Ojczyzna.pl

 BIBLIOTEKA im. FELIKSA KONECZNEGO

 

 

 

 


Część I

Do najazdu Mongołów


I. Przed panowaniem Waregów (do r. 862)


II. Ruś jako droga do Grecji (860-1043)


III. Rozbieżność społeczeństwa i państwa (do r. 1054)


IV. O drogę poprzeczną przez Ruś (1054-1174)


V. Przygotowanie rozłamu Słowiańszczyzny wschodniej (1174-1224)


VI. Najazd tatarski i rozłam Słowiańszczyzny wschodniej (1224-1363)


Część II

Wielkie księstwo Moskiewskie (1263-1449).


VII. Dobrowolne utwierdzenie niewoli (1263-1319)


VIII. Ekonomiczna przewaga Moskwy (1320-1359)


IX. Utwierdzenie odrębności moskiewskiej (1360-1380)


X. Niedoszłe carstwo wileńskie (1380-1408)


XI. O granicę dwóch kultur (1408-1449)


Okres pośredni (1449-1505).


XII. Opanowanie całego Zalesia (1449-1489)


XIII. Gosudar i car wszystkiej Rusi (1480-1505)


Część III

Carstwo moskiewskie (1505-1725).


XIV. Powstanie swoistej kultury (1505-1554)


XV. Walka o Bałtyk (1554- 1595)


XVI. Dążenia do unji polsko-litewsko- moskiewskiej (1595-1634)


XVII. Wojny kozackie (1634-1682)


XVIII. Wtóra walka o Bałtyk i reforma biurokratyczna (1682-1725)


Część IV

Cesarstwo rosyjskie (od r. 1725).


XIX. Państwo poza społeczeństwem (1725-1762)


XX. Rozbiory Polski (1762-1795)


XXI. Wojny napoleońskie (1796-18l5)


XXII. Hegemonja Rosji (1815-1855)


XXIII. Nihilizm i rusyfikacja (1855-1897)


 XXIV. Ciosy naprzemian od Azji i Europy (1898-1914)


 

 

 

 

 

 

    

  

FELIKS KONECZNY

  

Dzieje Rosji

(2)

 

 

   

   

 

 

CZĘŚĆ III

Carstwo moskiewskie.

 

(1505-1725.)

XIV. POWSTANIE SWOISTEJ KULTURY.

(1505-1551.)

 

         Iwan Srogi powyznaczał młodszym synom luźne zaledwie grody bez okolicznej krainy, i to w rozmaitych stronach państwa; dochody tedy tylko z pewnych grodów, apanaże, a nie dzielnice: miał więc starszy syn i następca Srogiego, Wasyl Iwanowicz (1505-1533), od początku nad bracią przewagę większą, niż ktokolwiek z jego poprzedników.

 

Zamiar Aleksandra, żeby po śmierci Srogiego próbować szczęścia z Moskwa, podjął brat jego i następca, Zygmunt Stary (1500-1548), nie czekając na dokonanie elekcji w Polsce, podobnież jak Aleksander, znowu podczas elekcji, będąc tylko w. księciem Litwy. Wyprawił późną jesienią 1506 r. poselstwo do Moskwy z żądaniem zwrotu zaborów, ażeby usłyszeć, że Wasyl żadnych cudzych krajów nie posiada, "a i ot praroditelej naszich i wsia ruskaja zemlja nasza otczina".

 

Moskwa ruszyła wcześniej, gdy tymczasem Zygmunt ledwie w sierpniu 1507 r. zdążył zebrać wojsko i jął wypierać Moskwę z Rusi Białej. Landmistrz inflancki Plettenberg, sojusznik Aleksandra, odwrócił się tym razem od Litwy. W lipcu 1508 r. odniósł jednak hetman litewski, prawosławny kniaź Konstantyn Ostrogski, tak świetne zwycięstwo pod Orszą, iż Moskwa skłoniła się do pokoju. Zygmunt również wolał wojny zaniechać, zrzekając się nawet celu, w jakim wojnę podjęto: odzyskania awulsów, ponieważ udało mu się skłonić Wasyla do czegoś, co wartało jeszcze więcej: do sojuszu przeciw Tatarom. Uważane to za szczęśliwy wstęp do przyszłej wspólnej akcji przeciw Turcji. Zawierano więc nie rozejm, lecz pokój stały, na niekorzystnej dla Litwy zasadzie: uti possidetis.

 

Okazało się, że Wasyl podszedł Litwę, chciał bowiem w spokoju dokonać ostatecznego wcielenia Pskowa. Nastąpiło to w r. 1510 - i oto zaraz następnego roku wiedziano w Inflanciech, że zerwanie pokoju z Litwą jest już postanowione.

 

Trzecia wojna moskiewska wlokła się przez lat 10 (1512 do 1522), mając podkład dyplomatyczny ogólno-europejski, Zygmunt Stary próbował zakończyć wiekową sprawę z krzyżakami: odgrażał się, że przeniesie ich na Podole (gdzie mieliby dość sposobności walczyć z niewiernymi, t. j. z Tatarami), a w. mistrz spiknął się z Wasylem i zwrócił uwagę cesarza Maksymiliana na możliwość wyzyskania stosunków wschodnich. Już w r. 1513 otrzymał Wasyl posiłki z Prus krzyżackich: zaciężnych, uzbrojonych po europejsku; niebawem zaś wydał cesarz hasło odzyskania na Polsce Prus t. zw. Królewskich, utraconych przez zakon w r. 1465 (na co dał się złapać Plettenberg, dla dobra całego zakonu). Cesarz obiecywał wydatną pomoc. Snuł plany wielkiej ligi przeciw Jagiellonom, mającej objąć dynastów brandenburskich, saskich, wszystkie prowincje zakonu, Wołoszę, Danję, Moskwę i Habsburgów - którzy mieli odebrać Jagiellonom trony czeski i węgierski.

 

Wasylowi nie darzyło się. Napróżno wojska jego oblegały kilka grodów północnej Rusi litewskiej, w czem Smoleńsk, ów "klucz krain północnych", dwa razy. Już zanosiło się na pokój. gdy Maksymiljan trafił do Moskwy ze swemi planami ligi. W sierpniu 1514 r. zawierał cesarz "sojusz wieczysty" z Moskwą, skłonił Wasyla, żeby wyruszył po raz trzeci pod Smoleńsk. Nie zdobył go ani tym razem, zajął jednakże; zdradził bowiem możnowładczy ród litewski Glińskich, podmówiono załogę i gród Wasylowi wydano.

 

Poza związkiem z zakonem niemieckim i z Moskwą liga cesarska nie doszła nigdy do skutku, a natomiast już w listopadzie 1514 r. natrafiamy na pierwszą urzędową wzmiankę o mającym nastąpić w Wiedniu zjeździe Habsburgów z Jagiellonami. Zawarto kompromis dynastyczny na "pierwszym kongresie wiedeńskim" w maju 1515 r., układając wzajemne małżeństwa, dzięki którym Czechy i Węgry przeszły w 11 lat później na dom habsburski.

 

Pozostał atoli sojusz krzyżacko-moskiewski. W r. 1516 czekał wielki mistrz, Albrecht brandenburski, z doborowym hufcem na żmujdzkiej granicy, jak się rozegra walka wojsk moskiewskich pod Witebskiem. Ale Moskwa musiała się cofnąć, w następnym roku zaś siedziała cicho. Nie zawierał atoli Wasyl pokoju, gdy Zygmunt żądał zwrotu Smoleńska, bo liczył na wybuch wojny krzyżacko-polskiej, w której i Litwa musiała wziąć udział, zagrażana od Inflant. Król wypowiedział rzeczywiście tę wojnę, a w. mistrz otrzymywał zasiłki pieniężne z Moskwy. Wzajemne poselstwa i zmawiania się przeciw Zygmuntowi nie ustawały w ciągu lat 1521 i 1522. Są to smutne lata polityki polskiej: Z Albrechtem zawarto rozejm, ażeby pozwolić mu zamienić się na świeckiego księcia pruskiego (1521, 1525) - z Moskwą zaś walki zaprzestano, pozostawiając Smoleńsk w jej ręku. Nie porzucano myśli odzyskania go "w szczęśliwszych czasach", i dlatego nie zawierano pokoju, lecz tylko rozejm: 5-letni w r. 1522, przedłużony w r. 1527 na dalszych lat sześć.

 

Triumfowała Moskwa, uczyniwszy taki wyłom w Rusi litewskiej; dawny program Olgierda odwracał się nawspak.

 

Tem silniejszym poczuł się Wasyl na wewnątrz. Położył koniec w r. 1521 nominalnemu księstwu Rjazańskiemu. Nie w tem jednak historyczne znaczenie faktu, boć księstwo to dawno było w mocy Moskwy, ale w sposobie, w jaki Wasyl to zrobił. Ostatniego księcia rjazańskiego więził. Miało się to stać systemem Wasyla Iwanowicza. W więzieniu gnił i skonał b. następca tronu, bratanek jego Dymitr - i najmłodszy z braci wasylowych Szymon, który próbował zbiec na Litwę przed dokuczliwością brata.

 

Zaczyna się w Moskwie okres carskiego teroru. Car może sobie pozwolić na wszystko, bo religja państwowa uświęci wszystko, cokolwiek zechce i zachce. Wasyl ścina bojarom głowy, traktuje ich jako niewolników, nazywa ich swymi "smerdami"; wszak książęta-bracia muszą mu się podpisywać "chołopami"... Zaczyna się orjentalna despocja, naśladowanie tatarskiego "carstwa", i krzewi się to szybko a bujnie, bo Cerkiew dopomaga. Wasyl powrócił do ścisłej prawowierności. Pod jego rządami nadali kierunek Cerkwi "josiflanie" (tak nazwani od igumena Josifa, t. j. Józefa Sanina), którzy wymogli srogie prześladowanie bogomilstwa, a zato popierali "samoderżawje". Oni określili ostatecznie związek ścisły Cerkwi z państwem, ażeby podtrzymywać się wzajemnie, uznając przytem w szerokim zakresie prawo państwa do ingerencji w sprawy cerkiewne. Walka z "żydowiństwem" nie była łatwa, gdyż uprawiający astrologję Żydzi, wmieszani w bogomilskie grupy, byli... jedynymi na Rusi moskiewskiej uczonymi, a dzięki wyższości umysłowej wywierali wpływ nawet w sferach niepodejrzanie prawowiernych.

 

Żydzi i wychrzty zajmują wybitną rolę w piśmiennictwie cerkiewnem, a iż pochodzili z Litwy, wysuwa się w przekładach Pisma św. i komentarzach język białoruski. Nie dotarło to atoli do Zalesia, i język białoruski nie przekroczył granic Litwy. Zwycięstwo josiflanizmu, stłumienie bogomilstwa i pognębienie "żydowiństwa" łączyło się przez powikłany zbieg okoliczności dziejowych z wyłączeniem moskiewskiego działu od wpływów kulturalnych innych działów Rusi. Rozstrzygnęło się kulturalne wyodrębnienie Zalesia.

 

Cerkiew zapragnęła mieć swą naukę teologiczną prawą, swe prawe tłumaczenia i komentarze tekstów. Naglącą sprawą stawało się oddzielenie właściwego Pisma św. od apokryfów, których była mnogość, a które rzadko kto umiał odróżnić od prawych ksiąg świętych. Sprowadzono przeto z Athosu uczonego Maksyma Greka, który długo przebywał był we Włoszech i obcował wiele z najwybitniejszymi swego pokolenia humanistami. Przyjechał, przetłumaczył Psałterz, i doczekał się tego, że, ścigany zawiścią nieuków i zazdrością łapigroszów cerkiewnych, został skazany za... herezję i... zły przekład Pisma św. Zrównano go z książętami, i on bowiem zginął w więzieniu. Uczoność cerkiewna moskiewska, ograniczona zresztą do kilku zaledwie luminarzy,. polegała odtąd długo na wyuczaniu się na pamięć danych tekstów, które należało zawsze brać naiwnie dosłownie, a komentowanie wszelkie było podejrzane. Zwyciężyła zasada josiflanizmu, głosząca całym pokoleniom, że "myślenie jest źródłem zła; myślenie, to powtórny upadek człowieka".

 

Na podstawie josiflanizmu rozwijały się konsekwencje społeczne i państwowe; zrazu luźno i praktycznie tylko, jakby przygodnie - niebawem atoli znalazła się i teorja.

 

Twórcą teorji państwowości i kultury moskiewskiej jest mnich twerski, Filoteusz. W listach swych do Wasyla zastanawia się nad istotą dziejów Kościoła i świata chrześcijańskiego wogóle: Wiara prawdziwa, reprezentowana przez długie wieki w Carogrodzie, nie upadła wraz z jego upadkiem; "nie zginęło święte Bizancjum, lecz jest przeniesione do Moskwy", jako "do trzeciego Rzymu, a czwartego nie będzie". Na tej podstawie pozdrawia Filoteusz Wasyla, jako "głowę chrześcijaństwa i pana przyszłości świata".

 

Oddawna już mnożyły się objawy, że hasło wyznaniowe będzie na Zalesiu wyłączniejszem, niż gdziekolwiek, i że te ludy mogą zdobyć się na swoją formułę tylko na tle wyznaniowem. Wytwarza się ścisła eksklusywność na tem tle, coraz wybitniejsza, z coraz wyraźniejszem pojęciem religii własnej i mniemaniem o sobie, jako o narodzie wybranym, w przeciwieństwie do ościennych, niewiernych. Filoteusz sporządził wreszcie kanon kultury moskiewskiej: przekonanie o wyższości własnej ponad całą resztę świata, na tle religji państwowej i świeckiej ponad Cerkwią despocji. Kanon Filoteusza stał się zaczynem nowej kultury.

 

Pomiędzy dwoma ogniskami kultury: Wilnem i Moskwą, wahała się Siewierszczyzna, rojowisko drobnych książąt, przechodzących bez ustanku od Jagiellonów do Rurykowiczów, znów z powrotem i znowu na tamtą stronę. Przewaga w tej dobie sił Moskwy nad Litwą położyła kres temu wahaniu; w r. 1523 zagarnął Wasyl Nowogród Siewierski, a księcia tamtejszego (według niezmiennego swego systemu) zamknął na całe życie w więzieniu. Siewierszczyzna, pozbawiona dotychczas wszelkiej kultury, poddała się całkiem biernie stosunkom, wśród których teror rozstrzygał o sprawach kulturalnych. Przysposobiła się bez trudu do moskiewszczyzny, tak że nastąpiło tu faktyczne rozszerzenie Zalesia. Zabór stał się asymilacją, podobnie jak w Nowogrodzie W., w Pskowie, nie mówiąc o Rjazaniu i Twerze. Ten sam proces asymilacji kulturalnej począł się w Smoleńszczyźnie. Granica państwowa miała na Rusi czarowną moc stanowienia o kulturze.

 

Zabory księstw dzielnicowych zakończyły się zajęciem Siewierszczyzny; była to ostatnia ziemia Rusi, posiadająca jeszcze własnych książąt, ostatnia linja "zmedjatyzowanych" Rurykowiczów. Od czasów Iwana Kalety zwiększała się nieustannie ich ilość, pomnażając szeregi kniaziów "służyłych". Ilość ich była znaczna. Miejmy na pamięci, że zmedjatyzowano sześć "wielkich księstw", z których każde miało po kilka dzielniczek; musiała tedy warstwa ta liczyć za Wasyla Iwanowicza już kilkaset osób. Oto najstarsza szlachta rosyjska, prawdziwie dynastycznego pochodzenia.

 

W miarę postępu zaborów przechodziły na "służbę" jedynego "gosudara" tysiące rodzin drużynników, dworzan i bojarów wszelkich byłych księstw. Ktoby nie zgłosił się na tę służbę, byłby podejrzanym malkontentem i traciłby nie tylko stanowisko, ale mógł się spodziewać na pewno... konfiskaty. Nie wydawszy żadnego przepisu, zaprowadzono faktycznie przymus "służby". Odkąd każde "dziecko bojarskie" musiało przejść przez służbę wojskową, nie mógł rościć sobie pretensyj do bojarstwa, kto za młodu nie uczynił zadość wojskowemu obowiązkowi; z czego skutek wyłonił się taki, iż ani piastować stanowiska publicznego, ani nawet posiadać własności ziemskiej większej nie można było bez "służby" carskiej. Kto nie "służył", należał do gminu, choćby opływał w bogactwa; po pewnym czasie tracił zresztą prawo do własności ziemskiej.

 

Były tedy trzy warstwy "służyłych": kniaziowie, bojarzy i djacy. Djakiem mógł zostać każdy; była to demokracja abecadła. Kniaziowie stanowili arystokrację urodzenia. Pośrodku stała warstwa bojarska, nieokreślona; łaska gosudara mogła djaka uczynić bojarem, a nawet kogokolwiek, obdarzając go choćby tylko używalnością książęcych "seł" (t. zw. pomieszcziki), a również niełaska mogła wyzuć z tej godności nieokreślonej, ale wymagającej koniecznie dostatków. Nie mógł natomiast odjąć godności kniaziowskiej, chociażby los przeciwny zepchnął potomków jakiego księcia dzielniczkowego najbardziej w dół. Jakoż nie brakło kniaziów tak zubożałych, że trybem życia i wpływem społecznym stali o wiele niżej od przednich bojarów. Zważmyż, że liczne rody kniaziowskie, sprzeciwiające się, dopóki się dało, medjatyzacji, ścigane były niełaską gosudara.

 

W ten sposób zaczyna się formować nowy ustrój społeczny, który miał w ciągu następnego pokolenia dobrać sobie pierwiastków tatarskich bezpośrednich i... skostnieć. Narazie wpływy tatarskie były tylko w pojęciach państwowych i obyczaju dworskim. Wasyl lubiał tatarską modę, urządził swój dwór do reszty po tatarsku, wyposażywszy go w olśniewający zbytek orjentalny, wprowadziwszy w zupełności niewolniczą tatarską etykietę i tatarskie stroje.

 

Tatarszczyzna odradzała się pod Girejami i kultura tatarska poczęła się w tym właśnie okresie znacznie podnosić. Upadek ordy Złotej był tylko wewnętrznem w tatarszczyźnie przesileniem, przesunięciem punktu ciężkości w Perekopy. Od końca XV wieku nie można już mówić o "dziczy tatarskiej". Potęga Girejów była też znaczną, gdy do hanatu krymskiego przyłączyli astrahański; kazański zaś znajdował się pod ich zwierzchnictwem.

 

Wasyl próbował osadzić w Kazaniu hana ze swej poręki, ale sprowadził przez to tylko straszliwy najazd następcy Mengli-Gireja, Mahmeta, który w r. 1521 dotarł aż pod Moskwę. Do- chowała się tradycja, a wielce prawdopodobna, że Wasyl nie miał innego wyjścia, jak uznać się napowrót dannikiem Girejów, i że tylko nowy sposób wojowania, Tatarom nieznany, ocalił "cara wszystkiej Rusi" od tego, żeby się nie stał na nowo jarłykowym wielkim księciem. Na powracających Tatarów udało się wyprowadzić zebraną w Rjazaniu artylerję i uwolnić się od przewagi Girejów.

 

Dalsze wyprawy kazańskie nie wydały atoli nadal żadnego wyniku (r. 1523 i 1524). Obmyślono jakby blokadę tego ogniska handlowego. Zaczęło się to od urządzenia konkurencyjnej targowicy naprzeciw nad Wołgą, w Makarewie, za czem miało nastąpić systematyczne zakładanie takich stacyj osaczających.

 

Zajęty tatarskiemi planami, nie sięgał Wasyl po dalsze zdobycze na Rusi litewskiej, dotrzymując sześcioletniego rozejmu z r. 1527. Właśnie w r. 1533 wyczerpały się dni Wasyla - i znowu następne panowanie miało się rozpoczynać wojną z Litwą.

 

Już od Wasyla Ślepego zaznaczali władcy moskiewscy zasadę rządów osobistych. Wasyl Iwanowicz był despotą, nie uznającym żadnych ograniczeń woli swojej. Utopją są rządy osobiste - choćby przy największej pracowitości monarchy - na większej przestrzeni. Po Wasylu Iwanowiczu obejmowało państwo moskiewskie już 40.000 mil kw. przestrzeni! Przy takiej rozległości rządy osobiste musiały się zamienić albo w bezrząd, albo w rządy djaków (biurokracji); w razie zaś obalenia zasady rządów osobistych mogłaby powstać oligarchja, do której sposobne żywioły wytwarzały się w otoczeniu carskiem.

 

Rządy osobiste nie mogły trwać dłużej i z tego powodu, że dziwnie prędko nastąpiła degeneracja moskiewskiej linji Rurykowiczów. Obydwaj synowie Wasyla Iwanowicza byli zwyrodniali. Młodszy, Jerzy, ledwie podrósł, okazał się dotknięty zupełnem szaleństwem. Starszy, Iwan Groźny (1533-1584), dotknięty był obłędem tronowym, manją prześladowczą, obłędem religijnym i nadto zwyrodnieniem pospolitem na Wschodzie, a które w Europie określono dopiero na początku XIX wieku mianem sadyzmu. W chwili śmierci ojca nie można było niczego tego przewidywać, gdyż Jerzy był niemal niemowlęciem, a Iwan liczył zaledwie trzy lata. Otwierało się pole do długoletniej opieki, która, choćby nawet tylko formalnie, nie mogła trwać krócej, niż 9 lat. Po skończeniu lat 12 stawali się wschodni książęta "orężnymi" - ale narazie i do tego było daleko.

 

Z tatarskiego Wschodu przejmowano prawidła dynastycznych porządków. Stamtąd pochodziło przeświadczenie o osobistym nawskroś pierwiastku władzy naczelnej, osobistym do tego stopnia, że przechodzi on na wdowę nieboszczyka w razie nieletności syna, jako na reprezentantkę osobowości zmarłego władcy. Wdowie przysługują również rządy, najzupełniej osobiste; a więc ma ona prawo przekazywać swą władzę, komu zechce, nie krępowana niczem w wyborze... ulubieńca.

 

Pierwszą rządzącą wdową, pierwszą "carycą" była Litwinka zruszczona, druga żona Wasyla, Helena Wasylewna Glińska. Przybyła ona do Moskwy wraz z całym rodem Glińskich po wydaniu Smoleńska, a że car nie chciał powinowacić się z Rurykowiczami z wiadomych powodów, wołoskiej zaś księżniczki los nie nadarzał, rad był, gdy w rodzie Glińskich znalazł osobę, którą uznał godną siebie. Miejmyż na uwadze, że możnowładztwo litewsko-ruskie górowało nad moskiewszczyzną niepomiernie oświatą, a także rutyną w sprawach państwowych. Stał obok Heleny jej stryj, Michał Gliński, ale nie miał łask u... ulubieńca, kniazia Obolenskiego; poszedł więc do więzienia. Ten rządził, ale Helena sama pilnowała interesów swego syna. Pomna, że mógłby przywłaszczyć sobie władzę który ze stryjów, wolała zapobiec temu z góry, zanim który z nich okazałby ochotę do zajęcia Iwanowi miejsca. Nie minęło czterech lat, a obaj stryjowie (Jerzy i Andrzej) pomarli w więzieniu.

 

Czwartą wojnę litewską wypadło wieść Michałowi Glińskiemu, a potem Obolenskiemu. Wojna ta (1534-1537) nie doprowadziła do żadnego wyniku, aczkolwiek Litwa miała posiłki z Polski. Hetman, polski, Jan Tarnowski, zdobył w r. 1535 Starodub, ale po ustąpieniu Polaków dotarła Moskwa w trzecim roku wojny aż pod Wieliż, poczem w r. 1537 zawarto znów rozejm tylko na lat siedm.

 

Kniazia Obolenskiego wyręczył następnie Tielepniew, wcale już nie kniaź, ku pohańbieniu i wzgardzie kniaziów krwi Ruryka, Obolenskich, Bielskich, Szujskich, Kurbskich i tylu innych. To też gdy Helena zmarła w r. 1538, rody te ujęły opiekę nad Iwanem w swoje ręce.

 

Był w tych rodach kniaziowskich niewątpliwie materjał na oligarchję. Ale wielmożowie, chcący wytworzyć możnowładztwo, muszą być karni i zgodni między sobą, a moskiewscy byli na to za ciemni. Nie zdobyli się na poczucie stanowe. Stanowili gromadę luźnych jednostek, zdolnych do wspólnego działania przeciw intruzowi, jak Tielepniew, lecz pozbywszy się go, zaczynali sami pod sobą kopać dołki. Żadnego celu ni ambicji rodowej nawet nie mając, zawadzali sobie wzajemnie. Nikt z nich nie reprezentował niczego, żadnego dążenia państwowego; każdy dążył do osobistego tylko wyzyskania rządów. Zrazu wygrali "opiekę" Szujscy przeciw Bielskim, poczem nastąpiło współzawodnictwo w samymże rodzie Szujskich. Zaczął serję regentów Wasyl Wasylewicz Szujski, a po rychłej śmierci tegoż nastąpił brat jego Iwan, którego zluzował niebawem Andrzej Michajłowicz Szujski. Za każdą zmianą opiekuna następowała zmiana pochlebców, dworaków, pasożytów, i... metropolitów, gdyż każdy z nich miał swego kandydata na tę godność.

 

Bezmyślność sprawujących władzę nie jest monopolem żadnej kultury, ani żadnej części świata; tu zwraca uwagę coś innego: żaden z tych regentów nie pomyślał o zajęciu tronu dla siebie, i to pomimo że wyszły na jaw przywary Iwana, wyzywające wprost do tego, żeby go strącić z tronu. Odróżniano dobrze jego złe instynkty od urzędowej a zaszczytnej "srogości" jego dziadka, i nadano mu przydomek hańbiący "Groźnego", t. j. okrutnika - ale nigdy nie przypuszczano, że możnaby odjąć mu panowanie.

 

Trzynastoletni Iwan, już "orężny", a więc sprawujący fikcyjnie rządy osobiście, dostaje w r. 1543 ataku szału podczas biesiady dworskiej i każe regenta, Andrzeja Szujskiego, wyrzucić na dziedziniec pomiędzy złe psy. Rozkaz spełniono, psy rozszarpywały regenta, a biesiadnicy biesiadowali dalej. Widzimy, że w połowie XVI wieku Moskwa należała już zupełnie do Azji. Miała na tej drodze toczyć się długo coraz dalej.

 

"Groźny" dał się oswoić Glińskim, krewnym po matce, pomijając zupełnie krewnych ojcowskich. Ta skłonność do kombinacyj "po kądzieli" stanowi nieodłączną cechę Orjentu. Nastał tedy drugi okres Glińskich, ale również nie długi. Jedynym ich aktem politycznym było dalsze przedłużenie rozejmu z Litwą w r. 1544 na lat 10.

 

W styczniu 1547 koronowano Iwana i ożeniono go, gdyż liczył już lat... 17. Małżonki dobrał sobie w sposób praktykowany u hanów, gdy chcieli skompletować grono nałożnic. Wyłowiono w całem państwie najdorodniejsze córy, i przysłano je do Moskwy, carowi do wyboru; tylko że ten chrześcijański car nie nałożnicę wybierał sobie w ten sposób, ale prawą małżonkę, państwu monarchinię. Sześć razy jeszcze miał Iwan Groźny powtórzyć ten sposób dziewosłębstwa (gdyż miał siedm żon), który stał się prawem zwyczajowem dynastycznem w Moskwie.

 

Krewni pierwszej żony, Romanowy, usunęli tegoż jeszcze roku 1547 od łaski carskiej i od rządów Glińskich. W czyjem ręku Romanowy mieli być narzędziem, trudno orzec; skoro jednak spostrzegli, że mogą żyć i działać na rachunek własny, nie omieszkali uczynić tego. Gdy tegoż roku pożar zniszczył Moskwę (drewnianą do połowy XIX w.), rozpuszczono pomiędzy lud wieść, jakoby Glińscy miasto podpalili; motłoch zniszczył ich dom, a głowę rodu, Jerzego Glińskiego, uduszono. Odtąd przez dłuższy czas rody możnowładcze świecą nieobecnością na dworze carskim.

 

Obyczaje i zwyczaje Iwana nie zachęcały do obcowania z nim ludzi, którzy mogli się bez tego obejść. Stopnie dworskie zapełniają figury, dla których otarcie się o cara było taką karjerą, iż warte to było jakiej przygody. Hartowano się w tej "dworskości". Byli np. ludzie, którzy ani syknęli, gdy car bawił się z nimi w ulubiony swój sposób, przygważdżając im stopę do podłogi ostrem okuciem swej historycznej laski. Była to jedna z najniewinniejszych jego rozrywek! Doszedł zresztą z latami do takiej wprawy w swych igraszkach azjatyckiego zwyrodnienia despotycznego, iż drobnostką dlań było mordować ludzi tuzinami, choćby nawet z najbliższego swego otoczenia. Zawsze znajdował największe upodobanie w zadawaniu komukolwiek, kto mu wpadł w oko, tortur na poczekaniu, żeby mógł się napawać bólem swej ofiary - choćby własnej żony.

 

Jakimkolwiek był car, osoba jego była świętością religijną. Wszak Filoteusz reprezentantem "trzeciego Rzymu" głosił nie metropolitę bynajmniej, lecz cara! W imię więc nadprzyrodzonego porządku rzeczy, w imię Bożego ładu na ziemi, w imię królestwa Bożego na ziemi należy uznać się bezwarunkowo niewolnikiem cara. Ta niewola nie poniża, lecz owszem podnosi, uszlachetnia, bo daje człowiekowi sankcję wyższą, religijną. Królestwo Boże polega na tem, żeby był car. Prawy Moskal nie może tedy mieć wątpliwości co do formy rządu, i jakżeż można chcieć ograniczyć władzę wybrańca Bożego? Jakim jest car, czy "dobry", czy "zły" - to jest pomiędzy nim a Bogiem; ludziom nic do tego.

 

Oto, dlaczego nie pomyślał nikt o pozbawieniu Iwana Groźnego tronu. Dopóki religja państwowa nie była nadwerężona, wiara w mistyczną misję cara na świecie chroniła despocję moskiewską od wszelkiego szwanku. Zdaje się, że sam Iwan wierzył mocno w tę stronę swej carskiej godności i że uważał się za postać religijną.

 

Podkład religijny monarchizmu stał się zasadniczą cechą kultury moskiewskiej, a wytwarzał przepaść pomiędzy tą kulturą a litewsko-ruską, zmierzającą do przyswajania sobie swobodnych polskich pojęć o Królu Jegomości, pierwszym obywatelu państwa. Samo pojęcie obywatelstwa było zresztą i pozostało obcem Moskwie, gdyż nie dało się pomieścić w kanonie jej zasad i poglądów, mieszcząc w sobie obok obowiązków również pojęcie praw i godności, opartych na wartości osobistej. Dlatego też nie mógł wytworzyć się na moskiewskiem podłożu feudalizm pod żadną postacią. Chociaż roiło się tam od "slużyłych", jednakże "prawo słuskie" Rusi litewskiej nie zdołało przekroczyć granic wielkiego księstwa Litewskiego. Struktura społeczna Rusi litewskiej a moskiewskiej była odmienna.

 

Za Iwana Groźnego rozwinęła się hierarchja społeczna, nabywając wykończenia w szczegółach, z grubą domieszką cech biurokratycznych, gdyż oznaczono dokładnie stopień hierarchiczny każdego rodu, według zasady, że niema równych, lecz każdy jest względem kogoś niższym, względem innego znów wyższym. Założono "rodosłowne knigi", zawierające wykaz rodów kniaziowskich i najwybitniejszych "bojarskich" tych, które piastowały dostojeństwa w Moskwie jeszcze przed opanowaniem całego Zalesia. Tym rodom działaby się krzywda gdyby miały obecnie stać niżej od jakiegokolwiek kniazia, którego przodkowie byli może wrogami linji szczęśliwej, carskiej: zrównano je tedy z kniaziowskimi i we wspólnej "rodosłownej" umieszczono księdze.

 

Punktem wyjścia stopnia hierarchicznego danego rodu było zagadnienie ceremonjału dworskiego, na jakiem miejscu ma kto siadać, będąc zaproszonym do carskiej jadalni - a z tego szły już konsekwencje do wszelkich stosunków życia. W tem geneza t. zw. "miestniczestwa", t. j. oznaczania miejsc. Wyrobiła się istna matematyka miestniczestwa, wcale niełatwa, według skomplikowanych prawideł, niebardzo dostępnych dla dzisiejszego umysłu europejskiego. Lubiał te obliczenia i wywody Iwan Groźny, a nadawszy "rodosłownym księgom" moc prawną, sam zrobił się ich interpretatorem i doprowadził do mistrzostwa znawstwo tego przedmiotu. Szły do niego apelacje o zbyt niskie "umieszczenie" , a on załatwiał je osobiście; dopiero przeciążony widocznie temi sprawami, wydał przepis, że ze "skargą o miestniczestwo" wolno wystąpić tylko głowie rodu.

 

Sprawiedliwość hierarchiczna, wymierzona tak dokładnie "najlepszym", spodobała się i okazała pożądaną dla wszystkich "dobrych" - i rozszerzyły się "rodosłowy" na wszystkie rody uważane za Iwana Groźnego za bojarskie... Odtąd dopiero - przez spisanie - stało się bojarstwo zamkniętą warstwą społeczną, stanem, do którego należało się mocą urodzenia, stwierdzonego w sposób urzędowy. Odtąd można było być bardzo zamożnym, nawet wpływową osobistością, a nie było się bojarem, jeżeli ojciec nie był zapisany w "rodosłowie". Odtąd dopiero mógł władca mianować kogoś bojarem, gdy dotychczas pojęcie to było luźne i nie wyrażało żadnego stosunku, ujętego w formę prawną. Bojarstwo stanowi odtąd stan zamknięty w sobie, do którego dostęp tylko carska toruje nominacja; tylko bowiem na carskie zlecenie można było czynić nowe wpisy w księgach rodosłownych.

 

Oto druga formacja szlachty moskiewskiej: spisane bojarstwo. Szlachta to bez herbów, klejnotów, zawołań, a do tego warunkowa, bo szlachectwo jej musi być w każdem pokoleniu odnawiane niejako "służbą". Nie posiada tedy warstwa ta godności swej sama z siebie; bo też wobec tronu jest tylko niewolnikiem, zależnym od skinienia cara. Brak tedy bojarom zasadniczych pierwiastków europejskiego szlachectwa; wobec szlachty z Rusi litewskiej bojarowie moskiewscy właściwie szlachtą nie byli. Im większego znaczenia nabierało szlachectwo polskie, przeszczepione na Litwę i potem na Ruś litewską, tem większy rozwierał się przedział kulturalny pomiędzy dwiema Rusiami. Wszelkie przywileje bojarstwa moskiewskiego zasadzały się na... przymusie "służby". To też i "miestniczestwo" stało się wnet hierarchią... służbową, rodzajem biurokracji z urodzenia, gdyż o stopniu służbowym rozstrzygało miejsce w "rodosłowie". Stanęła zasada, że bojarstwo zależnem jest od służby, stopień zaś służby od urodzenia.

 

Wola carska mogła oczywiście czynić wszelkie wyłomy, ale - była to jedyna dziedzina życia, w której carowie, nawet Iwan Groźny, uważali władzę swą za ograniczoną. Później dopiero poczynili kroki celem uwolnienia się z pęt miestniczestwa, które doszło do tego, że np. na wojnie decydowało o dowództwie: ten był wodzem, kto najwyżej "siedział" w księgach rodosłownych.

 

Korekturę pewnego rodzaju stanowili djacy, coraz liczniejsi. Nie "spisani" jeszcze nigdzie, nie zajmowali stanowisk naczelnych oficjalnych, ale piastować mogli i piastowali nieraz najwpływowsze. Car oznaczał zakres władzy djaka, jak chciał; byli to urzędnicy nadzwyczajni, mogący być wszystkiem. A carowie lubili ludzi niskiej pozycji społecznej, bo lubili ćwiczyć swą wszechwładzę na poniżaniu wielkich, a wywyższaniu maluczkich.

 

Za Iwana Groźnego nastąpiła ostra walka djaków z "urodzonymi". Był czas, że djacy byli górą. Sprytem można było zajść przy Groźnym daleko; tylko że nigdy nie było wiadomo, na jak długo. Djak Aleksy Adaszew doszedł tak wysoko, iż stał się jakby wielkorządcą państwa, czemś podobnem do hańskich wezyrów, do sułtańskiego wielkiego wezyra. Do pomocy dodany mu był towarzysz duchowny, ale nie biskup żaden, ani uczony zakonnik, lecz prosty pop, djak w szacie duchownej, imieniem Sylwester. Ażeby uprzedzić opozycję bojarów, kazał Adaszew podległej sobie biurokracji, żeby powybierała po grodach i "wołostjach" oddane sobie figury i wyprawiła je na oznaczony dzień roku 1550 do Moskwy, gdzie urządzono z nich komedję jakiegoś zjazdu reprezentantów całego państwa. Zgromadzenie ich, odbyte pod gołem niebem w Moskwie, było poprostu demonstracyjną instalacją Adaszewa. Djacy pokazywali swą siłę. Przeciw ewentualnej opozycji urodzonych organizowano lud wiejski i miejski.

 

Jakoż warstwy niebojarskie wyszły dobrze na rządach Adaszewa: zorganizowano administrację lokalną, uwzględniając samorząd (starostów z wyboru) i sądownictwo autonomiczne; co równało się powiększeniu bezpieczeństwa mienia i życia - a co stanowi bądź co bądź fundament wszelkiego życia zbiorowego. Rządy Adaszewa mają niejedną zasługę co do zaprowadzania porządku w administracji; ujemną ich stroną było wprowadzanie ducha kancelaryjnego nawet do samorządu lokalnego.

 

Na zewnątrz pilnował Adaszew dalszego osaczania Kazania. W r. 1551 założył nawet stację wojskową opodal (Świażsk nad Świagą). Wyprawienie do Kazania namiestnika, tuż za własnym kandydatem na kazańskie carstwo (podczas zamieszek o następstwo na hanacie w r. 1552), było prowokacją, która poruszyła wszystkie partje w Kazaniu i wywołała stanowczą rozprawę. Wiedziano w Moskwie, że Perekopcy będą bronić podległego sobie hanatu; wiedziano, że może nastąpić nawet najazd tatarski na kraje moskiewskie - ale też znakomicie przygotowano broń palną i artylerję. Chociaż Kazańcy połączyli się z Nogajcami, chociaż Tatarzy krymscy wyprawili się na Moskwę, Moskwa była tym razem pewną swego: Perekopcy musieli cofnąć się z pod Tuły i dalej nie doszli, a chociaż pod Kazaniem zebrano 30.000 obrońców, niczem to było wobec 150 dział moskiewskich, komenderowanych przez niemieckiego majstra-balistę, który był zarazem specjalistą od zakładania min pod proch strzelniczy. Tej wyższości rodzajów broni uległ Kazań latem 1552 roku.

 

Wydarzenie to, oczekiwane od tylu pokoleń, miało epokowe następstwa.

 

Osiedlono zaraz w samym Kazaniu tysiące kupców z Zalesia, wygnawszy z wiekowych stanowisk bułgarskie i tatarskie rodziny kupieckie. Roztwierały się przed państwem moskiewskiem horyzonty handlowe jak najrozleglejsze. Poprzez Wiatkę miało się dostęp wolny aż do wybrzeży morza Białego, podczas gdy z drugiej strony cała Jugra wschodnia popadała w zupełną już zależność od nowych władców Kazania. W dwa lata później (1554 r.) urządzono śmiałą wyprawę na Astrahań i wydarto Girejom i ten hanat. Cała Wołga znalazła się. w granicach carstwa moskiewskiego, sięgającego już do Kaspiku. Szły z tego dalsze konsekwencje. W ciągu lat 1552-1557 przeszły pod władzę Moskwy ziemie Czeremisów, reszta Mordwy, Czuwasze (mieszańcy Bułgarów i Tatarów), Wotiaki i Baszkiry, dalej na południu wchodzili w sferę wpływów moskiewskich Nogajce i Kałmuki. Otwierały się równocześnie drogi na Kaukaz i na Syberję; z dwóch stron wkraczał handel Rusi carskiej do Azji.

 

Jaką doniosłość posiadały te szlaki handlowe, wiedziano w Europie lepiej, niż w Moskwie. Anglja, ażeby urządzić konkurencję w handlu powszechnym Portugalji i Hiszpanji, czyniła rozmaite próby; wśród innych i tę, żeby dotrzeć do "Indyj" lądem poprzez kraje moskiewskie. Obliczono dobrze, że pomiędzy Anglja a Powołżem znajdzie się droga swobodna, bo morska, na północ Skandynawji do morza Białego. Jakoż w r. 1553 wypadło Adaszewowi przyjmować w carskiem imieniu kapitana angielskiego statku, przybywającego z pismem Marji Tudor. Ze względów klimatycznych nowo odkryta droga miała atoli znaczenie naukowego tylko odkrycia.

 

Bliżej i łatwiej byłoby do "Indyj" Szwedom przez Moskwę. W r. 1554 zawarto wzajemny traktat handlowy na bardzo "szerokich" warunkach. Król szwedzki dozwalał kupcom z państw cara przejazdu przez swe kraje do Flandrji, Francji i Anglji, za co Szwedzi otrzymywali wzajemne zezwolenie przejazdu przez kraje moskiewskie aż do Indyj i Chin. W warunkach tych przejawiała się nie moskiewska oczywiście, lecz szwedzka wiedza geograficzna! Wkrótce rozwój życia skandynawskiego poszedł torem innym, który uczynił zbędnem poszukiwanie dobrobytu w handlu wschodnim - i tak nie przeszły w praktykę projekty ani angielskie, ani szwedzkie. Pozostało jednak pouczenie Moskwy o wartości i dalszym kierunku posiadanych przez nich dróg handlowych, z czego Moskwa nie zaniedbała skorzystać. Dotychczas wiadomości geograficzne moskiewskie kończyły się na Tjumenie; niebawem miano posunąć się znakomicie dalej na wschód - ale dla siebie, nie dla Szwedów, ni Anglików.

 

Przedsiębiorczość handlowa, skierowana do eksploatacji obcych krajów, leżała we krwi potomków Waregów. Nie brakowało przedsiębiorców, prących w kierunku Chin tak długo, aż tam wreszcie dotarło się. Jednym z najwybitniejszych w pierwszem po zdobyciu Kazania pokoleniu był Grzegorz Stroganow, praszczur jednego z najbogatszych rodów rosyjskich, który wystarał się w r. 1558 o nadanie pustynnej ziemi wzdłuż Kamy (przeszło 20 mil!) celem urządzania tam warzelni soli i kopalń, z monopolem aż po góry uralskie. Po pewnym czasie przekroczono Ural, natrafiwszy na wydatne żyły żelaza i ołowiu. Przedsiębiorstwo rozrastało się na obcym gruncie, wśród koczowników, z którymi stosunki bywały rozmaite. Normalny rozwój kopalń, z których wydobywano rudy arcypożądane dla rządu na potrzeby wojska, wymagał jakiejś opieki zbrojnej. Stroganowie otrzymali pozwolenie na własny hufiec - z którym przyjęty na dowódcę słynny "Kozak" Jermak wdarł się głęboko na wschód, nad Irtysz i Ob, pokonał i podbił tamtejszych Tatarów i dał początek opanowaniu Syberji. W ciągu jednego niespełna pokolenia (1558-1583) liczyła się i zachodnia Syberja do zdobyczy moskiewskich.

 

Kazań parł do Azji. Z roku na rok przybywało państwu nie tylko interesów azjatyckich, ale też ludności, nie mogącej być zaliczaną do Europejczyków. Odkąd do carstwa moskiewskiego przyłączono dwa carstwa tatarskie, kazańskie i astrahańskie, żywioł słowiański stanowił w tem państwie trójcarskiem stanowczo mniejszość. Procent Słowian zmniejszał się już skutkiem opanowywania dalszych księstw zaleskich, w których (jak np. w rjazańskich księstwach) fińskie ludy miały większość, a cóż dopiero gdy zabory sięgnęły poza dotychczasowy teren osadniczy Słowiańszczyzny! Im dalej sięgało panowanie Moskwy, tem bardziej przestawało państwo to być słowiańskiem - jakkolwiek sama dolina rzeki Moskwy na zawsze pozostała krainą niemal wyłącznie słowiańską.

 

Slawizacja nowych zaborów następowała zwolna, lecz krokiem pewnym, niewstrzymanym - ale nie dlatego, jakoby Słowianie stanowili żywioł politycznie panujący. Poczucia narodowego ani w XVI w. nie było! Slawizacja, następnie rusyfikacja, była następstwem szerzenia chrześcijaństwa; towarzyszyła językowi cerkiewnemu. Wyznawcy Mahometa - z wyjątkiem kilkudziesięciu rodów, zaliczonych odrazu do "rodosłownych" - nie nawracali się. Kiedy później poczęto zmuszać do chrztu gwałtami, ulegli podlegli Tatarom potomkowie Bułgarów, tudzież inne nadwołżańskie ludy fińsko-uralskie, ale o Tatarach prawosławnych nic niewiemy; nigdzie nie zdołano "nawrócić" ich gromadnie, i niema dotychczas żadnej krainy chrześcijańsko-tatarskiej. Rzecz szczególna: zdarzały się wypadki gromadnych nawróceń, póki Tatarzy byli żywiołem zwierzchniczym, lecz ustały, gdy prawosławje posiadło nad nimi władzę. Przypisać to należy upadkowi kulturalnemu Rusi zaleskiej. Stosunek odwracał się pod tym względem: dawniej Ruś górowała kulturą nad Kipczakiem, obecnie jednak Tatarzy kazańscy odznaczali się kulturą względnie wysoką w stosunku do upadającej coraz niżej moskiewskiej.

 

Wiemy, że czerpano u Tatarów wzory dworskie i modę; po zdobyciu Kazania obyczaj tatarski przyjął się powszechnie w warstwach bojarskich. Teraz dopiero stało się obowiązującem dla każdego domu, chcącego być w dobrym tonie... zamknięcie kobiet, praktykowane dotychczas tylko sporadycznie u najwyższej arystokracji (zaczęło się to od dworu carskiego). Zwyczaj to bynajmniej nie rodzimy, ludowi zgoła nieznany. Przykład szedł z góry, bo do warstwy możnowładczej weszło sporo rodów tatarskich. Każdy, kto mógł wykazać, że miał wśród przodków swoich "murzę", stawał się kniaziem, postawiony na równi ze "służyłymi" Rurykowiczami; każdy Tatar, posiadający własność ziemską, stawał się bojarem, jeżeli tylko tego zażądał. W naczelnych warstwach społeczeństwa nastało nader częste mieszanie krwi tatarskiej z fińską i słowiańską. Tataryzacja moskiewszczyzny następowała teraz dopiero na wielką skalę, w drugiej połowie XVI wieku.

 

Silne społeczne wpływy tatarskie przyczyniły się wielce do szybkiego już teraz zmechanizowania społeczeństwa według stopni hierarchicznych. Hierarchja społeczna była w Kazaniu przestrzegana nader surowo (trzy rodzaje szlachty!), a dostęp do życia publicznego i znaczenia dawały tylko urzędy, hańska "slużba". Co dotychczas oddziaływało pośrednio tylko na urządzenia moskiewskie, jako naśladowanie hańskich wzorów, to odtąd weszło bezpośrednio w organizm państwowy i społeczny, całą wagą swoją, bo co kazańskie, to było modne. Wyższe warstwy tatarskie chętnie zróżniczkowały się według stopni biurokratyczno-hierarchicznych, według "tszinów", które z dawnej tamerlanowskiej tradycji zostały Tatarom. Moskiewskie stopnie szły jeszcze według "rodosłowa", podług szlachetności urodzenia. Dwa systemy hierarchiczne stanęły naprzeciw siebie, zwalczając się, aż tatarszczyzna miała i na tem polu zwyciężyć. Jak niegdyś podbita Grecja narzuciła Rzymowi swą kulturę, podobnież Moskwa czerpała pełną dłonią u podbitych Tatarów, i zamieniała się w zawrotnym pędzie nie tylko na państwo, ale też na społeczeństwo azjatyckie.

 

Mieszanie się żywiołu słowiańskiego ze wschodnią Jugrą i z Tatarami nie ograniczyło się atoli do warstw bojarskich. Mnóstwo ludności słowiańskiej ruszyło w przestworza zdobytego Powołża. Zaczęło się na nowo rozbieganie się ludności. Odtąd zdecydował się ekstensywny charakter rosyjskiego trybu życia, na tle nadzwyczaj łatwej walki o byt. Bogactwa wpraszały się niemal same, byle tylko ludność rzuciła się do handlu na zdobytych nowych szlakach w trzech kierunkach: na Sybir, na Kaukaz, nad morze Białe. Tyle pokoleń czekało na to, żeby można było zbojkotować i usunąć kupiectwo bułgarskie i tatarskie, a samym zająć ich miejsce - iż obecnie nie trzeba było żadnych osobnych zachęt. Ludność słowiańska tak licznie rzuciła się do handlu wszelkiego rodzaju na Powołżu i dalej, że po krótkim czasie zabrakło rąk do rolnictwa; nawet Finowie, rolnicy od początku, zaczęli rzucać zajęcia rolnicze, a puszczać się w świat szeroki, stojący otworem, i to na warunkach uprzywilejowanych dla chrześcijańskich poddanych cara, żeby handlem bogacić się szybko. Rosły znaczne fortuny na podorędziu niemal, ale coraz znaczniejsze przestrzenie roli uprawnej zamieniały się wstecz na nieużytki dla braku rąk roboczych. Handel porywał nie tylko rozporządzających jakimś kapitalikiem, ale ludzi całkiem ubogich, na drugorzędnych pośredników, na agentów, do całego szeregu podrzędnych zajęć handlowych, na stanowisku "zakupów", biorących wysokie zaliczki z góry i mogących przytem zawsze próbować czegoś na mniejszą skalę na własną rękę. Szybko zebrało się i kapitał jakiś, i wiadomości sporo, żeby pracować dalej na własny rachunek, a na stanowiska podwładne poszukiwało się nowych ludzi i coraz nowych, sprowadzanych z Zalesia, przepłacanych warunkami jak najkorzystniejszemi, to też opuszczających bojarskie seła bez namysłu i bardzo chętnie. Nawet własne role opuszczano, w pogoni za złotem runem. Handel na Powołżu był tak niezmiernie intratny, a tak mało wymagał inteligencji i wkładów, tak był wydatnym, iż trudno było oprzeć się pokusie, żeby nie rzucić wszystkiego, a nie rzucić się do jakiegokolwiek w nim uczestnictwa. Znali te pokusy doskonale kazańscy Tatarzy, to też u nich od dawien ludność rolnicza była przypisana do gleby, bo inaczej... nie byłoby rolnictwa.

 

Było więc po krótkim czasie na zdobytych obszarach sporo ludności słowiańskiej, i to mieszczańskiej, kupieckiej. W świat wybierano się zazwyczaj samotnie, poślubiając następnie krajowe niewiasty, najchętniej Tatarki, bo Tatarka najniższych nawet warstw uchodziła zawsze za rodzaj arystokratyczny. Niedarmo już w XIV wieku powstało przysłowie: Co Tatar, to kniaź!

 

Różnica religji nie stanowiła zrazu skrupułu, a gdy następnie urządzono w nowych zaborach porządki cerkiewne, od czegóż było... dwojewierje? Dzięki tej szczególnej zdatności Cerkiew utrzymała się w "czystości", t. j. nie zaszły żadne zmiany w liturgji. To wystarczało, a że systemy religijne orjentalne były niższe, Cerkiew nie wchłaniała w siebie niczego z ich istoty. Stała wśród ludności, nie odczuwana przez nią, ale nie psuta. Stała ponad ludnością, pogrążoną w dwojewierju, ale sama do tej ludności nie przyspasabiała się. W calem państwie moskiewskiem Cerkiew była jednolitą i wszędzie jednaką.

 

Dochowanie czystości Cerkwi w owym czasie jest tem ważniejszą sprawą, iż stanowi to zasadniczą różnicę kultury moskiewskiej od litewsko-ruskiej. Wielkie księstwo Litewskie stało się podczas "reformacji" bardzo a bardzo kalwińskiem, a wpływy "ministrów" protestanckich dały się zarazem wielce we znaki metropolji litewsko-kijowskiej. Cerkiew zmieszała się gruntownie z "nowinkami"; warstwy bojarskie Rusi Litewskiej przyjęły w olbrzymiej większości, zwłaszcza na Rusi Białej, kalwinizm. Miały też i inne sekty powodzenie, lecz kalwinizm przeważał. Opierano się unji cerkiewnej - do protestantyzmu zaś garnięto się nader chętnie, jakby na wyścigi. Ale wpływy te zatrzymały się na granicy litewsko-moskiewskiej: w carstwie żadnych śladów protestantyzmu, tam czystość Cerkwi dochowana ściśle. Niebawem nastała powrotna fala katolicyzmu w Polsce i na Litwie. W walce z kalwinizmem gorliwi a szczęśliwi misjonarze katoliccy nawrócili też ruskich protestantów - i oto tą drogą (i tylko tą!) dotarł katolicyzm obrządku rzymskiego do ruskiego bojarstwa Rusi litewskiej, równającego się już wszechstronnie ze szlachtą polską. Przyjęcie "łaciństwa" ułatwiało do reszty przejmowanie się polską kulturą. Równocześnie tedy odbywa bojarstwo dwojga Rusi ruchy kulturalne wręcz przeciwne: jedni pędzą do azjatyckości, gdy tymczasem drudzy europeizują się.

 

Kazań był pierwszą fortecą, zdobytą przez Moskali (Smoleńsk wzięto zdradą), pierwszym wielkim triumfem ich wojskowości oblężniczej. Odniesiono go dzięki cudzoziemskim "majstrom", zwłaszcza balistyce, przeszczepianej od dwóch pokoleń z Włoch i z Niemiec. Ale ta nowa sztuka wojenna, której zawdzięczano triumfy nad Litwą i Tatarami, zaszczepić się jednak nie dała w tym okresie. Cudzoziemscy inżynierowie i baliści nie znajdowali uczniów dość pojętnych w carstwie moskiewskiem, i trzeba było sprowadzać nieustannie coraz nowych majstrów z zagranicy. Miało zaś to swoje trudności: życie wśród moskiewszczyzny było tak uciążliwe i nieprzyjemne dla Europejczyka, iż pomimo wielkich zapłat po jakimś czasie przestawano się najmować Moskwie, i dopływ świeżych sił ustawał. Trzeba więc było po jakimś czasie starać się o Niemców południowych, gdyż Włosi nie chcieli już zjeżdżać do Moskwy, a za Iwana Groźnego i Niemcy południowi (z którymi nawiązano stosunki poprzez Węgry) odsunęli się. Nadzieje pozyskania "majstrów" z Anglji zawiodły, więc zwrócono się do Niemiec północnych. W r. 1547 wyprawia tedy Iwan Groźny do Niemiec północnych agenta Hansa Schlittena, który zakontraktował też na nowej targowicy talentów technicznych całą niemal setkę wszelkiego rodzaju majstrów.

 

Niespodzianie cesarz Karol V zakazał tego "wywozu", a gotowy już transport przytrzymano i rozwiązano przymusem. Stało się to na żądanie Inflantczyków, poparte przez rząd litewski i polski. Wobec tego drogi dla transportu zostały zamknięte, i znikała nadzieja, żeby z Niemiec północnych otrzymać majstrów, skąd inąd zaś jeździć już nie chcieli. Militaryzmowi moskiewskiemu groziła stagnacja; a gdyby przeciągnęło się to dłużej, nieuchronnym był upadek wojskowości, skoro własnych majstrów wyuczyć nie zdołano.

 

Stosunki z Inflantami, podobnież jak z Litwą, polegały na ciągiem przedłużaniu rozejmów. Kiedy niekiedy wybuchały przytłumione nieporozumienia o zwady graniczne, a niechęć wzajemna wzrastała. Carowie baczną zwracali uwagę na Inflanty. Tak np. Wasyl Iwanowicz posyłał z bardzo dwuznacznemi zapytywaniami, co to ma znaczyć, że arcybiskup ryski stawia sobie nowy zamek obronny nad granicą (Villack), i dopiero Albrecht brandeburski, któremu tyle zależało na zgodzie pomiędzy Moskwą a Inflantami, musiał burzę zażegnywać. Za Iwana Groźnego stosunki nie poprawiały się. Powszechnie sądzono, że rozrost potęgi moskiewskiej zwróci się wcześniej czy później przeciwko Inflantom - i dlatego przeszkodzono transportowi Schlittena, przyczem nieprzyjaźń z Litwą zamykała Moskwie dostęp do ziem Zachodu. Z moskiewskiej strony próbowano nastraszyć Inflantczyków wzajemnemi represaljami. W r. 1554 kończyły się rozejmy. Złym znakiem to było, że z Litwą przedłużono go tylko na dwa lata. Kiedy zgłosili się inflanccy posłowie, Iwan Groźny zażądał... daniny jurjewskiej.

 

Taki był początek wojen o panowanie nad Bałtykiem.

 

 

XV. WALKA O BAŁTYK.

(1554-1595.)

 

Minęło 80 lat, odkąd djacy Iwana Srogiego wpisywali "dań jurjewską" do dyplomatu układu z biskupem dorpackim. W Inflanciech zapomniano o tem, z moskiewskiej strony nie przypominano,. nie mając w tem celu - aż za Iwana Groźnego nadszedł czas, że poszukiwano sposobu wywierania nacisku na Inflanty, i djacy Adaszewa ową "dań" wyszperali. Archiwum dorpackie w gorszym było porządku, niż moskiewskie; dokumentu odpowiedniego Inflantczycy nie odszukali, nie wiedzieli tedy, o co właściwie chodzi, a djacy Adaszewa mieli wolną rękę w nadawaniu rzeczy przesadnego znaczenia. Padła na Inflanty panika, że car żąda haraczu, a zatem uznania swej zwierzchności nad wszystkiemi stanami Inflant!

 

Moskwa miała interesy w Inflanciech z dwóch względów: ażeby móc korzystać z wiodących tamtędy dróg na Zachód, których zamknięcie mogło być ciosem dotkliwym, jak się to okazało w sprawie Schlittena - tudzież żeby zapewnić sobie tam wpływu politycznego na tyle, iżby Inflanty nie dały się powodować Litwie i nie stały się terenem wojennym do otoczenia i wzięcia w danym razie wojsk moskiewskich we dwa ognie.

 

Tem samem mogłyby być Inflanty dla Moskwy przeciwko Litwie! Posiadała tedy kraina ta doniosłe znaczenie, stanowiąc rodzaj języczka u wagi w stałej wojnie dwóch mocarstw wschodniej Europy, przerywanej tylko rozejmami. Tak Litwa jako też Moskwa musiały dążyć do wpływów w Inflanciech, a gdyby one nie mogły być stałe i dość pewne, wręcz do opanowania kraju. Iwan Groźny spieszył z tem, bo skoro od r. 1547 przerwany był import "majstrów", nie daleką była chwila, w której armja moskiewska musiała utracić swą przewagę.

 

Okoliczności te wprowadzają ścisły związek pomiędzy ekspansją Moskwy ku wschodowi a sprawą panowania nad wybrzeżami Bałtyku. Gdyby Inflanty przeszły w jakikolwiek sposób stale do litewskiego obozu politycznego, Litwa górowałaby odrazu nad Moskwą i zabrałaby się do odzyskania awulsów swoich, a może nawet wskrzesiłaby sprawę nowogrodzką - a osłabiając Moskwę od zachodu, paraliżowałaby na dłuższy czas zarazem jej zdolność do ekspansji w inne strony. W razie sojuszu z Perekopcami mogłyby wszystkie jeszcze świeże zabory moskiewskie być zakwestionowane; - dodajmy, że brak "majstrów" odjąłby Moskwie przewagę wojenną nawet nad Tatarami. W tym związku składały się przeto stosunki na to, że wszystkie interesy polityczne moskiewskie łączyły się i wikłały w sprawie inflanckiej do tego stopnia, iż stawała się ona najważniejszą i najpilniejszą.

 

W Wilnie zdawano sobie doskonale sprawę z położenia. Genjalny do spraw najbardziej zawikłanych umysł Zygmunta Augusta, tego króla obdarzonego wyjątkowym zmysłem politycznym, nie lekceważył sprawy o "dań jurjewską", i postanowił Moskwę uprzedzić. Ofiarował na wszelką potrzebę przymierze Inflantom. Wtedy Adaszew przedstawia w Kiesi, że car zrzeknie się dani i gotów dochować najlepszej przyjaźni, byle zawarto sojusz z nim, a nie z Litwą. Znalazły się tedy Inflanty wobec dwóch wykluczających się wzajemnie propozycyj przyjaźni, z których każda zawierała w sobie faktycznie... propozycje uznania zwierzchności politycznej i zamienienia sił zbrojnych krajowych na wojsko posiłkowe jednej lub drugiej strony. Albo Moskwie, albo Litwie musiały Inflanty stać się podległemi faktycznie, choćby zachowano wszelkie formy niezawisłości. Zbyt słabe były-pomiędzy Litwą a Moskwą.

 

W otoczeniu landmistrza Fürstenberga zwyciężyły wpływy moskiewskie i zakon inflancki obrał kierunek: z Moskwą przeciw Litwie, Agitacja przybrała wielkie rozmiary i stała się tak zuchwałą, że zabito w Inflanciech polskiego posła (Łąckiego). Ale też wystąpił wtenczas Zygmunt August z całą energją. Gdy nie chciano dać zadośćuczynienia, zebrał pospolite ruszenie całej Litwy i wszystką regularną siłę zbrojną Korony i Wielkiego Księstwa, razem pełnych 100.000 zbrojnych, i stanął z tem wojskiem na granicy w Pozwolu (stąd "wojna pozwolska") 1557 r. Wielkość armji świadczyła, że król przygotowany jest zetrzeć się z Moskwą, gdyby udzieliła pomocy Fürstenbergowi. Przygotowanie sprawiło atoli, że Moskwa nie ruszyła się. a landmistrz musiał przystać na polskie warunki: stronnictwo moskiewskie straciło grunt, a u steru stanęło stronnictwo gotowe do sojuszu z Polską i Litwą przeciw Moskwie.

 

Wojsko polsko-litewskie ustąpiło - a niełatwo było zebrać ponownie tak znaczną armję. Tu okazała się pewna strona militarnej wyższości Moskwy w tem, że posiadając zawsze dość pokaźną armję stałą (złożoną z "dzieci bojarskich" i z załóg grodowych, t. zw. "osad"), mogła inicjatywę wypadków wojennych ujmować w swe ręce, w dobie dla siebie pożądanej, a najniefortunniejszej dla przeciwnika. Niespodzianie występuje Iwan Groźny zaczepnie przeciw Inflantom w r. 1558, a gdy Zakon i Stany inflanckie nawet myśleć nie mogły o skutecznej obronie, zajął w krótkim czasie 20 miast, zalewając kraj cały swemi wojskami. Nowy landmistrz, Kettler, zawiera natenczas traktat zaczepno-odporny z Litwą i Polską, i w roku następnym rozpoczynają się zapasy z Moskwą na terenie inflanckim, zapasy, w które miały być niebawem wciągnięte i skandynawskie państwa. Wybuchła na nowo znana dobrze średnim wiekom walka o Bałtyk, mająca się powtarzać w historji co kilka pokoleń.

 

W r. 1559 zajął Mikołaj Radziwiłł południowe Inflanty, a1e dalej ku północy zdawało się panowanie Moskwy utwierdzać, zwłaszcza że posunęło się do r. 1561 aż do Felina (Wieluń inflancki). Zygmunt August nie chciał bowiem posuwać się naprzód, pókiby nie był pewny tyłów. Rzesza inflancka, złożona z kilkunastu Stanów, rozluźniona protestantyzmem, wahająca się pomiędzy Moskwą a Litwą, a poszukująca nowego dla siebie ustroju, nie mogła stanowić bezpiecznego punktu oparcia, pókiby się te sprawy nie uregulowały. W r. 1561 zniesiono tedy zakon krzyżacki (podobnie jak to stało się już 1525 r. w Prusiech), a sekularyzowane księstwo kurlandzkie otrzymywał Kettler lennem od Zygmunta Augusta; reszta zaś Inflant miała poddać się Polsce i Litwie z zastrzeżeniem wolności "ewangelicznej", tudzież samorządu administracyjnego i sądowego. Atoli decyzje Inflantczyków i Polski uprzedził król szwedzki Eryk XIV, zająwszy tegoż roku 1561 północną część kraju, Estonję. Skoro zanosiło się na powszechne "zabezpieczanie interesów", nie chciała też wyjść z próżnemi rękoma Danja, i królewicz duński Magnus zajął biskupstwa hozylskie i bogate niezmiernie piltyńskie, sekularyzując je i konfiskując równocześnie.

 

Inflanty stawały się boiskiem i wymiernikiem sił państw całej północnej i wschodniej Europy. Nad powikłanemi interesami górowała kwestja jedna, jako najważniejsza, od której wszystko inne miało zależeć, a mianowicie zagadnienie, jak się ułożą stosunki szwedzko-polskie. Gdyby państwo polsko-litewskie porozumiało się ze Szwecją przeciw Moskwie, carstwo "wszystkiej RUSI" zostałoby niebawem wciśnięte z powrotem do obrębu właściwego Zalesia, mogąc mieć ekspansję tylko w stronę Uralu. Nigdy nie zdołałaby się Moskwa przedrzeć przez mur polsko-litewsko-szwedzkiego przymierza. Narazie obserwowano się tylko wzajemnie; okupowana przez Moskwę część kraju odgradzała Szwedów od Litwy i Polaków.

 

Na te lata wypada w sam raz próba, przedsięwzięta przez Iwana, żeby rządy sprawować rzeczywiście osobiście. Adaszew i Sylwester popadli w niełaskę w r. 1560, i odtąd przez długi czas nie było w carstwie żadnego wielkorządcy. Car sam, impulsywny, wyprawia wojsko po wojsku, rok w rok do Inflant, a w r. 1562 wszczyna walkę z Litwa, z którą Polska zsolidaryzowała się najzupełniej. Sprzyja mu szczęście: wodzowie jego zdobywają w r. 1563 Połock, ale fortuna odwraca się w roku następnym. Kniaź Kurbski, pobity na głowę pod Ułą przez Mikołaja Radziwiłła Rudego, wolał nie pokazywać się carowi na oczy, i sam zbiegł na Litwę (skąd następnie prowadził słynną swą korespondencję z Iwanem, jeden z najciekawszych pomników kultury). Cała armja była zniszczona do cna, stracona.

 

Ozwały się szemrania przeciw osobistym rządom Iwana, szemrania, które, doszedłszy do jego uszu, wywołały znamienną reakcję. Car, podejrzliwy chorobliwie, wiedząc, że istnieje opozycja, począł najniesłuszniej podejrzywać, że chcą zrzucić go z tronu, wydać Tatarom perekopskim i t. p. Urządza tedy w grudniu 1564 r. komedję abdykacji, a równocześnie postarał się o to, żeby lud miejski miasta Moskwy procesjonalnie przyszedł pod okoliczny klasztor, w którym car miał "poświęcić się Bogu", i żeby go błagano o dalsze sprawowanie władzy. Zawsze car zwykł był szukać oparcia w ludzie prostym przeciw warstwom zdatnym do rządów; prowadził on przeciw swym kniaziom i bojarom tę samą politykę, jaką niegdyś uprawiali jego poprzednicy przeciw .Nowogrodowi i Pskowowi. Na zewnątrz przybierał pozory jakiegoś szczególnego przyjaciela prostego ludu, pragnącego brać go w opiekę przeciw warstwom zamożniejszym - jakkolwiek nikt tego ludu niczem jeszcze nie uciskał; wyzyskiwał niskie instynkty zawiści ciemnych mas, ażeby w danym razie oprzeć się na nich przeciw rzekomym niebezpieczeństwom, jakie malowała mu manja prześladowcza.

 

Wynikiem komedji owej było objęcie rządów na nowo pod uzyskanemi u "ludu moskiewskiego" warunkami, że odtąd godzi się carowi konfiskować poddanym majątki, a nawet karać ich na gardle bez sądu, duchowieństwu zaś, ani samemu metropolicie nie wolno wstawiać się za skazańcami. Dla ochrony własnej osoby utworzył Iwan hufiec t zw. opriczników, coś w rodzaju zbarbaryzowanej straży pretorjańskiej. Ludzie ci przysięgali, że nie będą znać ni ojca, ni matki, tylko wolę cara, co znaczyło, że na rozkaz carski zamordują choćby własnych rodziców. Zato wolno im było dopuszczać się samym wszelkich nadużyć na ludności, a opływali we wszystko, czego tylko wymagało "użycie życia" w barbarzyńskim stylu. Utrzymanie ich było kosztowne: wyznaczono na nich dochody z 20 grodów z okolicą. Okręgi te wyodrębniono najzupełniej z ogólnego zakresu władz państwowych (które również zawisłe były od skinienia Iwana), a ustanowiono dla nich oddzielną administrację, tak że "opriczina" stanowiła autonomiczną dziedzinę "opriczników". Sam pomysł mógł być pożyteczny, boć tkwiło w nim w zarodku oddzielenie dóbr państwowych (jak w Polsce mawiano: koronnych) od nadwornych (w Polsce: stołowych) - ale w Moskwie nawet nie dostrzegano tej strony przedmiotu. Skończyło się na zorganizowaniu 6000 zbirów dla niepoczytalnego kata na tronie.

 

Manja prześladowcza Iwana miała okresy defensywy i ofensywy w stosunku do wyimaginowanych wrogów. Jednego roku kazał ufortyfikować klasztor pod Moskwą, do którego się "schronił" (Aleksandrowska Słoboda), a do którego trzeba było przedostawać się przez obóz 6000 opriczników, wiodących życie hulaszcze, bezczynne - innego znów roku szalejący car rzucał się do ofensywy i urządzał wyprawy na czele opriczników na rozmaite miasta, mające być siedzibą spisków, a najczęściej na miasto najbliższe, więc na samą Moskwę.

 

Przez ośm lat (1565-1572) przełożeni opriczników byli faktycznymi rządcami państwa i...cara: jest to doba rządów zorganizowanych zbirów.

 

Kwitnęło oprycznikostwo dworskie, ale armja upadała. A właśnie zachciewało się Iwanowi sławy zwycięskiego wodza. Kampanja inflancka nie dopisywała, odzywały się głosy za pokojem. Natenczas sprowadza car w r. 1566 do Moskwy bojarów, popów, kupców i starostów wołostnych z pogranicza i ze Smoleńszczyzny, jako ziem wojną tą bezpośrednio interesowanych, i każe im się oświadczać w kwestji, czy prowadzić dalej wojnę. Oczywiście, że jednomyślnie podzielali wszyscy życzenie cara, mającego zwyczaj konfiskować majątki i ścinać głowy... bez sądu. Wojowało się tedy dalej. Hetman polny litewski, Roman Sanguszko, w r. 1567 odniósł zwycięstwo pod Czaśnikiem, w następnym roku zdobył Ułę: Napróżno porozumiał się Iwan z królewiczem duńskim, Magnusem; nieobliczalność cara, chcącego koniecznie rządzić osobiście, sprawiła, że tenże Magnus zwrócił się niebawem przeciw Moskwie.

 

Zygmunt August pozyskał tymczasem niespodzianego sprzymierzeńca. Sułtan Selim II ogłosił wojnę celem odzyskania Kazania i Astrahania, jako kalif, którego obowiązkiem wyzwolić wiernych z pod władzy giaurów. Wyprawa r. 1569 nie powiodła się, oblężenie Astrahania zimą r. 1569/70 spełzło wprawdzie także na niczem, ale siły Iwana były rozdzielone. Wielce zaś osłabił Moskwę w r. 1571 najazd Dewlet-Gireja krymskiego, który w 120.000 przekroczył Okę, spalił Moskwę, zniszczył kraj cały plondrowaniem i jasyrem do tego stopnia, iż obecnie i lud prosty miał już lat wojennych dosyć i objawiał aż nazbyt wyraźnie żądanie pokoju.

 

Iwan szalał tem bardziej, im mniej uśmiechało mu się w tych latach szczęście wojenne. Nie licząc popełnianych z największą obojętnością tuzinami całemi mordów na mniej wybitnych poddanych, zamordował r. 1569 stryjecznego swego, Włodzimierza Andrzejewicza, i tegoż roku... metropolitę Filipa, gdy ośmielił się strofować go z powodu rozbestwienia opriczników. Podnieść należy z największym naciskiem, że ani mord na metropolicie popełniony nie wywołał żadnego buntu przeciw Iwanowi; najlepszy dowód, że podejrzenia jego nieustanne o spiski były wypływem tylko manji prześladowczej. W r. 1570 urządził zbójecką wyprawę z opricznikami na Nowogród W. i na Psków; przez pięć tygodni ścinał ludzi całemi tysiącami. Wreszcie korona katowskiego szału: w r. 1572 ubił własną ręką, kijem, rodzonego swego syna najstarszego i następcę tronu, Iwana Młodszego... Manja prześladowcza skierowała się z kolei przeciw opriczinie. Nie czując się bezpiecznym przed nikim, nie mając do nikogo zaufania, boi się szemrań znędzniałego ludu - i zawiera z Litwą przynajmniej trzechletni rozejm 1571 r. Dzięki tej uldze można było odeprzeć następnego roku nowy najazd Dewleta.

 

Rozejm przypada już na schyłek zasłużonego żywota Zygmunta Augusta. Czyż mogła Historja umieścić obok siebie dwóch monarchów współczesnych i ościennych, a bardziej od siebie różnych? Twórca opricziny i twórca... unji lubelskiej! Na Litwie, a więc i na Rusi litewskiej zaprowadził ten król prawo publiczne polskie; nadał szlachcie i bojarom ruskim wielkiego księstwa Litewskiego polskie urządzenia stanowe, ziemskie, zniósł zależność lenną bojarów (co jednak w praktyce nie udało się, i zależność ta później powróciła), urządził sejmiki i Izbę poselską. Na tych podstawach, nawkroś polskich, ułożono zbiór ustaw dla Litwy w zakresie urządzeń i ustroju państwowego, nie tykając atoli w niczem prawa prywatnego; takim dwoistym był statut litewski, ogłoszony w r. 1566. Szanował prawo litewsko-ruskie, polskie wprowadzał o tyle, o ile wymagało tego wprowadzenie wolności obywatelskiej, pojęcia nieznanego na wschód od litewskiej granicy.

 

Na Litwie tron był dziedzicznym. Mogło to stać się niebezpiecznem, gdvż król nie miał syna, ale miał siostry zamężne: za królem szwedzkim i za elektorem brandenburskim. Siostrzeńcy królewscy, cudzoziemcy, mogli wystąpić z uroszczeniami do dziedzictwa Litwy, co dostarczałoby sposobności do dyplomatycznych frymarków i mogło wywołać zawikłania polityczne. Ogłosił więc Zygmunt August, że zrzeka się swych praw dziedzicznych i że Litwa jest odtąd państwem elekcyjnem tak samo, jak Polska. Wiele reform Zygmunta Augusta nie podobało się możnowładcom litewskim, jako demokratyczne innowacje. Podczas gdy szlachta litewsko-ruska wnosiła od r. 1562 supliki do tronu o ściślejszą unję z Polską, możnowładcy, niechętni wpływom polskim, nie życzyli sobie owej ściślejszej unji i na sejmie lubelskim 1569 r. zerwali nawet rokowania. Była to chwila przełomowa w historji stosunków pomiędzy państwami wschodniej Europy.

 

Zerwali wprawdzie rokowania litewscy możnowładcy, ale pozostali w Lublinie na sejmie przedstawiciele Podola, Wołynia, Podlasia i Kijowszczyzny, a więc całej południowej Rusi litewskiej, a chcąc korzystać jak najbardziej z demokratycznego prawa publicznego polskiego, zerwali swą przynależność państwową do wielkiego księstwa Litewskiego i stanąwszy przy królu, sami zażądali wcielenia swych ziem do Królestwa Polskiego. Teraz i litewska szlachta gotowała się załatwić za tym przykładem sprawę unji sama, bez możnowładztwa, gotowa wyrzec się samoistności państwowej Litwy i wcielić ją także bezpośrednio do Królestwa Polskiego. Wracali więc przerażeni możnowładcy do Lublina - i tak powstała, słynna unja lubelska 1569 roku. Litwie pozostawał osobny rząd, osobne wojsko i osobny skarb - lecz traciła całą Ruś południową.

 

Odtąd, od r. 1569, graniczy Królestwo Polskie z carstwem moskiewskiem. Odtąd Polska nie ogranicza się do roli państwa posiłkującego Litwę w wojnach litewsko-moskiewskich, mogącego atoli nie dać posiłków (co też bywało), lecz odtąd poczynają się bezpośrednie stosunki polsko-moskiewskie. Polacy i "Moskwicini" stają się ościennymi sąsiadami państwowymi.

 

Sąsiedztwo zaczyna się od tego, że Polacy obmyślają, jakby położyć kres wojnom, jakby ułożyć przyjazne stosunki z carstwem moskiewskiem. Rozejm 1571 r. pozostawiał każdą stronę przy tem, co posiadała w r. 1562. Inflanty miały tedy nadal czterech panów: Szwedów, Duńczyków, Moskwę i Litwinów wraz z Polakami. Wśród tych czterech były rozmaite możliwości sojuszów i kompromisów. Litwie otwierała się nowa droga handlowa przez Dźwinę Zachodnią do Bałtyku, lecz Moskwa miała tam Narwę...

 

W Polsce powstał pomysł, czy nie możnaby dążyć do unji z "Moskwicinem"; podobnie, jak przeprowadzono unję z Litwą, z którą przed Władysławem Jagiełłą również bywały wojny zaciekłe....

 

Nie obawiano się ani schizmy, ani okrucieństwa Iwana. Współcześni nie zdawali sobie sprawy ze stanu umysłowego cara; sądzono, że ma się do czynienia tylko z okrutnem usposobieniem, które wobec polskich ustaw i zwyczajów i tak nie miałoby pola dla siebie. Przemawiały za tym wyborem względy wielkiej miary: wojny z Moskwą zamieniłyby się na spółkę handlową i polityczną z carstwem. Za dopuszczenie Moskwy do morza otwarłyby się handlowi i przemysłowi polskiemu rozległe szlaki dalekiego Wschodu. Gdyby połączyć siły wojenne Polski, Litwy, Moskwy, możnaby śmiało zabrać się do wypędzenia Turka z Europy, do oswobodzenia Słowian bałkańskich; powstawała koncepcja polityczna jedna z najwspanialszych, jakie zna historja, lecz zarazem jedna z najbardziej... fantastycznych. O tem miał pouczyć Polaków zaraz sam car.

 

Nikt w Moskwie nie rozumiał, co to dobrowolne łączenie się narodów we wspólny organizm polityczny, choćby z tego prostego powodu, że pojęcie narodowości było tam jeszcze wciąż nieznane. Tam rozumiano wogóle tylko zabór i przymus przemocy. Iwan Groźny nie był od tego, żeby zostać królem polskim, a zwłaszcza wielkim księciem litewskim - ale nie rozumiał zgoła, o co chodzi, i nie rozumiał tego nikt w całem rozległem carstwie. Car mniemał, że Polska, powołując go, poddałaby się Moskwie, i domagał się, jako warunku elekcji, żeby odstąpić Moskwie niektórych okręgów litewskich.

 

Nieporozumienie było co najmniej równe ogromowi marzeń, a jednak pomysł unji z Moskwą kiełkował dalej i odtąd długo jeszcze miał stale powracać. Podczas drugiego bezkrólewia (po ucieczce Henryka) powraca znów kandydatura Iwana, lub jego syna, Fedora, ale chociaż traktowana oficjalnie na polu elekcyjnem, nie skupiła koło siebie żadnej grupy politycznej. W Moskwie pojmowano chęć wyboru, jako dowód słabości, jako poddawanie się z obawy przed wojną To też gdy elekcja zawiodła, ruszył Iwan na polskie Inflanty.

 

Nowy król polski, Stefan Batory (1576-1586), z wielkim swym doradcą, kanclerzem i hetmanem Janem Zamojskim, nie tylko podjąć mogli rzuconą rękawicę, ale ta walka o Bałtyk stanowiła jeden tylko epizod w ich planach. Dalszym celem wojny było, żeby Moskwę skłonić, czy zmusić do oddania swych przelicznych sil zbrojnych pod komendę króla polskiego na wyprawę turecką, a więc konwencja wojskowa przeciw Turcji. Obok tego postanowił sobie Batory odebrać Habsburgom koronę węgierską, ażeby zapobiec nowej koalicji Moskwy z tą dynastją, przez co liga turecka z dwóch stron mogłaby zostać niejako zagwożdżoną. Batory miał sam starczyć za ligę i sam na sobie polegać, urządzając według własnych planów szereg wypraw na Bałkany równocześnie z Polski, od Litwy, z Węgier i od moskiewskiej ściany.

 

Już Litwa zdołała gruntownie naprawić, co zaniedbała była w rozwoju swej siły wojennej, gdy tymczasem rozwój moskiewskiej armji wstrzymany był zastojem w napływie "majstrów" cudzoziemskich. Liczbą górowała wprawdzie Moskwa nad połączoną polską i litewską siłą i również górowałaby nad każdem z państw europejskich - ale osłabiwszy swą styczność bezpośrednią z europejską sztuką wojenną, a w naśladownictwie nie mogąc wydołać i popadłszy w zastój skutkiem braku inteligencji przywódców wojskowych, liczbą osiągnąć pomyślne wyniki mogła tem mniej, iż wojsko polskie rozpoczynało właśnie okres złoty swego rozkwitu: nie tylko nie ustępowało żadnemu z europejskich, ale celowało twórczością pomysłów a dokładnością wykonania i doszło do takiej doskonałości, że umiało pokonywać dziesięćkroć nawet liczniejszego przeciwnika - i przewaga liczebna Moskwy nie wchodziła w rachubę. Moskiewska strategja i taktyka stawały się pod Iwanem Groźnym na nowo zacofanemi i mogły być groźnemi tylko dla Wschodu.

 

Iwan spodziewał się wojny w Inflanciech, a tymczasem wojsko polsko-litewskie ruszyło prosto na kraje moskiewskie, zajmując nieprzyjacielowi tyły. W r. 1579 odzyskano Połock i zdobyto szereg mniejszych grodów. Zaraz posłał Iwan o pokój, lecz mu odmówiono. Przeszedł król Stefan przez Dźwinę, zdobył w r. 1580 Uświatę, a Zamojski Wieliż i Wielkie Łuki, poczem inne grody same się poddawały. Nie zawierając ani teraz pokoju, ruszył król w r. l58l pod Psków. Tu Iwan Piotrowicz Szujski stawił opór nadzwyczajny i znużył armję polsko- litewską do ostatecznych granic wysiłku. Batory i Zamojski wprawili w zdumienie cały świat, gdy nie przerwali oblężenia na zimę (pierwszy wypadek tego rodzaju w dziejach wojen nowożytnych!) - ale niesłychanie ostra zima sprzyjała bardziej oblężeńcom, niż oblegającym. Rozchodziły się po całej Europie opisy tej kampanji, dziwnej współczesnym. Psków był dalekim od poddania się, ale Polska decydowała się na nowe wysiłki wojskowe i pieniężne na wiosnę 1582 r. Obie strony wyczerpywały się pod Pskowem, lecz Polskę stać było na rezerwy. Na to liczył Batory, tego obawiał się Iwan. Pod koniec roku 1581 stanęła sprawa w ten sposób, że choćby nawet Polacy odstąpili narazie od Pskowa, jeżeli tylko nie zawrą pokoju, powrócą na plac boju w stosunkach dla Moskwy wprost już fatalnych.

 

W opresji tej znalazła Moskwa wyjście: Iwan Groźny trafił do Rzymu z przedstawieniami, że gotów przejść ze swoją "wszystką Rusią" na unję florencką, byle mu pozwolono nawracać się w pokoju. Wyprawiono z Watykanu pośpiesznie pod oblężony Psków Jezuitę włoskiego, Possewina, naiwnego a zapalczywego, z przedstawieniami, że wojna musi być przerwaną dla dobra Kościoła. Trudno było nie być powolnym papieżowi, skoro się marzyło samemu o lidze tureckiej... Iwan zrzekał się zresztą nie tylko zupełnie wszelkich roszczeń do Inflant i wycofywał się z wybrzeża około Narwy, przez co Moskwa traciła port na Bałtyku, ale oddawał w. księstwu Litewskiemu Połock i Wieliż. Zwracał natomiast Batory Iwanowi zdobyte grody moskiewskie, i nawet. Smoleńsk pozostawał nadal przy Moskwie. Ale też nie zawierano pokoju, tylko rozejm 10-letni, w styczniu 1582 r. w Jamie Zapolskim.

 

Mijało lat 25, odkąd Moskwa wkroczyła do Inflant (1558). Cały wysiłek jednego pokolenia szedł na marne w nieobliczalnem i nieopatrznem ręku Iwana Groźnego, a pociągało to za sobą nieuchronnie nadto osłabienie Moskwy także wobec Wschodu, jakkolwiek objawy te miały wystąpić dopiero później.

 

Podczas rozejmu spodziewał się król Stefan załatwić się ze sprawą węgierską i posunąć od tamtej strony swe wielkie plany, ażeby potem z tem lepszem przygotowaniem wywrzeć na Moskwę ostateczny nacisk. W tę rozległą grę pomiędzy kilku państwami wchodziła z powodu Inflant i Szwecja; pozostały bowiem od czasu Zygmunta Augusta załogi szwedzkie na północy, w Estonji, ustąpionej Polsce i Litwie przez krzyżaków i przez Moskwę. Stanowiło to ciężkie zagadnienie przyszłości, a wypadało ugodzić się ze Szwecją zawczasu, bo mogła w danym razie obrócić wniwecz wszystkie zamiary względem Moskwy, Węgier i Turcji, gdyby zajęła sobą siły litewsko-polskie...

 

Wojny ze Szwecją nie pragnął nikt ni w Polsce, ni na Litwie, a najmniej sam król, przygotowujący sobie właśnie stronnictwo na Węgrzech. Pragnąc załatwić sprawę pokojowo, postanowiono przyznać następstwo tronu po bezdzietnym Batorym królewiczowi szwedzkiemu. Młodociany Zygmunt Waza był siostrzeńcem Zygmunta Augusta, jako syn Jana III Wazy i Katarzyny Jagiellonki, a byt wychowany przez matkę w wierze katolickiej wbrew ojcu (Possewin kierował misją szwedzką). Projekt uzyskał zupełną aprobatę króla Stefana.

 

Podczas umów o przybranie królewicza szwedzkiego i o ugodę ze Szwecją w sprawie Inflant zmarł Iwan Groźny w r. 1584, a więc według pojęć prawa międzynarodowego w stosunkach moskiewskich rozejm zapolski przestawał obowiązywać.

 

Przestawał zarazem obowiązywać rozejm szwedzko-moskiewski. Ostatnie lata Iwana Groźnego wypełniła wojna ze Szwecją. W r. 1580 zajęli Szwedzi Karelję, w r. 1582 zdobyli Narwę, a następnego roku musiał Iwan zawierać rozejm, uznając się pokonanym, podobnież, jak wobec Polski. Zdobycze Jana III Wazy pozostały przy nim.

 

Po zdegenerowanym Iwanie Groźnym pozostało dwóch synów, którzy obaj byli matołkami: starszy Fedor, następca w caracie (1584-1598), i młodszy Dymitr (dotknięty nadto konwulsjami), któremu ojciec wyznaczył Uglicz na utrzymanie. A jednak ani teraz nikt z kniaziów nie pomyślał nawet o możliwości zrzucenia z tronu figuranta Fedora, który spędzał czas na dewocji, pozbawionej jakiegokolwiek ładu i składu umysłowego. Manja religijna, występująca u ojca sporadycznie, owładnęła synem całkowicie.

 

Pięciu możnowładców współzawodniczyło o wyręczanie Fedora w rządach. Najpierw rządził państwem i carem Nikita Romanow, rodzony wuj nowego cara; ten rozchorował się niebawem po koronacji Fedora (odprawionej uroczyście 31 maja 1584 r.), a w dwa lata zmarł, robiąc miejsce nowemu rodowi możnowładztwa "przyżenionego", a mianowicie pochodzącemu z murzów tatarskich Borysowi Fedorowiczowi Godunowowi, którego siostrę miał car za żonę. Tatarski kniaź umiał sobie radzić z przeciwnikami: kazał postrzyc do klasztoru Iwana Fedorowicza Mścisławskiego, wielu skazał na wygnanie do rozmaitych odległych miast, wygnał też Bogdana Bielskiego, a w r. 1587 pozbył się i wsławionego obroną Pskowa Iwana Szujskiego, pozbawiając zarazem godności popierającego Szujskich metropolitę. Możnowładcy kopali pod sobą znowu wzajemnie dołki, i znowu nie mogła wytworzyć się oligarchja. Kandydaci na regentów wykluczali się wzajemnie. Wszelkie województwa, namiestnictwa, tudzież wyższe godności duchowne były odtąd obsadzane przez zauszników rodu Godunowych.

 

W zwady wielmożów moskiewskich chciał wdać się król Stefan. W Polsce nastał taki zapał dla planów królewskich, iż sejm uchwalał ochoczo wszystko, czegokolwiek król zażądał na ową wielką drogę przez Moskwę do Carogrodu - gdy wtem gruchnęła wieść o zgonie króla w Grodnie dnia 12 grudnia 1586 r.

 

Nigdy w całej swej historji nie znalazła się Moskwa w położeniu tak groźnem, jak skutkiem elekcji Zygmunta Wazy na tron polski; zdawało się grozić jej niezawodne ściśnięcie w kleszczach litewsko-polsko-szwedzkich.

 

Godunow, zmuszony strzec własnego gardła, powagi na zewnątrz nie miał. Sytuacja miała się atoli zmienić niebawem. Utwierdził swe rządy niezmiernie szczęśliwym pomysłem: wyniesieniem swojego metropolity do godności patrjarszej. Odtąd żaden inny kandydat na metropolję, a zwolennik innego możnowładczego rodu, nie mógł podejmować współzawodnictwa ze zwolennikiem Godunowa, Jobem, wyświęconym na patrjarchę w r. 1589.

 

Nie chodziło tu o niezależność od carogrodzkiego patrjarchatu, boć wiemy, że tę posiadała metropolja i moskiewska, i litewska już oddawna. Owszem, ustanowienie patrjarchatu wiąże się z ponownem nawiązaniem bliższych stosunków z Carogrodem! Dla patrjarchów carogrodzkich byli carowie moskiewscy bądźcobądź carami prawowierja, a że byli zarazem najbogatszymi wyznawcami Cerkwi, z których kalety można było wiele korzystać, więc nie car szukał patrjarchy, lecz przeciwnie, patrjarchat, niepomny obelżywego niegdyś zerwania, sam wpraszał się Moskwie z nawiązaniem na nowo stosunków.

 

Coraz częściej widzimy w Moskwie wysłanników carogrodzkich. Witano ich chętnie i hojnie opatrywano jałmużną, bardziej z politycznych jeszcze względów, niż z wyznaniowych. Moskwa pragnęła jak najlepszej przyjaźni z sułtanami, a Fanar stawał się coraz bardziej turecką agencją dyplomatyczną na świat prawowierja. Muzułmański kalif w ciągu całych pokoleń uprawiał politykę swą względem prawosławnej Moskwy przez pośrednictwo Fanaru, spełniającego skwapliwie wszelkie poruczane mu przez sułtanów misje polityczne.

 

Patrjarcha Jeremjasz, który, skromnie ważąc swe dostojeństwo, wybrał się w r. 1588 w odwiedziny do nie uznającego go, a więc buntowniczego metropolity moskiewskiego, przyjął od kalifa wskazane sobie zadanie: jako sułtański agent miał wybadać, czy Moskwa da się skłonić do wspólności oręża z Polską, i przeciwdziałać temu zawczasu. Z przyjazdu jego skorzystał Godunow i kupił u Jeremjasza wyświęcenie swego metropolity na patrjarchę. Podniosło to Godunowa niezmiernie wysoko w oczach wszystkich poddanych cara Fedora, a najbardziej w oczach samego cara, oddanego bezmyślnej dewocji. Godunow był pewny, że nikt go od steru nie odpędzi.

 

W roku następnym, 1590, wybuchła ponownie wojna szwedzko-moskiewska - a wzięła przebieg dla Moskwy pomyślny: odebrano Szwedom wszystkie awulsa. Porozumienia pomiędzy Polską a Szwecją nie było. W r. 1592 zostaje Zygmunt III królem szwedzkim, łączą się w jednej osobie korony: litewska, polska, szwedzka. Zdawałoby się, że wybiła ostatnia godzina dla ekspansji moskiewskiej w Europie i że Moskwa odtąd może wogóle już tylko upadać. A tymczasem splotem stosunków stało się, że wybór Zygmunta III na króla polskiego, a zwłaszcza objęcie przezeń tronu szwedzkiego, było właśnie najpomyślniejszem w skutkach dla Moskwy wydarzeniem! Tegoż roku 1592 sejm inkwizycyjny w Polsce, potem Karol Sudermański, i rokosz Lubomirskiego, a następnie najstraszliwsze dla Polski wojny szwedzkie! Nad dobrem Moskwy, nad ocaleniem prawosławja od wszelkiego uszczerbku czuwały dwie inne ekskluzywności wyznaniowe: katolicka Zygmunta III i luterska Karola Sudermańskiego... Poszło wszystko w kąt przed naczelną kwestją: czy katolik ma uciskać protestanta, czy też protestant katolika w Szwecji. Na wojnach religijnych Europy środkowej wogóle rozrosła się Moskwa w Rosję.

 

Szwecja, gotując się do wystąpień na zewnątrz przeciw Polsce, zawierała w r. 1595 stały pokój z Moskwą, zrzekając się na zawsze Karelji, Koporja, Jemu, Narwy (Iwangorodu), ażeby tem skuteczniej móc użyć Estonji za kuźnię wojenną przeciw Zygmuntowi III, a w dalszych konsekwencjach przeciw Polsce.

 

Moskwę, pobitą w walce o Bałtyk, ocalił od zupełnego rozbicia antagonizm szwedzko-polski, tak niespodziany.

 

Żadnego znaczenia politycznego nie miał należący chronologicznie do tych lat pewien fakt, mający później posłużyć za pozór do nader ważnych wydarzeń: śmierć carewicza Dymitra, który zginął w r. 1591 podczas ataku konwulsyj. Rzucono potem podejrzenie na Godunowa, jakoby kazał był Dymitra zamordować. W jakimżeż celu? Jeżeli chodziło o drogę do tronu, byłby wolał zamordować Fedora! Mordować Dymitra na wypadek oczekiwanej śmierci Fedora, w r. 1591 byłoby za wcześnie! Niesposób też dopatrzeć się powodu, dla którego Godunow nie byłby zadowolony ewentualnie i pod Dymitrem ze stanowiska "wielkiego bojara" (wielki wezyr!), jakie zajmował pod Fedorem. Umysłowo był Dymitr również niepoczytalny, jak Fedor! Tendencji zaś do zrzucania carów z tronu, a tem mniej do mordowania ich, nie widać nigdzie w ówczesnej Moskwie ani śladu.

 

 

XVI. DĄŻENIA DO UNJI POLSKO-LITEWSKO-MOSKIEWSKIEJ.

(1595-1634.)

 

Ujemne skutki tłumnego porzucania rolnictwa dla handlu okazały się szybko, jeszcze przed upływem XVI wieku. Nastały przewroty, które groziły wywrotem państwu, a społeczeństwu zagłodzeniem. Wpływy polityczne idą za majątkiem; skoro tedy trzon bogactwa narodowego poczynał przechodzić z majątku nieruchomego na ruchomy, zagrożonemi poczuły się warstwy właścicieli ziemskich: możnowładcy, bojarowie i monastery, tudzież warstwa obdarzonych z łaski gosudarskiej używalnością carskich "sieł", coraz liczniejsi t. zw. "pomieszczyki", zobowiązani zato do służby wojskowej. Zbiegostwo z roli groziło ubytkiem żołnierza, podrywając byt "pomieszczyków", odbierając możność utrzymania tradycji "dzieci bojarskich" - a zarazem burzyło strukturę społeczną i państwową, odbierając dostatki kniaziom i bojarom. Gdyby natomiast wyrobiło się bojarstwo handlowe, wszystko musiałoby przybrać odmienne kształty, boć przy handlu niemożebnem stałoby się osnucie hierarchji społecznej na "służbie" rządowej, na którą kupiec nie ma czasu.

 

Jedna tylko warstwa, posiadająca dostęp do życia publicznego, nie miała nic przeciw rozpierzchaniu się ludności daleko poza centrum: djacy. Ci rozrośli się już w liczną jakby kastę pisarzy, opanowawszy machinę administracyjną, a popierani przez carów, którym się zdawało, że, oswabadzając się przez djaków od przemożnego wpływu kleru i bojarów, rządzą niezależnie i zupełnie według własnej woli, skoro z pomocą tych, którzy są wyłącznie od jej wykonywania. Złudzenie to umilało carom władzę. Głównem zajęciem ich stało się zczasem coraz dokładniejsze organizowanie djaków w wydziały kancelaryjne, t. zw. razrjady, których do rozmaitych specjalnych celów było pod koniec XVI wieku już około 30, a w połowie XVII wieku 50. Im większy obszar państwa, a choćby im bardziej tylko rozpierzchnięta ludność, tem więcej pola dla razrjadów, tem większa potrzeba coraz nowych i tem więcej "kormlenia". Łatwiej obłowić się na kupcu, niż na rolniku.

 

Niechęć wzajemna djaków a kleru wzrosła jeszcze bardziej skutkiem odmiennego stanowiska wobec tej kwestji. Cerkiew była właścicielką polowy uprawnej ziemi, a zbiegostwo od roli mogło ją zrujnować; duchowieństwo zsolidaryzowało się tedy z bojarstwem. Wszystko więc, co dotychczas posiadało oficjalne znaczenie, wystąpiło przeciw nagłemu wzrostowi stanu kupieckiego; i sam car musiał stać się przeciwnikiem przemiany, podkopującej militaryzm i osobistą zależność "służyłych". Dopełniło miary rozprzężenie wszelkiego gospodarstwa wiejskiego (nietylko rolnego) w całem państwie. Zbiegano z ról, nie dopełniwszy obowiązków rolniczych, nie czekając żniw, nie dotrzymując żadnych terminów. Dochodzenia o zbiegostwo rosły w sposób zatrważający. Najpierw próbowano zapobiec złu przedłużaniem terminu przedawnienia w sporach tego rodzaju (z lat 2 na 3 i 5; zaczyna się to od r. 1590), aż gdy to nie skutkowało, począł Godunow ograniczać samo prawo wypowiadania kontraktów ze stosunków rolniczych, a zatem począł przytwierdzać ludność do roli przymusowo. Straszliwy głód, trwający przeszło trzy lata (1601-1604), nadał temu prądowi sankcję. Ktokolwiek dzierżył władzę państwową wśród przewrotów, jakie miały nastać, każdy ścieśniał swobodę przenoszenia się ludności rolniczej, aż ją w r. 1607 zniesiono całkiem.

 

Ocalały zajęcia handlowe Tatarów, z których omal nie zostali zupełnie wyeliminowani; ustrój zaś społeczny moskiewski oparł się na tatarskim (kazańskim) wzorze, na przymusowej uprawie roli. Zaczęło się to od robotnika rolnego, od "zakupa" i "smerda", a przeszło niebawem i na drobną własność ziemską, na ludność "derewni".

 

Bojar, czy pomieszczyk, właściciel czy dzierżyciel, musiał przedewszystkiem "służyć", a zatem nie mieszkał na wsi, nie gospodarował, był wobec rządu odpowiedzialnym za wieś, której nie widział, którą nie zarządzał osobiście: za podatki przedewszystkiem. Nie odrazu nastąpiło takie wykończenie społecznych stosunków wiejskich, ale rozwijało się w tym kierunku już od początku niemal XVII wieku, rozpowszechniając się w ciągu stulecia. Niemożliwem było wdawać się z każdym włościaninem zosobna, nie siedząc na miejscu, nie znając ich zgoła. Urządzano tedy solidarną odpowiedzialność całej osady wiejskiej wobec właściciela i władzy za kontyngent podatkowy, którego rozłożenie na rodziny i głowy pozostawiano samym włościanom.

 

W ten sposób powstał rosyjski "mir", przymusowe stowarzyszenie całej ludności danej gminy, i kolektywna, gminna własność gruntu, z perjodycznym rozdziałem gruntów do używalności rodzin. Podziału gruntów według ilości głów w rodzinie wymagała sprawiedliwość, skoro system podatkowy oparł się następnie na pogłównem.

 

Dodajmy, że kolektywizm był jedynym sposobem obejścia zakazu opuszczania gruntów: byle pan, lokalny gosudar, i skarb państwa, "kazna", nie ponosiły szwanku, cóż zależało na miejscu pobytu tego i owego? Skoro pozostali płacili za wszystkich, obojętnem było, w jaki sposób zebrali pieniądze. Udzielano więc pozwolenia na szukanie szczęścia w świecie (w zajęciach miejskich, lub wędrownych) pod warunkiem przysłania odpowiedniej kwoty we właściwym terminie. Pozostali ułatwiali sobie w ten sposób zadanie, i doszło potem do tego, że przynajmniej połowa ludności danej wsi, przypisana do gleby, żyła jednak poza nią.

 

Z tych stosunków wyniknęły wkońcu dwie konsekwencje. Ktokolwiek rodem należał do pewnej wsi, był zawsze współwłaścicielem jej gruntów i pozostać nim musiał; było to nie tylko prawem jego, lecz ciężarem, którego pozbyć się nie mógł, choćby chciał, bo nie było wolno. I musiał pozostać włościaninem stanowo, kto się nim urodził. Jakkolwiek z wiedzą i zezwoleniem swego pana (za dobrą opłatą) mieszkał w mieście, był faktycznie rzemieślnikiem lub kupcem, nieraz bardzo zamożnym, nie mógł nigdy przestać należeć prawnie do swej wiejskiej gromady, w której musiał opłacać podatek, jako kolektywny współwłaściciel i skutkiem tęgo nigdy nie mógł przestać być "chłopem"; ani on, ani jego potomstwo.

 

Emigracja ze wsi dokonywała się tedy później całkiem jawnie i legalnie, byle nie nadwerężać zasady "miru"; z początku atoli nie było innego sposobu dla malkontentów i oponentów, jak ... kozaczyzna. Jeden ustrój tatarski pociągnął za sobą drugi. Kozacy rjazańscy pozostali na żołdzie władców moskiewskich, a rośli wciąż w liczbę, uzupełniając się nietylko Tatarami, lecz całą pstrokacizną etnograficzną dorzeczy Oki i Donu; nie brakło nigdy żywiołu lubującego się w nieregularnej wojence. Rozszerzały się ich siedziby w dół Donu, handel i łupy stanowiły ich dochody, a zboża dostarczał car. Za Iwana Groźnego przeprowadzono reorganizację tej kozaczyzny. Utworzywszy z niej nad Donem pogranicze wojskowe przeciwko Tatarom, których napady łupieżcze miały trwać jeszcze przez kilka pokoleń. Cerkiew zrównała rozmaitość pochodzenia wśród Kozaków i zesłowiańszczyła wszystkich.

 

Kozaczyzna posuwała się od Donu daleko na zachód, bo nęciły stepy i sposobność bogacenia się łupem na Perekopcach. Nad Dnieprem powstało drugie ognisko zbiegów ze wszystkich ościennych krajów, Wołochów, Węgrów, Rusi i Polaków, niemało nawet szlachty polskiej, która przewodziła zazwyczaj tej zbieraninie. Już z początkiem XVI w. zorganizowali się i ci naddnieprzańscy Kozacy po wojskowemu. Za przykładem Moskwy zaczęto brać ich na żołd królewski. Najpierw za Zygmunta Starego w r. 1531 spisano 2000 w rejestr, a potem Stefan Batory przyjmował stopniowo na żołd wszystkich, tworząc w ten sposób wojsko stałe na ziemiach tych "ukrainnych". Wojskowy sposób zarobkowania posiada zawsze niezrównany urok dla Wschodu; mnożyło się Kozaków bardziej, niż mógł podołać regestr królewski ograniczony możliwością finansową i względami na potrzeby rolnictwa sąsiednich krain. Jak na Zalesiu do handlu, podobnież zaczęto na Rusi litewskiej zbiegać do Kozaków naddnieprzańskich, Ruś osiągnęła też wśród Kozaków niebawem olbrzymią większość, a inni ruszczyli się przez Cerkiew. Prawosławie łączyło i tutaj wszystkich Kozaków.

 

Główna różnica pomiędzy "Dońcami" a "Zaporożcami" z nad Dniepru polegała na podkładzie ekonomicznym: Kozacy moskiewscy wystrzegali się rolnictwa, gdy tymczasem "polscy" dzielili życie pomiędzy rolę a obóz warowny, "siczą" zwany.

Ukraina, dawna Kijowszczyzna, zaczęła się od końca XVI wieku zagospodarowywać na nowo. Królowie czynili tam wielkie nadania "pustek", kilko- a nawet kilkunastomilowych, skutkiem czego możnowładcy ruscy zamieniali się na największych przedsiębiorców osadniczych, jakich zna historja Europy. Sprowadzali osadnika tysiącami, a potrzebowali dziesiątek tysięcy; to też krzywo patrzał na kozaczyznę, ujmującą im rąk do pługa. Kozacy kobiet do siczy nie zabierali. Kozak żonaty wybierał sobie na olbrzymich jeszcze bezpańskich przestrzeniach stepu kawał ziemi, gdzie chciał, i zakładał sobie "futor", t. j. miały folwarczek. Zmieniali się; część była w siczy, zawsze w pogotowiu wojennem, a część przy rodzinach, po futorach.

 

Na tych rozległych stepach, wśród kraju nieuprawnego i bezludnego ginęło kilkanaście tysięcy futorów, jakby nic. Zwykłem to bywało wydarzeniem, że futor stał w granicach czyjegoś nadania. Właściciel futoru z reguły nie mógł wiedzieć, że ta ziemia nie jest już niczyją, bo nigdy żaden możnowładca nie korzystał odrazu z całego nadania, lecz tworzył osady i folwarki stopniowo, w miarę możności. Po latach pokazywało się, że Kozak siedzi na "pańskiej" ziemi! Ruskiemu wielmoży chodziło nie o kawałek gruntu, ale o kilka par rąk roboczych z futoru! Obowiązywał zaś tam do prawa prywatnego statut litewski, do którego wprowadzono od r. 1588 przepis, że kto przez 10 lat siedzi na nieswoim gruncie, staje się poddanym właściciela. Niejeden rzucał tedy w dziesiątym roku gospodarki wszystko i szedł dalej w świat szukać szczęścia na nowem; niejednego jednak dotknął ten przepis, gdy dłużej dziesięciu lat zasiedział grunt, o którym się później okazało, że leży w granicach cudzej posiadłości. Często dawał się przepis ten Kozakom we znaki, i to było pierwszą przyczyną, dla której panowie południowo-ruscy i Kozacy stanęli sobie nawzajem ością w gardle, chociaż po większej części byli jednego rodu i jednej wiary - jakbyśmy dziś powiedzieli: jednej narodowości ruskiej.

 

Była na przełomie wieków XVI i XVII doba, iż zdawało się, że na południu dawnej Rusi litewskiej, w tych prowincjach, które w unji lubelskiej przeszły od Litwy do Polski, wytworzy się narodowość ruska. Żywioł ludowy stanowił podłoże aż nazbyt wystarczające pod każdym względem, ażeby się na niem mogła oprzeć narodowość: był dość liczny i posiadał dość cech odrębności. Poczucie narodowości zaświtało nareszcie w tych województwach "ukrainnych" - po raz pierwszy we wschodniej Słowiańszczyźnie - ponieważ tu wyrobił się pewien poziom niezbędnej do tego inteligencji i działał przykład kultury polskiej.

 

Podczas gdy na Rusi moskiewskiej nie można było wydać zakazu, żeby nie wyświęcać na kapłanów osób niepiśmiennych, bo w takim razie - jak stwierdził synod 1551 r. - zabrakłoby popów; na Rusi owej do niedawna litewskiej, obecnie koronnej, podnosił się właśnie poziom wykształcenia wysoko i to nietylko wśród duchowieństwa. Powstaje piśmiennictwo cerkiewne, wśród którego nie brak rozpraw, mogących najzupełniej wytrzymać porównanie z przeciętnem dziełem teologiczno-polemicznem Zachodu. Cerkiew z tej strony Dniepru weszła śmiało w prąd reformacyjny, naśladując w tem Polaków i Litwinów; duchowieństwo prawosławne ukraińskie pełne było kalwinizmu i arjanizmu. Jak Radziwiłł na Litwie, tak na Rusi południowej stał na czele ruchu "nowinek" możnowładca kniaź Konstanty Ostrogski, pan 35 miast i tysiąca wsi. W Ostrogu swoim założył drukarnię i szkołę wyższą, pretendującą do godności akademji, a nie bez słuszności. Zbierał do niej profesorów z całego świata (używał do tego nawet pośrednictwa Possewina), pierwszy znów przykład tego dając we wschodniej Słowiańszczyźnie - podczas gdy w Moskiewszczyźnie sprowadzało się tylko "majstrów" do celów militarnych. Do Moskwy docierały ledwie jakieś echa z tego ruchu, jakby drobiny, spadające ze stołu ostrogskiego. W Ostrogu powstała pierwsza drukarnia, wydająca na świat księgi liturgiczne cerkiewne; tam wyszła w r. 1581 pierwsza zupełna Biblja w języku cerkiewnym, sławna "Biblja Ostrogska". Próbowano wprawdzie i w Moskwie sztuki drukarskiej, ale niższe duchowieństwo, obawiając się, że mu narzucą przymus umiejętności czytania tych ksiąg, postarało się o zaburzenia "ludowe" - i drukarnię zburzono, jako "dzieło szatańskie". Akademja ostrogska daleką jednak była od prawowierności; przeciwnie, stała się rozsadnikiem protestanckiego kierunku w Cerkwi; sam też kniaź Ostrowski napojony byt arjanizmem.

 

Ten Ostrogski, pociągający przykładem swym, był typem budzącej się tam do życia narodowości. Oparty na kulturze obywatelskiej polskiej, zalicza sam siebie do Europy zachodniej i tylko z nią szuka związków duchowych, kulturalnych. Zalicza się jednakże zarazem do prawosławia, a "nowinkom" hołduje dlatego, że szuka dróg do odrodzenia Cerkwi, której nigdy nie zamyśla porzucać, przywiązany do niej fanatycznie. Ale niema to nic do jego przekonań politycznych: nienawidzi Moskwy, narzucającej się na opiekunkę prawosławia, gardzi moskwicizmem i żadnych nie widzi stycznych pomiędzy sobą a Moskwą, lecz przeciwnie, zupełną odrębność i całkowite przeciwieństwo. Widzi dwie różne całkiem kultury, z których jedną pragnie zwalczać. Z ochotą staje na czele wojsk litewskich, ażeby walczyć z Moskwą; całe jego życie jest jej zwalczaniem. Ale nie staje się przez to bynajmniej Polakiem, ani go też nikt z Polaków, za Polaka nie uważa. Jest czemś odrębnem. Sam zaliczał siebie zawsze do Rusi - a więc i my musimy go do niej zaliczyć; z tego zaś wniosek nieuchronny, że Ruś ukrainna (województwa podolskie, bracławskie, kijowskie) poczynała wyodrębniać się narodowo od Moskwy. Za Konstantym Ostrogskim stała cała inteligencja ruska Ukrainy, świecka i duchowna. Wyraz "Moskal" przeszedł z tego ruskiego języka do polskiego.

 

Nie trwało to atoli długo, a proces wytwarzania się narodowości ruskiej został niebawem przerwany gwałtownie, dobiegłszy ledwie do połowy XVII wieku.

 

Kwestje religijne łączyły się wówczas nieuchronnie z politycznemi. Protestantyzm był prądem opozycyjnym za Zygmunta III, a protestanckie wpływy wciągały do opozycji również Ruś południową, ową nowopowstającą narodowość ruską, trwającą przy Cerkwi (dogmatycznie mylne całkiem rozumowanie niema tu nic do rzeczy; olbrzymia większość inteligencji całej Europy rozumowała niemniej mylnie).

 

Zniechęceni do króla protestanci porozumieli się z prawosławnymi, gotowi zrzucić Zygmunta z tronu. Wtedy obmyślił król klin do rozsadzenia tego związku: wznowić unję Florencką. Sprawa wisiała w powietrzu o tyle, że rozwinięta silnie działalność misyjna Kościoła szukała plonu dla siebie wśród protestantów wszelkich, a więc i wśród ruskich. W ten sposób, przez pośrednictwo protestantyzmu, szerzyło się wśród przodujących warstw Rusi "łaciństwo".

 

Dogmatycznie jest prawosławie bliższem katolicyzmowi od najumiarkowańszego protestantyzmu; wszak ono nie jest wobec katolicyzmu wcale herezją. Okoliczność ta musiała się uświadamiać wśród dysput wyznaniowych coraz liczniejszym osobom - i byłoby dziwnem, gdyby w dobie nawracań b. prawosławnych nie powstała myśl, że skoro można nawracać tak skutecznie z kalwinizmu, czy nawet z arjanizmu, o ileż łatwiej powinnoby być nawracać ze schizmy... Tak mówiła logika. Pojawiają się też próby, zmierzające do "jedności Kościoła Bożego" na Rusi, popierane przez wybitne osoby prawosławne. Król nie wymyślił tego ruchu unijackiego, ale chwycił się go ręką niezgrabną, bo polityczną, chwycił oburącz, poparł, przy- śpieszył i po swojemu pokierował. Dziełem napół religijnem, napół świeckiem była ogłoszona pośpiesznie w r. 1596 unja brzeska. Tylko Ruś Biała i Podlasie pragnęły jej i były do niej przygotowane, a Zygmunt kazał ogłosić ją na całą Ruś, sądząc, że usunie ze swego państwa schizmę... polityką.

 

Cała Ruś południowa sprzeciwiła się ostro unji na synodzie prawosławnym, zwołanym tegoż jeszcze roku również do Brześcia, a król odtąd miał zaciekłych wrogów w Rusi południa. Konstanty Ostrowski staje na czele opozycji. W drukarni ostrogskiej tłoczy się odezwy gwałtowne, podburzające przeciwko Polsce, jako twórczyni rzekomej unji. Unję pojęto wprost jako prześladowanie prawosławnej wiary.

 

Wznowienie unji poruszyło Moskwę i Carogród. Z Konstantynopola wysyłać poczęto agitatorów, mających unję czynić niemożebną. Główny agent, szerzący nienawiść do Polski, jako istotne zadanie swej misji, Cyryl Lukaris, dawny rektor akademji ostrogskiej, miał główną kwaterę w Ostrogu, protegowany przez tegoż Konstantego, który był pogromcą Moskwy. Ale Lukaris i jemu podobni nie byli wcale nieprzyjaciółmi Moskwy; owszem oni upatrywali interes prawosławia przedewszystkiem w rozwoju potęgi moskiewskiej. Każdy taki agent, od patrjarchatu nasłany, był zarazem moskiewskim agentem. Tak tedy unja brzeska niefortunnie wpędzała w jeden obóz polityczny wielbicieli i przeciwników Moskwy, zgodnych w opozycji względem króla, następnie zaś względem Polski.

 

Tak zbierały się zwolna okoliczności, mające dopuścić Moskwę do daleko sięgającej ingerencji w sprawy i w dzieje Polski. Narazie zdawało się to niemożliwością, bo wypadki przybierały kierunek wręcz przeciwny: ingerencji Polski i Litwy w dzieje Moskwy! Takto współczesnym niełatwo odróżnić, co jest epizodem, a co ma posiadać historyczną trwałość.

 

Po bezpotomnej śmierci cara Fedora, w styczniu 1598 r., sam Jan Zamojski doradzał, żeby Zygmunt III starał się o tron moskiewski - ale nawet nie rozważano bliżej tego projektu. Tymczasem przeszedł tytuł panowania tatarskim obyczajem na wdowę po carze, Irenę, rodzoną siostrę Godunowa. Teraz dopiero, gdy tron sam mu się niejako wpraszał pomyślnym losem, pomyślał Godunow o tem, żeby do faktycznie posiadanej władzy przydać sobie i godność monarszą. Było to oczywistem, że Irena może stanowić tylko przejście do nowej dynastji; czemuż nią nie mają być oni sami, Godunowy? Siostrę bez trudności skłonił, że zrzekła się tronu na rzecz brata, ale trzeba było radzić sobie z opozycją tylu Rurykowiczów i wszystkich tych możnowładców, którzy narówni z nim mogli marzyć o tronie.

 

Zawahał się Godunow i postanawia poprzestać jeszcze na stanowisku "wielkiego bojara", a tylko dorobić sobie cara. Rozpuszcza wieść, jakoby Dymitr nie był umarł w r. 1591, lecz żyje bezpieczny pod życzliwą opieką Godunowych, a teraz pragnie zasiąść na tronie, należącym mu się po bracie. Godunow wydał nawet odezwę od rzekomego Dymitra, ale podstęp wykryto. Natenczas Borys urządził zjazd, bojarów i duchowieństwa, każąc się obwołać carem. Miał po swej stronie patrjarchę Joba, a warstwa właścicieli ziemskich sympatyzowała z nim za przytwierdzenie ludu do ziemi. Koronował się potomek tatarski na cara dnia l września 1598 r., poczem zabrał się energicznie do tępienia rodów, których opozycja mogła być niebezpieczną. Terror i szpiegostwo zawisły nad państwem. Wszystkich niedogodnych nie dało się jednak wymordować i usunąć, a ci z Mścisławskich, Szujskich, Golicynów, Bielskich, Romanowych, którzy pozostali, chwycili się przeciw Borysowi tegoż podstępu, jaki on sam pierwszy wymyślił: zaczęto rozglądać się za samozwańcem.

 

Nie mogąc znaleźć sami stosownego do tej roli kandydata, zwrócili się o pomoc do panów litewskich i ruskich. Istniało jakieś porozumienie pomiędzy Bielskimi, Szujskimi i Romanowami, a możnowładczemi domami Litwy i Rusi, zwłaszcza (zdaje się) pomiędzy Sapiehami a Bielskimi. Owe projekty zaprowadzenia ściślejszego związku prawno-państwowego pomiędzy państwami polskiem i litewskiem a moskiewskiem, wyrażające się kandydaturami do tronu polskiego Iwana Groźnego i Fedora, a w ostatnim czasie pomysłem Zamojskiego, żeby król polski starał się o tron moskiewski - znajdowały stopniowo coraz więcej zwolenników, chociaż z rozmaitych względów, nie zawsze bezinteresownych, i wcale nie jednako pojmowane. Na Litwie i Ukrainie zainteresowały się tą sprawą głównie domy Wiśniowieckich, Wojnów, Sapiehów, Mniszchów, Stadnickich. W gronie tem zajęto się też wynalezieniem samozwańca.

 

W r. 1600 jeździł doMoskwy Lew Sapieha z projektem ścisłego związku prawno-państwowego, żeby przygotować unję z carstwem w przyszłości. Godunow projekt odrzucił, a Sapieha natenczas... zostawił u Bielskich samozwańca.

 

Kim był ów samozwaniec - napewno niewiadomo. Źródła rosyjskie mienią go być Jerzym Bogdanowiczem Otrepiewem, mnichem z zakonnem imieniem Grzegorza czyli Griszki; na Litwie zaś uważano go za nieślubnego syna Stefana Batorego. Faktem jest, że w Dymitrze Samozwańcu okazały się liczne rysy europejskie, co stało się nawet przyczyną jego zguby.

 

Samozwaniec wychowywał się dalej do swej roli w różnych monasterach, został nawet djakiem patrjarchy. Wcześnie rozpuszczano tajemnicze wieści o jego pochodzeniu i przeznaczeniu, co spowodowało patrjarchę Joba, że kazał go zamknąć w odludnym monasterze na Białem Jeziorze. Zbiegł stamtąd, przebywał w Galiczu, w Muromie, Moskwie, Nowogrodzie Siewierskim, skąd przeniósł się na Ruś litewską. Jakiś czas należał do Ławry Peczerskiej w Kijowie, poczem odbył wędrówkę po dworach panów ruskich. Od końca r. 1602 przebywał blisko rok u Adama Wiśniowieckiego w Brahimiu, a pod koniec 1603 roku rozeszła się już wieść, że to Dymitr, syn Iwana Groźnego.

 

W latach 1601-1604 panował w carstwie moskiewskiem mór i głód do tego stopnia, że pojawiało się między prostym ludem ludożerstwo. Ani Borys, ani rody możnowładcze, ni zwykli bojarzy nie szczędzili jałmużn; ale jak wszelkie miłosierdzie, choćby największe podczas klęsk publicznych, było to kroplą w morzu. Gromady zgłodniałych przeciągały z okolicy w okolicę, próbując, gdzie mniej głodno; ale obok głodnych, pod głodu pozorem, uzbrajano wędrowne gromady, żeby wszcząć rozruchy przeciw Borysowi; a gdy Borys przeciw takim gromadom wysłał oddział żołnierzy swoich, wołano, że posyła wojsko na ... głodnych! Car mścił się na kniaziowskich rodach, a tymczasem stawały się coraz intenzywniejszemi... wieści o Dymitrze. Ten, przeniósłszy się do Michała Wiśniowieckiego do Łubna, urządzał sobie tam już dwór i przyjmował deputacje z prowincyj moskiewskich.

 

Tolerowanie samozwańca na terytorjum polskiem mogło wywołać wojnę z Moskwą. Z Godunowem był zaprzysiężony rozejm! Zwracali na to uwagę Zygmuntowi III Zamojski, Żółkiewski, Chodkiewicz. Zamojski i Ostrogscy nie chcą przepuścić na drugą stronę Dniepru ochotniczych rot Samozwańca.

 

Ale opinja była już po jego stronie. Tysiące osób uwierzyło mu i wyrobiło się zdanie, że liczyć się należy z prawdziwym carem, z Dymitrem, i jemu "dochować wiary", a nie "uzurpatorowi" Godunowowi. Publicznym patronem rzekomego Dymitra był wojewoda ruski Jerzy Mniszech, który zarobił na tem przedsięwzięciu miljony i córkę osadził na carskim tronie. Król też uwierzył w Dymitra, a dał się pozyskać do tej sprawy obietnicą unji cerkiewnej, przyrzeczonem odstąpieniem (nie dotrzymanem następnie) Siewierszczyzny i połowy Smoleńszczyzny, i przyrzeczeniem pomocy do odzyskania korony szwedzkiej. Samozwaniec przyjechał do Krakowa, przyjął tu katolicyzm dnia l6 kwietnia 1604 przed księdzem Sawickim, Jezuitą krakowskim, a nazajutrz wysłał list do papieża z obedjencją - miał więc króla zupełnie po swej stronie.

 

Oficjalnie popierać król nie mógł Samozwańca, bo nie mógł bez uchwały sejmowej wypowiedzieć wojny Moskwie, Godunowowi - ale król zachęcał do werbunku ochotników; i tak nie zebrało się ich wielu, bo zaledwie 2500. Z taką garstką wybrał się Samozwaniec na zdobycie olbrzymiego, a militarnie zorganizowanego państwa! Widocznie miał grunt dobrze przygotowany. Jakoż zaraz na granicy powitało go poselstwo Kozaków dońskich, z poddaństwem "swemu przyrodzonemu panu". Do Kijowa wjechał już w 20.000 żołnierza, a dalej po drodze przysyłano mu w więzach dowódców warowni, bo załogi buntowały się i przechodziły na jego stronę. Dopiero pod Nowogrodem Siewierskim musiał Mniszech torować sobie drogę orężem, odnosząc zwycięstwo nad Basmariowem, najlepszym wodzem moskiewskim; przegrano natomiast w dalszym pochodzie bitwę pod Dobryniczami. Osłaniał tam jeszcze sprawę Godunowa Wasyl Szujski, pomny, jak innych oddawano na tortury! Mniejsi dowódcy popełniali jednak umyślnie błędy, z których Samozwaniec korzystał, i zbiegostwo było coraz większe. Pomimo to sprawa jego nie stała wojskowo dobrze. Zatrzymał się w Putywlu, posyłając do Krakowa o pomoc, a do Moskwy zbirów z zamachem na życie Godunowa.

 

Na sejmie warszawskim spotkało się postępowanie króla z surowemi naganami. Jan Zamojski, który bezpośrednio po śmierci Fedora radził starać się jawnie i formalnie o tron carski, teraz miał długą mowę opozycyjną, w której użył znamiennego zwrotu: "Przebóg! Plautaż-to czy Tercncjusza komedja? ... Jestli to podobna tak kogo zamordować, zwłaszcza w owem państwie, a potem nie baczyć, jeśli ten, a nie inny zamordowany?". Król trwał jednak dalej przy swojem.

 

Wtem nagle zmarł Borys, prawdopodobnie otruty, dnia 14 kwietnia 1605 r. Pozostawił 10-letniego syna, Fedora, którego polecił opiece patriarchy Joba i wodza Basmanowa. Ale armja zmusiła niebawem Basmanowa, że w jego własnym obozie Dymitr Samozwaniec ogłoszony był carem, poczem i Szujski go uznał. Wkrótce zginął przez uduszenie Fedor Borysowicz wraz z matką, usunięte były z drogi wszelkie przeszkody i Samozwaniec wjechał triumfalnie do Moskwy dnia 20 czerwca 1605 r. Miał z sobą zaledwie 2000 żołnierza, którego główną siłę stanowiło 600 jazdy polskiej.

 

Już z początkiem sierpnia zaczęły się rozruchy, skierowane przeciw Polakom. Wasyl Szujski rozsiewał pogłoski, jakoby Polacy dybali na życie Dymitra, bo poto tylko przybyli, żeby cerkwie pozamieniać na łacińskie kościoły. Szujski. skazany zato na śmierć, został jednak ułaskawiony. Lud burzył się jednak sam od siebie, widząc u Polaków dziwne sobie obyczaje, a cara obcującego z polskimi ochotnikami inaczej, niż wymagał ceremonjał moskiewski. Zachodni obyczaj, nie tak poddańczy, wydawał się ludowi poniżaniem carskiego majestatu. Samozwaniec popełnił kilka razy ten błąd, że chciał "reformować" obyczaj dworski moskiewski, a gdy potem widział, że te eksperymenty europejskości mogą stać się dla niego wielce niebezpieczne, sam pomagał zganić "winę" na Polaków. Dodajmyż, że zachowanie się polskiej gromady nie ze wszystkiem bywało chwalebne: rzecz prosta, że wśród oddziału ochotników wojskowych, wybierających się na zdobycie obcego państwa z wątpliwym kandydatem do tronu, więcej było awanturników i ludzi wątpliwej konduity, aniżeli poważnych głów.

 

Ze wszystkich przyrzeczeń spełnił Samozwaniec tylko jedno: poślubił Marynę Mniszchównę. Zresztą odprawiał z kwitkiem posła Zygmuntowego, dopominającego się przedewszystkiem pomocy przeciwko Szwecji, a z Jezuitami nie chciał wcale widywać się. Natomiast zaczął uprawiać politykę, której ostrze zwrócone było śmiało przeciw dobroczyńcy jego, przeciw samemuż Zygmuntowi III.

 

Nad królem wisiał w Polsce ciągle rokosz. Ledwie powstrzymywał wybuch powagą swą Zamojski. Gdy ten wielki statysta zamknął poczet dni swoich, w drugiej połowie roku 1605 zawisło nad królem poważne niebezpieczeństwo. Kandydatem opozycji do korony polskiej był nie kto inny, jak moskiewski Samozwaniec. Łączyły go stosunki ze Stadnickimi i z Mikołajem Zebrzydowskim.

 

Równocześnie szła druga gra fałszywa w kierunku odwrotnym: Szujski otoczył Samozwańca swymi ludźmi. Własny goniec nowego cara, wyprawiony w grudniu 1605 r. do Zygmunta, Bezobrazow, działał w Krakowie w imieniu Szujskiego. Próbował pozyskać króla polskiego przeciwko Samozwańcowi, proponując wybór królewicza Władysława na cara. Zygmunt udzielił odpowiedzi niewyraźnej, a niebawem, wyprawiwszy od siebie nowego posła do Moskwy, upominał się u Samozwańca znów o spełnienie przyrzeczeń, nadto zaś wystąpił już z określonemi jasno propozycjami unji:

 

Wieczyste przymierze, wspólna polityka zagraniczna (liga turecka), wzajemna wolność przesiedlania się, nabywania majętności, nawet piastowania urzędów publicznych ; wolność handlu z jednej strony aż do Niemiec, z drugiej aż do Persji; wolność zakładania kościołów katolickich, szkół i kolegów (jezuickich) w głównych miastach carstwa; wspólna moneta i zamiar wystawienia wspólnej floty (Bałtyk i morze Czarne) w razie bezpotomnej śmierci Samozwańca następcą jego będzie Zygmunt; gdyby zaś król polski (mający synów) zmarł wcześniej, nowa elekcja nastąpi dopiero po porozumieniu się z carem.

 

Co za warunki ścisłej unji! Wspaniały obraz roztacza się przed wyobraźnią! A tymczasem obydwaj władcy niepewni byli swoich tronów i siebie samych.....

 

Ten sam Samozwaniec, układający się z Zygmuntem o warunki owe "sojuszu wieczystego" porozumiewał się z bawiącym w Moskwie Stadnickim o akcję przeciw Zygmuntowi, mając wówczas przeszło sto tysięcy gotowego wojska, które miało ruszyć na Litwę pod wodzą Szujskiego. Ale wybór wodza wskazuje znów, jak Samozwaniec sam nie był pewny własnego otoczenia w tej komedji ustawicznego wzajemnego kopania dołków przez wszystkich pod wszystkimi.

 

U Wasyla Szujskiego ciągle tajne schadzki. Opozycja rośnie, autentyczność cara coraz szerszym warstwom podejrzana, bo jadał przy jednym stole z posłami zagranicznymi i t. p. Sam lekceważy sobie majestat carski! Pamiętajmy, że w Moskwie klękało się przed carem, padało się następnie na ziemię i dosłownie "biło czołem", na czworakach podpełzając pod tron - a zato na uczcie koronacyjnej jadło się palcami, kości rzucając pod stół. Europejskość obyczaju wychodziła raz wraz u Samozwańca na jaw, a stanowiło to rodzaj herezji.

 

Dnia 22 maja 1606 r. zaczynają się rozruchy przeciw Polakom, a nocą z 26 na 27 maja nastąpiła rzeź i zamordowanie samego także Samozwańca. W dwa dni potem Wasyl Szujski "wybrany" był przez kupców i duchowieństwo moskiewskie i djaków carem. W dwa miesiące ruszał na Moskwę nowy samozwaniec, którego Maryna Mniszchówna uznała swoim Dymitrem - ale powtórzona komedja trwała już krótko i była sprawą wyłącznie wewnętrzną moskiewską.

 

Wasyl Szujski, obawiając się Zygmunta (który uporał się szczęśliwie z rokoszem Zebrzydowskiego), zawarł przeciw niemu przymierze ze Szwecją. Ugodził w słaba stronę Zygmunta. Teraz król wypowiedział wojnę Moskwie, na nic się już nie oglądając, w r. 1609.

 

Wojna była triumfalną dla Polski i Litwy. Z końcem września 1609 r. stanął pod Smoleńskiem król Zygmunt III własną osobą i rozpoczął regularne oblężenie. W następnym roku hetman Żółkiewski, mając pod sobą zaledwie 3000 jazdy i jeden tysiąc piechoty, zbił pod Kłuszynem 40.000 Moskali i sprzymierzonych z nimi Szwedów. W zwycięskim pochodzie stanął pod Moskwą dnia 3 sierpnia 1610 r. Ani oblężenia nie urządzał, ani do miasta wejść nie próbował; nie chciał tu być zwycięskim najeźdźcą, lecz wezwał wielmożów moskiewskich odrazu do pokojowych układów, ażeby obmyślić formę stosowną dla "sojuszu wieczystego". Po trzech tygodniach stanęło na tem, że Moskale sami przyprowadzili Żółkiewskiemu do obozu, jako jeńców, obydwóch Szujskich, Wasyla cara i naczelnego wodza Dymitra; zapraszali zaś na tron królewicza polskiego i litewskiego, Władysława, liczącego wówczas lat 15. Teraz dopiero wszedł Żółkiewski do miasta, jako przedstawiciel nowego cara i państwa zaprzyjaźnionego.

 

Zdawało się, że program utworzenia jednej na zewnątrz potęgi z Polski, Litwy i Moskwy, program rozszerzenia unji politycznej na Moskwę, doszedł do szczęśliwego spełnienia.

 

Zdezawuował atoli Żółkiewskiego Zygmunt III, upierając się przy unji personalnej, żeby Moskale jego samego carem uznali. Zważmyż, że osoba jego, jako twórcy unji brzeskiej, była Moskalom znienawidzoną. Wlokły się też układy o to opornie i nieszczerze. Król pozostał pod Smoleńskiem aż do odzyskania tej warowni dnia l1 czerwca 1611 r., co stanowi świetną kartę jego panowania. Ale zła polityka potrafi zmarnować najświetniejsze zwycięstwa. Król, wracając z pod Smoleńska, kazał i hetmanowi wracać z Moskwy, ledwie małą załogę zostawiając na Kremlu.

 

Moskale Szujskich się wyrzekli, a Władysława nie dostali; zostali bez cara, t. j. bez rządu, bez władzy, wśród bezładu powszechnej ciemnoty. Oligarchja moskiewska pozbawiona była najlepszych z pośród siebie jednostek, wymordowanych w ostatnich latach, a jednak musiał z jej grona wyjść nowy car. Car musiał być, bo inaczej rozprzęgłby się carat! Mogło w Polsce bywać bezkrólewie, lecz "bezcarewie" było absurdem. Gdyby sam znienawidzony Zygmunt przemocą zasiadł na tronie Moskwy, byle tylko dał pokój prawosławiu, łatwiej zniesionoby jego panowanie, choćby najsroższe, niż brak cara. Republika wśród kultury azjatyckiej i tatarskich pojęć o władzy państwowej?! Jest to wprost niepojętem, jak Zygmunt mógł Moskwę zostawiać w takim stanie przez trzy lata - a przytem zostawić na moskiewskim Kremlu załogę polską szczupłą, reprezentującą niewiedzieć co i niewiedzieć kogo. Skoro Władysław nie przyjeżdżał, musiano powołać na tron jakiegoś cara rodzimego, którego pierwszą dążnością musiało znów być wyrzucenie z Moskwy załogi, reprezentującej innego władcę. I tak dziwna, że bezcarewie trwało całe trzy lata; wytłumaczyć to da się tylko tem, że wielmożowie nawzajem sobie tronu nie życzyli, jedni drugim zazdroszcząc.

 

Nareszcie lud prosty począł się upominać o cara. Bywało coraz więcej zaburzeń. Do jednego z nich, zorganizowanego w Nowogrodzie Niżnym przez rzeźnika Minina, przyłączył się kniaź Pożarski, kniaź drugorzędny, który na ruchu ludowym mógł łatwo uróść nietylko na pierwszorzędnego, ale wyróść wszystkim wysoko ponad głowy. Z małą załogą polską nie było kłopotu; musiała kapitulować, wymógłszy i tak honorowe dla siebie warunki: wyszli z Moskwy z bronią w ręku. Teraz nadchodziła kolej, żeby Pożarski był ogłoszony carem przez lud.

 

W ostatniej chwili pogodzili się możnowładcy tych rodów, które dotychczas zwykły były trzymać ster państwa w swoim ręku, żeby nie dopuścić nowego człowieka. Wybrali carem najsłabszego, najmniej zamożnego, z rodu, który stał już na uboczu: Romanowa. Głowa rodu, Filaret, był postrzyżonv na mnicha, a syn jego, Michał, pozbawiony wszelkiego znaczenia w kraju. Tego więc Michała (1613-1645) wybrali z pośród siebie carem, jako najmniej dla innych szkodliwego. Tak zaczęła się nowa dynastja, Romanowych, jakkolwiek nie brakło Rurykowiczów bocznych linij.

 

Nowy car próbował odzyskać Smoleńsk, wojska jego zostały atoli odparte przez Jana Karola Chodkiewicza, jednego z plejady znakomitych polskich strategów, umiejących zwyciężać kilkakroć liczniejszych nieprzyjaciół. Sprawa o "wieczyste przymierze" - już przymusowe - Polski a Moskwy wchodziła w nowe stadjum.

 

W lutym 1616 r. uchwalił sejm pobory dla królewicza Władysława, ażeby teraz dopiero wyzyskać wybór jego na cara z przed sześciu lat! Zygmunt III spóźniał się w określaniu swych myśli... nietylko w tej materji. Kiedy nareszcie z początkiem kwietnia 1617 r. wyruszył Władysław ku Moskwie, trzeba było odrabiać historję siedmiu lat!

 

Stosunki te polsko-moskiewskie splatają się dziwnie wciąż ze szwedzko-moskiewskiemi. Tym razem obydwa państwa znalazły się równocześnie w wojnie z Moskwą, ale bez porozumienia między sobą. Nieprzyjaźń dynastyczna przeszła od Karola Sudermańskiego na Gustawa Adolfa; i on również był wobec Zygmunta kontr-królem, pragnącym zniszczyć przeciwnika. Gdy Zygmunt wyprawił syna w pole przeciw Moskwie, Gustaw Adolf szybko zawarł pokój. Oręż szwedzki odnosił wielkie przewagi nad Moskwą; już Nowogród W. był zagarnięty, już Paków przez Szwedów oblegany... Gdyby Szwedzi wojowali dalej, sama równoczesność, nawet bez porozumień z Polską, stanowiłaby dla Moskwy istne kleszcze wojenne, z których niełatwo byłoby wydostać się. Ale tuż przed samem wyruszeniem Władysława (w styczniu 1617 r.) zawierał Gustaw Adolf pokój z carem Michałem, zwracając Moskwie wszystkie zdobycze, zachowując Szwecji tylko ujście Newy (pokój w Stołbowej).

 

Władysławowi szczęściło się: zdobył Dorohobuż i Wiazmę w szybkim pochodzie, a wzmocniony 20.000 Kozaków pod wodzą Konaszewicza, zmierzał wprost na stolicę carów. Pod bramami Moskwy prowadzono układy o pokój; ale skończyło się na rozejmie 16-letnim, zawartym 11 grudnia 1618 r. w Dywilinie. Władysław zrzekał się swych roszczeń do tronu carskiego, a natomiast wcielono trzy obszerne ziemie: smoleńską do Litwy, do Polski zaś siewierską i czernihowską. Klęska Moskwy była stanowcza. Co byłoby, gdyby równocześnie wojowała i Szwecja? i jaką byłaby konjunktura polityczna, gdyby nie waśń dynastyczna Wazów, wynikła na tle wzajemnej ekskluzywności wyznaniowej?

 

Wspomniano wyżej, że z królewiczem Władysławem ruszyło w pole 20.000 Kozaków. Przedtem chadzali Kozacy na Moskwę z Samozwańcem, i oni podtrzymywali do ostatka sprawę Maryny Mniszchówny. Zwolennikami Moskwy Zaporożcy nie byli tedy, podobni w tem do pierwszego magnata Rusi, kniazia Ostrogskiego, który nadał cechę powstającemu ruskiemu poczuciu narodowemu (+ 1608); trzymali się atoli jego tradycji i w tem, że nienawidzili unji brzeskiej. Konaszewicz, wezwany w r. 1621 na wojnę turecką (zwycięstwo chocimskie), wiódł swych Kozaków, liczne tysiące zbrojnych, chociaż pozaregestrowych, pod wyraźnym tylko warunkiem, że Zygmunt III uzna hierarchję dyzunicką w południowej Rusi, ustanowioną rok przedtem tajnie przez patrjarchę jerozolimskiego Teofana . Wysłał go w tym celu na Ruś patrjarcha carogrodzki, którym został w tym czasie... Cyryl Lukaris, ów niegdyś rektor akademji ostrogskiej.

 

Pod Chocimiem walczył obok Konaszewicza drugi jeszcze wielki miłośnik Polski, ale zarazem wielki wróg wszelkiej unji cerkiewnej: Piotr Mohyła, syn hospodara wołoskiego. Niepospolity ten mąż, wychowany w Paryżu, przejęty cywilizacją Zachodu i polskiemi pojęciami życia obywatelskiego, wstąpił następnie do Bazyljanów i został prawosławnym metropolitą kijowskim (uznany na tem stanowisku przez Władysława IV w r. 1635). Wszechstronną działalnością swą podniósł Mohyła Cerkiew bardzo wysoko. Gdy upadała szkoła ostrogska, przeszło berło wiedzy cerkiewnej na założoną przez Mohyłę w r. 1631 w Kijowie akademję, która zasłynęła niebawem nietylko z teologicznej nauki.

 

Unja brzeska sprawiła, że hierarchja prawosławna poczęła zajmować się ludem Rusi południowej, a w .szczególności Kozakami z Naddnieprza, Zaporożcami. Na tych zwrócił uwagę bliższą sam Fanar. Zaporożcy, jako wojsko stałe na stepach pomiędzy rubieżami Rzeczypospolitej a Tatarami (krymskimi) i morzem Czarnem, stanowili dla Porty ważny objekt polityczno-wojenny. Polska mogła utworzyć z nich walne pogranicze wojskowe, powiększać ich watahy w nieskończoność, bo materjału było w bród, kolonizować nimi step coraz dalej (futorami), mieć z nich znakomitą straż przednią i ustawiczne pogotowie.

 

Żołnierz był to niezrównany, o czem wiedziano w Stambule z wypraw, które Kozacy przedsiębrali często samowolnie na kraje tatarskie i tureckie, nie pytając króla ni wojewody. To samo robili też Dońscy, boć łup z takiej wyprawy, urządzonej śmiało a niespodzianie na pewną okolicę, stanowił o ich dobrobycie na całe lata. Tak moskiewskie rządy, jak polskie, musiały karcić surowo tę samowolę, bo to groziło sprowadzeniem wojny tureckiej w porę najmniej pożądaną. Tego Kozak nie rozumiał; za mało posiadał inteligencji, a zresztą cóż go to obchodziło? On zarabiał wojenką; jeżeli król czy car chcą, żeby nie urządzać wypraw po łupy, tylko wtedy, kiedy im pozwolą, niechaj się postarają o ich utrzymanie wygodne! To też militarnie urządzona Moskwa łatwiej od początku dawała sobie radę z Kozakami i łatwiej mogła ich strawić, niż unikająca militaryzmu Polska.

 

Zdawało się właśnie przez jakiś czas, że Polska utrzyma regestr kozacki bardzo duży i tem przyswoi sobie Kozaków, bo zanosiło się na wielkie wojny tureckie. Odżywiał duch króla Stefana w królewiczu Władysławie, a już za Zygmunta III zaczęły się wojny tureckie. Wobec tego zależało Porcie na tem, żeby wzniecić niezgodę między Polską a Kozakami, do czego nadawała się kwestja wyznaniowa. Interesy kalifa łączyły się z interesami patrjarchy schizmatyckiego. Nie po raz pierwszy stawali się patrjarchowie carogrodzcy agentami sułtańskimi, a sułtan protektorem prawosławia, nietylko na Bałkanie.

 

Wśród takich okoliczności wstępował po ojcu na tron polski i litewski Władysław (IV) w r. 1632, król miły Kozakom, bo włożył całe swe panowanie w sprawę turecką i miał plany wielkich wojen, w których wyznaczał wybitną rolę Zaporożcom.

 

Ze zmianą tronu w Polsce przestawał obowiązywać rozejm dywiliński, którego termin upływał właściwie dopiero za dwa lala. Moskwa, osądzając zmianę tronu, według pojęć wschodnich, jako porę zamieszek wewnętrznych, a więc jako nieuchronne przesilenie i osłabienie, urządziła zaraz po śmierci Zygmunta III wielką wyprawę na Litwę. Zajęli Nowogród Siewierski i przystąpili do oblężenia Smoleńska. Nowy król mógł dopiero w następnym roku ruszyć z odsieczą, ale też w lutym 1634 r. zmusił całą armję moskiewską do kapitulacji, poczem pokojem, zawartym w Polanowie, musiał Michał Romanow zrzec się na stałe ziem, utraconych rozejmem dywilińskim. Władysław zrzekał się zato tytułu carskiego, którego dotychczas używał.

 

Odtąd poświęca się król całkowicie sprawie tureckiej. Skończył się epizod starań o ściślejszy stosunek prawno-państwowy, o unję między Polską i Litwą a Moskwą; skończyła się zarazem ingerencja Polski i Litwy w dzieje carstwa moskiewskiego, a zaczyna się ingerencja w kierunku przeciwnym. Skończyła się pierwsza w historii polskiej próba syntezy dwóch kultur; jakie zaś wydała owoce, zobaczymy w następnym ustępie.

 

 

XVII. WOJNY KOZACKIE.

(1634-1682.)

 

Wojny tureckie zaczęły się jeszcze podczas ostatniej moskiewskiej, w r. 1633. Sułtan, mając wiadomości, że jest w toku większa akcja, przeciw Turcji, wolał sam wszcząć działanie zaczepne, co atoli dla braku przygotowania spełzło na niczem, i w r. 1634 musiał sułtan Amurat IV zarządzić odwrót. Obie strony, zawierając pokój, miały na myśli zyskanie kilku lat, celem poczynienia dokładnych przygotowań. Przez ten czas pragnęły obie strony pokoju szczerze, a więc zabezpieczały się umową od obustronnych wzajemnych napaści swych przednich straży: Tatarów i Kozaków.

 

Regestrowi Kozacy, królewscy żołnierze, byli posłuszni królewskiemu zakazowi, a celem utrzymania w ryzach niesfornych nieregestrowych wystawiono nad Dnieprem forteczkę Kudak. Dwa bunty, wybuchłe z tego powodu, stłumił żelazną ręka kniaź ruski, Jeremi Wiśniowiecki. Ścięto dwóch przywódców kozackich: Sulimę i Pawluka. Nie można było dozwolić, żeby istniało w państwie wojsko stałe, nie podlegające rządowi, toteż sejm postanowił rozwiązać przymusowo organizację nieregestrowych siczy. Była na to w prawie polskiem dobra rada, mianowicie osadzenie Kozaków po królewszczyznach na "prawie żołnierskiem" - ale możnowładztwo ruskie wystarało się o sposób inny, odpowiadający ich osadniczym interesom:

uchwalono w r. 1638 zamienić Kozaków nieregestrowych na "w chłopy obrócone pospólstwo", t. j. oddać ich w poddaństwo na folwarki. Odtąd nie było dnia na Ukrainie bez zatargów i wzajemnych gwałtów.

 

W tem król Władysław, przygotowawszy już pocichu niejedno do swych tureckich planów, ogłasza, że powiększa regestr kozacki z 6.000 na 12.000. Potrzebował król tedy 6000 nowych ochotników na regestr, t. j. na żołd państwa; zgłosiło się zaś cztery razy tylu: 24.000! Miał więc król 30-tysięczne wojsko kozackie, a widocznem było, że mógłby ich mieć i 60.000. W razie dłuższego okresu wojennego Kozacy ci byliby nagradzani przez króla nadaniami ziemi, a w takim razie wytworzyłaby się z nich warstwa nowa, żołniersko-szlachecka.

 

Przerażenie padło na możnowładców ruskich. Ażeby obrócić wniwecz wzmożenie kozaczyzny, rozpuścili pogłoskę, że królowi nie o wojny tureckie chodzi, ale chce mieć armję stałą, nie obywatelską, ażeby zaprowadzić rządy absolutne. Sejm roku 1647 kazał regestr kozacki zmniejszyć do 6000 głów, jak bywało przedtem. Trzebaby tedy było rozbroić 24.000 Kozaków, a tego król nie myślał robić. Rozbroić ich dałoby się tylko, wysyłając wojsko regularne przeciw nim, co stanowczo było wykluczonem u króla Władysława. Ale nawet nie kazał im rozejść się, gdyż wyczekiwał właśnie sposobnej chwili, żeby wydać rozkaz całkiem inny, a to ruszenia na zdobycie Krymu. Wszystko było przygotowane, chodziło niemal już tylko o ostatnie zarządzenia.

 

Ażeby je wydać, przywoływał król do Warszawy przywódców kozackich zaufańszych. Należał do ich liczby Bohdan Chmielnicki.

 

Był to szlachcic polski (herbu Habdank). Ojciec jego przybył z Mazowsza na Ukrainę za chlebem i był "podstarościm", t. j. ekonomem u Koniecpolskich w Czehryniu, a następnie wstąpił do "regestru" kozackiego, został setnikiem, wkońcu otrzymał od Koniecpolskich futor Subotów w używalność. Syn, Bohdan, wychowany po polsku i katolicku u Jezuitów w Jarosławiu, wpisał się również w regestr. W r. 1620 w nieszczęśliwej bitwie z Turkami pod Cecorą ojciec poległ a syn dostał się do niewoli. Wróciwszy po kilku latach, został pisarzem obozowym kozackim i gospodarował w pozostawionym sobie przez Koniecpolskich Subotowie. W rzeczach wiary był obojętny, w przeciwieństwie do swego ojca; ożeniwszy się z prawosławną, pozwalał matce dzieci w prawosławiu wychować; nigdy jednak nie przeszedł formalnie na prawosławie. Owdowiawszy, chciał żenić się powtórnie, lecz ubiegł go szczęśliwszy konkurent, ówczesny podstarości czehryński, Czapliński. Wyniknęły stąd kwasy, które skończyły się odebraniem Subotowa. Dysząc zemstą, postanowił Chmielnicki sprowadzić na Czehryń jaki oddział plondrujących Tatarów, żeby zrujnować Czaplińskich; jakoż wyjechał na Krym.

 

Turcy i Tatarzy mieli swoich szpiegów - nie było im tedy tajnem, że Chmielnicki jeździł do króla do Warszawy. Zajął się też pisarzem kozackim sam han, gościł w Bachczyseraju, a wywiedziawszy się od niego, co potrzebował, dał znać do Stambułu.

 

Celem zapobieżenia akcji króla Władysława, Fanar i Porta, zjednoczone w dążności do zniszczenia katolickiej Polski (jak już zniszczone były Węgry), postanowiły wzniecić na Rusi południowej wojnę religijną prawosławia przeciw katolicyzmowi, a Kozaków użyć za narzędzie. Chmielnicki jeździł po kilkudziesięciu plondrowników tatarskich, którzy by zrujnowali Czehryń, a potem wrócili, skąd przyszli - i nie myślał o żadnych dalszych następstwach ni planach; wracał zaś z Bachczyseraju z obietnicą, że zostanie księciem panującym na Ukrainie pod tureckiem zwierzchnictwem, jeżeli wznieci bunt kozacki. W ten sposób ci sami Kozacy, którzy mieli wyprawić się na Krym i wojować następnie z Turcją, staną się tarczą Turcji przeciw akcji tureckiej z polskiej strony, gdy wojna domowa sparaliżuje Polskę.

 

Wraz pojawiły się na Ukrainie setki popów wędrownych, agentów tureckich z rozkazu Fanaru. Podżeganiom ich dopomógł ciężki błąd, popełniony przez hetmana Mikołaja Potockiego, który samowolnie, bez rozkazu królewskiego, jął Kozaków rozbrajać. Należał do tych możnowładców wschodnich, którzy nie chcieli wojen tureckich, nie chcieli wybrzeży czarnomorskich, byle nie powiększać regestru kozackiego, żeby nie umniejszać ilości rąk roboczych do swoich folwarków. Kozacy, zaczepieni, stawili się wojsku królewskiemu i dnia 15 maja 1648 r. zadali mu klęskę nad rzeką na Dzikich Polach, zwaną Żółtemi Wodami. W drugiej bitwie walczyło już obok Kozaków kilkanaście tysięcy Tatarów; hetmani, wielki i polny, dostali się do jasyru; a w trzeciej całe wojsko koronne poszło w rozsypkę.

 

Tatarzy ogłosili, że każdy prawosławny, któryby nie stawił się pod chorągwie Chmielnickiego, będzie wzięty w jasyr. Pod tym terorem wzrosły siły Chmielnickiego szybko do l00.000 głów. Ażeby wyżywić te tłumy, musiał ruszać dalej, w kraje lepiej zagospodarowane. Dotarł aż pod Lwów, gdzie wymusił 200.000 talarów, grożąc rabunkiem. Ciągnął dalej, dotarł pod Zamość; stąd odeszli Tatarzy, nie potrzebując już turbować się o Krym.
Cały ten pochód odbywał Chmielnicki podczas bezkrólewia, gdyż król Władysław IV umarł na piąty dzień po bitwie nad Żółtemi Wodami. Prymas wyprawił do Chmielnickiego gońca pod Zamość z zapytaniem, czego żąda; odpowiedział stosownie do ułożonego w Bachczyseraju programu, że żąda od sejmu zniesienia unji brzeskiej - jak gdyby sejm mógł stanowić w rzeczach wiary.

 

Kiedy wybrany królem Jan Kazimierz kazał Kozakom wracać na Ukrainę, Chmielnicki usłuchał. Tam czekał na niego atoli wysłannik turecki, ów patrjarcha jerozolimski, Teofan. Wjeżdżającego do Kijowa Chmielnickiego powitał jako "księcia Rusi".

 

Skoro Chmielnicki tytułu tego nie wyparł się, musiał król ruszyć przeciw niemu. Tym razem Kozacy ponosili klęskę za klęską, póki znowu Tatarzy nie pośpieszyli im z pomocą. Pod nową grozą jasyru urosły siły Chmielnickiego do 260.000 głów. Ledwie piątą część tej rzeszy stanowili Kozacy, a 4/5 było motłochu, którego zachowanie się w obozie i w walce składało się z pasma bezeceństw. Dzika tłuszcza liczbą swą raczej zawadzała ruchom wojskowym. W 15.000 wojska wytrzymał Jan Kazimierz w obozie pod Zbarażem 20 szturmów kozackich, i walka byłaby się zakończyła klęską rzekomej "kozaczyzny", gdyby nie turecka nad nią opieka. Porta wyprawiła 100.000 Tatarów na pomoc, skutkiem czego zawahały się losy wojny. Zawarto ugodę pod Zborowem, na warunkach, które odjęłyby na przyszłość wszelką możność walk, gdyby naprawdę chodziło o sprawę kozaczyzny lub prawosławia - a nie o turecki interes.

 

Ugoda zborowska 1649 roku podnosiła regestr "wojska zaporoskiego" do 40.000 głów, a Chmielnicki został tego wojska hetmanem. Wszyscy regestrowi otrzymywali prawa szlachty polskiej, a królewszczyzny trzech województw: bracławskiego, kijowskiego i czernihowskiego, wyznaczono na nadania dla nich. W tych trzech województwach tylko prawosławni mogli piastować urzędy, Jezuitom zaś i Żydom zakazano tam przebywać.

 

Jak wobec takich warunków mogły wojny kozackie wybuchnąć ze zdwojoną zaciekłością, i to zaraz po ugodzie, zanim można było choćby zarzucić cośkolwiek drugiej stronie? Tegoż samego jeszcze roku 1649 porozsyłał Chmielnicki listy do hana, do sułtana, do króla szwedzkiego i do cara, wzywając do najazdu na Polskę. Tłumaczy się to faktem, że wobec niesłychanej przewagi liczebnej motłochu nad żywiołem właściwym kozackim w armji Chmielnickiego, posiadł on sam władzę despotyczną; nie chciał zaś poprzestać na hetmaństwie, spodziewając się zostać księciem panującym. Jakoż sułtan przysłał mu dyplom na księcia Rusi pod swojem zwierzchnictwem, przykazując Tatarom, żeby się stawili na każde wezwanie nowego monarchy. Parł też do nowej wojny motłoch, udający Kozaków, boć z czego miał się utrzymywać, skoro "tylko" 40.000 znajdowało umieszczenie w wojsku królewskiem? Dla tego motłochu wojna z Polską, to raj rabunków i kufy wódki, stojące zawsze w obozie do dowolnego użytku; pokój, to praca na roli na kozackich futorach trzech województw, lub "chłopstwo" na folwarkach ruskich możnowładców. Chmielnicki, pragnąc dalszej wojny, stanął po stronie motłochu; jakoż poziom jego kozaczyzny obniża się coraz bardziej, wpływy i władza przechodzą do niepiśmiennych rabowników. W bezpośredniem otoczeniu "księcia Rusi" panuje ciemnota połączona z pijaństwem, sztab "Zaporożców" składają opoje i bandyci. Minęło sporo czasu, zanim przeciw takiemu pojmowaniu sprawy kozackiej zdążyła zorganizować się opozycja.

 

Jak zaznaczono wyżej, do najazdu na Polskę wezwał Chmielnicki także cara moskiewskiego. Sprawa wchodzi w nowe stadjum. Dotychczas tylko kalif muzułmański bronił "czystości wiary" na Ukrainie, a wojny kozackie potrzebne były, żeby odwrócić od Turcji niebezpieczeństwo... wyrzucenia z Europy. Odtąd wyłania się nadto cel inny: żeby Moskwa uznaną była zwierzchniczką wszelkiego prawosławia. Miało się to w ostatecznej konsekwencji zwrócić przeciwko Turcji, lecz narazie tyczyło się tylko prowincyj polsko-litewskich, i było dla tureckich interesów pożądanem, jako osłabienie Polski - tego państwa, które układało wciąż projekty ligi przeciw półksiężycowi. Odtąd łączyły się na długo interesy Moskwy a Turcji przeciwko polsko-litewskim.

 

Carem był od r. 1645 syn Michała Romanowa, Aleksy Michajłowicz (1645-1676). Rządy jego odznaczały się ciągłością celowego działania. Bo też jego "wielki bojar" utrzymywał się przy wpływach przez lat 30! Był nim sprzyjający oświacie, i tem bądźcobądź zasłużony, Morozow, dozorca i wychowawca Aleksego, a następnie jego wyręczyciel w rządach osobistych. Trwałość stanowiska zawdzięczał tej okoliczności, że był wdowcem, gdy wychowanek jego został carem i żenił się. Nie usunęła go nowa fala "ludzi na czasie" ("wremiannikami" zwano każdorazowych nowych powinowatych carów), Miłosławskich, gdyż sam pożeglował z nimi, poślubiając rodzoną siostrę carycy.

 

Naczelną zasadą polityki stało się na nowo, żeby wszystko było jak w Moskwie - a po raz pierwszy zabrano się do tego drogą prawodawczą. Różnice praw lokalnych, tradycje prawa zwyczajowego znoszono, a celem wprowadzenia zupełnej jednostajności we wszystkich prowincjach wysadzono komisje kodyfikacyjną, złożoną z trzech kniaziów i dwóch djaków. W ten sposób i w tym celu powstało "Ułożenie carja Aleksieja", księga praw, mająca obowiązywać wszędzie, dokądkolwiek sięga panowanie carskie, a niwelująca wszystko do strychulca moskiewskiego.

 

Car Aleksy, wezwany w r. 1649 przez Chmielnickiego do spółki przeciw Litwie i Polsce, posłał do Warszawy z żądaniem odstąpienia województwa smoleńskiego. Było to wypowiedzeniem wojny - jednakże zaburzenia we własnem państwie zniewoliły cara, że musiał wyrzec się jeszcze najazdu na Litwę, odkładając wyprawę do czasów sposobniejszych.

 

Carat moskiewski przechodził także przez przesilenie, i to w zasadzie gorsze, niż w Polsce, bo nie z zewnętrznych zawikłań wynikłe, lecz mające źródło w samejże istocie moskiewszczyzny. Po przesileniu agrarnem, jeszcze wcale nie ukończonem, wybuchło miejskie, a na podkładzie podwójnym, ekonomicznym i religijnym, rozdwoiwszy społeczeństwo, wywoławszy wojnę religijną, a nadto miała Moskwa kwestję kozacką podobnież, jak Polska i wcale nie w mniejszych rozmiarach. Szczęściem dla caratu każdy z tych pierwiastków opozycji działał oddzielnie, akcja ich nie była nigdy równoczesną. Nie było porozumienia, wybuchy były spontaniczne, żywiołowe, bez obliczeń, bez planu, pozbawione ładu i składu.

 

Militarne urządzenie państwa miało to do siebie, że podatki musiały nieuchronnie róść szybciej, niż ekonomiczna możność ludności. Morozow rzucił się do fiskalizmu azjatyckiego, znanego dobrze orjentalnym despocjom, a mianowicie do fiskalizmu... handlowego. Całe gałęzie handlu uznano za monopole carskie. Wywołało to straszliwe zamieszanie w stosunkach ekonomicznych miast, zwłaszcza prowincyj północnych, i doprowadziło do wojny domowej miast. Sama stolica zbuntowała się, a Nowogród W. i Psków trzeba było zdobywać na nowo.

 

Trzecia wojna kozacka odbyła się jeszcze bez ingerencji Moskwy. Ruszyła na Ukrainę stutysięczna horda tatarska, a Chmielnicki zebrał około 200.000 ludu ukraińskiego, pędzonego w szeregi znów groźbą jasyru, ale roznamiętnionego też przez popów, rozpuszczających systematycznie wieści, jakoby "panowie polscy" mieli zaprowadzać na Ukrainie gwałtem... unję brzeską (o co oni najmniej się troszczyli!). Niebawem stoczono trzechdniową bitwę pod Beresteczkiem, dnia 28-30 czerwca 1651 r., największą bitwę XVII wieku. W obozie Chmielnickiego bawił Teofan, pewien zwycięstwa, boć Tatarzy i Kozacy byli trzykroć liczniejsi od sił polsko-litewskich. Jan Kazimierz często stawał własną osobą i tu również dopisał; pod jego sztandarem odniesiono walne zwycięstwo. Obchodzono je uroczyście w Rzymie, w Wiedniu i w Paryżu, rozumiejąc słusznie, że pokonano straż przednią muzułmańskiego zalewu, wstrzymanego przez "przedmurze chrześcijaństwa".

 

Jak na pokonanych, otrzymali Kozacy warunki świetne: królewszczyzny województwa kijowskiego na nadania, 20.000 regestru z Chmielnickim, jako hetmanem. Ale on chciał zostać księciem panującym! W tym celu próbował w r. 1652 zdobyć sobie Mołdawy, a ponieważ hospodar tamtejszy zaprzyjaźniony był z Polską, nie można go było opuścić, i w takim związku spraw wybuchła czwarta wojna kozacka. Tatarzy nie popierali tym razem Chmielnickiego, i oto, nie rozporządzając groźbą jasyru, nie zdołał zebrać więcej, jak 50.000 zbrojnych - fakt nadzwyczaj znamienny! Z tak uszczuplonemi siłami bał się stanąć do rozprawy i musiał szukać pomocy, gdzie się dało. Zwraca się powtórnie do Moskwy i w tej właśnie wojnie występuje na widownię car.

 

W Moskwie nie pojmowano sprawy od początku inaczej, jak jako proste poddanie się władcy Moskwy, "jak w Moskwie", t. j. pod nieograniczoną jego samowolę, z bezwarunkowem uznaniem władzy despotycznej. Zażądano też, żeby całe wojsko kozackie przysięgło na wierność carowi, zanim on wda się w wojnę. Przysięga ta musiała być wykonaną, bo inaczej Chmielnicki byłby zgubiony. Łudziło się starszyznę kozacką, która od Polski otrzymywała prawa szlacheckie, ze to samo przyzna jej rząd moskiewski i że Ukrainie pozostawi samorząd, że nie będzie się na nich nakładać podatków bez ich zgody, a po miastach nie będzie carskich urzędników, tylko krajowi, autonomiczni, zależni od hetmana, bezpośredniego zwierzchnika kraju, a hetman będzie z wyboru: słowem, że wszystko będzie, jak "pod królem", a lepiej o tyle, że regestr carski będzie wyższy, bo 60.000, i wierze prawosławnej nie będzie już groziło żadne niebezpieczeństwo.

 

W lutym 1654 r. ruszył tedy cały obóz kozacki - jak kazano - do Perejasławia, gdzie składał przysięgę wierności przed wysłannikami moskiewskimi, poczem poproszono ich, żeby teraz nawzajem zaprzysięgli imieniem carskiem warunki umowy. Tu spotkało Kozaków to samo, co niegdyś Nowogrodzian od Iwana Srogiego: wyśmiano ich szyderczo i zgromiono surowo, jak śmią wymagać przysięgi od cara! I tak wskazywał sam początek sprawy, że co car, to... nie król polski!

 

Wojsko Chmielnickiego nie wróciło już z Perejasławia na Ukrainę, lecz wyprawiono je zaraz na Litwę, gdzie obok armji moskiewskiej zdobywało Smoleńsk i Wilno i Połock, ale na południe, na Czernihów i Kijów użył car zrazu moskiewskich tylko wojsk, nie mając do kozackich dość zaufania.

 

Tymczasem rozszalał nad Polską "potop": najazd szwedzki i straszliwy łupieski najazd madiarski Rakoczego, zdrada księcia pruskiego i umowy o rozbiór Polski i Litwy. Jesienią 1655 roku była już cała Polska w ręku Karola Gustawa szwedzkiego. Napozór zyskiwała Moskwa sprzymierzeńców, ale od prawidła, że wspólność nieprzyjaciela stanowi o przyjaźni - zna historja dziwnie liczne wyjątki! Wojujący równocześnie z Polską Moskale i Szwedzi nie poczuwali się bynajmniej do przyjaźni politycznej - przeciwnie: wszakto Moskwie groziło ponownie połączenie sił szwedzkich z polsko-litewskiemi, mogące zdruzgotać carat... Połączenie to już było dokonane, boć Polska i Litwa uznawały po większej części Karola Gustawa swym królem. Cała nadzieja Moskwy była w... powrocie Jana Kazimierza, w przywróceniu odrębności tronom dwóch linij Wazów. Nastąpiło jedno z najciekawszych w dziejach politycznych ugrupowań interesów:

 

Na naradzie w Opolu na Śląsku, miejscu schronienia Jana Kazimierza, zastanawiali się nieliczni pozostali przy królu senatorowie, w jakiby sposób wydostać skąd posiłków do walki ze Szwecją. Wojewoda poznański, Jan Leszczyński, wystąpił z projektem, ażeby ofiarować następstwo tronu temu, kto dopomoże królowi do odzyskania państwa. Projekt przyjęto i przedsiębrano próby, dając znać między innemi i do Moskwy. Aleksy Michajłowicz wziął sprawę poważnie pod rozwagę. Wszak Radziwiłłowie podpisali już unję Litwy ze Szwecją, pod warunkiem, że Szwed pomoże wypędzić Moskwę! Wczesną wiosną 1656 r. bawił we Lwowie poseł carski, ofiarując w razie wyboru cara lub syna jego, Fedora, zwrot wszystkich zajętych na Polsce i Litwie ziem, i pomoc do wyparcia Szwedów. Zawarto narazie rozejm dwuletni, od 3 listopada 1656 r., wypełniony pertraktacjami rozwlekłemi, które atoli nie doprowadziły do rezultatu - bo projekt przestawał być aktualnym, skoro Janowi Kazimierzowi danem było powrócić na tron i Szweda wygnać własnemi polskiemi siłami. Naród polski, spostrzegłszy, że Karol Gustaw nie myśli być królem elekcyjnym (t. j. według dzisiejszych pojęć konstytucyjnym), uważał go tylko za najeźdźcę i pozbył się go szybko. Odkąd Karol Gustaw nie panował nad Polską, Aleksy Michajłowicz przestawał być jej przyjacielem: toteż w październiku 1658 r. wybuchła na nowo wojna moskiewska. Ze Szwecją nastąpiła zgoda. Aleksy wydał tegoż roku Szwecji wszystkie zdobycze, poczynione już w Inflanciech.

 

Ukraina wracała tymczasem do Polski. Następca Chmielnickiego (który zmarł 1657 r.), Jan Wyhowski, pojednał się z Polską, zawierając dnia 16 września 1658 r. w Hadziaczu umowę na następujących warunkach:

 

Z województw: kijowskiego, bracławskiego, czemihowskiego, urządza się osobne państwo ruskie, z własnem wojskiem, skarbem, własnemi ministerstwami i urzędami, pod naczelnictwem hetmana z własnego wyboru - państwo związane unją z Polską i Litwą. Szlachta wszystkich trzech państw wybiera wspólnie króla i wysyła posłów na wspólny sejm walny. Szlachtę nowego państwa ruskiego stanowią Kozacy.

 

Po raz wtóry w ciągu wojen kozackich dostarczano powstającej narodowości ruskiej zupełnego samorządu, tym razem nawet własnej państwowości; o ile prawosławie miałoby stanowić zasadniczą cechę tej narodowości, podniesiono sztandar ruski wysoko, skoro zastrzeżonem było, że tylko prawosławny może tam sprawować urząd publiczny. Państwo ruskie posiadło wszystkie środki rządzenia, armję, skarb, urzędy. Społeczność ruska posiadała wówczas wszystkie warstwy, potrzebne do wytworzenia pełnej narodowości: wielkich panów, właścicieli najrozleglejszych w Europie latyfundjów, i drobnych właścicieli z futorków, i ludu roboczego rolnego moc wielką; żołnierzy więcej, niż jakikolwiek inny naród, boć nawet motloch nauczył się podczas owych wojen organizacji wojskowej; kupiectwa niemało, bo tam każdy do handlu miał sposobności wiele, każdy niemal Kozak handlował; wreszcie teraz z Kozaków miała powstać szlachta, średnia warstwa narodu ruskiego.

 

Ale ta nowa szlachta nie umiała czytać i pisać, a przez "wolności kozackie" rozumiała ... prawo nieograniczonego pędzenia wódki. Jednostki, obdarzone pewnym rozpędem kulturalnym, należały do wyjątków. Ogół był ciemną masą, i ta straszliwa ciemnota sprawiła, że na nic wszelkie formy, obmyślane przez Polaków w imię zgody. Pozostawieni własnym rządom, powodowani ciemnotą, rzucili się sami na siebie.

 

Zaczęły się teraz wojny domowe pomiędzy Kozakami o to, kto ma być hetmanem - a trwały te wojny przez lat 22, aż do roku 1680. Przez cały ten czas poddawał się jeden hetman Polsce, drugi Moskwie, trzeci Turcji - a bywało hetmanów po dwóch, i po kilku nawet naraz. Kozaczyzna utraciła wszelką wartość, jako pierwiastek wytwarzającej się narodowości ruskiej - i nigdy już poczucia narodowego nie nabyła. Wśród anarchji powszechnej tylko motłoch czuł się dobrze, ale kto tylko choć trochę posiadał w sobie poczucia kulturalnego, odwracał się ze wstrętem od panujących stosunków.

 

Kończyła się krótka era narodowości ruskiej i epizod państwa ruskiego na tem, że kto nie musiał być Kozakiem, kto tylko mógł obejść się bez tego sposobu zarobkowania, porzucał szeregi kozackie, a pełen wstydu z powodu bezeceństw, popełnianych w wojnach kozackich, którym nadawał ton najgorszy motłoch, zacierał za sobą nawet ślady, że miał z tem kiedykolwiek coś wspólnego. Ci, którzy mieli stanowić szlachtę ruską, zaczęli tłumnie porzucać prawosławie, a przechodzili nie na unję, lecz wprost na katolicyzm. Cała inteligencja ruska i cała warstwa szlachecka Podola, Wołynia i Ukrainy polszczyła się teraz dopiero tłumnie, pod koniec wojen kozackich, i skutkiem tych wojen, nie chcąc mieć nic wspólnego z ohydą mordu, rabunku i wszeteczeństwa, chroniąc swe poczucie kulturalne pod skrzydła kultury polskiej. Odtąd i skutkiem tego prawosławie zostało "wiarą chłopską" na Ukrainie, przy ruskości został ten tylko, kto opuścić jej nie mógł, t. j lud prosty.

 

Taki był koniec pierwszego we wschodniej Słowiańszczyźnie poczucia narodowego. Narodowość ruska rozwiała się w okropnościach wojen kozackich, a wojny te wzmocniły w ostatecznym wyniku polską narodowość na Rusi południowej.

 

Z powodu ugody hadziackiej wypowiedziała Moskwa na nowo wojnę Polsce i Litwie. Przez dwa lata sypały się na Polskę nowe klęski, aż w r. 1660 Czarniecki odniósł świetne zwycięstwo pod Lachowicami, a niebawem druga armja moskiewska skapitulowała przed Jerzym Lubomirskim. Wypędziwszy z Polski, straszliwą, nie lepszą od Kozaków dzicz Rakoczego, zawarłszy pokój ze Szwecją, zwrócono wszystkie siły przeciw Moskwie i prowadzono wojnę ostro, a tak szczęśliwie, iż na sejmie 1661 roku złożono u stóp tronu 103 zdobytych moskiewskich sztandarów. Litwę odzyskano. Pokoju jednak nie zawierano.

 

Podtenczas Wyhowski obronił się armji kniazia Trubeckiego (1659), ale Jerzy Chmielnicki, syn Bogdana, wystąpiwszy przeciw Wyhowskiemu, przeciągnął swych zwolenników na stronę Moskwy. Ani on nie utrzymał się długo, a dla osobistego bezpieczeństwa musiał postrzyc się na mnicha. Następny hetman kozacki, Tetera, wahał się ciągle pomiędzy Polską a Moskwą.

 

W dalszym ciągu wojny moskiewskiej wyruszył latem 1663 r. sam król na Ukrainę, przekroczył zwycięsko Dniepr, w lutvm 1664 r. odniósł świetne zwycięstwo pod Brjańskiem, a chorąży koronny, Jan Sobieski, dotarł aż do rzeki Worskli. Wyprawa, obliczona na wielką skalę, z widokami zawarcia pokoju pod Moskwą na warunkach dyktowanych przez zwycięską Polskę, zawiodła atoli skutkiem niespodzianego ocieplenia się i tajania wczesnego lodów. Nie chcąc ugrzęznąć z armją wśród błot i roztopów, trzeba było przerwać wyprawę w połowie drogi i w połowie przedsięwzięcia.

 

Odtąd wojna moskiewska wlokła się leniwie - wybuchła zato inna: turecka. W sprawę kozacką wplątał się na nowo ten, kto ją wywołał: sułtan. Nowy po Teterze hetman zaporoski, Doroszeńko, poddał się Turcji i wszczął zaraz walki z wojskiem koronnem, otrzymawszy 40.000 Tatarów na pomoc. Łupieska wyprawa, mająca stanowić wstęp do inwazji tureckiej, sięgnęła głęboko aż w Ruś Czerwoną. Jan Sobieski, natenczas już hetman, w 8000 wojska obronił się pod Podhajcami w r. 1667 stu tysiącom Tatarów i Kozaków, a gdy wymusił na Tatarach traktat pokojowy, musiał i kozacki hetman o tem pomyśleć, i Doroszeńko zerwał z Turcją, a poddał się Polsce.

 

Z Moskwą zawarto kompromis, dzieląc się Ukrainą: Rozejmem zawartym 1667 r. w Andruszowie na lat 13, odstępowano Moskwie Smoleńska, odbierając wzamian zato Połock, Witebsk i wszystkie zdobycze, jakie w toku długiej wojny dostały się w ręce moskiewskie w Inflanciech polskich - Ukrainę zaś rozdzielono wzdłuż Dniepru: co na wschodnim brzegu rzeki, należeć będzie do cara, co na zachodnim - do króla. Ponieważ car nie mógł sobie dać rady ze swą kozaczyzną, prosił, żeby mu wolno było wprowadzić załogę do Kijowa na dwa lata; pozwolono, a "Moskwicin", jak wszedł do Kijowa, tak już z niego nie wyszedł.

 

"Macierz grodów ruskich" dostała się po wiekach całych, wśród tak zmiennych okoliczności, w moc pogardzanej niegdyś "suzdalszczyzny", z której wyrósł "carat wszystkiej Rusi".

 

Wojny kozackie mają znaczenie niemałe w dziejach kultury i dla tej także przyczyny, że zacieśniły związek Kijowa i Moskwy. Dawna "wszystka ziemia rostowska" była w znacznej części osadnictwem południowej Rusi, a kijowska Ławra Peczerska macierzą wszystkich monasterów całej Słowiańszczyzny wschodniej. Cerkiew odżywała i podnosiła się, gdy z południowej Rusi miała metropolitów, zawsze z południa wychodziło odrodzenie. Nawet państwowość moskiewska zorganizowaną została pierwotnie przez mężów, z południa pochodzących. Potem ograniczały się coraz bardziej stosunki, aż miały ożywić się na nowo na przełomie wieków XVI i XVII, w dobie akademji ostrogskiej; następna, "mohylańska" w Kijowie wywierała już wpływ bezpośredni na Moskwę. Poszło to ze studjów cerkiewnych nad tekstami Pisma św.

 

Pojawienie się drukowanych ksiąg cerkiewnych pociągało za sobą nieodzownie kwestję ustalenia tekstów. Księgi, używane na Rusi, okazały się pełnemi błędów, pochodzących z omyłek przepisywaczy i niedostatecznej znajomości języka u tłumaczów; teraz wykrywało się to w miarę, jak przygotowywano księgi liturgiczne do druku. Już za cara Michała pojawiły się wątpliwości, czy nie lepiej pozostawić błędy niepoprawiane, skoro one są już... uświęcone tradycją. Wszczęto wówczas ciekawy i znamienny spór, gdzie wiara "czystsza", w Grecji czy na Rusi - t. j. gdzie lepsze rękopisy Pisma św.?!

 

Zwolennikiem teologji greckiej był patriarcha Nikon, dbały wielce o podniesienie studjów teologicznych. Pod tym względem można się już było i należało oprzeć na tem, czego dokonano w Ostrogu i w Kijowie w zakresie egzegezy. Kijowska szkoła teologiczna wywiera coraz silniejszy wpływ, budząc z drugiej strony coraz większe niechęci, jako podejrzana w wierze, gdyż Kijowczycy ci... umieli po łacinie, a opierali się wogóle o kulturę polską. Kiedy przeniosło się z Kijowa do Moskwy uczone bractwo, któremu przewodził Grek Arsenius i Rusin Epifanjusz Sławynećkyj (+ 1676), Nikon im powierzył prace nad poprawnem wydaniem ksiąg cerkiewnych. Na "soborze" 1654 r. przeprowadził patrjarcha uchwałę co do naukowej rewizji tekstów, ale tem mocniej wystąpiła następnie opozycja poza soborem.

 

Były dwa źródła opozycji. Wprowadzenie poprawnego tekstu, to zaprowadzenie zarazem drukowanych egzemplarzy, a więc przymus oddawania się męczącej nauce czytania i pisania, bez czego tak było wygodnie i było się także popem! A już kaznodzieja nadworny, Symeon Połocki - także kijowski wychowanek, autor naśladowanych z polskiego misterjów scenicznych na tle Pisma św. (+ 1680) - nawoływał, że trzeba dla kandydatów stanu duchownego zakładać szkoły! Były jednak i względy głębszej natury: Pokolenia całe przywykły do pewnych form i wyrażeń, które dla wyznawców dwojewierja posiadały wartość i znaczenie inkantacyj; najmniejsza zmiana groziła odjęciem tym formułkom cudownej mocy; i pocóż je zmieniać, skoro okazywały się dobremi, skutecznemi przez tyle pokoleń?! Ze zgrozą dowiadywano się, że mają zajść innowacje, że nowatorowie pisują imię Zbawiciela Isus zamiast Jisus, a żegnać zaczynają się trzema palcami zamiast dwoma i t. p. Patrjarcha Nikon pozyskiwał sobie zwolna opinję antychrysta ...

 

Zawrzał na nowo a ostro spór o wyższość "teologji greckiej lub ruskiej" i uderzył o dwór carski. W r. 1658 opuścił patrjarcha Moskwę, usunąwszy się do założonego przez siebie w okolicy monasteru, gdzie przebył ośm lat, poczem w r. 1666 wywieziono go nad morze Białe. Szczególnego rodzaju kompromisem poświęcono jego osobę, ocalając rzecz samą: tegoż bowiem roku nakazał car rozesłać po eparchjach i głównych monasterach egzemplarze ksiąg poprawionych. Miało to ten skutek, że równocześnie w rozmaitych stronach carstwa powstała jawna już a zaciekła opozycja przeciw "psuciu wiary prawosławnej". Sfanatyzowani popi i mnóstwo osób dotkniętych obłędem religijnym wędrowało od grodu do grodu, zachęcając wprost do czynnego oporu.

 

Rewizja tekstów stała się kroplą, przelewającą dzban. Nędza straszliwa powojenna, głody i choroby przygotowywały grunt do rewolucji. Nastało przesilenie pieniężne takie, iż wprowadzono pieniądze bronzowe o kursie przymusowym, zamiast srebrnych, a fakt ten może dać pojęcie o natężeniu przesilenia ekonomicznego i stopniu drożyzny! W takich warunkach zaprowadzało się podwyższanie podatków i wymyślano coraz nowe ograniczenia handlu na rzecz monopolów państwowych! A jednak lud byłby milcząco przyjął wszystko od uświęconej religją osoby carskiej, gdyby nie to, że car właśnie dotknął religji... Zaszedł jedyny wyjątek, kiedy prawemu Moskalowi godziło się rezonować co do cara. Psuł wiarę, stawał się na równi z Nikonem antychrystem. Nic to nie pomogło, że go skazał na wygnanie i odebrał mu godność patrjarsza, skoro nakazywał modły odprawiać według jego heretyckich ksiąg.

 

Formuły społeczne i państwowe Moskwy muszą być osadzone na tle wyznaniowem; wtedy dopiero nabierają waloru, mocy i życia. Tak organizacja państwowa, jako też rewolucja muszą mieć to podłoże - inaczej są bez znaczenia. Opozycja o głód, wyzysk, ruinę, o przytwierdzenie do gleby jednych, a zamknięcie zarobków handlowych drugim - zorganizowała się i zamieniła w rewolucję wtedy dopiero, gdy przyłączył się do tego wszystkiego moment religijny.

 

Od r. 1668 miała opozycja główną kwaterę w słynnem miejscu odpustowem, w klasztorze Sołowieckim na dalekiej północy. Stamtąd szły hasła obrony zagrożonej czystości wiary i tak zaczął się "razkoł", czyli rozłam, odszczepieństwo. Całe społeczeństwo, cała ludność podzieliła się na dwa obozy, bo rozterka sumień podmyła wszystkie warstwy.

 

Razkoł - to dar Ukrainy Moskwie, i skutek wprowadzenia sztuki drukarskiej... Ponieważ opierał się o wyraźne błędy w tekstach, nie mógłby się utrzymać, gdyby oświata szerzyła się systematycznie. Ci, którzy stali się nieświadomymi bezpośrednimi sprawcami razkołu, Kijowczycy, uczniowie akademji Mohyły, mieli zupełną słuszność po swej stronie. Gdyby ustały socjalne powody opozycji i gdyby ustępowała ciemnota, razkoł ograniczony do kwestji ściśle teologicznej, nie zabarwionej podkładem społecznym, nie mógłby się utrzymać - a wpływy kijowskie byłyby stanowiły w historji kamień węgielny tego, co się nazywa "zeuropeizowaniem Rosji". Odrodzenie kulturalne Moskwy mogło wyjść skutecznie tylko z tego samego źródła, z którego wytryskało było dawniej: z Rusi południowej. Ta Ruś podlegała wpływom polskim i ćwiczyła się już w "uczoności łacińskiej", przejmując się, jakkolwiek zwolna, niektóremi pierwiastkami kultury zachodniej. Za pośrednictwem tej Rusi docierają do Moskwy pewne rodzaje piśmiennictwa już świecczącego się, przejmowane z języka polskiego.

 

Zachodził tu stosunek podobny, jak w zakresie wpływów bizantyńskich. Jak bizantynizm przyjmował się dopiero wtedy, gdy go poznano w przeróbce wołoskiej, podobnież europejskość mogła przyjąć się na moskiewskim gruncie tylko w odpowiedniej przeróbce prawosławnej, a tej dostarczyć mogła tylko szkoła kijowska, wogóle Ruś południowa. Bezpośrednie wpływy polskie były wykluczone z powodów religijnych, a zresztą przepaść kulturalna była nazbyt wielka.

 

Nieszczęściem dla Rusi moskiewskiej nie utrzymała się kultura kijowska. Sam Kijów tracił ogromnie na przejściu pod berło carskie; odcięcie go od kultury polskiej skończyło się tem, że niebawem nie miał on niczego do udzielenia Moskwie, sam upadłszy i popadłszy w... moskiewską ciemnotę A na prawobrzeżnej Ukrainie zamknęła narodowość ruska i ów nowy szczep europejskiej oświaty, zapowiadający się na Rusi południowej, a wysyłający odrośle na północ. Zmarniało to wszystko, ubite przez "bunty" kozackie. Tak tedy stała się kozaczyzna nie fundamentem bynajmniej Rusi, lecz jej grobem. Jaki zaś opaczny wpływ wywrzeć miał na dzieje Rosji brak właściwego dla niej źródła kultury europejskiej, miało się okazać niebawem, gdy Moskwa, przerabiająca się na Rosję, szukała oparcia kulturalnego poza przyrodzonym do tego terenem.

 

Już się ten teren usuwał, gdy w r. 1667 zawierano ów rozejm andruszowski. Układy dyplomatyczne ze strony moskiewskiej prowadził sławny Naszczokin, bojar pskowski, zasługujący na to, żeby go zwać pierwszym w Moskwie Europejczykiem, człowiek nieposzlakowanej uczciwości, wielki organizator handlu wschodniego, twórca pierwszych statków na Wołdze i na morzu Kaspijskiem. Zbiegiem okoliczności może nie przygodnym miały te statki być zniszczone przez ... Kozaków.

 

Wojny kozackie nie były bowiem ograniczone do państwa polskiego, lecz toczyły się również w moskiewskiem, aczkolwiek tam chyba nie groziła nikomu... unja brzeska?! Kozacy dońscy urządzali bunty wcale nie rzadziej od zaporoskich, aż doszło w r. 1670 do powszechnej pożogi kozackiej w państwie moskiewskiem, pod wodzą Stjenka Rjazina, twórcy społeczności wojskowej, nie ustępującego bynajmniej Bogdanowi Chmielnickiemu. Rzecz była ta sama, a tylko trafiła na inne okoliczności. Rjazina nie wyzyskiwali ościenni do swych celów politycznych, i wszystko odbyło się, jako sprawa wewnętrzna moskiewszczyzny; nie wytwarzało się też na wschodnim terenie kozaczyzny żadne poczucie narodowe (ni odrębności, ni wspólności narodowej), ani nie towarzyszyła tym ruchom żadna agitacja religijna. W "buntach" Kozaków dońskich występuje niezmącony ubocznemi wpływami objaw orjentalnego życia zbiorowego, a mianowicie tworzenie społeczności politycznych na tle organizacyj wojskowych, służących zarazem jako podkład ekonomiczny.

 

Stjenko Rjazin występuje jako wybawca od głodu, który nawiedził dorzecze Donu. Zebrawszy znaczny zastęp kozaków i niekozaków, wskazuje im sposób do życia, wiodąc ich na zdobycie Azowa, następnie urządzając wyprawy łupieskie wzdłuż dolnej Wołgi, wkońcu w krainach nad Uralem (Jaikiem); kazał się okupywać ludom od granic Persji do średniego biegu Wołgi. Garnęli się do niego ochotnicy słowiańscy, tatarscy i z pośród Jugry; po kilku latach rozporządzał armją krociową i począł posuwać się śmiało coraz bardziej ku zachodowi. Naruszył granice bezpośredniego panowania carskiego, a wojska carskie okazywały się długo bezsilnemi wobec niego, bo lud chwytał "wojewodów"; i wysłanników carskich i odstawiał ich w więzach do obozu Rjazina, żołnierze zaś przechodzili wprost ha jego stronę; Gdziekolwiek hufce kozacze natrafiły na razkoł, zyskiwały odrazu zwolenników gorliwych, zrzucających z ich pomocą jarzmo "antychrysta"; jeszcze lepszym atoli agentem był głód. Już powstawało nowe państwo przeciw Moskwie; Stjenko Rjazin panował w Carycynie, Astrahaniu, Saratowie, w Samarze, Tambowie, Penzie, aż tuż pod Niżny Nowogród. Im bliżej Moskwy, tem bardziej rewolucyjnym stawał się ten ruch, wchłaniając w siebie coraz więcej żywiołów opozycyjnych, którym chodziło nietylko o dogodniejszy według ich pojęć i milszy sposób do życia, ale o to, żeby u nich nie musiało "być, jak w Moskwie".

 

Od r. 1668 razkoł buntował się jawnie, a szerzył się i w armji. Monaster Sołowiecki posiadł własną załogę z żołnierzy wyprawionych na poskromienie mnichów; zamienił się w fortecę, która przez ośm lat urągała oblężeniom. Każde niepowodzenie carskich oddziałów stawało się hasłem do nowego oporu to w tej, to w owej stronie caratu. Sama Moskwa stała się ponownie widownią rozruchów, których ofiarą padli Miłosławscy; "przywrócenie spokoju" odbyło się kosztem 7000 ofiar, więzionych i wieszanych. Wśród takich okoliczności posuwał się bunt Rjazina ku północnemu zachodowi, zmierzając na Moskwę, skąd podałby rękę Sołowieckim oblężeńcom, a wtedy cały carat zamieniłby się w jeden obóz rewolucyjny.

 

Z buntem Rjazina poczynał łączyć się razkoł, a już zbiegał do niego lud wiejski, przytwierdzony do gleby. Zanosiło się i w caracie na "wojny kozackie" z podkładem agrarnym i wyznaniowym. Zagrażała ruina wszystkim bojarom, całej własności ziemskiej wogóle, nietylko wielkim panom, a zarazem nieuchronna w takim razie ruina całego dotychczasowego ustroju społecznego i państwowego. Toteż państwo i społeczeństwo bojarskie zdobyło się na wysiłek w obronie swego istnienia. W r. 1671 wystawiono wreszcie armję dość silną, z którą Jerzy Barjatynskij pokonał Rjazina pod Symbirskiem. Uciekającego dognano w stepach i pochwycono; skończył wcale inaczej niż Chmielnicki, bo na szubienicy w Moskwie. Rewolucja trwała wprawdzie jeszcze przez kilka lat, lecz z roku na rok przygasała, ścigana z największą bezwzględnością.

 

Tegoż roku 1671 dalszy ciąg sprawy kozackiej w Polsce przemienił się w nową wojnę polsko-turecką: Doroszeńko poddał się bowiem Turcji. Pomimo słynnej wyprawy Sobieskiego na "czambuły tatarskie", wojna skończyła się haniebnym pokojem buczackim 1672 r., mocą którego Podole wcielono bezpośrednio do państwa tureckiego, Ukraina zaś dostawała się Doroszeńce pod zwierzchnictwem sułtana. W ten sposób spełniło się pierwotne marzenie Chmielnickiego: odrębne państwo na Ukrainie z łaski sułtana. Wojna religijna ukraińska spełniła wreszcie swe zadanie... wobec kalifatu.

 

Dalsza akcja wojenna Sobieskiego (króla od r. 1674) doprowadziła do odzyskania 1 Ukrainy w traktacie żórawińskim 1676 r. (reszta wróciła do Polski wraz z Podolem dopiero w r. 1699, pokojem karłowickim). Na pozostawionej sobie 1 prawobrzeżnej Ukrainy wysługiwał się Doroszeńko nadal Turcji.

 

Od steru nawy moskiewskiej ustąpił już Morozow, ustąpił i Naszczokin, usunąwszy się sam do klasztoru na dewocję, żeby ujść gorszemu losowi. Car owdowiał, żenił się na nowo, a to stanowiło nieodwołalnie o zmianie "ludzi na czasie". Z nową carycą, Natalją Naryszkinówną, obejmował rządy jej wuj, Matwiej. Zmiana była zresztą czysto osobistą sprawą, a w kierunku rządów nie zmieniało się nic. Matwiej był w szczególności zwolennikiem oświaty zupełnie tak samo, jak Naszczukin, a lgnął do kultury europejskiej niemniej od swego poprzednika. Caryca Natalja zerwała z tatarskim obyczajem haremowym, a na carskim dworze zaczęto golić brody i urządzać przedstawienia teatralne.

 

Wszyscy trzej wielkorządcy Aleksego sprowadzali cudzoziemców, ilu tylko zdołali zebrać do służby państwowej. Włochów atoli oddawna już nie było, a Polaków nic przyjmowano nigdy. Znikają całkowicie cudzoziemcy katoliccy; przyjmuje się na carską służbę tylko nieprzyjaciół "papizmu", protestantów. Stosunki ograniczają się do północnej Europy; werbuje się majstrów, inżynierów, oficerów w Szwecji, w północnych Niemczech, w Holandji i w Szkocji. Jest ich sporo; pod Moskwą założono dla nich nową osobną osadę, t. zw. Słobodę Niemiecką. Z powodu niechęci do katolików nie korzysta Moskwa z głównych ognisk postępowej sztuki wojennej: z Hiszpanji, Francji i sąsiedniej Polski, skutkiem czego armja moskiewska popada znowu w zastój. Wyborną szkołę mogłaby stanowić Szwecja, ale stamtąd instruktorów wojskowych nie otrzymywano, bo pachnęłoby to zdradą własnego państwa; podobnież nie było nigdy polskich oficerów na służbie moskiewskiej, chociaż w Polsce bywali oficerowie prawosławni.

 

W ostatnim roku życia cara Aleksego poddał się monaster Sołowiecki, zdobyty nareszcie. Nastało tem sroższe prześladowanie razkołu, które srożyło się coraz bardziej za jego syna, Fedora Aleksiejewicza (1676-1682), który wstąpił na tron pacholęciem 14-letniem, a zstąpił do grobu 20-letnim zaledwie młodzieńcem. Matwiej poszedł na wygnanie, a Miłosławscy stali się na nowo "ludźmi na czasie".
Przedłużono z Polską rozejm andruszowski na dalszych lat 13, zaco miano zwrócić Sobieskiemu Siewierszczyznę, ale kilka tylko powiatów zwrócono; reszta ugrzęzła w obietnicy. Stosunki z Doroszeńką zaplątały i Moskwę z kolei w wojnę turecką, pomyślnie na szczęście toczoną. Rozejm, zawarty w Bachczyseraju w r. 1681, przyznawał wschodni brzeg Dniepru w zupełności Moskwie, Turcy stamtąd ustępowali, a Doroszeńko musiał zrzec się hetmaństwa. Wojny kozackie skończyły się.

 

 

XVIII. WTÓRA WALKA O BAŁTYK I REFORMA BIUROKRATYCZNA.

(1683 -1725.)

 

Wojny kozackie stanowią przełom w dziejach kultury europejskiego wschodu co do kierunku pochodu wpływów kulturalnych. Przez pierwszą potowe XVII wieku spływa jeszcze po dawnemu kultura zachodnia przez Polskę na Litwę, na Ruś litewską i ukrainną, ta zaś oddziaływa na Moskwę - a w drugiej połowie wieku poczyna się zmiana radykalna, około roku 1700 już dokonana: Kijów znajduje się pod wpływem moskiewskim, a Polska podlega całkowicie wpływom Litwy i Rusi, wpływom wschodnim. Odwrotnemu temu porządkowi rzeczy dopomagają walnie stosunki ekonomiczne. Jest to okres upadku miast, tej oznaki niewątpliwej ruiny ekonomicznej państwa polskiego. Na tle powszechnej nędzy przemienia się demokratyczna Polska na arystokratyczną i to bez jakiejkolwiek zmiany ustaw, skutkiem odmienionych warunków społecznych. Znaczenie polityczne idzie z reguły za majątkiem, a im uboższy ogół, im niższa majątkowa przeciętna, tem większa potęga bogaczy. Średnia szlachta, wodząca rej w Polsce od Kazimierza Jagiellończyka, schodzi do "trzymania się pańskiej klamki". Najbogatsi dochodzą niebawem do takiej przewagi politycznej, iż rządy stają się faktycznie ich wyłącznością. Tych najbogatszych nie było całkiem w Polsce etnograficznej; siedzibą ich Litwa i Ruś! Ustaje też stopniowo wpływ polityczny i społeczny Polski na Litwę i Ruś, a rosną szybko wpływy w kierunku odwrotnym. Polska orjentalizuje się pod wielu względami - czego zewnętrznym wyrazem przywdzianie stroju wschodniego. Zarazem pogrąża się Polska w ciemnotę, wzrastającą coraz bardziej aż do połowy XVIII wieku.

 

Zanikało, wygasało wysunięte najdalej na wschód ognisko kultury, europejskiej przynajmniej pośrednio, akademja kijowska. Za Fedora Aleksiejewicza powstaje natomiast w Moskwie "akademja słowiańsko-grecko-łacińska", t. j. szkoła, w której uczono nietylko piśmienności cerkiewnej, ale też języka greckiego, niezbędnego do studjów teologicznych w łonie Cerkwi - i nadto jeszcze łaciny, której studjum stanowiło jedyny już powód, dla którego młodzież moskiewska udawała się do Kijowa. Wprowadzając łacinę w swojej "akademji", emancypuje się Moskwa całkiem od Kijowa. Niebawem jeżdżono z Kijowa do Moskwy (Petersburga) po wyższe wykształcenie. 

 

Moskiewska szkoła dostępną była od początku także dla młodzieży, nie mającej zamiaru wstępować do stanu duchownego. Świeckich uczniów dostarczała jej obficie przedsiębrana w tym właśnie czasie reforma biurokracji moskiewskiej: tylko bowiem jej wychowankowie mogli liczyć z reguły na otrzymanie wyższych stanowisk.

 

Biurokracja rozrastała się i wzmagała w sposób zaiste straszliwy, którego przykładu szukać należałoby aż w praźródle tego surogatu kultury, w Mongolji! Rządzące krajem rody "na czasie", o których możnaby powiedzieć, że przyżeniały się do "samoderżawja", same niepewne nigdy własnego jutra, miały w tem interes, żeby spychać jak najniżej rody kniaziowskie, a podnosić natomiast biurokrację. Ogarnęła też ona pod koniec XVII wieku wszystkie już dziedziny życia, wymyślając sobie coraz nowe zajęcia, niezbędne rzekomo dla państwa. Było już około 50 "prikazów", t. j. wydziałów rządowych do najrozmaitszych spraw, a każdy z nich gęsto zaludniony służącymi bojarami i djakami, z mnóstwem urzędów podległych sobie na prowincji. Inteligencję prikazów stanowili djacy, ale nie oni stali na czele, ani nawet nie kierowali biurami poszczególnemi po grodach obszernych prowincyj carstwa: od tego byli bojarowie, chociaż zazwyczaj nie umiejący czytać i pisać. Dostojnicy biurokratyczni pochodzili wobec przymusu "służby" z dostojnych rodów, a o obsadzeniu stanowiska rozstrzygało w zasadzie "miestniczestwo". Zasady tej przestrzegano tak ściśle, że doprowadziła ona administrację wkrótce do absurdu - i nie było innej rady, jak zasadę obchodzić. Coraz częściej ogłaszano, jako w pewnej gałęzi służby będą nadawane posady "bez miejsc", t. j. djakom czy bojarom zdatnym do danej roboty, bez względu na urodzenie. Wyjątki takie zdarzały się coraz częściej, z konieczności - a dodawały znaczenia i przydawały zaszczytów nie bojarom, lecz djakom.

 

Rozrośnięta biurokracja stanowiła siłę, z którą musiał się już liczyć "samodierżec". W chwilach przełomowych car zwołuje istne sejmy biurokracji swojej. Są to t. zw. "sobory ziemskie", na które zjeżdża z urzędu wyższa biurokracja, tak bojarzy (wyłącznie pozostający w "służbie"!), jako też djacy, tudzież wyższe duchowieństwo - z wyborów zaś tylko reprezentanci niższego duchowieństwa i niższej biurokracji, o ile uważano za stosowne zaprosić ich, co nie zawsze bywało. Od połowy XVI do polowy XVII wieku odbyło się takich "soborów ziemskich" 17. Kwitnęły one za cara Michała, poczem stopniowo zanikały jako instytucja życia publicznego - ale nie byty nigdy organem ludności (reprezentantów ludności dopuszczono raz tylko do udziału: w r. 1613) i ani w genezie swej, ni w rozwoju i ustroju, nie posiadały nic a nic wspólnego z zachodnio-europejskiemi instytucjami Stanów Generalnych, sejmów stanowych i t. p. Przestano je zwoływać, bo stawały się zbyt krępującemi dla osób "na czasie", którym nie uśmiechało się wspomnienie Adaszewa.

 

Ażeby mieć wobec biurokracji jak najbardziej ręce wolne, zdobyto się w r. 1682 na krok stanowczy: zniesiono całkiem "miestniczestwo". Było to zarazem bądźcobądź pożyteczną nader reformą. Wtedy też obwieszczono, że pierwszeństwo do stanowisk kierowniczych mieć będą wychowankowie "akademji słowiańsko grecko-łacińskiej".

 

Wprowadzenie łaciny, jako przedmiotu obowiązkowej nauki dla kandydatów na dostojeństwa duchowne i świeckie - oto wybicie "okna do Europy"!

 

Prąd, wiejący od carskiego dworu, wywoływał coraz większe oburzenie u szerokich warstw, gdzie strzyżenie brody uchodziło za grzech, a nauczanie łaciny za herezję. Razkoł nabierał coraz bardziej cech opozycji przeciw wszelkim innowacjom, opozycji kulturalnej, politycznej, ekonomicznej i obyczajowej, opozycji wszechstronnej, zasadniczej, a niepokonalnej żadnemi argumentami, żadną działalnością, żadną logiką faktów, gdyż opierającej się na fałszywie pojętej podstawie religijnej.

 

Rząd nie zawahał się zastosować do razkolników środka radykalnego: wytępić ich. Rachuby zawiodły, chociaż posunięto się aż do palenia ich na stosie (1681). Męczeństwo dodawało blasku sprawie, porywało coraz nowych wyznawców, wyrobiło fanatyzm, dochodzący do tego stopnia, że sami się podpalali. Prześladowanie pogłębiało tylko fundamenty pod "cerkiew starego obrządku", z własną hierarchią cerkiewna i świecką, oddzielającą się od całego ustroju państwowego. Szeregi razkołu stawały się coraz liczniejsze w miarę, jak rząd wchodził na drogę, którą nazwano następnie "europeizacją Rosji". Mieszają się najrozmaitsze żywioły opozycyjne, niewiele zresztą mające pomiędzy sobą wspólnego, aż przez różniczkowanie wytwarza się - sekciarstwo rosyjskie nowożytne. Pierwotny "razkoł" skoncentrował się w "staroobriadców". Po śmierci Fedora Aleksiejewicza nastało jeszcze surowsze prześladowanie, podczas którego odkryto już kilka sekt.

 

Car Fedor zmarł dnia 27 kwietnia 1682 r. bezdzietnie. Miesiąc po jego zgonie pełen był wydarzeń :

 

Rodzony młodszy brat Fedora, Iwan, drugi syn Marji Miłosławskiej, był fizycznie niedołężny i umysłowo nierozwinięty; krzepkiem zato zdrowiem odznaczał się ich brat przyrodni, Piotr, syn Natalji Naryszkinówny, liczący lat 10. Patrjarcha Joachim sprzyjał Naryszkinom, ale partja Miłosławskich wymyśliła pierwsza sposób, praktykowany odtąd stale: zapewniła sobie życzliwość... straży nadwornej, pułku strzelców. Moskiewscy pretorjanie uprzątnęli z drogi głowę rodu Naryszkinów, brata carycy Natalji i szereg innych wybitnych osób, wśród których znalazł śmierć także stary Matwiej, przywołany przez Natalję z wygnania. Mirosławscy wysunęli natenczas .siostrę rodzoną Fedora i Iwana, 25-Ietnią Zofję, ażeby objęła rządy, jako opiekunka obydwóch carewiczów, Iwana i Piotra. Z o f j a A l e k s i e j e w n a (1682-1689) oddała władzę ulubieńcowi swemu, kniaziowi Golicynowi. Wszystkie te zmiany zaszły w ciągu jednego miesiąca, od 27 kwietnia do 30 maja 1682. Natalja z Piotrem musiała opuścić stolicę, ale chciano mieć ją pod dozorem i kazano zamieszkać w pobliżu Moskwy, we wsi Preobrażenskoje, w sąsiedztwie Słobody Niemieckiej.

 

Tam młody Piotr poznajomił się z oficerami i inżynierami cudzoziemskimi, sprowadzanymi coraz liczniej, gdyż Golicyn dbał o rozwój armji. W ten sposób nabył Piotr pewnego wykształcenia technicznego, które następnie rozszerzał przez całe życie, nie interesując się zresztą nigdy nauką właściwą, nie nabrawszy nigdy pojęcia o dociekaniu prawdy naukowej. Podobny był w tem do Iwana Srogiego, który tak cenił "majstrów", a na dworze swoim miał całą kolekcję "uczonych". Podobieństwo sięgało głębiej; w tem mianowicie, że od czasów Iwana Srogiego byt Piotr pierwszym dynastą moskiewskim, obdarzonym talentem.

 

Na pierwszym planie ówczesnej polityki moskiewskiej stała ponownie kwestja dotarcia do wybrzeży morskich. Od Naszczokina począwszy, wysuwa się ta sprawa coraz bardziej, jako najważniejsza, bo od pomyślnego jej rozwiązania zawisł dobrobyt państwa, mającego wydatki z powodu militaryzmu niepomiernie wielkie. Nie chodziło nikomu o "zbliżenie się do Europy" w celach kulturalnych, ale o intratny handel z Europą, któryby można prowadzić bezpośrednio z własnej przystani. Obojętnem było, czy ta przystań będzie na morzu Bałtyckiem, czy na Czarnem; najlepiej posiąść ją tu i tam! Ktokolwiek miał do czynienia z niedomagającemi wiecznie finansami państwowemi, musiał nabrać przekonania, że bez opanowania jakiegoś wybrzeża morskiego nie dadzą się one uporządkować. Golicyn sądził o tem tak samo, a nie bez tendencji sprowadzał inżynierów i oficerów marynarki ze Szkocji i z Niderlandów. Młody Piotr obcował z nimi dużo w Słobodzie i Preobrażeńsku, i sam powziął osobiste zamiłowanie do marynarki, które zostało mu do końca.

 

Golicyn postanowił zwrócić się ku wybrzeżu czarnomorskiemu. W tem tkwiła przyczyna decyzji sprzecznej z całą dotychczasową tradycją Moskwy. Przystał na to, czemu sprzeciwiali się wszyscy carowie od XV wieku: na współdziałanie z Polską przeciwko Turcji. Okoliczności były nader sprzyjające, gdyż Polska pozostawała właśnie w lidze tureckiej z dynastją Habsburską (odsiecz wiedeńska 1683), a więc naciśniętoby Turka ze trzech stron równocześnie. Zawiera tedy Golicyn z Polską pokój stały r. 1686 na warunkach rozejmu andruszowskiego (z odstąpieniem Kijowa Moskwie na zawsze), zobowiązując się do wypłaty 11/2, miljona talarów i do wypowiedzenia wojny sułtanowi. Pokój zawarto dnia 3 maja 1686 r., a w sierpniu ruszył Sobieski na Mołdawję, Golicyn zaś w stronę Krymu. Król polski dotarł do Dunaju, lecz musiał się stamtąd cofnąć; krymska wyprawa Moskwy spełzła podobnież na niczem, chociaż przedsiębrana wielkiemi siłami: 100.000 wojska regularnego i 50.000 Kozaków ze wschodniej Ukrainy pod atamanem Mazepą. Nie udała się również powtórna wyprawa w r. 1689.

 

Był to koniec rządów Golicyna. Piotr liczył już lat 17, a zdrów, czynny, ambitny, rwał się do rządów i zachodziła obawa, że mógłby stać się niebezpiecznym dla swej urzędowej opiekunki, nie mającej zamiaru składać opieki. Ożeniono Piotra, żeby w Preobrażeńsku mniej myślał o Moskwie, i dano mu za żonę bogaczkę Łopuchinównę, z którą pożycie było potem fatalne. Ale z Łopuchinami porozumieli się Naryszkinowie, bardzo już doświadczeni w sprawach "na czasie", i Zofja spostrzegła wkrótce, że sytuacja jej pogorszyła się jeszcze. Nie namyślała się długo i przygotowała zamach na Piotra, pozyskawszy do swych zamiarów strzelców; ale przyszli po jej ajentach ajenci bogatych a szczodrzejszych widać Łopuchinów, i strzelcy stanęli po stronie Piotra, wobec czego Zofja cofnęła się do klasztoru. Było to w tymże roku 1689.

 

Formalnie było carów dwóch: Iwan (V) i Piotr, gdyż Iwan żył do r. 1696, wymieniany w aktach państwowych skrupulatnie. W rzeczywistości osoba jego nie wchodziła zgoła w rachubę, ani on sam nie okazywał zajęcia do sprawowania rządów. Tylko Piotr Aleksiejewicz, Piotr Wielki (1689-1725) był istotnie carem.

 

Nowy władca, oddany nadal swym ćwiczeniom technicznym, ciężar rządów zostawia długo Łopuchinom i Naryszkinom. Dwór carski wiedzie dalej wojnę turecką, ale leniwo. Przez sześć lat nie robi się nic, nie popiera się niczem Sobieskiego, gdy 1691 r. zdobywa powtórnie Mołdawję. Dopiero r. 1695 ruszyła się Moskwa na nowo, bo ruszył w pole sam Piotr, stając od tego roku osobiście na czele rządów.

 

Wyruszyły w r. 1695 dwie armje: jedna pod wodzą Szeremietiejewa wzdłuż Dniepru ku Krymowi, gdy tymczasem drugą wiódł 25-letni Piotr pod Azów. Oblężenie nie powiodło się, ponieważ dla braku floty nie udało się otoczyć miasta zewsząd, od lądu i morza. Car trafił na swoją ambicję i swe zamiłowanie. Sprowadził wszystkich swoich Holendrów i Szkotów do Woroneża, sam doglądał robót i wybudowano w ciągu zimy 30 statków, z któremi w kwietniu 1696 r. wybrał się Piotr ponownie pod Azów i zdobył go w lipcu.

 

Równocześnie 80.000 Tatarów wstrzymywało siły polskie, dotarłszy 1695 r. aż pod Lwów. Odparto ich, ale o właściwej akcji wojennej nie można już było myśleć. Dogasało też już życie wielkiego wojownika, a zacnego męża, który nigdy nie wyjął szabli z pochwy za złą sprawę; król Jan III Sobieski przestał żyć dnia 17 czerwca 1696 r., na miesiąc przed poddaniem się Azowa Piotrowi.

 

Piotr wybierał się w swą słynną podróż po Europie. W marcu 1697 r. wyjeżdżało z Moskwy wielkie poselstwo, wyprawione do całego szeregu monarchów europejskich; spora drużyna l60 osób, pod przewodem dwóch cudzoziemców w służbie moskiewskiej pozostających: Szkota Gordona i Genewczyka Ileforta, a w orszaku jechał z nimi incognito Piotr Michajłow, jak oficjalnie kazał się nazywać car podczas podróży. Incognito potrzebne było ze względów etykietalnych. Car był despotą orjentalnego typu, z niezmienionym jeszcze od wieków grubym ceremonjałem, zasadzającym się na przekonaniu, że wobec niego nikt właściwie nie jest człowiekiem, a inni monarchowie wszego świata mogą co najwyżej mieć zaszczyt być jego podwładnymi. Ceremonjał ten, znany dobrze w Europie z poselstw moskiewskich od XVI wieku, służył za przedmiot śmiechu, a same poselstwa za widowiska zabawne. Odstąpić od tego ceremonjału Piotr nie myślał, ale poradził sobie w ten sposób, że wybrał się w drogę bez żadnego ceremonjału, incognito. Orjentalnym również objawem była chęć dotknięcia się ręką własną okrętowych warsztatów holenderskich, angielskich i (jak zamierzał) weneckich; orjentalne przeświadczenie o cudowności własnej monarszej ręki. Był bowiem Piotr "Europejczykiem" tylko w zakresie... techniki; lecz nigdy nim nie był wewnętrznie, ani też być nie zamierzał - podobny do Iwana Srogiego i w sposobie uważania swego stosunku do Europy.

 

Zwiedzono Inflanty (niebardzo gościnne!), dwory brandeburski i hanowerski, Holandję, skąd w styczniu 1698 r. przeprawiono się do Anglji. W kwietniu zaczęła się droga powrotna, znów na Holandję, następnie przez Niemcy środkowe do Pragi i Wiednia, skąd miano udać się jeszcze do Wenecji, ażeby następnie wracać do domu przez Węgry i Polskę. W Wiedniu doszła Piotra wiadomość, że Zofja, wyzyskując jego nieobecność, uknuła spisek, a zapewniwszy sobie powolność "strzelców", usuwa z tronu podróżującego cara, sama ponownie za berło chwytając. Z Wiednia podążył przeto Piotr prosto do Moskwy, poprzez południową Polskę, uprzedziwszy o zmienionym porządku podróży króla polskiego Augusta II Sasa, z którym zjechał się w Rawie Ruskiej (na północ od Lwowa) dnia 9 sierpnia 1698 r. Spotkanie to następowało nie dla etykiety, lecz przewidziane oddawna, stanowiło ostatnie ogniwo w paśmie dokładnie nanizanych sieci dyplomatycznych.

 

Nie dla samej ciesiołki okrętowej wybrał się Piotr w podróż, na owe czasy nader uciążliwą; chciał zbadać osobiście, czy i o ile mogłaby Moskwa wyzyskać stosunki europejskie do swoich potrzeb tak wewnętrznych, jako też zewnętrznych.

 

Carowie lekceważyli zawsze Europę, jako zbiór krajów, nie posiadających zgoła prawdziwej monarchji, skoro nawet w najbardziej absolutnych przysługują poddanym jakieś prawa; czuli się nieskończenie wyższymi od królów Zachodu; gardzili nawet Europą, jako pozbawioną prawdziwej wiary. Piotr Aleksiejewicz nie celował prawosławną bogobojnością, ale cenił prawosławie, jako identyfikujące się z caratem; odczuwał wzgardę dla królów katolickich, tak nieznacznej władzy, że muszą dzielić ją z papieżem, sami w Kościele będąc owcami, nie pasterzami; w jego oczach było to znamieniem niesłychanej niższości. To też szanował tylko protestanckich władców, za to, że są nieprzyjaciółmi największego w jego mniemaniu wroga monarchizmu, papieża, ukracającego władzę królów tak zuchwale w dziedzinie, której doniosłość rozumiał doskonale. Papiestwo - to dla Moskwy ukrócenie despotyzmu, a zatem instytucja rewolucyjna i antyspołeczna! O protestantyzmie był Piotr poinformowany wybornie od młodości przez oficerów ze Słobody Niemieckiej, i dlatego też cała podróż skierowana była przedewszystkiem do państw protestanckich: tam miał Piotr do załatwienia interesy natury politycznej, wewnętrznej i zewnętrznej - podczas gdy Wiedeń, Wenecja, Warszawa miały mu być potrzebne tylko w sprawach zewnętrznych, nie nadając się, jego zdaniem, z powodu katolicyzmu, na jakiekolwiek pouczenia w kwestjach polityki wewnętrznej.

 

Imponowała Moskwie Europa cała, protestancka czy katolicka tem, czem zawsze imponuje wszelkiemu Orjentowi: techniczną stroną swych urządzeń, zwłaszcza militarnych. Piotr ze świeżego doświadczenia własnego poznał wartość tej techniki: z pod Azowa, który zdobył dopiero, wyzyskawszy zachodnią technikę, jak niegdyś Iwan Srogi pod Kazaniem. Piotr zdawał sobie sprawę z tego, że Moskwa nie postąpi wyżej wobec europejskich sąsiadów, Polski i Szwecji, z którymi pragnęłaby się chętnie rozprawić o Inflanty, o Ruś Białą i Ukrainę prawobrzeżną - póki nie będzie zdolną wytwarzać sobie swoich własnych "majstrów", oficerów, inżynierów w należytej ilości. Rozumiał Piotr, że tajemnica, dlaczego państwa europejskie wytwarzają z łatwością ludzi tych zawodów, ilu zechcą, tkwi w czemś poza wojskiem, w stosunkach jakichś życia cywilnego. Tę tajemnicę zbadać postanowił i wydrzeć ją Europie, i dlatego wybrał się w tę podróż osobiście.

 

Potrzebował pilno armji o europejskiej technice dla własnego swego jeszcze panowania, żeby upewnić i rozszerzyć zdobycze wybrzeżne i to nad obydwoma morzami, Czarnem i Bałtyckiem. Poprzestać na Azowie nie mógł, musiał dążyć do zdobycia Krymu, do czego potrzebne mu było dalsze porozumienie z Habsburgami i Polską; podczas zaś podróży dowiedział się, że mógłby dążyć równocześnie i do zdobycia Inflant. Rozszerzenie projektów na obydwa morza stanowiło zysk, osiągnięty z podróży po Europie.

 

Niemcy północne miały wówczas dostęp do morza zamknięty przez Szwecję, panującą od pokoju westfalskiego (1648 r., po wojnie 30-letniej 1618-1648 r.) nad ujściami Wezery, Łaby, Odry. Cierpiały na tem najbardziej obydwa główne państwa północno-niemieckie, w których Piotr gościł, Brandenburg (Prusy) i Hannower. Dla obydwóch stałaby się Rosja cennym sprzymierzeńcem, gdyby chciała uznać wspólność interesów przeciw Szwecji, na której można było zdobyć Inflanty. Władca środkowo-niemieckiego państwa, elektor saski, nadawał się również na wspólnika, jako król polski od r. 1697; Polska i Moskwa podzieliłyby się Inflantami szwedzkiemi. Nasuwała się też Danja jako sojusznik niezawodny, mający także terytorjalne obrachunki ze Szwecją. W każdem z tych państw myślano o tem, jakby Szwecji odebrać zdobycze, a podróż Piotra, osobiste zetknięcie się jednego z interesowanych z całym niemal terenem ewentualnego sojuszu, przyczyniła się walnie do poczucia wspólności i dopomogła zadzierzgnąć węzły międzypaństwowej polityki. Wytwarzała się pewna orjentacja polityczna.

 

Piotr narazie zajęty był sprawą czarnomorską: chodziło o to, żeby zdobyty dopiero co Azow był Moskwie przyznany przez sojuszników ligi tureckiej, przez cesarza Leopolda I i przez nowego króla polskiego, Augusta II Sasa. Wybierał się przeto. Piotr odwiedzić obydwóch; w Wiedniu uzyskał, czego pragnął, t. j. przyrzeczenie, że sprawa Azowa wciągnięta będzie do warunków pokoju z Turcją. Z Wiednia - jak powiedziano wyżej - zawrócił prosto do domu, skutkiem czego przyśpieszył się zjazd z Augustem II.

 

Tu występuje na widownię dziejów słynny Jan Patkul, jeden z owych kondotjerów polityki, którzy talent swój oddawali w usługi monarchom, któremu się dało i jak się udało. Patkul należy do najszlachetniejszego pośród nich typu, bo służył przez całe życie jednej sprawie, chociaż na różnych dworach. Celem jego życia osłabienie Szwecji, a zwłaszcza odebranie jej Inflant. Szlachcic inflancki, Niemiec, głowa opozycji przeciwko rządom szwedzkim, skazany na śmierć w Sztokholmie, przeszedł w służbę Augusta II właśnie wtedy, gdy Piotr wybierał się na zjazd w Rawie Ruskiej. Króla Sasa pozyskał sobie w zupełności, a wobec Piotra własna jego osoba służyła za nowy argument: Inflanty mogły służyć caratowi na pokolenia całe za niewyczerpaną kopalnię wszelkich "majstrów", od prostego puszkarza aż do komendantów całych armij. Posiadłszy choćby połowę Inflant, nabyłaby Moskwa zasobne i pilne rojowisko tej techniki europejskiej, od której zawisła przyszłość jej armji, jedyna podstawa jej państwowości wobec ościennych. W każdym Inflantczyku było coś z Patkula!

 

Zgodzono się i ugodzono w zasadzie w Rawie Ruskiej; ostatecznem doprowadzeniem rzeczy do skutku zajął się Patkul. Piotr powrócił tymczasem do Moskwy, rozprawił się z Zofią, zamknął ją w klasztorze, a pułk strzelców nadwornych rozwiązał, zdziesiątkowawszy go przedtem; nadto po wielu śledztwach kazał ściąć i wieszać około tysiąca osób, a gromady całe wysiedlał na Sybir. Rok 1699 był istnym rokiem egzekucyj, a zakończył się przewrotem radykalnym na dworze, gdyż Piotr oddalił żonę, Eudoksję Łopuchinównę. Odtąd przybrał dwór carski cechę lekkości obyczajów, nieraz aż nazbyt jawnej, jakby chodziło o demonstrację.

 

Piotr począł okazywać lekceważenie dla obyczaju tradycyjnego umyślnie, bo wrócił z podróży z postanowieniem zaprowadzenia obyczaju europejskiego. Przywykliśmy uśmiechać się słysząc o "ukazach" co do ubioru, golenia zarostu i t.. p., o wieczorach ("assemblees"), na które mocą carskiego rozkazu gwałtem przyprowadzano kobiety i kazano im tańczyć (czego jako żywo, żadna szanująca się Moskiewka nie robiła), i o licznych podobnych, przemocą wymuszanych "reformach". Nieprzebrany to dla nas skarbczyk anegdot historycznych! Piotr jednak wiedział, co robi: wiedział, że w moskiewskiem społeczeństwie nie da się zrobić nic w zakresie treści, jeżeli się wpierw nie zmieni formy, i to w sposób widoczny dla najmniej zdatnego i pojętnego obserwatora. Gdzie przez wieki całe treść musiała stosować się do formy (od języka piśmiennego począwszy!), tam los formy mógł decydować o wszystkiem.

 

Reformom Piotra W. należy uczynić inny natomiast zarzut: że sam reformator nie sięgał i sięgać nie zamierzał głębiej. Chodziło mu tylko o technikę kultury europejskiej, o zewnętrzną ogładę i o nic więcej, bo też sam niczego więcej nie dostrzegał, ani nie odczuwał. Piotr był umysłem bądź co bądź powierzchownym, dla którego społeczeństwo i państwo zamykało się w wojsku i urzędach; reszta zajmowała go tylko jako tłum od płacenia podatków i dostarczania rekruta.

 

Wzory do swych reform poprzywoził Piotr z Niemiec protestanckich. Od r. 1698 zaczyna się germanizacja oficjalnej Rosji; ile razy zaszła potrzeba poczynienia jakich zarządzeń, korzystał ze sposobności, żeby coś niemieckiego wprowadzić. Zaczęło się od naśladowania niemieckich "Landeskirchen", w których panujący był zarazem głową Kościoła, nietylko faktycznie, lecz prawnie. Gdy w r. 1700 zmarł moskiewski patrjarcha, Piotr nie dopuścił do obsadzenia tego stanowiska, i Cerkiew pozostała bez głowy, aż po 20 latach car ogłosił się jej głową. Mając przez ten czas do czynienia z czteroma metropolitami, równymi między sobą stanowiskiem (moskiewski, nowogrodzki, rostowski, kijowski), załatwiał się z Cerkwią jakby rozdzieloną, a nawet używał jednego metropolity przeciw drugiemu. Dzięki temu sekularyzował dużo, coraz więcej, ale też narzucił duchowieństwu przymus abecadła, a episkopom kazał utrzymywać szkoły dla popowiczów; który nie uczęszczał do szkoły, był brany do wojska na lat 20. Zapewnił jednak Cerkwi, pierwszej odtąd instytucji państwowej, opiekę państwową, idącą jak najdalej, bo aż do poręczenia prawowierności obywateli. Jak w niemieckich państwach, strzegących zazdrośnie zasady: "cuius regio, illius religio", władza świecka pilnowała, czy obywatele czynią zadość wymogom kościelnym, podobnież wprowadził Piotr państwową kontrolę uczęszczania do cerkwi i przystępowania do Sakramentów. Nastawały coraz gorsze czasy dla "starego obrządku", nie uznającego cerkwi ni duchowieństwa, używającego nowych ksiąg liturgicznych. Urzędnicy lubowali się w przesadzie, gdy szło o razkolników, bo można było wydusić na nich "wziatki". A zato car Piotr stawał się dziedzicem patrjarchy Nikona, jako "antychrysta".

 

Tymczasem dobiegły do pomyślnego końca układy o pokój z Turcją. W trzy lata po zgonie Sobieskiego zbierano plony z zabiegów całego życia polskiego bohatera. Pokojem karłowickim 1699 r. Węgry od Turków uwolnione, potęga Habsburgów przywrócona, odzyskana reszta Ukrainy i całe Podole - carstwo moskiewskie zaś zyskiwało dostęp do morza, gdyż nabytek Azowa objęto również punktami traktatu pokojowego.

 

Zawarcie tego pokoju nie dopuszczało przez jakiś czas dalszych prób ku morzu Czarnemu - ale czas nie był stracony: Piotr zwrócił się ku Bałtykowi.

 

Patkul doprowadził do tajnego układu pomiędzy Danją, Moskwą a Saksonją, podczas gdy Prusy i Hanower zawiodły z powodu wojny sukcesyjnej hiszpańskiej, która zajęła i Niemcy północne. Wystarczającym zdawał się atoli sojusz trzech, względnie czterech państw, gdyż chociaż Polska wojny Szwecji nie wypowiedziała, wojsko saskie gospodarowało i tak na ziemiach polskich dowolnie, a skoro August saski był królem polskim, jakżeż łatwo było mu wciągnąć Polskę w wir wojenny! Patkul liczył na młodość i brak doświadczenia nowego króla Szwecji, Karola XII (1697-1718 r.), liczącego w r. 1700 lat 18, uznanego przez Stany od trzech lat pełnoletnim i sprawującego rzeczywiście rządy osobiste z wielu ich wadami.

 

Wojsko saskie, zebrane zawczasu na granicy inflanckiej, rozpoczęło kroki wojenne, a równocześnie Duńczycy wpadli do Szlezwigu. Karol niespodzianie znalazł się atoli w pobliżu Kopenhagi, pozbawionej pomocy skądkolwiek, i zmusił tegoż jeszcze roku Danję do ogłoszenia neutralności (pokój separatystyczny w Travendal). Obrał tę taktykę, żeby rozgromić po kolei każdego z przeciwników zosobna, rzucając się całą siłą zawsze na jednego tylko. Dnia 30 listopada 1700 r. pobity był Piotr na głowę pod Narwą, w roku następnym pokonywa Karol Sasów pod Rygą i wkracza na Litwę. Absurd neutralności, skoro Polska nie miała armji do jej obrony, okazał się w całej pełni: saskie i szwedzkie wojska niszczyły kraj, a Karol XII wojował z Augustem II, elektorem saskim, tam, gdzie spotykał wojska saskie, t. j. na Litwie i Polsce, i dążył do tego, żeby mu odebrać panowanie nad Polską i Litwą, a więc... musiał sam te państwa zdobyć! August, porażony na głowę pod Kliszowem w r. 1702 i pod Pułtuskiem w roku następnym, detronizowany 1704 r., doczekał się niebawem wojska szwedzkiego w swej rodzimej Saksonji.

 

Patkul już w roku 1701 zmieniwszy służbę sasko-polską na moskiewską, utrwalił sojusz Augusta z Piotrem (1703) i towarzyszył korpusowi posiłkowemu moskiewskiemu, wyprawionemu do Saksonji. (Był to pierwszy występ armji moskiewskiej na Zachodzie, a nieszczególnie się powiódł.) Patkul patrzał na zmianę tronu w Polsce (pierwsza elekcja Leszczyńskiego 1704), pocieszając się zdobyciem Narwy przez Piotra - ale w następnym roku (1705) ze zgrozą spostrzega, jak August II zmierza za przykładem Danji do separatystycznego pokoju. Uprzedza przeto cara, doradzając, żeby raczej sam z zawarciem pokoju pośpieszył. Korespondencja jego z Piotrem wyszpiegowana, on sam w grudniu 1705 r. uwięziony przez władze saskie. Tymczasem Piotr, mając do czynienia na północy z nieznacznemi tylko załogami szwedzkiemi, zajmował znaczną część Inflant szwedzkich, postąpił dalej jeszcze ku północy i zajął ujście rzeki Newy, terytorjum pierwszorzędnego znaczenia pod względem handlowym i strategicznym. W maju 1703 r. jął obwarowywać tę krainę, zakładając (pomiędzy innemi) warownię na wysepce Lust-Eiland, mającą stać się zawiązkiem miasta Petersburga, północnego Amsterdamu.

 

W r. 1705 wybiera się Piotr na pomoc Augustowi przez Litwę i Polskę. Armja 35.000 odbiera Szwedom Kurlandję, Wilno, Grodno. Karol XII zwykł zadziwiać świat błyskawicznością ruchów wojennych: nagle opuszcza Saksonję i już jest na Litwie, zmuszając Piotra do szybkiego odwrotu. Podczas gdy car cofa się w kierunku Kijowa, Karol z jeszcze większą szybkością wraca do Saksonji i wymusza na Auguście pokój odrębny w Altranstadt r.1706, mocą którego Sas zrzeka się tronu polsko-litewskiego. Do warunków pokoju należy i... wydanie Patkula. Kazał go Karol XII stracić wśród tortur w sposób taki, że zaiste lekkim rodzajem śmierci były wobec tego męczarnie przedśmiertne, zadawane nieraz w ordzie w Saraju dawnym książętom Zalesia.

 

Teraz rusza Karol na pokonanie trzeciego i ostatniego przeciwnika, pozostawionego własnym siłom: na cara Piotra.

 

Położenie było nader poważne, tem bardziej, że państwo moskiewskie zawieruszone było zamieszkami wewnętrznemi. Pogłoski o antychryście poczynały mieć znaczenie realne, a dla Piotra niebezpieczne: raz wraz wybucha bunt, nawet wojskowy, to tu, to tam. W Astrahaniu zaczęły się załogi tamtejsze organizować w jakąś republikę wojskową, w nowe kozactwo, a urągali carowi przez rok cały, zanim pokonał ich Szeremietjew (1705/06); wymownym jest sam fakt, że trzeba było przeciw nim wyprawiać tęgiego wodza, który byłby się przydał indziej. Nowokozacka próba astrahańska podburzyła Kozaków starej dońskiej formacji. Wybuchł poważny bunt, który przeciągnął się również przeszło przez rok (1707/08), zanim Piotr zdążył stłumić go krwawo szubienicami na przodowników buntu i na co dziesiątego Kozaka. Terror ten miał stać się obosiecznym - gdy w toku tych egzekucyj zjawił się nagle na drodze z Wilna do Moskwy Karol XII.

 

Mając 43.000 żołnierza, wyruszył król szwedzki z Saksonji, pod koniec r. 1707 przekroczył Wisłę, w styczniu 1708 r. odzyskał już Grodno i zajmował na nowo Litwę, pędząc przed sobą cofające się wojska moskiewskie. Piotr prosi o pokój, zgadzając się zwrócić wszystkie zdobycze, byle mu zostawiono jedną tylko przystań na Bałtyku; na szczęście dla Moskwy, przeradzającej się już w Rosję, Karol pokoju odmówił....

 

Król szwedzki rusza na Moskwę, przekracza zwycięsko Dniepr. Wodzowie moskiewscy zamieniają kraj, z którego wycofywali się stopniowo, w pustynię, wobec czego armji szwedzkiej groził głód. Dołączyła się wczesna a sroga zima - i zwycięscy Szwedzi znaleźli się w położeniu bez wyjścia, zdani na niełaskę żywiołów. Nie było nadziei, żeby udało się dotrzeć do Moskwy; wszystko zapowiadało, że armja ulegnie rozprężeniu, że z zimna i głodu większa jej część zginie, a reszta, niezdatna do boju, zamieni się w tłum niedobitków. Chcąc tego uniknąć, musiał król szwedzki zmienić kierunek pochodu ku południowi, gdzie przynajmniej na spiże możnaby liczyć i na urządzenie zimowych leź.

 

Miała Szwecja na południu sprzymierzeńca, a to w Mazepie, hetmanie kozackim, który na podobieństwo Chmielnickiego marzył o księstwie dla siebie. I ten był szlachcicem polskim, z wołyńskiej rodziny Kołodyńskich i także w jezuickich wychowany szkołach. Pozostawał on w porozumieniu z Karolem XII i z królem Leszczyńskim od r. 1705, ułożywszy się z nimi o utworzenie z Ukrainy zadnieprzańskiej osobnego księstwa pod protektoratem Polski. Na wyprawę szwedzką 1708 r. zawarł nadto osobny traktat ze Szwecją, zobowiązując się wydać wszystkie miejsca warowne w Siewierszczyźnie, a przyprowadzić posiłki z kozaczyzny nie tylko zadnieprzańskiej, ale też z dońskiej. Plany polityczne zmieniono: księstwo miał otrzymać dla siebie nie na Ukrainie, lecz na północy, mianowicie z Witebskiego i Potockiego, podczas gdy wszystkie ewentualne zdobycze ukraińskie miały być przyłączone do Litwy i Polski. Umowa ta stanowi dowód wyraźny, że sprawa Mazepy niema pod sobą żadnego tła narodowego, jako przeciwieństwa Rusi południowej przeciw "Moskalom", i że Mazepa nie jest reprezentantem niczego więcej, jak tylko swego własnego interesu.

 

Dla sojuszu z Mazepą ruszył Karol na południe, ażeby doznać srogiego zawodu. Stracił nad Sożą we wrześniu 1780 r. drugą armję, nadciągającą z posiłkami, a przebywszy uciążliwą zimę, gdy z wiosną 1709 r. wszczął kampanję na nowo i zabrał się do oblegania Połtawy, przyprowadził mu Mazepa zaledwie 4500 Kozaków. Ogół kozacki trwał przy carze i nie myślał o zmianach; nawet ze starszyzny, interesowanej osobiście w niedotrzymywaniu przez Moskwę warunków perejasławskich 1654 r., drobna ledwie mniejszość przyłączyła się do Mazepy. Skutkiem tego, że uwierzył we wmawiane w siebie mające nastąpić powstanie Ukrainy przeciw Moskwie, znalazł się teraz Karol jakby w pułapce. W czerwcu nadciągnął car Piotr ze świeżą armją 60.000, i dnia 8 lipca 1709 stoczono pod Połtawą walną bitwę, w której armja szwedzka została starta na proch. Karol, uciekając dalej na południe i szukając schronienia w Turcji, nie miał z sobą ani bataljona żołnierzy! Towarzyszył mu Mazepa, mający po kijku tygodniach dokończyć życia na tej emigracji (w Gałaczu), podczas gdy król szwedzki powrócił z niej po pięciu latach.

 

Podczas tych pięciu lat zmieniły się całkowicie stosunki. Piotr zajmował Inflanty. Napróżno wystarał się Karol, że Turcja wypowiedziała Moskwie wojnę; napróźno radował się ze zwycięstw tureckich, z osaczenia w r. 1711 całej armji moskiewskiej nad Prutem, tak iż nie pozostawało carowi nic, jak oddać się z całem wojskiem do niewoli, albo też ginąć w nierównym, rozpaczliwym i całkiem beznadziejnym boju. Napróżno! Piotr wydostał się z armją z osaczenia bez szwanku, okupiwszy się zwrotem Azowa. Zdumiał się cały świat, że Porta prowadziła układy, mogąc brać cara z całem wojskiem do niewoli!

 

Pośredniczyły w tem arcydziele kulis dyplomacji dwie osoby: Henryk Osterman i Marta Skawrońska, obie towarzyszące carowi na wyprawę i wraz z nim zamknięte w obozie nad Prutem.

 

Po Patkulu drugi Niemiec pozyskał zaszczyt stać się prawą ręką cara: Westfalczyk Henryk Osterman, pierwszy z tych Niemców, oddanych całą duszą idei caratu, przyjmujących nawet prawosławie: Andrej Iwanowicz Osterman. Z zawodu żeglarz, admirał, następnie statysta wybitny i dyplomata, bardzo inteligentny, pełen inicjatywy, a przytem uczciwy, bezinteresowny, nieprzekupny, tylko przekupywać umiejący, zdał nad Prutem świetnie egzamin ze zdolności i zasług około osoby Piotra. Pomocną mu była awanturnica Marta Skawrońska, nie gorsza od metres wersalskich, chociaż nieoszlifowana. Pochodziła z ludu, służyła u pastora w Malborgu Inflanckim, wyszła za mąż za dragona szwedzkiego; w r. 1702, porwana przez Moskali, dostała się Mieńszikowowi, dawnemu towarzyszowi dzieciństwa Piotrowego z Preobrażeńska, towarzyszowi następnie podróży zagranicznej, wsławionemu już dowódcy i od tegoż właśnie roku hrabi świętego rzymskiego imperjum z łaski cesarza Leopolda I (1658-1705). Od Mieńszikowa otrzymał ją "w darze" car Piotr, który żonę swą, Eudoksję, trzymał już od czterech lat zamkniętą w klasztorze. Car dbał wielce o formy zewnętrzne, to też kazał swej nałożnicy - podobnież jak Ostermanowi - przejść na prawosławie, skąd nowe jej imię: Katarzyna Aleksiejewna. "Aleksiejewna", bo car uważał za stosowne, żeby ojcem chrzestnym jego nałożnicy był carewicz Aleksy, syn porzuconej Eudoksji!

 

Marta-Katarzyna pośredniczyła w przekupieniu wielkiego wezyra, co gdy powiodło się, Osterman miał już zadanie ułatwione. Układy dojrzały szybko, Piotr ustąpił Azowa, a otrzymywał wolny odwrót z armją nieuszkodzoną. Odtąd nie rozstawał się z Katarzyną, a w następnym roku, 1712, nie zawahał się poślubić jej. Katarzyna pamiętała, komu winna swą karjerę, i pozostała zawsze Mieńszikowowi wdzięczną, jeszcze wdzięczniejszą, niż car jej.

 

Dla carewicza Aleksego był ten ślub małżeński ciężkim wyrokiem. Wychowany wśród wrażeń, które tylko ujemnie mogły na niego oddziałać, poddał się wpływom opozycji. Zmiany wprowadzane przez Piotra sprawiały, że wzrastał "razkoł", wśród którego wyrobił się swoisty mistycyzm z wiarą w bliski koniec świata, na którym wichrzy już antychryst, a jest nim sam Piotr! Opozycja z cechą religijną była dozwoloną w sumieniu najprawowierniejszego nawet prawosławnego, a zatem sprawa mogła stać się niebezpieczną. Rzecz to arcyzwykła, że opozycja pokłada nadzieję w następcy tronu; niejedna dynastja ocalała dzięki temu, niejeden też król sam podsycał taką opozycyjną wiarę we własnego syna! Tu zachodziła atoli ta okoliczność niezwykła, że carewicz sam wierzył w misję naprawienia jakiegoś zła, zawinionego przez ojca. Za mało inteligentny, wyniszczony rozpustą fizycznie i umysłowo, miewał mgliste jakieś rojenia o przyszłości, w których jedno tylko było określone jasno: że radby burzył wszystko, cokolwiek będzie mu wskazanem jako dzieło ojcowskie! Zaogniało się to oczywiście stosunkami rodzinnemi dworu carskiego.

 

Piotr miał z Katarzyną kilkoro dzieci (chłopców dwóch zmarło wcześnie), a wobec stanowczego jej wpływu udawało się jej łacno kopać przepaść pomiędzy ojcem a synem. Piotr krzywdził nieraz syna, który dochodził ze swej strony stopniowo do wniosku, że skoro ojciec identyfikuje się z Katarzyną, pomyślnością dla niego byłaby tylko niepomyślność ojca i macochy. Nie nastawał na ich życie, lecz łączył się już z opozycją stanowczo.

 

Wnet po zawarciu pokoju nad Prutem ożenił car syna. W dziejach Rosji ma Aleksy Piotrowicz swe miejsce jako pierwszy jej dynasta, ożeniony z księżniczką niemiecką. Zagraniczna podróż Piotra rozwiązała także ową przykrą dla carów sprawę braku odpowiednich prawosławnych małżonek, a jeżeli dwór carski miał uchodzić za równorzędny europejskim, należało zerwać z tatarskim obyczajem dobierania sobie małżonki na przymusowym konkursie piękności. Teologowie protestanccy osądzili, że dla księżniczek z ich "Landeskirchen" przejście na prawosławie jest rzeczą zupełnie właściwą, i odtąd ma dynastia rosyjska księżniczek prawosławnych w bród. Przodownicą arcydługiego szeregu księżniczek "nawróconych" stała się Karolina Krystyna Zofja, księżniczka brunświcka z linji Wolfenbuettel, bardzo nieszczęśliwa potem w pożyciu z Aleksym, zaledwie zresztą kilkoletniem.

 

W kilka miesięcy po ślubie syna żenił się ojciec, co stanowiło zapowiedź, że Aleksy nie .zasiądzie nigdy na tronie, że Katarzyna postara się o usunięcie go. Jedyna nadzieja carewicza w tem, żeby go opozycja wyniosła na tron; tak tedy syn miał burzyć, co stawiał ojciec. W tej świadomości wypadło Piotrowi uprawiać dalej politykę, której nici przewodnie spoczywały nadal w ręku rzekomo Mieńszikowa, a faktycznie Ostermana. Naśladując cesarza niemieckiego, począł Piotr nadawać tytuły arystokratyczne; już mu widocznie świtała myśl, że jest on również dobrze "imperatorem", jak Józef I (1705-1711) lub Karol VI (1711-1740). Mieńszikow, zawsze przez Katarzynę protegowany, został nietylko hrabią, ale odrazu księciem.

 

Utraciwszy wybrzeże czarnomorskie, tem usilniej dbał Piotr o bałtyckie w Inflanciech. Tuż po zawarciu pokoju nad Prutem udało mu się zaczepić o Kurlandję, lenne księstwo (od r. 1561) Polski i Litwy. W r. 1711 wydał Piotr bratanicę swą, Annę Iwanownę (córkę brata swego przyrodniego i do r. 1696 tytularnego współrządcy, Iwana V) za księcia kurlandzkiego, Fryderyka Wilhelma Ketlera. Chwilowo posunął się nawet Piotr daleko na zachód, zajmując w r. 1712 i 1713 część szwedzkich posiadłości na Pomorzu. Drugi ten występ armji moskiewskiej na Zachodzie stał się (dzięki Mieńszikowowi) popisowym. Zazdrościli monarchowie zachodni carowi, który dochodził do niebywałych rezultatów w militaryzmie: W r. 1712 liczyło wojsko moskiewskie już przeszło 80 pułków piechoty, 33 jazdy, dział przeszło 300, flota zaś 48 okrętów wojennych, około 800 drobniejszych statków, a majtków 28.000. Drogą morską dokonał Piotr w r. 1714 podboju Finlandji i wysp zatoki Botnickiej, a flota moskiewska zapędziła się aż pod Sztokholm.

 

W takiej chwili powraca Karol XII do Szwecji, dokazawszy nielada rzeczy, iż w niesłychanym pośpiechu zdołał przedrzeć się konno z jednego końca Europy na drugi: z Benderu w Turcji pod Stralsund (który właśnie oblegano, w listopadzie 1714 r.). Wszędzie zastawał stosunki z gruntu zmienione. Skończyła się przewaga hiszpańska w Europie południowej, a szwedzka w północnej. Wojna sukcesyjna hiszpańska była ukończona pokojem w Utrechcie 1713 r. i nie było już przeszkody, nie dozwalającej dotychczas północnym państwom niemieckim wystąpić przeciwko Szwecji, zwłaszcza że i do Polski powrócił August II Sas. Od Wezery po Wołgę ciągnął się nieprzerwany mur, tamujący Karolowi wszelką możność ruchu, bo stanęło przymierze pomiędzy Hanowerem (złączonym wówczas dynastycznie z Anglją), Prusami, Danją, Saksonją (złączoną dynastycznie z Polską i Litwą) i Moskwą. Resztę posiadłości nadmorskich w Niemczech utraciła Szwecja w r. 1716. Spełnione były marzenia Patkula, dążenia młodości Piotra.

 

Piotrowi powiodło się wobec Europy... nazbyt. Okazał się tak potężnym, iż więcej budził obaw, niż nadziei zysku w spółce ze sobą. Moskwa, pozbawiona przeciwwagi szwedzkiej, ciążyła nad sprzymierzonymi, jako przyszły hegemon w ich związku politycznym. I Piotr także miał wątpliwości co do dalszej swej orjentacji wśród obozów europejskich. Na Szwecji nie zamierzał niczego już zdobywać, a miał natomiast na pamięci, że carat ma uroszczenia do prowincyj litewsko-ruskich i polsko-ruskich. Na tę ekspansję teraz kolej, lecz musiałby wyrzec się jej, gdyby pozostawał nadal na stałe w sojuszu polsko-saskim, i w konsekwencji tego w sojuszu pruskim i angielsko-hanowerskim. Sytuacja stawała się obustronnie nieszczerą. Gdyby Szwecja zrzekła się zamiarów odzyskiwania Inflant, gdyby pogodziła się z Moskwą, przeradzającą się w Rosję, Piotr wolałby reaktywować poprzedni stan sojuszów w Europie, a mianowicie przyjaźń francusko-szwedzką, do której wprosiłby się chętnie na trzeciego. Jak niegdyś Patkul kierował nawą caratu przeciwko Szwecji, tak teraz Osterman sterował w kierunku wręcz przeciwnym, do pogodzenia się ze Szwecją i do przymierza z Francją, ażeby mieć wolną rękę przeciw Polsce.

 

Rosja stawała się mocarstwem w Europie, we wschodniej decydującem, a ponieważ równocześnie ze Szwecją traciła i Polska znaczenie polityczne - potęga moskiewska nie miała współzawodnika na wschodzie.

 

Król August II Sas uważał koronę polską za towar do załatwiania swoich dynastycznych interesów, gotów każdej chwili zaprzedać naród, nad którym panował. Na wojnie północnej nie zyskała Polska nic a nic. Wojną ta posłużyła tylko królowi do opanowania narodu zapomocą wojsk saskich, wprowadzonych do kraju bezprawnie. Stały się one plagą Polski i Litwy; to też zawiązała się przeciw nim w r. 1715 konfederacja (tarnogrodzka). Sas zwrócił się o pomoc do Piotra. Jakżeż pożądanym był carowi punkt zaczepienia do podjęcia planów względem Polski!

 

Wkroczyło na Wołyń 10.000 wojska moskiewskiego. Rozpoczęły się układy, przy których Piotr narzucił się na pośrednika pomiędzy... Polską a królem polskim. Do takich nienaturalności doprowadzał Rzpltą brak odpowiedniej armji stałej! Sasi zobowiązywali się ostatecznie ustąpić, ale podawano zarazem warunek, żeby Polska z Litwą razem nie utrzymywały na przyszłość wojska więcej - a właśnie chciano je powiększyć - jak 24.000; ilość śmiesznie mała na ówczesne stosunki w Europie. Gdyby sejm tego warunku nie przyjął, miały pozostać w kraju wojska nietylko saskie, ale i moskiewskie. Zwołano sejm na 30 stycznia 1717 r. Następnego dnia odbyło się jedyne tego sejmu posiedzenie: Nikt nie mógł przemawiać "przeciw", bo sala sejmowa otoczona była cudzoziemskim żołnierzem, ale nie było też wyrodka, któryby przemawiał za ubezwładnieniem własnego państwa. Przesiedziano 6 godzin w milczeniu - na pamiętnym owym sejmie "niemym"...

 

Ubezwładniona Polska, z wojskiem minjaturowem, nadawała się na łatwy łup dla takiej potęgi militarnej, jaką było państwo Piotra. Chcąc atoli wyzyskiwać dalej Polskę, należało zapewnić sobie bezpieczeństwo od Szwecji, a przynajmniej jej neutralność w razie konfliktu z Polską. Tego spodziewał się car w razie przywrócenia sojuszu francusko-szwedzkiego z dodaniem przymierza z Moskwą. Przymierze francusko-szwedzko-moskiewskie mogło trzymać Europę w szachu na cale pokolenia, a stanowiłoby werdykt na samo istnienie państwa polsko-litewskiego, wydanego w takim razie na łup Moskwie zaraz na najbliższe lata...

 

Zależało na tem Piotrowi niezmiernie, tak dalece, iż pojechał w tej sprawie osobiście do Paryża w r. 1717. Regent, Filip Orleański (rządzący za małoletniego Ludwika XV r. 1715-1723) zachował się atoli obojętnie wobec propozycji cara, zarozumiałego nieco co do swych zdolności dyplomatycznych, - i Polska miała dzięki temu spokój od Piotra. Sądzonem było Piotrowi, żeby mu podróże zagraniczne przysparzały kłopotów wewnętrznych:

 

Niemniej od polityki zagranicznej zajęty był Piotr ciągle swemi reformami, przeprowadzanemi bez ustanku, chociaż wcale nie systematycznie, z energją, nieraz z poświęceniem wprost, chociaż nie zawsze szczęśliwą ręką. Imponował mu podpatrzony w Niemczech aparat biurokratyczny, scentralizowany w ten sposób, ażeby ułatwiać monarsze rządy osobiste. Królowi pruskiemu wystarczało przyjąć na posłuchaniu kilka osób, żeby być poinformowanym o każdej dziedzinie życia zbiorowego w swem państwie, a to z pomocą naczelników kilku działów administracyjnych, pojętych nader szeroko. Król pruski mógł codziennie konferować z kilku swymi ministrami, ale czyż mógł car rozmówić się częściej z 50 bojarami czy kniaziami, naczelnikami 50 "prikazów"? Począł tedy Piotr łączyć po kilka i kilkanaście prikazów w jedną dykasterję, aż utworzył 10 "kolegjów rządowych" pod zwierzchnością "senatu rządzącego". Biurokrację całą swoją podzielił na 11 "tszinów" (wyraz ten przeszedł był na Ruś od biurokracji tamerlanowskiej przez pośrednictwo Tatarów), ponadawawszy im również według niemieckich wzorów tytuły. Odtąd zniknęły rodzime nazwy "bojarów służiłych" i "djaków". Państwo całe podzielono na 12 prowincyj, nazwanych gubernjami, według niemieckiej terminologji, skorumpowanej z francuskiego (jak całe niemal słownictwo niemieckie urzędowe). Reform tych dokonał Piotr w latach 1711-1717, w sam raz przed wyjazdem do Francji zaprowadzając "kolegja rządowe".

 

Cala ta "reforma" była grubym błędem, a celu spełnić nie mogła. Za rozległym był carat, żeby go urządzać według wzorów państw drobnych stosunkowo co do obszaru, ale zaludnionych gęsto, a ludnością oświeconą i zamożną. Na olbrzymich a bezludnych przestrzeniach caratu można było utrzymać rządy osobiste tylko zapomocą wypróbowanego już w Orjencie systemu satrapów, t. j. zwierzchników nad wszystkiem na pewnym obszarze, lecz przenigdy z pomocą systemu ministerstw, t. j. przy rzeczowym podziale agend rządowych. Przeszczepianie niemieckiej biurokracji na rosyjski grunt celem utwierdzenia rządów osobistych było złudzeniem. Przenosiły się tylko formy, pozbawione treści. Na pniu, wyrastającym z tradycyj chińskich, mongolskich, tatarskich, nie można było z dobrym skutkiem szczepić tego, co wyrastało z legizmu, z recepcji prawa rzymskiego. Zignorował Piotr wszelkie takie strony administracji moskiewskiej, do których można było nawiązać reformę (o ile biurokrację można wogóle reformować), tak iż właściwie nie reformował, lecz urządził w dziedzinie administracji publicznej rewolucję, w dziedzinie najmniej znoszącej rewolucyjne eksperymenty. W rezultacie wiodły "reformy" Piotrowe do chaosu i anarchji urzędniczej - a niemiecki system administracji oddalił carów od rządów osobistych, oddając ich niebawem w zupełną zależność od biurokracji.

 

Nie we wszystkiem zresztą naśladował Piotr Niemców. Wprowadzał szablon "trzech stanów" inaczej, niż w obszarze dawnego europejskiego feudalizmu. Duchowieństwo prawosławne nie liczyło się do "stanów", "trzecim" było Piotrowi włościaństwo, ale on cofnął ludność wiejską jeszcze bardziej od europejskiego systemu agrarnego. Nietylko nie dopuścił własności indywidualnej włościańskiej, ale on dopiero uczynił organizację "miru" przymusową, nałożywszy w osadach całego państwa odpowiedzialność za podatki na gminę. Poczynał się też "mir"i szerzyć poza dawnem Zalesiem, zwłaszcza na terytorjach dawnych tatarskich ku północy i wśród nowych osad kozackich pod Uralem. - Ludność miejską podzielił Piotr na trzy "gildy" za wzorem inflanckim, a bojarom kazał być szlachtą (dworjaństwo), nominując gęsto hrabiów i kniaziów.

 

Było to wszystko bardzo a bardzo powierzchowne, ale dlatego właśnie wydawało się poddanym Piotra czemś ogromnie radykalnem, iż dotykało na każdym kroku form. Szerzył się coraz bardziej "razkoł" i "stary obrządek", zwracając się do... następcy tronu. Zdawało się nie ulegać już wątpliwości, że Aleksy wniósłby z sobą na tron odwołanie wszelkich zarządzeń ojcowskich, że stałby się prostem narzędziem "staroobriadców", usuwając nawet pożądane zmiany, cofając państwo we wszystkiem do czasów Aleksego Michajłowicza i patrjarchy Nikona, kiedy sprzeczano się o wyższość teologji greckiej a ruskiej. Jeżeli Piotr chciał zapewnić trwałość swemu dziełu, musiał usunąć syna. To też carewicz był już niemal więźniem, szpiegowany i prześladowany ciągle. Nagle dowiaduje się Piotr, bawiąc zagranicą, że i syn jego również wyjechał. Aleksy, czując się niepewnym życia, sam się usunął. Skorzystał z nieobecności ojca, żeby uciec, a uciekł daleko: drogą na Wiedeń aż do Neapolu.

 

Ucieczka ta równała się zrzeczeniu się następstwa tronu; zdawać się mogło przeto, że Piotr wyznaczy synowi odpowiedni apanaż i zachęci go do pozostania zagranicą. Ale należało to od wieków do dogmatów orjentalnej despocji, że wyjazd za granicę bez specjalnego pozwolenia, samowolne usuwanie się z pod władzy despoty, stanowi najcięższe przestępstwo, na równi ze zdradą główną i obrazą majestatu, jako najgorsza obelga wyrządzona monarsze. Tak zapatrywał się Piotr na wyjazd syna, i użył wszelkich sposobów, wpływów, podejść, gróźb i obietnic, aż sprowadził go z powrotem, w tym celu, żeby go zabić. Ale nie tak, jak niegdyś Iwan Groźny, który zabił syna ręką własną... Piotr, powracający z Paryża, urządził synowi proces z zachowaniem wszystkich formalności. Najliczniejsze kolegjum sądowe, jakie zna historja, bo liczące aż 127 sędziów, przedstawicieli biurokracji wszystkich prowincyj z pewną domieszką ludzi nie "służiłych" - coś nakształt dawniejszych "soborów ziemskich" - skazało carewicza, jako buntownika, jednomyślnie na karę śmierci. Ale Historja wie, że o jednomyślność najłatwiej właśnie w despocjach, zwłaszcza o zgodną z życzeniem władcy. Do wykonania wyroku nie przyznano się, jednak ogłoszono, że carewicz Aleksy "zmarł" w więzieniu dnia 7 lipca 1718 r. Na ciele jego znaleziono 40 śladów od... knuta. Następcą tronu stawał się syn Aleksego i księżniczki brunświckiej, imieniem Piotr, o ileby ojciec nie dał pierwszeństwa jakiemu potomkowi Marty-Katarzyny. Sytuacja stawała się poniekąd podobną do sprawy o następstwo pod koniec panowania Iwana Srogiego. A nie wydał Piotr nigdy wyraźnego rozporządzenia co do następstwa, poprzestawszy na ogólnikowem obwieszczeniu, że tron przechodzi na tego, kogo car wskaże, nie krępowany wcale primogeniturą. To samo, co Iwan Srogi!

 

Tymczasem wlokła się dalej, choć nader leniwo tylko, dalsza wojna ze Szwecją, gdyż Karol XII pokoju nie zawierał i nie zrzekał się Inflant - jakkolwiek nowy minister, baron Goertz, podzielał dążności Piotra, spodziewając się zato posiłków rosyjskich do odzyskania krain pomorskich w Niemczech i do zdobycia Norwegji. Niespodzianie padł Karol XII od zamachu pod obleganą warownią norweską Friedrichshall w grudniu 1718 r., a jeszcze większą było niespodzianką, że siostra i następczyni Karola. Ulryka Eleonora, i mąż jej, Fryderyk hesko-kaselski (1719-175l), także nie chcieli zawierać pokoju, a Goertz został stracony. Po dwóch atoli wyprawach rosyjskich na południową Szwecję zmieniono zapatrywanie i w r. 1721 doprowadził wreszcie Ostermann do pokoju w Nystadt: Piotr zwracał Finlandję, a zatrzymywał Inflanty szwedzkie. Tak zakończyła się wreszcie wojna o Inflanty.

 

Bezpieczny na zewnątrz i wewnątrz, przystąpił Piotr teraz do jawnego postawienia osoby carskiej na czele Cerkwi. Naśladując niewolniczo owe niemieckie "Landeskirchen", poruczył naczelną administrację Cerkwi gronu, nazwanemu zupełnie tak samo, jak w Niemczech, synodem, z dodaniem mu tytułu "świątobliwego" - gronu, zawisłemu najzupełniej od monarchy, złożonemu z osób duchownych i świeckich, a pod dozorem bezpośrednim i kontrolą "oberprokuratora", osoby świeckiej, zastępującej cara i znoszącej się bezpośrednio z carem. Tu okazuje się moskiewski typ umysłowości Piotra, który przywiązywał zawsze przesadne znaczenie do formy. Wszak już dawni wielcy książęta moskiewscy byli faktycznie panami Cerkwi, która zawsze była potulną służką caratu! Formalnie mógł atoli być naczelnikiem Cerkwi tylko ktoś, mający prawo interpretować wiarę, a więc osoba duchowna. Ten stan rzeczy narusza Piotr i wkracza w dziedzinę sumień, żeby nawet i formalnie być zwierzchnikiem Cerkwi, dla miłości formułki.

 

Odtąd nastał w Cerkwi rozstrój nieuleczalny, a to z powodu rozbieżności jej zasady a ustroju. Prawosławie nie ma teologicznie nic wspólnego z protestantyzmem, dopuszczającym swobodną interpretację Pisma św., lecz narówni z katolicyzmem opiera się na zasadzie powagi. Jeżeli prawosławie nie ma zawisnąć w powietrzu, doprowadzone do absurdu, musi mieć na czele powagę teologiczną, w Carogrodzie czy w Moskwie, metropolitę czy patrjarchę, boć żaden świecki, choćby car, powagą taką być nie może. Odtąd najprawowierniejsi nabywali wątpliwości, czy od r. 1721 istnieje wogóle jaka jawna organizacja prawej Cerkwi, czy nie należy upatrywać jej w razkole. Odtąd rośnie sekciarstwo tak szybko, iż niebawem niemal tylko figury świata oficjalnego zaliczały się do owczarni "świątobliwego synodu". Od Piotra zaczyna się w szeregach biurokracji, a nawet duchowieństwa indyferentyzm religijny, połączony z hipokryzją przestrzegania liturgji. "Reforma" roku 1721 odjęła Cerkwi wartość społeczną, w zakresie zaś życia państwowego zepchnęła ją ze stanowiska przodowniczego i często twórczego na wykonawcze, bierne.

 

Uzupełniwszy władzę carską atrybucjami niemieckiego księcia protestanckiego, przyjął Piotr w tymże roku 1721 tytuł cesarski, jakby dla zaznaczenia, że góruje jednak nad tymi wszystkimi książętami, a równy jest ich (tytularnemu) zwierzchnikowi, cesarzowi "rzymskiemu". Nowy tytuł brzmi i w rosyjskim języku także: "imperator", obok czego zostaje tytuł dotychczasowy "cara"; miał więc Piotr w myśli tytuł wyższy nad carski. Miało to być ozdobą, uszlachetnieniem tytułu carskiego; nie każdy car bywa imperatorem, on jednak wzniósł się do tej wyżyny. Znać w tem pewne naśladowanie starożytności, kiedy-to "cezarom" senat nadawał tytuł imperatorski;. w zasadzie był to tytuł osobisty. Tak go też rozumiał Piotr; w jego mniemaniu miał każdy z jego następców zosobna, osobiście na ten tytuł sobie "zasłużyć".

 

Nie na tem koniec tytułów. Obie najwyższe władze, senat i synod, uchwaliły mu tytuł: "Piotr Wielki, ojciec ojczyzny". Widzimy, że akademja słowiańsko-grecko-łacińska nie napróźno szerzyła wiadomości o klasycznym świecie i że wszystko przydatnem bywa celom "państwowym"! Jedyny-to monarcha, zwany za życia "Wielkim", gdyż... sam sobie tytuł ten nadał.

 

Śmierć zaskoczyła go wpółtrzecia roku potem, dnia 28 stycznia 1725 r. Ostatnie lata czynnego ustawicznie imperatora poświęcone były rozszerzeniu panowania nad krajami kaspijskiemi kosztem Persji. W r. 1722 dostał się pod władzę carską Derbend, w r. 1723 Baku.

 


| Poprzednia część | Góra | Strona główna | Następna część |