć okręgi wiejskie w Polsce nie posiadały żadnych okręgowych władz administacyjnych. We wsi administracja była w ręku dziedzica, następcy sołtysa, ale to w każdej wsi z osobna i przy każdym dziedzicu z osobna, niezależnie jeden od drugiego. Jakiejś władzy łączącej wsie okoliczne administacyjnie, a choćby łączącej samą tylko szlachtę danej krainy – nie było całkiem. Szlachta wiejska sama odczuwała potrzebę jakiegoś urządzenia administracyjnego ogólniejszego, i dzięki temu powstały „sejmiki gospodarcze" – które jednak obradami tylko były, ale nie władzą, bo władza musi posiadać „egzekutywę", t. j, prawo i możność wykonania uchwały, a w danym razie prawo i możność wywarcia przymusu na opornych. Gdybyż sejmiki gospodarcze były z łona szlachty powiatowej ustanowiły jaki wydział wykonawczy, lub coś podobnego! Ale egzekutywę pozostawiono dobrej woli każdego dziedzica z osobna, i było skutkiem tego dużo rozmaitości i dowolności.

 

Podczas sejmu Wielkiego stawiano państwu coraz większe wymagania i nałożono na państwo obowiązek urządzenia administracji lokalnej na wiejskie okręgi. Początek szczęśliwy zrobili Litwini, co tem godniejsze jest zapisania, że nie celowali oni porządkiem ani w sprawach skarbowych, ni w wojskowych nawet. Litewscy posłowie Wawrzecki i Bernowicz wnieśli z polecenia prowincji litewskiej projekt ,,komisyj cywilno-wojskowych wojewódzkich". Działo się to 6 listopada 1789, a rzecz takie znalazła powszechne uznanie, iż już 24 listopada marszałek sejmowy wniósł dosłownie ten sam projekt także dla Korony. Na najbliższych sejmikach „gospodarczych", odbywanych na Gromnice, polecono wybrać na lat dwa po 15 osób, stanowić mających komisję porządkową powiatu. Dostojnicy ziemscy należą do niej z urzędu, bez wyborów; a więc senatorowie, marszałkowie powiatowi, starostowie grodowi i cywunowie. Przynajmniej po trzy osoby muszą urzędować zawsze, dzień w dzień – rzecz dotychczas niesłychana u nie-oficjalistów – prócz świąt od godziny 8 rano do l w południe; są więc już godziny urzędowe, i to bez wynagrodzenia, bo to ma być pierwszy „stopień zasług obywatelskich"; kto przez ten stopień nie przejdzie, nie może później piastować żadnego urzędu obywatelskiego, a zatem nie może też zostać senatorem. Na kancelarję i nieuchronne wydatki wolno było pobierać po jednym szelągu od każdego złotego opłacanych podatków. Możnaby ten szeląg nazwać ,,dodatkiem do podatków".

 

Obowiązki komisyj Porządkowych określono prawem szczegółowem, nadając im zakres działania w dwóch ,,materjach": cywilno-wojskowej, tudzież w „materji ekonomicznej wojewódzkiej". Wpierw bowiem stanowiono komisje ogólniejsze, wojewódzkie.

 

Cywilno-wojskowemi zwały się te komisje, gdyż załatwiały wojsku sprawy rozmaite, dostarczały kwater, zakładały magazyny i t. p., tudzież miały sobie przekazane sądownictwo w sprawach pomiędzy wojskowym a cywilnym. Nas tu obchodzi druga część ich działalności, nazwana „ekonomiczną", t. j. gospodarską. Co wliczało się wówczas do czynności „gospodarczych", niechaj pouczy przydługi spis zajęć komisyj z tego tytułu:

 

Corocznie w styczniu sporządzić spisy ludności według parafij, na podstawie metryk chrztów, ślubów i pogrzebów, których mają dostarczyć probostwa; poprawione spisy należy odesłać komisji skarbowej. Wybierać podatki i utrzymywać kasę państwową województwa, do czego straży wojskowej jej dostarczano. „Ułożyć projekt gospodarstwa do pozycji gruntów (t. j. stosownie do jakości gruntów) swego województwa najbliżej stosowny, doradzający, jakim sposobem produkta zbożowe i inne rozmaite pomnażaćby się mogły i rozesłać go po parafjach, aby obywatele, wybierając z onego przepisy pożyteczne, nabierali ochoty do polepszenia reguł rolnictwa". Ma więc komisja być inicjatorką i kierowniczką postępowego rolnictwa w swym okręgu. Należy dalej do niej, żeby zapobiegać głodowi, zarazom, mieć na uwadze możliwość powodzi. Dbałość o komunikację dobrą jest także jej powinnością: żeby w porządku były drogi rzeczne i lądowe, groble, mosty. Winna komisja troszczyć się nietylko o rolnictwo, ale też o przemysł i handel: bronić od nadużyć fiskalnych; na oficjalistów skarbowych, którzyby dopuszczali się nadużyć, robić doniesienia do komisji skarbowej; również mają zabezpieczyć kupcom bezpieczeństwo towarów, wysyłanych na jarmarki. Jeżeli znajdą się złoża kruszców, lub wogóle pożytecznych minerałów, należy donieść o tem rządowi; podobnież o przedsiębiorstwach przemysłowych, opartych o bogactwo mineralne i o stanie produkcji w fabrykach. Do Komisji skarbowej wysyłać raporty o wakansach starostw i tenut; a także o stanie miast, o nowych karczmach (kontrola czopowego), o pożarach (ulgi podatkowe) i wogóle o wszystkiem, co w danym okręgu może wpłynąć na to, co my obecnie zowiemy „siłą podatkową" okręgu. Dozór nad dobroczynnością publiczną należy również do komisyj „cywilno-wojskowych porządkowych", przedewszystkiem lustracje szpitali i kontrola ich funduszów. Utrzymywanie kontroli nad miarami, wagami i taksami na towary, nie wyczerpuje jeszcze wszechstronności prawdziwej tych komisyj. Do tego wszystkiego dołącza się jeszcze troska o zaprowadzenie po wsiach nauczania elementarnego, bo właśnie podejmowano walkę z analfabetyzmem przy pomocy zamierzonych szkółek parafialnych pod kierownictwem duchowieństwa, „A dla oświecenia ciemnej prostoty poddaństwa zmówiwszy się z dziedzicami j posesorami, Komisje ustanowią porządek, aby każda wieś chowała bakałarza dla dania przynajmniej początkowej nauki młodzieży pod dozorem plebanów. Tychże zaś plebanów obowiązkiem będzie przy oznajmieniu o ludności parafji, do Komisji czynionem, donieść o wielości czytać i pisać wyuczonej młodzieży, a Komisja wojewódzka swoje uwagi względem edukacji krajowej prezentować będzie Komisji Edukacyjnej". Choćby tylko z tego ostatniego punktu czynności komisyj porządkowych, znać, co za szkodę poniosła Polska przez to, że nie danem było komisjom tym dłuższe istnienie.

 

Rwało się wszystko do życia, do reform! Ze stanowiska administracyjnego uderza nas ogrom zadań jednej komisji, której członkowie (komisarze) urzędują gratis; czyż byłoby to wykonalnem na czas dłuższy? Ale początkiem dobrej administracji jest, wiedzieć: co powinno być zrobione; potem dopiero następuje kwestja, kto ma robić i jak robić? Doświadczenie poucza z roku na rok i administrację doskonali. Nie ulega wątpliwości, że byłyby musiały wytworzyć się jakieś oddziały oddzielne do spraw skarbowych, wojskowych, rolniczych, handlowych, oświatowych i t. d. Przez dłuższy czas komisarze nie mogliby być wszyscy do wszystkiego, bo musieliby spostrzedz, że w takim razie będą do niczego; musiałaby się tworzyć specjalizacja tak pośród obywateli, garnących się do komisji, jakoteż pośród oficjalistów, t. j. urzędników właściwych; wytwarzaliby się tedy znawcy poszczególnych gałęzi administracji. W ten sposób rozwiązałaby się kwestja, kto ma robić i jak robić; na razie znaczyło to wiele, bardzo wiele, że wiedziano, co robić. Podziwiać wypada, jak zdawano sobie sprawę z wielostronności tego, co dziś zowiemy „agendami administracji". Czyż tam opuszczono cokolwiek? czyż cały wiek XIX zdołał do tego programu dodać cokolwiek?

 

Komisyj Porządkowych cywilno - wojskowych było w całem państwie 72. Oto ich siedziby:

 

W prowincji małopolskiej: Kraków, Szczekociny. Szydłów, Radom, Opoczno (lub Chęciny), Stężyca, Żytomierz, Owrucz, Chełm (lub Krasnystaw), Łuck, Włodzimierz, Krzemieniec, Kamieniec Podolski, Latyczów, Lublin, Łuków, Dubienka, Drohiczyn, Mielnik, Tykocin (lub Brańsk), Bracław, Winnica, Zwinogródek.

 

W prowincji wielkopolskiej: Poznań, Kościana, Kalisz, Gniezno, Sieradz, Wieluń, Radomsk, Łęczyca, Brześć kujawski, Lipno, Raciąż, Czersk, Warszawa, Wizna, Wyszogród, Zakroczym, Ciechanów, Łomża, Liw, Maków, Ostrowo, Rawa, Sochaczewo, Gąbin, Radziejów, Mława.

 

W prowincji litewskiej: Wilno, Oszmiana, Postawy, Lida, Wiłkomierz, Brasław, Troki, Grodno, Kowno, Poniewież, Rosienie, Szawle, Uszacz, Nowogródek, Słonim, Wołkowysk, Czereja, Chołopienice, Brześć Litewski, Pińsk, Mińsk, Mozyrz, Bobrujsk.

 

Tak. rozdzielono siedziby komisyj pomiędzy 28 województw i 129 ziem i powiatów całej Rzpltej. Każda komisja liczyła w Koronie po 16 komisarzy z wyboru, a na Litwie po 15, a nadto zasiadali w nich z głosem „wirylnym" (t. j. bez wyboru) wszelcy urzędnicy powiatowi, wojewódzcy (ci i tamci tytularni, np. podstoli, krajczy, miecznik i t. d.), tudzież senatorowie, wypadnie, że te komisje Porządkowe potrzebowały około 1.150 szlachty, powoływanej do niełatwej i wcale nietytularnej służby publicznej... darmo. Co za szkoła dla szlachty, ile w takiej komisji musiał się każdy (doprawdy, choćby nie chciał!) dowiedzieć i nauczyć! Co za szkoła światłego obywatelstwa!

 

Komisje porządkowe cywilno-wojskowe utrzymywały własnych instygatorów, bo odbywały własne kadencje sądowe w sprawach o bójki, o włóczęgostwo, drobne kradzieże i t. p. Było to coś w rodzaju sądownictwa policyjnego.

 

Każda komisja musiała oczywiście utworzyć sobie jakąś kancelarję. Nie było co do tego żadnych przepisów; komisje miały pod tym względem wolną rękę urządzić się, jak której dogodniej. Musiał być wszędzie regent, z reguły bywał też instygator; protokół prowadził często jeden z komisarzy. Niektóre komisje trzymały sobie prócz regenta także viceregenta, inne regenta i kasjera (np. wileńska). Najliczniejszą kancelarję urządziła komisja w Brześciu Litewskim; był tam regent, instygator, kasjer i dwóch lustratorów miar i wag. Regent sam sobie dobierał kancelistów i był za nich odpowiedzialnym. Płace miesięczne całej kancelarji nie obarczały budżetu państwa, gdyż wypłacane były z dodatku „szelążnego", które komisje dla siebie wybierały osobno; nadto zaś wolno było oficjalistom pobierać od stron od wyciągów z protokołów lub dekretów po złotemu od arkusza, mieszczącego po 30 wierszy na stronicy.

 

Zarzuty przeciw kancelarjom tych komisyj nie są znane, choć dochowało się bardzo wiele źródeł do ich urzędowania. A miały te urzędy tę zasługę obywatelską, ze działały z całą świadomością w imię haseł konstytucji Trzeciego Maja i wszystkie pozostały sejmowi Wielkiemu wierne do ostatka. Pozostanie to dla nich pochwałą po wszystkie czasy, póki Polaków zajmować będą dzieje narodowe, że Targowica te komisje Porządkowe poznosiła a przywrócił je na nowo... Tadeusz Kościuszko.

 

Po trzechletniej tymczasowości, rozmaicie łatanej po zniesieniu „departamentu policji" Rady Nieustającej, uchwalił sejm d. 24 czerwca 1791, prawo p. t. „Komisja policji Obojga Narodów", dokładniejsze bez porównania od poprzednich ustaw departamentu policji z czasów Rady Nieustającej. Ustawodawstwo sejmu Wielkiego wyciskało na wszystkiem, czego się tknęło, wybitne piętno postępu. Nowo powołana do życia Komisja miała się składać z tych marszałków, którzyby nie zasiadali w Straży, i z 15 komisarzy, po 5 z Wkopolski, Małopolski i Litwy, po jednym mianowicie senatorze, po 2 ze szlachty i po dwóch plenipotentów od miast „wolnych", t. j. nie-prywatnych. Nie trzeba się rozwodzić, co za doniosłość posiadało dopuszczenie miast do Komisji na równi ze szlachtą, jaki w tem mieścił się przewrót w zestawieniu z dotychczasową praktyką. Znać w tem, że tu działa „Trzeci Maj".

 

Komisja ma trzy działy zajęć: l) bezpieczeńsrwo i spokój publiczny, 2) wygodę publiczną i 3) sądowość policyjną i dbałość o własnych urzędników. Pierwsze dwa punkty ujęte są nader szeroko:

 

„W szczegółowem rozwinięciu tych trzech naczelnych zasad znajdujemy policzone do zakresu obowiązków policji: Czuwanie na wszelkie bunty, rozruchy, rozboje, zabójstwa, gwałty (a do „gwałtów" zaliczono „przejmowanie, rozpieczętowanie i zmyślanie pieczęci listów na pocztach"); tudzież na kradzieże, jawną rozpustę i zgorszenia; czuwanie na obyczajność powszechną i wszelkie sposoby zysku z samego zwodzenia i oszukiwania ludzi, jak gry hazardowne i t. p.; wstrzymywanie żebractwa i włóczęgi, a przeto szczególniejsze dozieranie ludzi, niemajacych osiadłości, stanu, profesji, rzemiosła, służby, ani żadnego pewnego sposobu do życia; czuwanie na zdrowie, a więc dozór nad lekarzami, chirurgami, cyrulikami, aptekami, oraz nad sztuką babienia (akuszerją), a to znosząc się z Komisją edukacyjną", która była jakby ministerstwem oświaty. Komisja edukacyjna oznaczała, komu wolno być lekarzem, chirurgiem, aptekarzem i t. d„.a „czuwanie" policji rozumieć należy w ten sposób, iżby kontrolowała, czy nie trudni się leczeniem i t. p. ktoś, nie posiadający odpowiednich studjów, przepisanych przez Komisję edukacyjną.

 

Dalej należy „do Komisji Policji" dawanie dobroczynnej pomocy w rozmaitych przypadkach i zdarzeniach, jak np. pożarów, powodzi, gwałtownych wichrów, głodu, morowego powietrza, zaraźliwych chorób na ludzi i na bydło. Obok tego Komisja powinna mieć na uwadze obfitość i cenę tak produktów, jakoteż towarów i rękodzieł, wiedzieć o urodzajach, pilnować wag i miar, przestrzegać porządku na targach i jarmarkach, usuwać przeszkody, a nawet nieść pomoc rolnictwu, handlowi i rzemiosłom, usuwać nadużycia cechów. Do niej należy zarządzanie domami i miejscami publicznemi, więzieniami, domami poprawy, rynkami, ratuszami, uporządkowanie placów i ulic. Do wygody kraju należy: utrzymywanie w dobrym stanie traktów, spławów, rzek, kanałów, w porozumieniu z Komisją skarbową; opieka nad pocztami bez uwłaczania prawom i dochodom króla. Łaźnie, zdroje, szpitale, domy miłosierdzia, zajazdy, szynkownie, traktjernie, miejsca na przechadzki, bruki miejskie, cmentarze, całość i ozdoba domów, bramy wjazdowe do miast, pojazdy publiczne (t. j. dorożki, fiakry), oświetlenie ulic, teatra i t. p. zostają pod nadzorem policji, która wszakże nie jest mocną naruszać wolności dla każdego dawania i używania wszelkich zabaw publicznych, wystawiania teatrów i grania na nich bez żadnych przeszkód. Ubóstwo, nędza, starość i kalectwo powinny budzić troskliwość Komisji.

 

W ciągu dalszym czytamy: „Sądowość Komisji ma na celu powstrzymywanie pogwałceń tego prawa tak przez oficjalistów, jakoteż przez osoby prywatne. W czynnościach swoich Komisja Policji ma się wystrzegać naruszania własności i wolności, a wiec rozrządzenia swoje w sposób rozkazujący przysyłać może tylko do miast wolnych i wsi królewskich; do miast zaś i wsi dziedzicznych wolno jej posyłać tylko rady i ostrzeżenia. Wszelkie gatunki szpiegowania i rewizji w mieszkaniach i na gruntach ziemiańskich, lub w uczynkach i zabawach obywateli najsurowiej są jej zabronione". Znaczyło to, że we wsi dziedzicznej dziedzic sam, jako sołtys miejscowy, jest po staremu nadal władzą administracyjną, zarazem policyjną. Wiadomo, że konstytucja Trzeciego Maja, unikając przewrotów gwałtownych, na lat jeszcze 25 rezerwowała niektóre przywileje szlacheckie, zniósłszy znaczną ich część zaraz, a zniesienie innych pozostawiając do najbliższej rewizji konstytucji, co miało następować co 25 lat.

 

Co nas szczególniej uderza, to postawienie policji na straży wolności druku, podobnież, jak postawioną była na straży tajemnicy listowej. Nakazano jej pilnować, „ażeby wolność pisania i drukowania pewną i nienaruszoną była". Wobec tego nie będziemy się już dziwić, że jej poruczono także pieczę nad prawem autorskiem; „ochraniać prawa własności autorów i nie dopuszczać samowolnego przedrukowywania dzieł, gdyż dopiero po śmierci autora dzieło staje się własnością publiczną". (Korzon, tamże, .tom V, str. 181-182).

 

Jak widać z powyższego długiego rejestru powinności policyjnych, Komisja dotyczyła wszystkiego tego, co my dziś uważamy za zakres władzy policyjnej, ale nadto była w znacznej mierze ministerstwem robót publicznych. Należało zaś do policji wszystko, co tej władzy jest właściwem, po miastach, dlatego, że nie była jeszcze zorganizowana miejska autonomiczna służba policyjna; nie nastąpił jeszcze rozdział troski o porządki miejskie od pieczy nad bezpieczeństwem publicznem i stąd np. uporządkowanie placów i ulic poruczono Komisji policji. Większą połowę spraw policyjnych w mieście załatwiają dziś władze autonomiczne miejskie, skutkiem czego policja może się coraz bardziej specjalizować, jako służba bezpieczeństwa. Wsie, jako gminy słabsze, nie mogące podołać ciężarom związanym z należytą administracją policyjną, wymagają intezywniejszej opieki policji, niż miasta; toteż dalszy rozwój policji musiałby się odbywać w kierunku pomniejszenia jej kompetencji w mieście, a powiększenia na wsi.

 

Centralny urząd Komisji Policji, kancelarja jej i służba, wynosiły osób 158, a mianowicie: pisarz policji, sekretarz generalny, archiwista, kasjer, dwóch budowniczych, l geometra, 2 tłumaczów (ruskiego i żydowskiego języka), 3 regentów ekonomicznych, 3 regentów sądowych, 6 sekretarzy prowincjonalnych, 3 registratorów, 2 prokuratorów, 2 plenipotentów, 3 instygatorów, l hydraulik, 31 kancelistów, 8 konduktorów, 26 intendentów, 51 strażników, 4 woźnych, 5 posługaczów. Wszyscy razem pobierali rocznie 440,000 zł. p.

 

O dobroczynnej działalności tej Komisji Policji możnaby pisać znacznie więcej, niżby zniosły rozmiary niniejszego dziełka. Dla przykładu tylko przytoczmy niektóre znamienne wypadki: Zarządzono przeniesienie rzeźni po miastach w miejsca ustronne, pozakładano cmentarze poza miastami, a termin do załatwienia tych spraw wyznaczono wcale krótki, do l maja 1792 r. Przyjęto delegata od lekarzy na posiedzenia zarządu policji, ilekroć zaszłaby potrzeba systematycznego stosowania na większą skalę środków sanitarnych i wysadzono komisję specjalną dla ułożenia „zasad względem zabezpieczenia zdrowia ludzkiego" w porozumieniu z lekarzami. Zajmowano się kwestją, czy kraj posiada dostateczną ilość lekarzy i co czynić, by zaradzić ich brakowi.

 

Energicznie zabrano się do walki z żebractwem ulicznem. Jak wiadomo, w krajach o wyższym poziomie cywilizacyjnym nie udziela się wcale jałmużn na ulicy, ale natomiast każdy przyzwoity człowiek należy do jakiegoś stowarzyszenia dobroczynnego, a gminy i okręgi administracyjne rozwinęły wysoko pieczę nad ubóstwem rzetelnem; lecz zato ściga się i tępi niemiłosiernie ubóstwo udane i umyślne, ubóstwo zarobkowe na pokaz, jakiem bywa z reguły żebractwo; jałmużna uliczna nie jest też niczem innem, jak nierozsądnem popieraniem próżniactwa a częstokroć nawet zbrodni, np. kaleczenia i kradzieży dzieci do celów żebraczych. O tem wiedziano w Europie już w połowie wieku XVIII; wiedziała doskonale nasza Komisja Policji w roku 1791 – a jednak dziś miasta polskie sprawiają wrażenie orjentalne, wcale nie europejskie, od wezbranej powodzi żebractwa ulicznego, a udzielanie jałmużny na ulicy publiczność uważa za... zasługę religijną. Mały przykład, jak cofnęliśmy się pod rządami zaborczymi i jak musimy uczyć się na nowo wielu rzeczy, które przodkowie nasi znali doskonale już przed 130 laty!

 

Komisja Policji, wypowiedziawszy wojnę pladze żebractwa, urządzała tedy składki na chorych i ubogich niezdatnych do pracy, porozumiała się z klasztorami i szpitalami, urządzała przytułki i potem ogłosiła, że dnia 2 listopada 1791 żebractwo ma być uprzątnięte z ulic Warszawy, robiąc od stolicy początek; jakoż schwytano tego dnia 502 żebraków. Chorych osadzono w pięciu przytułkach, zapewniając im utrzymanie i pomoc lekarską, a zdrowych odtransportowano według ułożonego z góry planu do fabryk; przemysłowiec żywił ich i odziewał według przepisów, umówionych z policją, a za to używał ich do robót również „tylko według przepisu". Były więc roboty przymusowe dla zawodowych żebraków, ale w przedsiębiorstwach prywatnych, a tylko pod naciskiem i nadzorem policyjnym. Chodziło oczywiście o to, żeby zawód żebraczy nie był rentowniejszym od wyrobnictwa, żeby przestał się opłacać.

 

Zaraz po tych zarządzeniach warszawskich zabrano się do prowincji, a ułożywszy program postępowania, urządzono trzy „deputacje prowincjonalne”, jednę z siedzibą w Warszawie, drugą w Krakowie i trzecią w Wilnie. Do deputacyj tych należeli prócz komisarzy policyjnych księża, przedstawiciele szlachty i mieszczaństwa. Trzykrotne co tydzień posiedzenia wskazują, jak deputacje owe miały pełne ręce roboty. Zrewidowano wszystkie fundacje dobroczynne, uporządkowano i przystosowano do nowoczesnych potrzeb i pojęć. Dokonano lustracji szpitali i wprowadzono ulepszenia, ubezpieczywszy przedewszystkiem fundusze. Było wówczas szpitali w całem państwie (w uszczuplonych rozbiorem granicach) 497, a w nich ubogich 5621; do „szpitali" zaliczało się w tych czasach także przytuliska, schroniska i t. p.

 

Wśród oficjalistów policyjnych zapisanych jest 26 „intendentów". Urząd pod tą nazwą nieznany jest w dzisiejszych urządzeniach policyjnych. Przytoczymy tu instrukcję dla tych intendentów, z czego okaże się i to, jak wyrazy zmieniają znaczenie w ciągu pokoleń.

 

Dnia 21 maja 1792 otrzymali intendenci instrukcję następującej treści:

 

„Intendent ma bezprzestannie przejeżdżać się po całej okolicy wydziału swego, odmieniając ile możności trakt za każdą przejażdżką. Ma dowiadywać się, czy były należycie czytane z ambon obwieszczenia rządowe; czy przeciwne tym obwieszczeniom pisma, powszechną spokojność burzyć mogące, były rozgłaszane i kto może być ich autorem; czy nie słychać o jakich zjazdach lub namowach, bezpieczeństwu publicznemu zagrażających? Czyli kto nie zakupuje amunicji, broni, rynsztunków wojennych, koni? Czyli nie tają się gdzie dezerterowie, szpiegi zagraniczne lub werbownicy? Takich ludzi intendent natychmiast do najbliższej komendy odesłać powinien. Skoro dostrzeże jakie groźne zdarzenia lub okoliczności, powinien przestrzedz władze miejscowe, a Komisję i ministra policji zawiadomi sztafetą lub kurjerem”.

 

Komisja Policji odznaczała się pracowitością i wysokiem poczuciem obowiązków, a przytem duchem obywatelskim, w czem naśladowała ministra policji, którym byl sławny Ignacy Potocki, jeden z twórców konstytucji Trzeciego Maja. Niestety, po sejmie Wielkim miała nadejść Targowica i objęła rządy z pomocą wojska najezdniczego moskiewskiego. Właściwie ta Komisja Policji urzędowała w pełni zaledwie przez trzynaście miesięcy; z początkiem sierpnia 1792 r. już komisarze musieli ustąpić, pozostała tylko kancelarja, i ta wnet się rozproszyła.

 

Konfederacja Targowicka, doszedłszy do władzy, zniosła wszystkie urzędy sejmu Wielkiego. Wznowiono natomiast w roku 1793 Radę Nieustającą (nie wszyscy z zaproszonych przyjęli udział w niej), która atoli nie posiadała faktycznie żadnej władzy; ta bowiem spoczywała w ręku... generałów rosyjskich. Próbowano wznowić dawne komisje skarbowe, ale komisarze „odeszli", nie chcąc mieć nic do czynienia z Targowicą; podobnież trzeba było pozmieniać oficjalistów. Skarb zrujnowano w kilka miesięcy, nietylko znosząc podatki uchwalone od dnia 3 maja 1791 r., ale nawet „bonifikując", zwracając, co wpłacono (zwracając oczywiście stronnikom Targowicy).

 

Komisja skarbowa „obojga narodów", wspólna koronno-litewska, istniała w tym składzie zaledwie półosma miesiąca. Z końcem października 1792 rządy Targowicy rozerwały to zjednoczenie skarbów, odsyłając komisarzy litewskich na miejsce dawnego urzędowania, do Grodna, a pełnomocników miejskich wydalono całkiem.

 

 

8. Miasto i wieś w ustawach Sejmu Wielkiego

 

Każdy wie – choćby z elementarnej nauki historji polskiej – jak konstytucja Trzeciego Maja, owo zasadnicze dzieło sejmu Wielkiego, zajęła się losem ludu wiejskiego i podniesieniem miast; każdy wie, że stało się coś, co stanowiło epokę w rozwoju stosunków społecznych; lecz rzadko kto wie na pewno, co właściwie się stało.

 

We wszystkich ustawach sejmu Wielkiego (a jest ich 490), raz jeden tylko jest mowa o „chłopach-włościanach”, a mianowicie w samejże „ustawie rządowej" z 3 maja 1791 r., tytuł czwarty. Zawiera on nadaną z góry sankcję wszelkim dobrowolnym umowom włościan z dziedzicami, zawieranym bądź przez gromady, bądź z każdym kmieciem osobno. Jakie mają być te umowy, w to się ustawa całkiem nie wdaje. Umów było w kraju już przedtem niemało; umów o czynsze najwięcej, bo zyskiwał coraz więcej zwolenników prąd, żeby poddaństwo ludu zamienić na oczynszowanie. Ustawa oświadcza wyraźnie, że zależy na tem, by „zawarować dziedziców przy wszelkich pożytkach od włościan im należących", i nie znosi bynajmniej niczego, co się z mocy prawa należy. Prawodawcy nie narzucają niczego dziedzicom, lecz liczą na to, ze społeczeństwo samo sprawę załatwi bez ustawowego przymusu. Jakoż wiadomo z historji polskiej, że kwestję włościańską załatwiano długo jeszcze przed ustawą majową, w sposób świadczący i o zmyśle praktycznym obywatelskim i o szlachetności umysłów. Pocóż ustawa miała się niepotrzebnie w to wtrącać? Chodziło o jedno jednakże, żeby dziedzic, który może pod presją opinji publicznej w swym powiecie, zawarł ugodę z włościanami, nie mógł potem wycofać się ze zobowiązań; o to, żeby syn nie mógł zrzucić z siebie obowiązki przyjęte przez ojca. Konstytucja Trzeciego Maja obwieszczała przeto, że tego rodzaju umowy dobrowolne „będą stanowić wspólny i wzajemny obowiązek, podług rzetelnego znaczenia warunków i opisu zawartego w takowych nadaniach i umowach, pod opiekę rządu krajowego podpadający”. Znaczy to, że rząd gwarantuje dotrzymywanie umów, i gdyby która strona łamała warunki umówione, rząd użyje przymusu. Raz zawarta umowa staje się wieczystym obowiązkiem (obowiązującym i potomnych), którego wypełnianie znajduje się „pod opieką rządu". W praktyce znaczyło to, ze wieś, w której raz zaprowadzono oczynszowanie, już do poddaństwa nie wróci nigdy, a ktoby chciał włościan do tego przymusić, będzie miał do czynienia z rządem. Władze zajmą się sprawą, jako karygodnem niedotrzymaniem warunków umowy, posiadającej znaczenie publiczne, gdyż przez państwo sankcjonowanej. Włościanin, któremu nie chcianoby warunków umowy dotrzymać, może liczyć na pomoc władz, bo ustawa rządowa Trzeciego Maja ogłasza, że „lud rolniczy... pod opiekę praw i rządu krajowego przyjmujemy".

 

Oto wszystko, co przez całe cztery lata sejmu Wielkiego dla ludu wiejskiego zrobiono. Poza tym jednym ustępem nawet mowy o nim nigdzie niema. W taki sposób dopomożono przyjętemu w społeczeństwie programowi oczynszowania, i więcej niczego nie uważano za potrzebne.

 

Natomiast o miastach czyta się w uchwałach sejmu Wielkiego bez ustanku. W „indexie" na końcu IX tomu Voluminum Legum (obejmującego lata 1788–1792) znajdujemy o włościanach pozycję jednę (tyczącą się cytowanego powyżej ustępu), natomiast o miastach pozycyj pięćdziesiąt; przy wyrazie „chłopi" lub „włościanie" znajduje się półtora wierszy druku w indexie, ale wyraz „miasta" pociąga za sobą tamże dwie bite szpalty druku. Co za nierówność traktowania miasta a wsi!

 

Nierówność ta stanowi mocny dowód roztropności posłów sejmu Wielkiego; nie zajmując się wiele pisaniną ustawodawczą o chłopach, zmierzali w innej dziedzinie życia społecznego do wywołania skutków, które mieściłyby w sobie największe dobrodziejstwa dla włościaństwa i Polski całej. Chodziło o podniesienie, powiększenie, zbogacenie miast, a natenczas rozwiązany byłby samą siłą stosunków problem, od którego zawisło bardzo wiele w społeczeństwie i w państwie, mianowicie problem, co począć z nadmiarem ludności wiejskiej? Podupadłe miasta wyżywić jej nie mogły, więc synowie włościańscy przestali przenosić się do miast, skoro nie mogli znajdywać tam zarobków; cały przyrost ludności chłopskiej gniótł się we wsi rodzinnej, w której gruntów jednak przybywać nie mogło. Skutkiem tego wieś polska chorą była na nadmiar rąk roboczych; było trzy razy, pięć razy więcej robotnika, niż roboty, a zatem włościanin uczył się tylko lenistwa; ale też było trzy i pięć razy mniej żywności, niż trzeba było do przyzwoitego, jako tako kulturalnego utrzymania rodziny – i włościanin nasz uczył się czegoś zabójczego dla wszelkiego postępu: uczył się nie mieć potrzeb, obchodzić się bez wszystkiego, a żywić się żurem i nie woniejącą kapustą. Oto skutek upadku miast, nie mogących garnąć do siebie nadmiaru ludności wiejskiej!

 

W Polsce podupadły miasta w sam raz wtenczas, kiedy na Zachodzie rozkwitnęły w najlepsze i wytworzyły bogaty, oświecony „stan trzeci". U nas chyba Żydzi byli tym stanem? Społeczeństwo polskie było dziwolągiem w Europie nie dlatego, że na sejmie wytworzyło się liberum veto, nie dlatego, że mieliśmy elekcje; to były rzeczy drugorzędne. Ale było coś większego, co uderzało każdego cudzoziemca, skoro tylko przekroczył granicę polską (co dziś również uderza), mianowicie, że z kraju miejskiego wjeżdżał do kraju wiejskiego. Myśmy tworzyli społeczeństwo niemal wyłącznie wiejskie, osadnictwo całego państwa składało się niemal wyłącznie ze wsi – wtedy, kiedy w całej zachodniej Europie dokonała się już od dawien i na wielką skalę urbanizacja, t. j. zmieszczenie kraju. Kwitnęła Polska i rozrastała się w okresie tym samym, kiedy się urbanizowała (od Kazimierza W. do początku XVII w.). Bez urbanizacji nie mogło być w Europie (i nie może być dzisiaj) potężnego państwa. Doświadczenie wieków wykazuje w historyi wszystkich narodów europejskich, że dobrobyt wiejski rodzi się z dobrobytu miast – a wcale nie przeciwnie; co więcej, doświadczenie historyczne wykazuje, że wszelkie starania o dobrobyt wsi skazane są na niepowodzenie, jeżeli nie postępuje równocześnie urbanizacja kraju, t. j. żeby coraz większy był odsetek ludności miejskiej, a ilość ludu wiejskiego żeby spadała do liczby takiej, jaka jest konieczną w ekonomice kraju. Im mniej w jakim kraju nadmiaru ludności wiejskiej w stosunku do miejskiej, tem lepiej tam wszystkim powodzi się.

 

Sejm Wielki robił bardzo wiele dla urbanizacji kraju, i w ten sposób działał najlepiej dla korzyści ludu wiejskiego.

 

Ustawa sejmu Wielkiego Nr. 263 z 1.IV.1791 p. t. „Miasta nasze królewskie wolne w państwach Rzpltej" poręcza wolność handlu i przemysłu w miastach jednakowo osobom mieszczańskiego, czy szlacheckiego pochodzenia, ale co do administracji zastrzega, że szlachcic, który nie przyjął prawa miejskiego i w księgę miejska się nie wpisał, nie może piastować urzędu; kładzie tedy koniec wójtostwom i t. p. okolicznej szlachty; nie wolno też piastować równocześnie urzędu ziemiańskiego i miejskiego. Plenipotenci, wybrani po miastach nieco znaczniejszych (w których są sądy apelacyjne) wchodzą do urzędów centralnych, mianowicie do Komisyj policji i skarbowej (i sądowej „assesorji"). Już też mieszczanie mogli kupować dobra ziemskie, wsie i miasteczka. Prawo „neminem captivabimus" (nie wolno więzić bez rozkazu sądowego) odnosi się do mieszczan na równi ze szlachtą. Do komisyj porządkowych cywilno-wojskowych po województwach wchodzi po trzech właścicieli nieruchomości miejskich (bez względu na pochodzenie, mieszczańskie czy szlacheckie).

 

Samorządna administracja miejska rozszerzyła znacznie zakres działania, bo odtąd podlega jej każdy mieszkaniec miasta, choćby szlachcic. „Zostawując miasta przy właściwych sobie w granicach miast jurysdykcjach, też miasta z przedmieściami z pod innych wszystkich jurysdykcyj, jakie są: trybunalskie, ziemiańskie, wojewodzińskie, starościńskie, zamkowe... wyjmujemy i wyłączamy". A więc koniec rządów starościńskich i podstarościńskich! Koniec też wszelkich „jurydyk", t. j. wyłączeń nieruchomości szlacheckiej i duchownej własności z pod urzędów miejskich: „Jurydyki świeckie i duchowne... znosimy, owszem też jurydyki pod jurysdykcje magistratów miejskich poddajemy".

 

Magistrat stanowi zarazem władzę sądową pierwszej instancji we wszelkich sprawach; jest zaś zarazem jedyną i ostatnią instancją bez apelacji w sprawach cywilnych nie przenoszących złp. 300, i w kryminalnych do trzech dni więzienia. W sprawach większych dopuszczona jest apelacja do sądów wyższych, które ustanowiono w następujących miastach:

 

w Małopolsce Kraków, Lublin, Łuck, Żytomierz, Winnica, Kamieniec Podolski, Drohiczyn. W Wielkopolsce Poznań, Kalisz, Gniezno, Łęczyca, Warszawa, Sieradz, Płock. W prowincji litewskiej Wilno, Grodno, Kowno, Nowogródek, Mińsk, Brześć Litewski, Pińsk. Okręg każdej apelacji opisano dokładnie w ustawie, np. „Do sądu apelacyjnego w mieście Wilnie należeć będą miasta województwa wileńskiego, powiatów oszmiańskiego, lidzkiego, wiłkomierskiego, brasławskiego, województwa trockiego i powiatu trockiego".

 

Sądy apelacyjne składają się z 5 sędziów z wyboru właścicieli nieruchomości miejskich tegoż okręgu. Sądzić mają sprawy do 3.000 złp. lub trzech tygodni więzienia, tudzież odwołania od sądów magistrackich; te obydwa rodzaje spraw nie mogą już korzystać z apelacji wyższej. Sprawy ponad 3.000 złp. lub trzy tygodnie więzienia mogą mieć jeszcze apelację do sądów królewskich zadwornych. W sprawach o gardło lub wieczne więzienie musi być wyrok sądu apelacyjnego jeszcze zatwierdzony przez sąd assesorski. Skargi o nadużycia urzędników miejskich i o dochody miejskie należeć mają do sądów zadwornych.

 

Na końcu tejże ustawy dodano: „Miasta, że podlegać będą komisji policji w rzeczach wewnętrznego rządu i dochodów ogólnych miejskich, ostrzegamy".

 

Reformie administracji miejskiej poświęcona jest specjalnie ustawa Sejmu Wielkiego Nr. 337 z dnia 17 czerwca 1791 p. t. „Urządzenie wewnętrzne miast wolnych Rzpltej w Koronie i w Wielkiem Ks. Litewskiem" Każde miasto ma utrzymywać dwie księgi ludności: posesyonatów i nieposesyonatów. W zgromadzeniu „ludu miejskiego" na ratuszu mają głos tylko posesyonaci (właściciele nieruchomości). Zgromadzeń takich może być po kilka w jednem mieście. Pozostaje to w związku z podziałem miast na „cyrkuły”, a mianowicie:

 

„Miasta od kilkudziesiąt aż do 500 kilkudziesiąt posesyonatów mające, składać będą tylko jedno zgromadzenie. Mające zaś od 600 aż do 1.000 posesyonatów, dzielić się będą na dwa zgromadzenia; od tysiąca aż do 1.500 dzielić się będą na trzy zgromadzenia -, i tak dalej powiększając się nową liczbą 500 posesyonatów, rozdzielać się będą na więcej zgromadzeń, tak dalece, żeby w jednem zgromadzeniu nie było mniej nad 300, ani więcej nad 500 kilkadziesiąt posesyonatów”. Podział administracyjny miasta zawisł tedy od ilości domów.

 

„Każda część miasta, składająca osobne zgromadzenie, nazywać się będzie cyrkułem, i znaczyć w ogóle miast wszystkich tyle, ile znaczy jedno w szczególności miasto cyrkułów nie mające; względem zaś ogółu tego miasta, którego jest częścią, znaczyć będzie część jego nieoddzielną, jedno ciało składającą. Każdy cyrkuł, oraz miasto mające tylko jedno zgromadzenie, dzielić się będzie na dozory, A każdy dozór nie może mieć mniej nad sto, ani więcej nad dwieście posesyonatów".

 

Zgromadzenia ludowe dokonują „elekcyj", które są dwojakie: „jedne miejscowe, drugie wydziałowe". Miasta stanowiące jeden tylko cyrkuł wybierają wójta i czterech radnych do magistratu; burmistrza i czterech sędziów do sądu miejscowego; czterech ławników; jednego kasjera; wreszcie deputatów na zgromadzenia wydziałowe. Gdzie są cyrkuły, tam każdy cyrkuł wybiera osobno wójta i sześciu ławników, burmistrza i czterech sędziów do sądu cyrkularnego, „piętnastu gminnych, a to jedynie tylko na następujące zgromadzenie miejscowe ogólne", tudzież deputatów na zgromadzenie wydziałowe. „Gminni" z cyrkułów zebrawszy się razem stanowią „elekcję miejscową ogólną" i wybierają: „Jednego prezydenta i jednego vice-prezydenta; radnych do magistratu w liczbie, jaka przypadnie, licząc po trzech względem każdego cyrkułu w miastach mających najwięcej trzy cyrkuły; po dwóch zaś w miastach, które mają więcej jak trzy cyrkuły" – i jednego kasjera. Wybory dokonywane bezpośrednio przez posesyonatów odbywają się co dwa lata, dnia 7 kwietnia; wybory dokonywane pośrednio, przez t. zw. gminnych (a więc wybory pośrednie dwustopniowe) także co dwa lata dnia 14 kwietnia; będą się więc schodzić z reguły z rokiem obrad sejmów walnych zwyczajnych.

 

Oprócz tego są zgromadzenia wydziałowe, złożone z deputatów. Miasta poniżej setki posesyonatów wybierają na zebraniach „ludu miejskiego" (dawniejsze „pospólstwo") jednego deputata; do 300 posesyonatów dwóch; do 600 posesyonatów trzech deputatów. „Gdyby które miasto do tej wielkości przyszło, żeby więcej nad 9 składało cyrkułów, tedy za przybyciem dziesiątego cyrkułu straci po jednym deputacie z każdego cyrkułu; za przybyciem jedenastego cyrkułu straci po dwóch deputatów; poczem, choćby więcej cyrkułów przybywało, każdy z nich nie może mieć więcej, jak jednego deputata".

 

Zjazdy deputatów na zgromadzenie wydziałowe odbywają się w mieście, będącem siedzibą sądu apelacyjnego. Zjazd taki wybiera: plenipotenta jednego na sejm; pięciu sędziów apelacyjnych i tyluż zastępców; po trzech komisarzy do każdej komisji w obrębie swego „wydziału". Wybory odbywają się co dwa lata, w latach sejmów zwyczajnych, dnia 9 maja.

 

Druga kompetencja zgromadzeń „ludu miejskiego" polega na prawie uchwalania lokalnych podatków miejskich, t. zw. składki. Kiedy zajdzie potrzeba opodatkowania się, magistrat da znać komisji policji, która musi wyrazić swą zgodę – poczem dopiero można zażądać uchwały „zgromadzenia ludu". Regulamin takiego zebrania opracowany jest szczegółowo, a z którego notujemy tylko tę szczególną okoliczność, że w tych sprawach dokonują się uchwały nie przez powszechne głosowanie posesyonatów, lecz pośrednio, przez wybór gminnych „do tego jedynie przypadku", którzy zadecydują większością głosów.

 

W opodatkowaniu nieposesyonaci i posesyonaci są równi. „Składki wszelkie, bądź w pieniądzach, bądź w robociznach uchwalane będą tak na posesyonatów, jako i nieposesyonatów z miasta użytkujących, nikogo nie wyłączając, i nie uważając na jakiekolwiek libertacje".

 

Plenipotenci sejmowi zdają sprawę po sejmie na zgromadzeniach ludowych.

 

„Ogólne prawidła względem urzędów miejskich” zastrzegają, że nie mogą zasiadać równocześnie w jednym urzędzie ojciec ze synem, teść z zięciem, ani dwaj bracia rodzeni. „Miarę zapłaty" urzędnikom układa magistrat, ale policja musi to zatwierdzić.

 

W tejże ustawie opisane są w dalszym ciągu szczegółowo „skład, obowiązki i władza urzędów w miastach nie mających cyrkułów" (o magistracie, sądzie i ławnikach, tudzież o kasjerze); „skład, obowiązki i władza urzędów cyrkułowych"; „skład, władza i obowiązki urzędów miejscowych ogólnych w miastach podzielonych na cyrkuły"; w końcu osobny tytuł o urzędach wydziałowych, obejmujących miasta danej apelacji i o stosunku tego sądu do asesorskiego.

 

Tegoż dnia obwieszczono „Ostrzeżenie względem egzekucji prawa o miastach naszych, dawniej królewskich, a teraz wolnych Rzpltej". Jestto 338 ustawa sejmu Wielkiego. Nakazano pierwsze elekcje urzędów miejskich zaraz na dzień l sierpnia 1791, gdzie urzędów takich niema; a gdzie są, tam działalność ich ma się kończyć do najbliższej daty elekcji wynikającej z poprzedniej ustawy. Do komisji policyjnych prowincjonalnych mają wejść zaraz delegaci miast, a mianowicie po dwóch z każdej prowincji: z Małopolski, Wielkopolski i Litwy – a potem już komisja policji zajmie się szczegółowem wykonaniem wszelkich uchwał w sprawach miejskich.

 

Potem następowały jeszcze dalsze ustawy miast tyczące, jako to: Nr 347 z 29 września 1791 „Urządzenie sądów miejskich i asesorji" obejmuje 12 bitych stronic druku; ktoby chciał, może więc zapoznać się tam ze wszelkimi szczegółami tej kwestji.

 

Ustawą Nr 487 wyznaczono plenipotentom miejskim w komisjach policji, skarbowej i asesorji po 10,000 złp. na równi z wszystkimi innymi komisarzami. Potem ustawa Nr 486 zawiera „deklarację względem miast kurlandzkich" – w ostatnim już dniu sejmowania, 27 maja 1792; tegoż dnia został sejm odroczony, „limitowany", z powodu wojny, wszczętej przez Targowicę.

 

Tu koniec dziejów administracji polskiej, naprawdę polskiej. Zaczynają się dzieje administracji niepolskiej w Polsce; chociaż bowiem niebawem po trzecim rozbiorze państwowość polska miała zostać wskrzeszoną w Księstwie Warszawskiem (1807 – 1812) i w Królestwie Kongresowem (1815–1831), jednakże tradycji Trzeciego Maja nie wskrzeszano, nie nawiązywano do ustanowionej przez sejm Wielki administracji, lecz wprowadzano całkiem odmienną, opartą na francuskich wzorach.

 

Ale dobrodziejstwem niemal były systemy francuskie w porównaniu z administracją rosyjską, pruską i austrjacką! Było to kaleczenie organizmu. Tem nie będziemy się zajmować bliżej, tylko Księstwu i Kongresówce poświęcimy więcej uwagi, jako państwowościom polskim – a zwłaszcza, że z dawnych wzorów francuskich niejedno się przyjęło tak dalece, iż zrosło się rzeczywiście z tradycjami polskiemi.

 

 

 

Rozdział IV

 

 W CZASACH POROZBIOROWYCH

 

 

1. Do roku 1807

 

Zawiodły nadzieje odrodzenia Polski, a zawód był tem tragiczniejszy, że pokładano nadzieję w tem, co uchodzić musiało za węgieł niewzruszony budowy państwa: we własnej pracy, zapobiegliwości, we własnem doskonaleniu się. Nagle wśród najbardziej rozwiniętej akcji – jakby paraliż, z zewnątrz wszystko owionąwszy, razi martwotą najżywotniejsze przedsięwzięcia.

 

Pod rosyjskim zaborem niemal niczego nie zmieniano w urządzeniach krajowych, a zreformowany przez Komisję Edukacyjną uniwersytet wileński tworzył nadal przybytek rozwoju intellektu polskiego. Pozostały nietylko dawne tytuły, ale też urzędy administracji polskiej i podział kraju na powiaty; jednakże w miarę wymierania urzędników coraz rzadziej dopuszczano do wyboru nowych, a poczęto tu i ówdzie wprowadzać urzędy rosyjskie. Samorząd ocaliła tylko szlachta, wybierająca nadal marszałków powiatowych – ale nie było już ustroju parlamentarnego, i samorząd ten musiał zanikać. Resztki polskiego ustroju jakby zawisły w powietrzu, pozbawione związku z nowemi urządzeniami, które czekały, żeby im miejsce zrobić. Ciekawym przykładem jest pozostawienie szlacheckiego ustroju powiatu, chociaż nie było województwa. Zaznaczyć należy, że pod rosyjskim zaborem nie było z początku zgoła żadnego ucisku narodowego. Moskwa działała systematycznie: wpierw postanowiono osłabić katolicyzm, a walkę z Kościołem rozpoczęto od unji, która od samego początku podległa wielkiemu prześladowaniu.

 

Około r. 1795, kiedy rozbiór trzeci powiększał tak znacznie obszar zaboru rosyjskiego, pozaprowadzano już wszędzie na ziemiach zabranych generał-gubernatorów i gubernatorów cywilnych; rozszerzono te urządzenia na nowy zabór.

 

W zaborze pruskim zabrano się od razu do usilnej polityki germanizacyjnej, starając się zarazem o pozbawienie Polaków własności ziemskiej w przeróżne sposoby, chytre, podstępne i jawnie bezprawne. W roku 1777 w „regencji" kwidzyńskiej Polak kupił majątek od Niemca. Prezes regencji dostał za to naganę w dosadnych słowach: „Zamiarem Jego Królewskiej Mości (Fryderyka II) jest kupować dobra polskiej hołoty, aby się jej pozbyć, a Niemców utrzymać przy ziemi, gdyż ci tylko są pożądani". Królewszczyzny po dziewięciu latach oddano w zawiadowanie specjalnym urzędom. Kolonizacja niemiecka zaczyna się od razu w roku 1773.

 

Ziemie, przywłaszczone przez Prusy w trzech rozbiorach, podzielone były na trzy prowincje: Prusy południowe z departamentami poznańskim, kaliskim i warszawskim; Prusy Nowowschodnie z departamentami płockim i białostockim i Śląsk Nowy, t. j. księstwo siewierskie z zabranym skrawkiem województwa krakowskiego. Ustawy sądowe wprowadzono od razu pruskie (Corpus iuris Fridericiani) i poczęto do tego stosować prawo prywatne. W r. 1797 wprowadzono do wszelkich spraw cywilnych pruskie „Allgemeines Landrecht".

 

W każdym z pięciu departamentów były urzędy zwane początkowo „Kriegs-und-Domaenen-Kammer”. Należało do nich zaopatrywanie wojska, zarząd królewszczyzn, pobór podatków, bezpieczeństwo publiczne i policja wogóle, szkolnictwo i nadzór nad duchowieństwem. Urzędnikami wykonawczymi są landrat w powiecie, stadtrat w mieście; pomocnikami ich są kreisrat w mieście, justycjarjusz na wsi, w królewszczyznach amtman. W każdym departamencie jest regencja złożona z dwóch wydziałów, wyznaczonych do sądownictwa. Naczelny prezes regencji ze swym wydziałem sprawuje instancję wyższą; wydział niższy ma na czele dyrektora. Spory od 200 talarów wyżej mogą odwoływać się do Berlina. Regencje sądzą sprawy kryminalne, prócz najdrobniejszych. Do drobiazgów sądowych były „Kreisjustizkommissionen" i „Kreisgerichte”.

 

Austrja nie prześladowała niby Kościoła, sama katolicka; ale cesarz Józef II. (1780–1790) miał swoje pojęcia o Kościele, które wychodziły na to, że duchowieństwo winno być narzędziem do tem wszechstronniejszej egzekucji wszelkiego widzimisię absolutnego monarchy. Reformy osławione „józefińskie" obejmowały jednak nietylko sprawy kościelne, ale cały krąg życia publicznego; naczelną zaś ich zasadą było, że wszystko, co podlega cesarzowi, ma być zgermanizowane. W r. 1785 nakazano, że musi ustąpić z urzędu, kto w ciągu trzech lat nie wyuczy się języka niemieckiego. Nastał zalew kraju przez urzędników niemieckich (i zgermanizowanych Czechów). Szlachta utraciła w zaborze austrjackim od razu swój samorząd, a samo używanie dawnych polskich tytułów ścigane było olbrzymią grzywną 500 dukatów. Urządzono we Lwowie namiestnictwo, pod którego zwierzchnictwem podzielono kraj zabrany na sześć cyrkułów, zawiadywanych przez niemiecko - czeskich urzędników. Stosując życie publiczne do niemieckich prowincyj austrjackich, zaprowadzono podział szlachty na „stany” „magnacki” i „rycerski", którym pozwolono od r. 1782 wybierać „deputatów" na „sejmy postulatowe” galicyjsko - lodomeryjskie, z prawem upraszania namiestnika, żeby był łaskaw złożyć u stóp tronu wyrazy wiernopoddańcze, z dodatkiem najpokorniejszej prośby o coś takiego, co rządowi miłe. Królewszczyzny skonfiskowano od razu; tenutarjuszów pozostawiono jeszcze dożywotnio, ale kazano płacić do skarbu połowę dochodów. Zaprowadzono od razu pobór rekruta, nieznany zgoła w Polsce.

 

W stosunkach administracji wiejskiej pozostawiono sądownictwo dziedziców, lecz kazano im trzymać osobnych urzędników sądowych, t. zw. justycjarjuszów, którzy musieli posiadać aprobatę urzędu cyrkularnego.

 

Od roku 1777 podzieloną była „Galicja" na 6 cyrkułów i 19 dystryktów. W r. 1782 nowy podział na 18 urzędów cyrkularnych, oprócz księstwa oświęcimsko-zatorskiego, które tworzyło osobny okręg administracyjny. Na czele cyrkułu stał Kreishauptman, a nad całym krajem gubernator. W r. 1785 wprowadzono język niemiecki do sądów. Ustawa ogólno-austrjacka sądowa z roku 1781 została wprowadzoną również w Galicji; poprawiona i uzupełniona w roku 1796 miała przetrwać całe stolecie. Kodeks karny wydano w r. 1787, poprawiony w r. 1803 obowiązywał aż do r. 1852.

 

Gubernator miał przy swym boku radców gubernjalnych. Z kompetencji jego wyłączono skarbowe sprawy, tworząc osobną Izbę skarbową, zwaną Finanzstelle.

 

Kreishauptman i dyrektorowie dystryktów mieli do pomocy kancelarje, złożone z pomocnika, praktykanta, sekretarza, trzech kancelistów i aktuaryusza; przy dyrektorach komisarz, a kancelistów dwóch. Wszyscy ci urzędnicy stanowią tylko pomoc kancelaryjną, lecz na tok spraw nie wpływają bezpośrednio. Władzę ma tylko sam kreishauptman, względnie kreisdirector. Nowy to był dla Polaka system administracyjny, system władzy jednoosobowej, w przeciwieństwie do kolegialności władz polskich.

 

W r. 1782 przeprowadzono nowy podział na okręgów 18; w każdym cyrkule już po 3–4 komisarzy, sekretarz, dwóch kancelistów i praktykanci. Kreishauptman obowiązany był dwa razy do roku objechać swój cyrkuł. Od tego też roku należało do tych urzędów wszystko, co nie było sprawą sądową. Instrukcje rozesłane z gubernium lwowskiego rozróżniały pięć grup zajęć administracyjnych: Statystyka i dozorowanie ruchu ludności; ze spraw wojskowych przygotowanie poboru rekruta, nadzór nad urlopnikami, dostarczanie kwater, żywności podczas przemarszów, podwód i t. d.; obwieszczanie ustaw i rozporządzeń, policja bezpieczeństwa, policja budowlana, sanitarna, pożarna, łowiecka; nadzór nad duchowieństwem wszystkich wyznań; sprawy włościan, któremi zajmowano się ze szczególnem upodobaniem, ażeby poróżniać chatę z dworem. Sprawy te, od obwieszczania ustaw począwszy aż do interesów włościańskich, nazywano działem „politycznym" urzędów i uważano je za istotną część urzędowania. Następny dział: ekonomiczny, obejmował zarządzenia mające na celu dozór nad rolnictwem, handlem, przemysłem i popieranie tych dziedzin wytwórczości – ale w Galicji starano się właśnie o to, żeby się żadna gałąź gospodarstwa społecznego nie rozwinęła, a przemysłowi utrudniano rozwój wszelkimi sposobami. Wreszcie należały do Kreishauptmana wszelkie sprawy dochodów publicznych, oprócz jednak samego wybierania podatków, od czego były osobne urzędy.

 

W taki sam sposób urządzono „Galicję Nową", zabraną po trzecim rozbiorze w r. 1795.

 

Od r. 1784 zorganizowano na nową modłę gminę wiejską. Na miejsce dawnego wójta ustanowiono w każdej wsi sędziego i przysiężnych na miejsce ławników. Na każde 50 chat wypadało po dwóch przysiężnych z wyboru gromady. Na sędziego proponowała gromada dziedzicowi trzech kandydatów, z których jednego zatwierdzała. Byli to więc włościanie; za bezpłatne sprawowanie swych funkcji zwolnieni byli od części robocizn.

 

Po miastach ustanowiono burmistrza, syndyka, asesorów, kasjera i kontrolera; w mniejszych miastach można było niektóre urzędy łączyć w jednem ręku. Kandydaci musieli zdawać egzaminy według osobnych przepisów ściśle określone; ogłaszano konkursy na wakanse. Wytwarzała się warstwa specjalistów do urzędów miejskich. Od r. 1805 zniesiono wybory, a urzędników mianował kreishauptman lub (wyższych) gubernator. Tak złożone magistraty zarządzały majątkiem miejskim i policją, stanowiąc władzę administracyjną lokalną; lecz wszystko oddane było pod kontrolę urzędu obwodowego (Kreis). Do kontroli na miejscu powołano wydziały miejskie z wyborów przez posesjonatów; wydziałowych bywało 12–40.

 

Samorząd miejski był nader ograniczony, czego dowodem przepis, wydany w roku 1807 co do wydatków miejskich. Wszelki wydatek ponad 25 guldenów austrjackich musiał być zatwierdzony przez Kreis, a ponad 50 gld. aż przez gubernium we Lwowie.

 

 

2. Księstwo Warszawskie

 

Podczas i skutkiem wojen napoleońskich powstaje z części ziem polskich w r. 1807 Księstwo Warszawskie, łączące bądźcobądź przynajmniej Poznań z Warszawą, a od roku 1809 także Kraków, lecz nie posiadające dostępu do morza. Aż do odwrotu Napoleona z Moskwy w r. 1812 obywatele dokazywali prawdziwie cudów ofiarności, żeby utrzymać ten twór państwowy, w nadzieji, że stanie się on z czasem trzonem, około którego danem będzie zgrupować się wszystkim ziemiom polskim. Nigdy może nie złożyli Polacy tylu dowodów patryotyzmu, jak w owych latach. Ale byt Księstwa związany był z tryumfami Napoleona; wraz z jego upadkiem nastąpił rozbiór Księstwa pomiędzy trzy państwa zaborcze.

 

Konstytucja Księstwa Warszawskiego ułożona była pod przeważnym wpływem kancelarji politycznej Napoleona, z niedostatecznem uwzględnieniem stosunków polskich. Nadaną została oficjalnie przez Napoleona w Dreźnie dnia 22 lipca 1807 roku, bo tam nadawał Napoleon równocześnie Księstwo Warszawskie królowi saskiemu.

 

Każdemu mieszkańcowi przyznawała konstytucja ta wolność osobistą, równość wobec prawa ze wszystkimi innymi, i wolność sumienia. W prawach politycznych równości jednak nie wprowadzano. Zatrzymano uprzywilejowanie szlachty, i to w takim stopniu, iż konstytucja warszawska była cofnięciem się wobec tradycyj Trzeciego Maja. Rzekoma równość ograniczała się w praktyce do równości wobec prawa sądowego.

 

Ogromnego dokonano cofnięcia się wobec polskiego ustroju parlamentarnego. Sejm zbierać się miał tylko co dwa lata, i to zaledwie na dwa tygodnie. Nie przyznano mu prawa inicjatywy; posłowie nie mogli występować z własnymi projektami do praw, lecz tylko czekali na projekty rządowe. Ustawodawstwo (a zatem i administracja) nie od sejmu tedy zależało, lecz od rządu. Rząd nie był wykonawcą uchwał sejmowych, lecz sam był ustawodawcą i wykonawcą, a sejm zeszedł do roli figuranta. Obrady sejmowe ograniczone też były do spraw skarbowych, tudzież do ewentualnych zmian w prawie sądowem, cywilnem i karnem. A prawo sądowe nie było polskie! Kodeks kryminalny, zostawiono pruski, za czasów pruskiej okupacji na Mazowszu i Wielkopolsce obowiązujący 1795– 1807, a do spraw cywilnych wprowadzono kodeks francuski, t. zw. Kodeks Napoleona, pod wielu względami nader cenny, ale do stosunków polskich nie ze wszystkiem stosowny.

 

Sejm składał się z Senatu i Izby poselskiej, w czem uwzględniono tradycję sejmu walnego. Do senatu powołano biskupów, wojewodów i kasztelanów, po sześciu każdego rodzaju tych dostojników. Od r. 1809, kiedy granice Księstwa doznały powiększenia przez przyłączenie Krakowa i zachodniej części t. zw. Galicji, przybyło jeszcze 12 senatorów. Nadto Książę Warszawski (zwano go królem, bo był królem saskim) mógł powołać drugie tyle osób świeckich do senatu. Skład senatu zależał tedy od woli panującego, senatorowie nie byli bynajmniej przedstawicielami społeczeństwa.

 

Księstwo podzielone było na 60 powiatów – od roku 1809 na 100 – a każdy powiat wybierał na sejmiku jednego posła szlacheckiego. Choćby kto posiadał najrozleglejsze dobra ziemskie w powiecie, jeżeli nie był pochodzenia szlacheckiego, do tych wyborów nie należał.

 

Nieszlachta wybierała „deputowanych" według okręgów gminnych. Było ich z początku 40, potem 66, a każdy wybierał jednego reprezentanta. Na posła wolno było wybrać tylko szlachcica, ale szlachcic mógł się ubiegać także o wybór na deputowanego od gmin. Okręg gminny obejmował po jednym lub po dwa powiaty, mieszcząc w sobie miasta i wsie – z wyjątkiem jednak Warszawy, Poznania, Torunia i Kalisza, które to miasta stanowiły oddzielne okręgi; sama zaś Warszawa aż 8 okręgów (ośmiu więc wybierała deputatów). Wyborcą w okręgach zostawał właściciel nieruchomości, kupiec i rzemieślnik znaczniejszy (trzeba było posiadać towaru za przynajmniej 10,000 złp.), wojskowi i b. wojskowi poza miejscem swej załogi, księża parafjalni i osoby o wyższem wykształceniu, którym władze lokalne prawo wyborcze przyznają. Senat posiadał prawo kontrolowania spisów wyborców. Sejmiki i „zgromadzenia gminne" nie mogły zajmować się niczem więcej, tylko wyborami.

 

Ze szczególną dokładnością opracowany był regulamin wyborów. Marszałkowie sejmików i „obywatele prezydujący" zgromadzeń gminnych nie pochodzili z wyboru; mianował ich rząd (mówiło się; „król"). Przewodniczący zebrania przyzywał do swego boku dwóch „asesorów" i sekretarza. Jeżeli zachodziły wątpliwości, czy kto z obecnych posiada prawo uczestnictwa, prezydjum przybierało do swego grona jeszcze dwóch z pośród zgromadzonych. Ciekawa rzecz, że regulamin starał się uniknąć głosowania podczas wyborów, a wykluczał bezwarunkowo głosowanie jawne. Wybór odbywał się przez aklamację, ale jeżeli choć jeden z zebranych tego zażądał, odbywało się głosowanie tajne za pomocą gałek, za lub przeciw kandydatowi; jeżeli przepadł w takiem głosowaniu, próbowano wybrać innego przez aklamację i t. d. Wyboru dokonywano większością głosów. Prawo bierne przysługiwało tylko umiejącym czytać i pisać, po skończonym 24 roku życia. Nie posiadali biernego prawa wyborczego księża parafjalni, wojskowi pozostający w służbie czynnej i urzędnicy publiczni. Mandat trwał lat dziewięć, lecz w ten sposób, iżby co trzy lata ustępowała trzecia część posłów i deputowanych. Po pewnym czasie miały się tedy odbywać co trzy lata wybory w jednej trzeciej części powiatów i okręgów gminnych. Chodziło o utrzymanie ciągłości sejmu.

 

Tak marszałka Izby poselskiej, jako też prezesa senatu mianował „król", a nadto też sekretarza senatu; w Izbie powoływał sekretarza marszałek według swego uznania. Marszałek sejmowy posiadał władzę dyskrecjonalną, wobec której wolność głosu przestawała istnieć; mógł bowiem z własnej woli przerwać, a nawet zamknąć całkiem dyskusję, kiedy mu się podobało. Skoro zaś marszałek z nominacji rządowej był mężem zaufania rządu, a zatem rząd kierował faktycznie dyskusją, a niemiłą sobie nie dopuszczał wogóle do głosu.

 

Po uchwaleniu projektu rządowego przez Izbę poselską zastanawiał się senat, czy nie dopuszczono się w Izbie jakiego uchybienia formalnego przy powzięciu uchwały; obok tego jednak miał prawo odrzucić uchwałę, jeżeli uznawał ją za przeciwną konstytucji lub wogóle za niebezpieczną dla kraju – czyli po prostu jeżeli jej sobie rząd nie życzył. Jeżeli jednak rząd sam pragnął pewnej uchwały, król mógł ją zatwierdzić i obwieścić jako prawo obowiązujące nawet w takim razie, gdyby senat dopatrzył się uchybień formalnych. Mógł też król w takim wypadku powiększyć skład senatu, mianując do niego nowych członków świeckich aż do ogólnej liczby senatorów 50 osób.

 

Dyskusja i głosowanie w Izbie były jakby czczemi formalnościami. Izba wybierała na początku sesji trzy komisje w tajnem głosowaniu, a mianowicie komisję do spraw skarbowych, do prawa cywilnego, do karnego, każda po pięciu członków. Projekt rządowy szedł do komisji, a potem dopiero do Izby pełnej, żeby... głosować. Przemawiać mieli prawo tylko członkowie rządu! Projekt miał być załatwiony w głosowaniu tego samego dnia, kiedy go wniesiono do Izby. Głosowanie tajne, gałkami. Ani też rugi poselskie do Izby nie należały; trudnił się tem senat.

 

W zasadzie tedy nie było całkiem dyskusji w tych „sejmach". Istotnie, konstytucja dyskusji nie dopuszczała, ale posłowie poradzili sobie. Jakżeż można było robić z posłów niemych figurantów w państwie, posiadającem tradycje parlamentarne od XV wieku! Ani nawet mianowany przez rząd marszałek do tego się użyć nie dał. Obmyślono tedy sposób taki, że odbywano posiedzenia dwojakie: oficjalne i nieoficjalne; tamte według regulaminu konstytucji napoleońskiej, te zaś według tradycji sejmowania polskiego, a tylko powzięcie uchwały i głosowanie odkładano do sesji oficjalnej. Źle było, stanowczo źle, że sami posłowie zaczynali od obchodzenia prawa; aleć to są nieuchronne skutki prawa narzuconego, które nie wyrosło na gruncie i nie jest dostosowane do kraju i społeczeństwa. Tylko społeczeństwo samo potrafi wytwarzać prawa dla siebie stosowne. Dobre prawa muszą pochodzić z wewnątrz społeczeństwa, a nie z zewnątrz.

 

Dwa razy tylko sejmowało Księstwo Warszawskie: w roku 1809 i 1811. W roku 1812 zwołano sesję nadzwyczajną z powodu wypadków wojennych.

 

Nie zajmujemy się tu ustrojem społecznym, lecz dla przykładu, co znaczy prawodawstwo niestosowne, przytoczymy, co się stało z kwestją włościańską. Konstytucja usamowolnila chłopów, lecz, nie troszcząc się o tradycje robót rozpoczętych około usamowolnienia ludu wiejskiego za czasu Sejmu Wielkiego, nie ustanowiła czynszów, ani też własności im nie nadawała; kto chciał korzystać z gruntu, musiał nadal spełniać obowiązki pańszczyźniane. Wolność polegała na tem, że wolno było grunt opuścić, ażeby... przymierać głodem na wędrówce po kraju wyniszczonym wojnami. Nastała też istna wędrówka, bezcelowa, próźniacza, demoralizująca, a rolnictwo podupadało coraz bardziej; chłop zaś jak nic przedtem nie posiadał gruntu, tak też pozostał bezziemnym. (Jeżeli posiadał własną chatę, należał do zgromadzeń gminnych).

 

Rząd stanowiła Rada Stanu, instytucja naśladowana z francuskich stosunków. Prezesa tej Rady mianował król; sam król miał jej wprawdzie przewodniczyć, ale ponieważ przebywał stale w Dreźnie, potrzebował więc wyręczyciela w Warszawie. Do Rady należeli ministrowie, sekretarz i referendarze, jako pomocnicy ministrów, tudzież osoby do Rady powołane obok ministrów, a bez ministerskich urzędowych obowiązków. Ministrowie i sześciu radców stanu zasiadali w Izbie poselskiej, razem osób 13. Cała Rada liczyła po przyłączeniu Galicji zachodniej 20 prócz referendarzy (prezes ministrów, 6 ministrów, sekretarz i 12 innych; referendarzy bywało ośmiu od roku 1808). W roku 1810 podzielono Radę Stanu na cztery „sekcje": sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i obrządków religijnych, wojny, finansów i skarbu; sprawy policyjne poprzyłączano najrozmaiciej do rozmaitych sekcyj, jak nasuwał się w czem bliższy związek z którą z nich; nadto utworzono dwie komisje dla przygotowywania spraw, dla studjów wstępnych: komisję do spraw ustawodawczych i administracyjnych i drugą dla sądowych (ta zwała się urzędowo „komisją dla podań i instrukcyj").

 

Zakres władzy Rady Stanu rozszerzano coraz bardziej. Od początku należało do niej wygotowywanie projektów dla sejmu, a zatem przy niej było prawo inicjatywy ustawodawczej, t.j. w tych nielicznych sprawach, które należały do kompetencji głosowania w sejmie; ale o wiele więcej materyj nie należało wcale do sejmu, a wszystko, co wymagało obmyślenia nowej ustawy, nowych przepisów, należało do Rady Stanu, z tą różnicą, że nie sejmowi przedkładano te projekty, lecz wprost samemu „królowi" do zatwierdzenia; stanowiła więc ta Rada w znacznej części władzę prawodawczą państwa. Była to tedy jakby jakaś oligarchja z nominacji monarszej.

 

Rozstrzygała Rada Stanu wszelkie spory i wątpliwości konstytucyjne, o granice kompetencyj pomiędzy urzędami, pomiędzy sądownictwem a administracją; sama tworzyła sąd administracyjny drugiej instancji i najwyższy sąd kasacyjny w toku sądownictwa zwykłego; sąd nad urzędnikami z powodu spraw z urzędowaniem związanych także do niej należał. Od r. 1807 miała sobie przekazane budżetowanie i zawiadowstwo najwyższe królewszczyzn, rozkład podatków na ryczałty departamentowe (okręgowe). Od roku 1808 każde ministerstwo obowiązane było przedstawiać Radzie co kwartał rachunki i raporty o toku prac i zarządzeń, tak, iżby z raportów tych wynikał obraz stanu całego kraju w danej chwili. Posiadła tedy Rada Stanu kontrolę nad wszystkiem w państwie; administracja cała była faktycznie jej podległą. Postanowienia Rady wymagały atoli zawsze zatwierdzenia przez monarchę.

 

Administracja była w tem państwie polskiem... francuska. Nic a nic z tradycji tak obfitującego w prace celne a celowe okresu poprzedniego, od reform Czartoryskich do Trzeciego Maja! Ani śladu jakiegoś ciągu dalszego pracy nad rozwojem administracji polskiej, przerwanej przez Targowicę. Wszystko miało być jak we Francji! A systemy polski i francuski były wręcz przeciwne: Polska była administrowana decentralistycznie, Francja od wielkiej rewolucji nadzwyczaj centralistycznie.

 

Było sześć ministerstw: sprawiedliwości, spraw wewnętrznych („i czci religijnych”, dosłowne tłumaczenie francuskiego: „des cultes"), wojny, „przychodów i skarbu", policji i minister dworu królewskiego (który przebywał przy królu, a więc więcej w Dreźnie, niż w Warszawie). Ministrowie odpowiedzialni byli przed Radą Stanu i monarchą, ale nie przed sejmem; tylko Rada Stanu mogła występować z wnioskiem do króla o pociągnięcie ministra do odpowiedzialności. Każdemu ministrowi podlegali bezpośrednio konsyljarze ministerjalni (radcy) i audytorzy, którzy byli bezpłatnymi praktykantami na wyższe stanowiska administracyjne. Kancelarją właściwą kierował sekretarz generalny każdego ministerstwa. Potem powstała jeszcze Izba edukacyjna do spraw oświaty, a w r. 1810 osobno „dyrekcja dóbr i lasów narodowych", po prostu: królewszczyzn, która atoli podległą była ministrowi spraw wewnętrznych. Przy ministerstwie tem utworzono w r. 1809 jeszcze Radę lekarską i Radę handlową.

 

Szczególna rzecz, że konstytucja, układana sztucznie, a więc teoretycznie z góry rozważana, nie ustanawiała urzędu do kontroli finansów publicznych; dopiero w r. 1808 utworzono Izbę obrachunkową.

 

Księstwo Warszawskie dzieliło się na sześć, a od r. 1809 na dziesięć departamentów (nazwa czysto francuska): poznański, kaliski, bydgoski, warszawski, płocki, łomżyński, krakowski, radomski, lubelski, siedlecki. Departament dzielił się na powiaty, o rozmaitej ich ilości, stosownie do obszaru i zaludnienia. Naczelnikiem departamentu prefekt, a powiatu podprefekt. Administracja i policja do nich należą. Przy prefekturze urzędowali radcy prefektury, fizyk departamentowy, komisarz policji, adjunkt (urzędnik pomocniczy) i intendant. W każdym departamencie była dyrekcja skarbowa, która choć podlegała ministrowi „przychodów i skarbu", jednakowoż pozostawała zarazem pod bezpośrednim nadzorem prefekta. W takiej dyrekcji urzędowali: inspektor podatkowy, poborca, kontroler, sekretarz. Ale przy prefekcie był tylko zwierzchni nadzór nad departamentem, a kancelarja jego raczej biurem sprawującem kontrolę; właściwe wykonywanie władzy spadało na podprefektów, którzy też mieli do czynienia bezpośrednio z administracją lokalną.

 

Lokalna administracja – to właściwe administracji tętno – obmyślona było szczegółowo, inaczej po miastach, inaczej po wsiach. Wszędzie czynnymi byli urzędnicy rządowi, z nominacji, odpowiedzialni przed podprefektami. W Warszawie, w Poznaniu, Kaliszu i Toruniu mianował rząd „prezydentów municypalnych" (żywcem z francuskiego), w mniejszych miastach burmistrzów, a po wsiach wójtów, których władza rozciągała się na kilka wsi sąsiednich. Tkwią w tem zawiązki t. zw. gminy zbiorowej. Miasta miały nadto „ławy", złożone z jednego do pięciu ławników do pomocy prezydentom i burmistrzom. W każdem mieście urzędował przynajmniej jeden intendent policji; w Warszawie był osobny urząd przezydenta policji. Zastępcami wójtów po wsiach poszczególnych byli sołtysi, mianowani przez wójta, a potwierdzani przez prefekta (jakto nazwy urzędów zmieniają znaczenie)! Prezydent, burmistrz, wójt obwieszczał zarządzenia rządowe i dbał o ich wykonywanie; kierował sprawami bezpieczeństwa publicznego (prócz Warszawy), sprawował nadzór nad własnością państwa, nad rozkładem i poborem podatków, obowiązany dopomagać w tem urzędnikom podatkowym.

 

Po raz pierwszy powstawała w Księstwie Warszawskiem polska warstwa zawodowych urzędników, czyli biurokracja; od ministra do sołtysa, wszystko sami urzędnicy, wszyscy z nominacji i same figury rządowe. O tem rozmaicie można sądzić; ale dobrze się stało, że Księstwo Warszawskie wymagało od swych urzędników pewnych kwalifikacyj, które określono w roku 1808. W każdym departamencie istniała specjalna komisja egzaminacyjna, a do urzędów wyższych komisja najwyższa egzaminacyjna w Warszawie. Trzeba było po zdaniu egzaminu w departamencie odbyć jeszcze roczną przynajmniej praktykę, żeby być dopuszczonym do egzaminu przed komisją najwyższą. Niebawem utrudniono to wielce: założono osobną szkołę administracyjną (przy istniejącej od roku 1808 szkole prawa w Warszawie) i tam należało zdać egzamin, ażeby po sześciu dopiero latach urzędowania mieć prawo zgłoszenia się do egzaminu wyższego.

 

Obok każdego prefekta istniała Rada prefekturalna, złożona z dwóch do pięciu członków, także przez rząd mianowanych; zwano ich radcami prefektury. Byli to więc także urzędnicy, ale urzędujący kollegjalnie, wszyscy razem na wspólnem posiedzeniu decydujący przez głosowanie. Działalność ich i kompetencję rozszerzano ogromnie. Pod koniec Księstwa, w roku 1811 taki był zakres tych Rad:

 

„Rozsądzanie sporów, które nie podpadały pod sądy zwyczajne, jako to spory w sprawie dróg publicznych, spławów, kanałów i mostów; sprawy o pretensje przeciw państwu za nieruchomości, zabrane na potrzebę publiczną; spory między rządem a dzierżawcami dóbr narodowych i przedsiębiorcami robót publicznych lub wogóle osobami prywatnemi, powstałe z kontraktów zawieranych z rządem; lub spory między tymi przedsiębiorcami a osobami prywatnemi, o ile chodziło o krzywdy osób prywatnych z winy przedsiębiorców przy robotach wynikłe. Rady prefekturalne częściowo więc rozstrzygały takie sprawy, które powinnyby należeć do sądów zwyczajnych, częściowo zaś miały charakter sądów administracyjnych, nie rozwiniętych jeszcze pełniej. W łączności z tą działalnością Rady pozostawał jej udział w licytacji majątku publicznego. Spory załatwiały Rady prefekturalne, jako pierwsza i ostatnia instancja, jeźli chodziło o przedmiot sporu wartości do tysiąca złp.; w większych można było wnosić apelację do Rady Stanu. Obok tych spraw należały do Rad prefekturalnych inne, a to w zastępstwie w pewnych wypadkach Rad departamentowych; załatwiały mianowicie Rady prośby osób prywatnych o ulżenie w ciężarach publicznych z powodu wypadków nadzwyczajnych, o ile te wypadki zaszły już po uskutecznieniu rozkładu ciężarów, który należał do kompetencji Rad departamentowych, powiatowych i gminnych; oraz rozkładały ciężary takie w wypadkach nagłych; w tym jednak wypadku prefekt powinien był bez zwłoki zwołać Radę departamentową. – W jednym wypadku były Rady zwierzchnią władzą w stosunku do gmin: do nich należało dozwalanie gminom na ich wniosek sprzedaży lub zamiany własności gminnej. Wreszcie Rada przez jednego z członków brała udział przy dokonywaniu rewizji, niejako więc czuwała nad legalnością jej przeprowadzenia".[6]

 

A gdzież udział społeczeństwa w rządach? gdzież samorząd? Francuski system administracji niewiele tego dopuszcza.

 

Zgromadzenia gminne wybierały Rady municypalne, które miały dopomagać w zarządzie miast; a zatem cały okręg, złożony z miast i wsi, miał wybierać władzę wyłącznie miejską. Powstał ten przepis prawdopopobnie przez niedopatrzenie, skutkiem pospiesznego układania konstytucji. Miasta liczące do 2.500 ludności miała otrzymać rady municypalne złożone z 10 członków, do 5.000 z członków 20, a większe z 30. Urządzono też aż dopiero w r. 1809 pierwsze cztery takie rady, i to tylko w owych czterech większych miastach, które stanowiły same dla siebie osobne okręgi zgromadzeń gminnych: Warszawa, Poznań, Toruń, Kalisz – bo tam wsie okoliczne nie były okręgowo z miastem połączone.

 

W innych miastach postąpiono według wydanych w r. 1809 umyślnych dla nich nowych przepisów, a które zniosły nawet tę odrobinę samorządu, jaka zdawała się mieścić w konstytucji. Właściciele nieruchomości wybierali po miastach kandydatów do rady municypalnej – z pośród których prefekt mianował rady miejskie złożone z 3–10 członków, stosownie do wielkości miasta. Rady te zbierały się na trzy sesje w roku, za każdym razem nie na dłużej, jak na sześć dni, a porządek dzienny obrad otrzymywały z prefektury. Był to więc organ doradczy, po części kontrolujący. Rady miejskie zajmowały się porządkiem w mieście (bruki, mostki) i szkółkami początkowemi. Na koszta nakładano podatki lokalne, zwane „składką miejscową". Wykonawcą uchwał był urzędnik rządowy, burmistrz czy wójt; on skupiał we swem ręku zarząd majątku gminy i dochodów. Rada miała kontrolować jego rachunki i wnosić na niego zażalenia do prefekta.

 

O ile dochód miasta przenosił kwotę 500 złp. rocznie, należało budżet miejski przedstawić do zatwierdzenia aż ministrowi; tylko maleńkie budżety poniżej tej kwoty mogły były poprzestać na zatwierdzaniu przez prefekta – ale ani grosza nie mogła Rada miejska wydać bez zatwierdzenia przez władzę rządową. Gdyby się wydarzyła nagle potrzeba uczynienia jakiegoś wydatku, który nie dał się przewidzieć i nie był wstawiony w budżet, trzeba było osobnego zezwolenia prefekta, względnie ministra. Rada prefekturalna musiała audzielić zezwolenia na zmianę w stanie posiadania własności gminnej, a nawet na wytoczenie procesu z powodu takiej sprawy. Niema więc co mówić o samorządzie gminnym.

 

Cały samorząd polegał na tem, że wolno było radom miejskim wyrażać opinje co do poprawy administracji lokalnej; nadto ryczałt podatkowy, wyznaczany na gminę przez władzę rządową, rady rozkładały na członków gminy. Zresztą po wsiach nigdy rad gminnych nie wprowadzono.

 

W sprawach przemysłu i handlu zaprowadzono w dziesięciu większych miastach Rady handlowe, złożone z 4–8 członków, mianowanych przez prezydentów i burmistrzów z miejscowych kupców, rękodzielników i przemysłowców. Nie wystarczała ta nominacja; musiało jeszcze nastąpić potwierdzenie przez ministra spraw wewnętrznych. Rady te posiadały prawo kooptacji; nowi członkowie musieli jednak także czekać, aż ich rząd zatwierdzi.

 

Dekret królewski utworzył w r. 1809 Rady departamentowe i powiatowe, z kompetencją podobną w obrębie powiatu i departamentu, jak tamte w obrębie miasta; za czynnik samorządny także ich uważać niesposób. Sejmiki wybierały 32–48 radców, z których rząd mianował połowę do Rady; na powiatowe wypadało po 2–6 radców powiatowych. Do tych rad można było wybierać na sejmikach również nieszlachtę, ale wyborcami byli sami szlachcice, boć nieszlachcic do sejmiku nie należał. Znamienne wielce, że duchowieństwo było wykluczone od udziału w radach; była to pozostałość rewolucji francuskiej, a Polacy musieli się do tego dostosować. Rady departamentowe i powiatowe urzędowały przez cztery lata, tak atoli, ażeby co dwa lata połowa ustępowała. Zbierały się raz w roku na sesję dwutygodniową w departamencie, dziesięciodniową w powiecie. W razie potrzeby mógł był minister (względnie prefekt) zwołać sesję nadzwyczajną. W departamentach przyłączonych po wojnie z Austrją w r. 1809 rad powiatowych całkiem nie wprowadzono.

 

W roku 1812 obostrzono wielce przysługujące radom prawo wyrażania opinji co do poprawy administracji; opisano i okręcono to takiemi zastrzeżeniami, iż korzystać z tego prawa znaczyło tyle, co narażać się rządowi.

 

Rady departamentowe i powiatowe posiadały jednak wielką powagę u mieszkańców i każdy starał się pozostawać w jak najlepszych stosunkach z ich członkami. Powód był prosty: bo Rady te miały prawo sięgać do mieszka obywatela, i sięgały tak głęboko, jak uważały za stosowne. Rozkład podatków, uchwalonych przez sejm, odbywał się bowiem w ten sposób, że rząd rozkładał całą sumę na departamenty; rady departamentowe na powiaty, a rady powiatowe na gminy, względnie (po wsiach) wprost na jednostki, oznaczywszy wpierw, ile z ryczałtu ma przypaść na dwory, ile na plebanje, na miasta i wsie (gromady). Sejm nie uchwalał tedy, ile ma się płacić od pewnego stanu majątkowego czy zarobkowego, lecz uchwalał, ile podatku ma zapłacić całe Księstwo, a Rady rozdzielały tę kwotę lokalnie. Stąd stawały się władcami mieszków mieszkańców swych okręgów. Rady powiatowe miały prawo przyznawania ulg podatkowych, co tedy tem bardziej zwiększało ich znaczenie w oczach ludności.

 

Konstytucja Księstwa poręczała sądom niezawisłość od władz rządowych, skoro ktoś raz został sędzią mianowanym. Wszyscy sędziowie pochodzili wprawdzie z nominacji rządowej, ale byli mianowani dożywotnio. Sędziego mogła usunąć z urzędu tylko Rada Stanu, przeprowadziwszy dochodzenie o niewłaściwe sprawowanie urzędu sądziowskiego. Sądownictwo urządzono według francuskich wzorów.

Sądy pierwszej instancji, t. zw. sądy pokoju, posiadały sędziów w taki sposób, że sejmiki wybierały na każde takie stanowisko trzech kandydatów, z których jednego rząd mianował i to nie dożywotnio, lecz tylko na sześć lat; usunąć go można było jednak także tylko w razie procesu o nadużycie władzy, przeprowadzonego przed Radą Stanu. Ale podsędek i pisarz przy sędzi pokoju byli mianowani dożywotnio. Sąd pokoju był w każdym powiecie. Zadaniem tego sądu, żeby starać się o pojednawcze dobrowolne załatwienie sprawy, więc o pogodzenie stron; kto nie poddał się choćby na próbę ugodzie, jaką w danym razie zaproponował sędzia pokoju, nie miał prawa wniesienia potem formalnej skargi w tejże sprawie. Był to przymus ugody na próbę. Nadto należały do sędziego pokoju sprawy niesporne, opiekuńcze i familijne. Wydział sporny sądu pokoju prowadził z reguły podsędek. W sporach do 80 złp. nie było apelacji; do 160 złp. ograniczoną była wogóle kompetencja tych sądów.

 

W każdym departamencie istniał sąd, „trybunał pierwszej instancji" (jakaż radykalna zmiana znaczenia wyrazu). Stanowił instancję pierwszą do spraw cywilnych powyżej 1.600 złp., ostatnią poniżej tej kwoty, a drugą do spraw odwołujących się ze sądów pokoju. Były to sądy holegjalne; sądziło zawsze po trzech sędziów. Urządzenie tych sądów naśladowane było niewolniczo z ustawy o trybunałach francuskich z roku 1808; przedtem sądownictwo w Księstwie zorganizowane nie zostało. Przy trybunałach tych ustanowiono księgi hypoteczne, prowadzone przez „konserwatorów hypoteki".

 

W Warszawie ustanowiono sąd apelacyjny dla całego Księstwa; sądziło w nim każdą sprawę pięciu sędziów.

 

Sądy pokoju posiadały także jurysdykcję karną. Do spraw najdrobniejszych był przy sądzie pokoju „wydział policyjny", kierowany przez podsędka. W Warszawie utworzono do spraw karnych osobny wydział sądowy przy urzędzie municypalnym. Kompetencja sądów pokoju w sprawach karnych obejmowała sprawy, w których groziła kara aż do sześciu miesięcy więzienia i do setki rózg. – Każdy departament posiadał po dwa sądy kryminalne na sprawy do dwóch lat więzienia. Potem nazwano sądy kryminalne podsędkowskie wydziałami policji poprawczej. Pod sam koniec istnienia Księstwa zapadły rozmaite postanowienia zmian, które atoli obowiązywały zbyt krótko, żeby nadawać cechę sądownictwu Księstwa Warszawskiego.

 

Ustawy sądowe Księstwa ustanawiały prokuratorów królewskich, jako oskarżycieli publicznych, ścigających przestępstwa z ramienia państwa.

 

Sądem kasacyjnym była Rada Stanu, a sądowe jej wyroki nie wymagały zatwierdzenia przez króla; ale sąd ten zorganizowano należycie dopiero w r. 1810. Sąd ten nie rozstrzygał jednak sprawy, tylko rozpatrywał kwestje ważności poprzednich orzeczeń i ewentualnie odsyłał sprawę do właściwego sądu.

 

Od sędziów pokoju nie wymagano specjalnych kwalifikacyj zawodowych. Sędziowie trybunałów musieli zdawać egzamin w szkole prawniczej.

 

Zastępcy prawni stron nazywali się przy sądach podsędkowskich obrońcami, przy trybunałach patronami, adwokatami zaś tylko przy apelacji warszawskiej.

 

Kodeks Napoleona obowiązuje dotychczas w b. Kongresówce w zakresie cywilnego prawa sądowego – ale nadto też w całem prawie prywatnem, familijnem i handlowem. Wprowadzono też francuskie postępowanie sądowe w sprawach cywilnych; jawność i ustność były mu wspólne z dawnem prawem polskiem.

 

W sprawach karnych sejm roku 1809 uchwalił stosować przedewszystkiem prawo karne materjalne polskie, a gdyby się okazało gdzieś niedostatecznem, uzupełniać je przepisami pruskiego t. zw. landrechtu, lecz zawsze z zastrzeżeniem, o ile prawa te nie będą pozostawały w kolizji z konstytucja Księstwa i kodeksem Napoleona. Ponieważ atoli dawne prawo karne polskie nie było skodyfikowane, więc coraz bardziej uciekano się do landrechtu. Utrzymał się również pruski proces karny. W departamentach przyłączonych w r. 1809 z zaboru austrjackiego zachowano prawo karne austrjackie. I tak istniało w obrębie Księstwa Warszawskiego trojakie prawo sądowe: francuskie, pruskie, austrjackie.

 

A co najciekawsze, że pozostawiono na niższych urzędach w biurokracji niemało urzędników pruskich. Byli to sami Niemcy, gdyż za rządów pruskich Polakom urzędów nie powierzano.

 

 

3. Królestwo Kongresowe

 

Z upadkiem Napoleona Księstwo przestawało istnieć, zajęte faktycznie od roku 1813 przez Rosjan (którzy wtedy dopiero opanowali Warszawę) i Prusaków. Car Aleksander I chciał całe Księstwo zabrać i wcielić do Rosji. Powstały z tego powodu i z przyczyn związanych najrozmaitszym związkiem okoliczności politycznych zawikłania podczas kongresu wiedeńskiego (1814–1815), tak dalece, że groził wybuch wojny z powodu sprawy polskiej. Pogodzili się jednak w końcu, rozbierając Księstwo pomiędzy siebie. Nałożono atoli na Rosję ten ciężar, iżby przypadająca Aleksandrowi część Księstwa nie była do Rosji wcieloną, lecz żeby tworzyła osobny twór państwowy, i do tego konstytucyjny. Tę trzecią część Księstwa nazwano szumnie królestwem, którego królem miał być każdorazowy car rosyjski. Aleksander nigdy nie brał tego poważnie i od początku zmierzał do tego, by Królestwo zamienić na prostą prowincję rosyjską. Na razie udawał, jakoby miał zamiar przyłączyć do Królestwa Litwę; zależało mu na popularności w Polsce, bo marzył wciąż o tem, żeby przyłączyć do Rosji całą Polskę. Po pewnym czasie pogodzony całkowicie z dworami wiedeńskim i berlińskim, przestał dbać o tę popularność; zmierzał już bowiem tylko do wcielenia Królestwa kongresowego do Rosji.

 

„Ustawa konstytucyjna" Kongresówki obejmuje siedm „tytułów" o 165 artykułach. Administracji dotyczą tylko niektóre. Tytuł trzeci „O rządzie" przyznaje królowi prawo nominacji nietylko wszystkich dostojników tak świeckich, jakoteż kościelnych, lecz także „wszystkich innych urzędników administracyjnych"; każdy przeto otrzymuje swe pełnomocnictwo niejako bezpośrednio od Korony. Otrzymuje też król prawo łaski względem przestępców, czego mu dawne prawo polskie nie przyznawało. Trzeci rozdział tego tytułu trzeciego mówi „O namiestniku i Radzie Stanu". Instytucję Rady Stanu znaliśmy już z czasów Księstwa. W Kongresówce składała się z namiestnika, ministrów, radców Stanu, referendarzów i osób nie piastujących urzędu, a powołanych do Rady wolą monarchy. W komplecie mniejszym stanowi się, jakby wydział Rady ogólnej, Radę administracyjną ze zdaniem doradczem; a więc jakby jakaś komisja przygotowująca sprawy na posiedzenia ogólnej Rady Stanu. Wchodzili do administracyjnej ministrowie i osoby przez króla wyznaczone, ale jeden tylko namiestnik miał głos stanowczy. Namiestnik prezentuje królowi po dwóch kandydatów na wakanse najwyższych urzędów. Ogólne zebranie Rady Stanu układa projekty ustaw, stanowi sąd nad urzędnikami z powodu spraw urzędowych, kontroluje bieg administracji itd.

 

W rozdziale czwartym tytułu trzeciego opisano „Wydziały rządowe", które zwano również utartą już nazwą komisji. Jest ich pięć: oświaty, sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i policji razem, wojny, skarbu. Na czele każdej Komisji stoi minister; szóstym ministrem jest „minister sekretarz stanu", obowiązany bawić wciąż przy osobie króla (w Petersburgu tedy). Od króla zawisłą jest bezpośrednio Izba obrachunkowa. Organami wykonawczemi rządu mają być komisje wojewódzkie.

 

Tytuł czwarty „O reprezentacji narodowej” (rozdziałów sześć) obwieszcza, jako sejm zwyczajny zbiera się co dwa lata na jeden miesiąc. Posłowie są nietykalni. Sejm musi w ciągu dni 30 załatwić wpierw wszelkie projekty nadesłane mu przez Radę Stanu („od króla"); sprawy budżetowe należą także do inicjatywy „panującego". Dopiero załatwiwszy, czego sobie rząd życzy, może sejm przyjmować „żądania, przedłożenia i odwołania się posłów i deputowanych, mające za cel dobro i korzyści swych współobywateli", nie biorąc ich jednak pod obrady. Należy to wszystko odesłać do Rady Stanu (panującemu za pośrednictwem Rady Stanu – jak powiedziano oficjalnie), a dopiero gdy monarcha z powrotem sejmowi je odeśle, będą sejmujący mogli debatować nad temi wnioskami i podaniami. A zatem sejmowi wolno wogóle obradować tylko nad tem, nad czem mu rząd pozwoli.

 

Obrady sejmowe są wprawdzie publiczne, ale wystarczy żądanie 1/10 Izby, żeby posiedzenie było tajne. Uchwały zapadają większością głosów.

 

Sejm jest dwuizbowy. Do senatu należą członkowie dynastji, biskupi, wojewodowie i kasztelanowie. Wszystkich mianuje król na wniosek namiestnika, dożywotnio. Izba poselska składa się z 77 posłów, z wyborów sejmikowych, po jednym z powiatu – tudzież z 51 deputowanych od gmin (pozostawiono tedy system konstytucji Księstwa Warszawskiego w tym punkcie). Marszałka Izby mianuje król (jak w Księstwie bywało). Mandat trwa lat sześć, ale co dwa lata ustępuje trzecia część Izby (również z poprzedniej konstytucji wzięte). Na sejmikach, dostępnych tylko szlachcie osiadłej, wybiera się posła sejmowego, dwu członków Rady wojewódzkiej i układa się listę kandydatów na urzędy administracyjne. Marszałek sejmikowy jest z nominacji rządowej.

 

Osobny rozdział (piąty) tytułu czwartego traktuje o zgromadzeniach gminnych; jestto zupełnie to samo, co było za Księstwa. Rady wojewódzkie stanowiły rodzaj wyższej instancji ponad sejmikami i zgromadzeniami gminnemi. Miały między innemi prawo skreślać z listy kandydatów na urzędy administracyjne, ułożonej na sejmikach (nazywało się to „oczyszczaniem listy”). Wyłącznością ich jest wybór sędziów dwóch pierwszych instancji.

 

Tytuł piąty zajmuje się sądownictwem. Składa się z artykułów 138–152, które przytaczam dosłownie[7], żeby dać pojęcie, jak ogólnikowo a bardzo niewyraźnie ujmowano w konstytucji zasady rządzenia i administrowania, pozostawiając sobie aż nazbyt wiele swobody do późniejszej interpretacji luk.

 

„Sądownictwo jest konstytucyjnie niepodległe. Przez niepodległość sędziego rozumie się służąca mu wolność oświadczenia swego zdania w sądzeniu bez ulegania wpływowi władzy najwyższej i ministerjalnej, lub jakiemubądź innemu względowi. Wszelkie inne określenie lub tłumaczenie niepodległości sędziego uznaje się za nadużycie. Sądy składać się będą z sędziów przez króla mianowanych i z sędziów obieralnych, stosownie do statutu organicznego. Sędziowie mianowani przez króla są dożywotni i nie mogą być odwołanymi. Sędziowie obieralni nie mogą również być odwołanymi przez czas swego urzędowania. Żaden sędzia nie może być złożonym z urzędu, tylko przez wyrok właściwej instancji sądowej, za dowiedzeniem wykroczenia w urzędzie lub innego przestępstwa. Karność urzędników sądowniczych bądź mianowanych, bądź obieralnych, i pohamowanie ich zboczeń od dokładnego pełnienia służby publicznej, należeć będą do trybunału najwyższego. Będą sędziowie pokoju dla wszystkich klas mieszkańców; obowiązki ich są pojednawcze. Żadna sprawa nie będzie wniesiona do sądu cywilnego pierwszej instancji, jeżeli nie była wprzód wytoczona przed właściwego sędziego pokoju, wyjąwszy te, które podług przepisów prawa nie ulegają pojednaniu. Dla spraw 500 złp. nie przechodzących będzie w każdej gminie i w każdem mieście sąd cywilny i policyjny. Dla spraw przechodzących 500 złp. będzie w każdem województwie kilka sądów ziemskich i sądów zjazdowych. Będą także sądy handlowe. Dla spraw kryminalnych i policji poprawczej będzie w każdem województwie kilka sądów grodzkich. Będą najmniej dwa trybunały apelacyjne w całem Królestwie, które w drugiej instancji przesądzać będą sprawy sądzone w sądach cywilnych, kryminalnych i handlowych. Będzie trybunał najwyższy w Warszawie na całe królestwo, sądzący w ostatniej instancji wszelkie sprawy cywilne i kryminalne, wyjąwszy zbrodnie stanu. Składać się będzie w części z senatorów z kolei w nim zasiadających, a w części z sędziów przez króla dożywotnio mianowanych. Sąd sejmowy sądzić będzie sprawy o zbrodnie stanu i o przestępstwa wyższych urzędników Królestwa, o których oddaniu pod sąd senat stanowi. Sąd sejmowy składać się będzie z wszystkich członków senatu".

 

W tytule siódmym „Urządzenia ogólne" przyznano rządowi („królowi") ułożenie pierwszego budżetu.

 

Mówiono i pisano o tej konstytucji z nadzwyczajnemi pochlebstwami, gdyż uważano ją (a to nie bez słuszności) za najliberalniejszą w Europie. Jakże jej było daleko do polskiego ustroju parlamentarnego!

W „urządzeniach ogólnych” zapowiedziano dalszy rozwój konstytucji za pomocą „statutów organicznych", które miał wydawać król. Była to furtka na stopniowe kasowanie konstytucji; nie było też ni odpowiedzialności ministrów, ni wolności druku! Gwałcenie osobistej wolności stało się niebawem czemś całkiem zwyczajnem. A sejmów było ledwie cztery przez 15 lat istnienia Kongresówki. Nie przedłożono żadnemu z nich budżetu do uchwały! Sejmikom nie wolno było robić żadnych przedstawień, ani nawet zanosić próśb w materjach politycznych czy administracyjnych; po dokonaniu wyborów zamykał je czemprędzej marszałek przez rząd mianowany.

 

Rady wojewódzkie miały „obowiązek przestrzegania dobra województwa", o czem „osobne urządzenia" miały szczegółowo postanowić. Jakoż ogłoszono w lutym 1916 „ Organizację władz administracyjnych". Według tej organizacji każda Rada wojewódzka stanowiła naczelną władzę administracyjną województwa, a celem jej przedewszystkiem dbałość o wykonanie ustaw. Następnie należą do nich porządek publiczny, spokój, bezpieczeństwo osób i mienia, a także oświata, słowem Rada ma czuwać „zgoła nad wszystkiem, co w obrębie województwa naród i rząd obchodzić może”. Toteż rejestr kompetencji takiej Rady jest przydługi: fundusze edukacyjne, środki komunikacyjne, szpitale, przemysł i handel, administracja lasów, targi, jarmarki, dozór nad urzędnikami, nad władzami gminnemi, kasami, komorami, magazynami soli, nad sprzedażą stempli i tabaki, aż po wielu jeszcze innych rzeczach przytoczono nakoniec i obowiązek „wzierania w tandeciarstwo i wekslarstwo". Niektóre obowiązki były natury szczególniejszej, jak np. łagodzenie sporów między wojskowymi a cywilnymi.

 

„Jednej tylko rzeczy brakowało im do wypełnienia swych olbrzymich zadań, a mianowicie własnych funduszów i prawa nakładania lokalnych podatków. A ponieważ przytem same nic stanowić nie mogły, przeto były fikcją samorządu”.[8]

 

Nie lepiej przedstawiał się samorząd miejski. W Warszawie monarcha mianował prezydenta i czterech radnych, a Komisja spraw wewnętrznych i policji mianowała czterech ławników; ci mieli zresztą głos tylko doradczy. W kilku większych miastach byli też prezydenci, w mniejszych burmistrze, w gminach wiejskich (zbiorowych) wójci. Mieli czuwać nad dobrocią i bezpieczeństwem komunikacji, szerzyć straże pożarne, zbierać podatki, dostarczać kwater wojsku, tudzież „zapobiegać próżniactwu i żebractwu, szerzeniu się nałogów szkodliwych, zdrowie i moralność każących". Z początku zapowiadano, że miasta będą się same rządziły przez własnych urzędników, ale skończyło się na obiecance. I tak było pod wielu a wielu względami; wszakżeż Aleksander I ani konstytucji nie zaprzysiągł, ani nawet koronować się nie chciał! Co zaś najbardziej razić musiało i zrażać, to odjęcie prawa kontroli publicznej nad rachunkami z publicznego grosza, bo według konstytucji miał senat dokonywać rewizji rachunków, a w „statucie organicznym" zastrzeżono to wyłącznie dla panującego, to znaczy, że mógł pieniądzmi szafować z władzą nieograniczoną każdy, komukolwiek car na to pozwoli.

 

Zamach monarchy na konstytucję zaczął się zaraz od samego początku, skoro w styczniu 1816 r.. Aleksander dodał rządowi szpiega i prowokatora, nadając mu stanowisko urzędowe przy rządzie, stanowisko zgoła nieznane konstytucji. Był to Nowosilcow, osławiony intrygant i zbir polityczny carów. Oto tekst jego nieprawnej nominacji, wiele mówiący:

 

„Dla ułatwienia trudności mogących wyniknąć w naszej nieprzytomności przy wprowadzeniu nowego porządku konstytucyjnego, jakoteż dla pośpiechu w odbywaniu czynności urzędowych... mianujemy na pierwsze miesiące wprowadzenia nowej organizacji senatora i radcę tajnego naszego Nowosilcowa naszym delegowanym i pełnomocnikiem, aby interweniował przy Radzie Stanu, kiedy zajdzie potrzeba. Rada Stanu niech go uważa, jako wiadomego naszych zamiarów i pośrednika". Nowosilcow pozostał, powiększając coraz bardziej swe wpływy, nabierając władzy. Niebawem został członkiem Rady administracyjnej – nie będąc bynajmniej obywatelem Kongresówki.

 

W r. 1825 zniesiono jawność posiedzeń sejmowych; równało się to zasadniczo zniesieniu sejmu.

 

Podłoże ekonomiczne Królestwa Kongresowego było fatalne. Kongres wiedeński uchwalił, żeby pomiędzy prowincjami polskiemi rozmaitych zaborów nie było granic celnych, ale tego postanowienia nie wykonano; do wykonania go nigdy się nie zabierano nawet. Ekonomiczny zasadniczy obszar polski, dorzecze Wisły, było rozszarpane; sam bieg Wisły granicami państwowemi poprzecinany; jakżeż tedy mogły się ziemie polskie podnieść ekonomicznie?

 

Nie brakło ludzi, uważających dbałość o dobrobyt kraju za pierwszą powinność obywatelską. Stanisław Staszic przypuszczał słusznie, że wyzyskanie racjonalne bogactw przyrody, złożonych w polskiej ziemi, wiele mogłoby zaradzić. Z jego inicjatywy i pod jego przewodem powstaje zaraz w 1816 roku Dyrekcja Główna górnicza; zniesiono ją potem w r. 1825, jako oddzielną władzę, a zarząd kopalń oddano Komisji przychodów i skarbu, której przewodził Ksawery Lubecki.

 

Tenże Lubecki zasłynął jako minister skarbu. Objął „tekę" (żeby użyć nowoczesnego wyrażenia) w okolicznościach, które niechaj scharakteryzuje wyjątek z listu ministra sekretarza stanu, przy osobie Aleksandra w Petersburgu przebywającego, Ignacego Sobolewskiego. O usposobieniu petersburskiem względem Kongresówki pisze Lubeckiemu w te słowa:

 

»Do tego już stopnia rzeczy przyszły, iż nie idzie teraz o naradzanie się nad utrzymaniem lub zmianą niektórych urzędów, nad dokończeniem lub zaprzestaniem robót jakowych, nad podźwignięciem lub upadkiem niektórych budowli, lecz raczej o wyrzeczenie względem narodowego istnienia i najdroższego dobra Polaków, bo idzie o stwierdzenie, czy Królestwo Polskie może w teraźniejszej organizacji wydołać z własnych funduszów politycznemu i cywilnemu bytowi, którym zostało obdarzone, lub też czyli ma, niemożność swą oświadczywszy, uledz zaprowadzeniu porządku rzeczy więcej zastosowanemu do swoich szczupłości".

 

List ten datowany 25 maja 1821 r., a 31 lipca tegoż roku przyjął Lubecki nominację na ministra skarbu. Zaczął urzędowanie od odezwy do społeczeństwa, żeby zapłacić podatki z „antycypacją", t. j. z góry za trzy kwartały „z szlachetnośnią ludzi wolnych godną". Nowosilcow „wiadomy zamiarów Aleksandra", miał poruczone sobie z Petersburga szczególniej „czuwanie" nad finansami Królestwa. Za jego wpływem został dyrektorem generalnej komisji skarbu niejaki Okołow, Rosjanin, który dopuścił do naruszenia kilku miljonów depozytów w owym właśnie roku 1821 – i zaczęto żebrać o dwa miljony z Petersburga zasiłku, zapowiadając że „inaczej służba stanie", t. j. że machina administracyjna przestanie pracować, czyli po prostu, że Królestwo, jako państwo, przestanie istnieć. O to właśnie chodziło w Petersburgu! Już wystąpiono z projektem redukcji płac o 40°/o, a stanu wojska o 10.000. Lubecki zasiłku nie przyjął i dał sobie radę.

 

W skarbie zaczęły się zjawiać zapasy gotówki. Co za charakterystyczny fakt, że kiedy Aleksander otrzymał sprawozdanie z obrotu kasy głównej Królestwa za rok 1824, w odpowiedzi zapytywał z początkiem roku 1825: czy „rzeczywiście” jest tam gotówki 11 i pół miljona? W dzień wybuchu powstania listopadowego, dnia 29 listopada 1830 r., zapasy kasowe wynosiły przeszło 34 miljonów; przewyżka zaś aktywów nad pasywami wynosiła przeszło 89 miljonów. Daliśmy sobie rady siłami własnemi; pokazaliśmy, że nas stać na ponoszenie kosztów własnego państwa.

 

System Lubeckiego polegał na powiększaniu podatków pośrednich. Bezpośrednie chciałby zmniejszać, gdyby był mógł; zmniejszył je też w latach późniejszych, tak, iż z 28°/o spadły na 23°/o. Nie podnosił podatków zresztą, lecz tylko przestrzegał, żeby płacone były w porządku, w terminie; pod tym względem był nieubłagany. Ale też skutkiem tego „miljony przestały wpływać do prywatnych kanałów, a odpływały do skarbu".

 

Lubecki mawiał, że Polsce trzeba trzech rzeczy: oświaty, zamożności (przemysłu i handlu) i fabryk broni. „To posiadając – własne jego słowa – nawet i w połączeniu z Rosją potrafi całkowicie swą niepodległość utrzymać... Polska powinna mieć wszystko, czego potrzeba do zagwarantowania niepodległości, inaczej wszystko straci... Mam nadzieję, że z czasem przeprowadzić to zdołam”. Nie zbyło mu atoli czasu na punkt trzeci. Latem 1828 zaczął przeprowadzać wielką akcję o sprzedaż królewszczyzn, z czego dochód przeznaczał na wzmożenie górnictwa, bez czego nie mogło być fabryk broni (koszta sprowadzania surowca z zagranicy zbyt wielkie przy ówczesnych komunikacjach). Nie bardzo liczył się z formalnościami, byle ten plan przeprowadzić; wywoływał burze przeciwko sobie rozmaitemi swemi zarządzeniami... Ale my zadajmyż sobie dziś pytanie: Czy wojsko polskie byłoby złożyło broń w r. 1831, gdyby było posiadało własne fabryki broni?

 

Oto historja Kongresówki, oparta na historji jej skarbu!

 

Równocześnie z Kongresówką ustanowił kongres wiedeński drugie jeszcze „państwo" polskie, mianowicie rzeczpospolitę mierzące 24 mil. kw., zowiącą się oficjalnie „Wolne niepodległe i ściśle neutralne Miasto Kraków z okręgiem"... Władzę w tem państewku sprawował „Senat rządzący", a kraik podzielony był na okręgi wiejskie i miejskie. Niepodległość polegała na tem, że do okoła obstawioną miało granicę od sąsiednich krain polskich, z komorami celnemi, paszportami i wszystkiemi oznakami, że to inne państwo. Wolność polegała zaś na tem, że wolno było robić wszystko, na co pozwolili trzej reprezentanci państw rozbiorowych, rezydujący w mieście; właściwym panem tego państwa był rezydent rosyjski. Neutralność polegała znów na tem, że nie trzeba mu było wojny wypowiadać, tylko po prostu wyprawić z poblizkiej „zagranicy" bataljon żołnierzy (co nie jeden raz się wydarzyć miało) celem umocnienia „niepodległości, wolności, neutralności". Ta karykaturka państwowości powstała stąd, że nie chciano Krakowa wcielić do Kongresówki, przewidując, że Kongresówka prędzej czy później wcieloną zostanie do Rosji. Austrja i Prusy chowały sobie Kraków na potem, zostawiając przyszłości rozstrzygnięcie pytania, który monarcha ma sobie przyswoić tę republikę. Dzięki wzajemnej podejrzliwości i zawiści mocarstw rozbiorowych niepodległość Krakowa przetrwała znacznie Kongresówkę, bo trwała aż do roku 1846.

 

Obywatelstwo tej republiki, ścieśnione zewsząd granicami, a kontrolowane i szykanowane przez rządy wszystkich trzech zaborców, trzymało się dzielnie i w granicach szczupłych swej możliwości zdziałało wiele w dziedzinie oświaty i dobrobytu, podnosząc znacznie poziom ludności pod każdym względem. Administracja jednakże Wolnego Miasta nie przedstawia nic takiego, co w niewielkiem dziełku należałoby uwzględnić, zwłaszcza że nic a nic z tego nie pozostawiło potem po sobie śladów. Był to epizod i nic więcej.

 

Jedno jednak należy się wdzięczne wspomnienie temu państewku w historji administracji: w uniwersytecie krakowskim poczęto kształcić prawników teoretyków. Nauka historji prawa polskiego w Krakowie też powstała.

 

 


6. Kutrzeba: Historja Ustroju, III, 64.

7. Kazde niemal zdanie stanowi osobny artykul. Opuszczam naglówki artykulowe, tudziez numeracje, tu do niczego niepotrzebna, zeby nie rozrywac ciagle tekstu.

8. Bartoszewicz: Utworzenie Królestwa kongresowego str. 226

 


 

| Poprzednia część | Góra | Strona główna | Następna część |