Ojczyzna.pl

 BIBLIOTEKA im. FELIKSA KONECZNEGO

 

 

 

SPIS TREŚCI

 


Część I

Do najazdu Mongołów.


I. Przed panowaniem Waregów (do r. 862)


II. Ruś jako droga do Grecji (860-1043)


III. Rozbieżność społeczeństwa i państwa (do r. 1054)


IV. O drogę poprzeczną przez Ruś (1054-1174)


V. Przygotowanie rozłamu Słowiańszczyzny wschodniej (1174-1224)


VI. Najazd tatarski i rozłam Słowiańszczyzny wschodniej (1224-1363)


Część II

Wielkie księstwo Moskiewskie (1263-1449).


VII. Dobrowolne utwierdzenie niewoli (1263-1319)


VIII. Ekonomiczna przewaga Moskwy (1320-1359)


IX. Utwierdzenie odrębności moskiewskiej (1360-1380)


X. Niedoszłe carstwo wileńskie (1380-1408)


XI. O granicę dwóch kultur (1408-1449)


Okres pośredni (1449-1505).


XII. Opanowanie całego Zalesia (1449-1489)


XIII. Gosudar i car wszystkiej Rusi (1480-1505)


Część III

Carstwo moskiewskie (1505-1725).


XIV. Powstanie swoistej kultury (1505-1554)


XV. Walka o Bałtyk (1554- 1595)


XVI. Dążenia do unji polsko-litewsko- moskiewskiej (1595-1634)


XVII. Wojny kozackie (1634-1682)


XVIII. Wtóra walka o Bałtyk reforma biurokratyczna (1682-l725)


Część IV

Cesarstwo rosyjskie (od r. 1725).


XIX. Państwo poza społeczeństwem (1725-1762)


XX. Rozbiory Polski (1762-1795)


XXI. Wojny napoleońskie (1796-18l5)


XXII. Hegemonja Rosji (1815-1855)


XXIII. Nihilizm i rusyfikacja (1855-1897)


 XXIV. Ciosy naprzemian od Azji i Europy (1898-1914)


 

    

  

FELIKS KONECZNY

  

Dzieje Rosji

(3)

 

    

    

    

CZĘŚĆ IV.

Cesarstwo rosyjskie.

(Od r. 1725.)

  

 

XIX. PAŃSTWO POZA SPOŁECZEŃSTWEM.

(1725-1762.)

 

         Żadnego "razkolnika" nie ucieszyła śmierć Piotra W. tak, jak Aleksandra Daniłowicza Mieńszikowa. Za łapownictwo, grabieże, nadużycia wszelkiego rodzaju, bywał on już od r. 1714 ciągle pod sądem, dając sobie jednak radę za protekcją Katarzyny; wkońcu atoli nietylko skazanym został na stracenie, ale wyrok miał być wykonany. Egzekucja była postanowioną rzeczą, gdy wtem niespodziana śmierć cara robi ze skazańca - rządcę państwa. Miał Mieńszikow zawsze swoje "stronnictwo", t. j. spółkę do robienia interesów na sprawach państwa. Wspólnicy działali szybko, energicznie, okazali obrotność nadzwyczajną, i pozyskali dla siebie gwardję.

 

Tron należał się synowi nieszczęsnego carewicza Aleksego Piotrowicza, Piotrowi Aleksiejewiczowi. Ten liczył lat dziesięć, i dzięki temu wdarła się na tron analfabetka Marta-Katarzyna, zrazu jako niby opiekunka nieletniego Piotra, a władcą rzeczywistym stawał się Mieńszikow, teraz jawny jej ulubieniec, dobry wódz, lecz również ledwie umiejący się podpisać. Katarzyna I (1725-1727) zaledwie dwa lata zadziwiała Europę swą karjerą. Po jej zgonie zostawił Mieńszikow tron dwunastoletniemu Piotrowi II (1727-1730), w nadziei, że będzie nadal rządził za nieletniego.

 

Pozostawał też przy władzy Osterman, już wicekanclerz, a przez Katarzynę mianowany ochmistrzem Piotra II. Dzięki jemu doszła do skutku w rok po zgonie Piotra W. zamierzona przezeń akademja nauk, na którą ówczesna Rosja zdobyła się w sposób nader prosty: mianowano członkami Niemców. Jak przemysł powstać może przez sprowadzenie obcego kapitału i cudzoziemskich zawodowców, podobnież w Rosji powstała nauka. Wszystko według reguł świata materjalnego, wszystko techniką; świat cały mechanizmem, który można sobie "zrobić", skoro tylko podpatrzy się, jak to wygląda u obcych.

 

Nagle Mieńszikow upadł, pomimo że Piotra II zaręczył ze swoją córką. Zanim wyszły na jaw szczegóły spisku, osnutego przez Ostermana, już Mieńszikow był uwięziony i wywieziony, a władza przeszła w ród Dołgorukich (i narzeczoną zmieniono Piotrowi na Dołgorukównę). Ażeby uwolnić się od poprzednich wpływów i mieć Piotra wyłącznie w otoczeniu, należącem do spółki Dołgorukich, przeniesiono dwór carski z powrotem do Moskwy. Wyniknęło to z motywów natury osobistej, z zazdrości o władzę, a łączyło się siłą faktów z zagadnieniem, czy państwo ma być nadal rządzone w formach Piotra W., w formach niemieckich, czy też nawróci się do tradycyj staro-moskiewskich. Wmieście Moskwie nie było jeszcze nic "zreformowanego"; przeciwnie, stara stolica przez niechęć do Petersburga była demonstracyjnie, umyślnie "starą": tam noszono brody "starobojarskie".

 

Wszelako owe zabiegi rozbiły się o krótkość czasu, wymierzonego przez losy Piotrowi II, który zszedł z tego świata w r. 1730, w l6 roku życia swego. Dynastja Romanowych wygasła na nim po mieczu. Pozostawały dwie córki Piotra W. i bratanica, księżna kurlandzka. Partja moskiewska przeprowadziła oddanie tronu tej ostatniej, mając pewne obliczenia, że caryca Anna nie będzie popierała kierunku "petersburskiego". Zawiedziono się.

 

Anna Iwanowna (1730-1740) była wdową od lat 19. Małżonek jej, kurlandzki Fryderyk Wilhelm, zmarł zaraz po ślubie, lecz wdowa pozostała w kraju, osiadłszy w Mitawie, podczas gdy ostatni z Ketlerów, wuj i następca jej męża, Ferdynand, przebywał stale zagranicą. Na dworze mitawskim zabłysnął łaskami księżnej szlachcic i właściciel niewielkich dóbr w Kurlandji, Ernest Jan Buehren. Nowa caryca zabrała go z sobą do Moskwy i zrobiła hrabią; przy tej sposobności nabrał Buehren francuskiego pochodzenia, a mianowicie od książąt (duków) Bironów, których herbem i nazwiskiem posługiwał się odtąd stale! Niemiecki ulubieniec kierował Annę ku Petersburgowi i skłonił ją, że już w r. 1732 przeniosła stolicę na nowo nad Newę. Tam szafował tysiącami wyroków za same choćby podejrzenie o niechęć przeciw swej osobie. Panowanie Anny można śmiało nazwać czasami terroru dworskiego. Od czasów Iwana Groźnego nie było takiego pogromu na bojarstwo, a ze szczególną zaciekłością ścigał Biron stare historyczne rody.

 

Pod zwierzchnictwem Birona rządził dalej Osterman, a obok niego Burhard Krzysztof Muennich, stary generał Piotra W., za Anny naczelnik "kolegjum wojennego". Trzech tych Niemców uprawiało politykę zewnętrzną; mieli zaś do czynienia przedewszystkiem ze sprawami polsko-rosyjskiemi.

 

Obsadzenie tronu polskiego po śmierci Augusta II (1733) stało się powszechną sprawą europejską, mając zadecydować w walce dwóch obozów, francuskiego a habsburskiego. Cesarz Karol VI pragnął zapomocą swej "sankcji pragmatycznej" przenieść kompleks dzierżaw habsburskich na córkę, Marję Teresę, i utrzymać w ten sposób nadal rozległą "Austrję", podczas gdy Ludwik XV chciał wygaśnięcie dynastji po mieczu wyzyskać do rozbicia dawnej monarchji Habsburgów. Na elekcji polskiej wybrano jednomyślnie Leszczyńskiego (powtórnie), który był teściem Ludwika XV. Obóz francuski był górą, Polska mogła przechylić szalę przeciwko Austrji.

 

Nie padł na elekcji ani jeden glos za domem saskim, i nowy elektor August III, syn Augusta II, postanowił wszelako zdobyć sobie tron polski przemocą, do czego uzyskał bardzo łatwo posiłki od Austrji i Rosji. Żona jego była bratanką Karola VI, i z tego tytułu mógłby elektor dochodzić przeciwko Marji Teresie pretensyj do części habsburskiego spadku, który cesarz pragnął przekazać córce niepodzielnym. Elektor przyrzekł uznać sankcję pragmatyczną, a otrzymywał zato 12.000 wojska na wyprawę polską. Jeszcze łatwiej, bo taniej, otrzymywał pomoc Rosji: przyrzekł Bironowi, że kiedy zostanie królem polskim, nada mu po najdłuższych dniach Ferdynanda księstwo kurlandzkie, lenno Korony polskiej. Skutek był cudowny: w 10 dni po objęciu rządów przez Leszczyńskiego ukazały się pod Warszawie przednie straże rosyjskiej 40.000 armji. W ten sposób wzięła Rosja udział w "wojnie sukcesyjnej polskiej".

 

Z jednej strony Francja, Hiszpanja, Sardynja, z drugiej Rosja i Ąustrja zmagają się na pobojowiskach we Włoszech i nad górnym Renem. Muennich zdobywa Gdańsk (1734), z którego Leszczyński ledwie uszedł z życiem, poczem dokonuje podboju Polski. Odwołano go do Turcji, z którą wybuchła niespodzianie wojna (1736-1739), przez nikogo w Rosji wtenczas nie wywoływana, narzucona przez Francję, która podmówiła sułtana, ażeby usunąć armję rosyjską z pobojowisk środkowej Europy. Muennich zdobył w r. 1736 Krym, następnego roku Oczaków, a w r. 1739 Mołdawję. Zwycięstwa te nie dały odpowiednich korzyści, gdyż Szwecja poczęła gotować się do wojny o odzyskanie Inflant, co widząc Osterman, parł do pokoju z Turcją, i udało mu się pozyskać aprobatę Birona. Zawarto pokój belgradzki 1739 r., w którym Rosja poprzestać musiała na krainie pomiędzy Bugiem a Dnieprem. Rok przedtem skończyła się wojna "sukcesyjna polska" utwierdzeniem Augusta III Sasa na tronie, i uznaniem austriackiej sankcji pragmatycznej, wzamian czego musieli się Habsburgowie zrzec niemal wszystkich posiadłości we Włoszech.

 

Cel uczestnictwa w tych wojnach ze strony rosyjskiej osiągnięty został już w r. 1737. Po bezdzietnej śmierci ostatniego z Ketlerów należało według prawa lennego wcielić Kurlandię do Korony, otrzymał ją atoli Biron za pomoc, do zdobycia tronu polskiego dostarczoną, Biron nie osiadł w swem księstwie, lecz został przy Annie i władał nadal państwem rosyjskiem.

 

Szczególnym był podkład tych rządów. Biron jest typem: ani on, ani żadna z osób, frymarczących tronem rosyjskim w tych czasach, nie miała za sobą stronnictwa wewnątrz kraju, choćby grupy z jakiemiś dążeniami politycznemi. Co więcej, niema też grupy opozycyjnej. Nastaje doba najzupełniejszej apatji społeczeństwa, nie biorącego udziału w sprawach państwa ani nawet negatywnie. Polityka rosyjska była w tych latach nader czynną, w sprawy europejskie mieszano się coraz wydatniej, skropiono pół Europy krwią rosyjskiego żołnierza, ale to wszystko robi dwór, i tylko dwór. A dwór tych malowanych carów i caryc nie ma również żadnego związku wewnętrznego ze sprawami publicznemi, bo niema tam żadnych przekonań, żadnych dążeń - są tylko prywatne interesy, dla których nadużywa się państwa. Polityka rosyjska zależną jest w tych latach najzupełniej od przypadkowości osobistych kaprysów i zachcianek, bez jakiegokolwiek wytkniętego celu. Wyprawiano lekkomyślne harce siłami Rosji.

 

Nastał stosunek państwa do społeczeństwa gorszy i niższego typu, niż niegdyś rozbieżność społeczeństwa a państwa - wytworzyło się państwo poza społeczeństwem. Nigdy w dziejach Europy nie zaszło coś podobnego, ani też żadne z państw europejskich nie zdołałoby utrzymać się w takim stanie, podczas gdy państwo rosyjskie wyszło z tej doby... wzmocnione. Wniosek z tego, że dla istnienia i rozwoju tego państwa obojętnym jest stosunek do społeczeństwa. Poza społeczeństwem zgoła funkcjonowała doskonale machina państwowa nawet w okresie po r. 1725. Państwo składa się z dwóch sfer: z dworu i biurokracji potrójnej: cerkiewnej, cywilnej i wojskowej. Póki te trzy czynniki trzymają się razem, a są do dyspozycji dworu, może państwo, pozostające poza społeczeństwem, rozwijać się i kwitnąć, prowadzić ruchliwą politykę zagraniczną, czyniąc zabory, urastając na coraz potężniejsze mocarstwo. Jeden tylko jest przytem warunek, ale nieodzowny: potrójna ta biurokracja musi mieć dobrobyt. Oto tajemnica ustroju państwa rosyjskiego. Różnica biurokracji rosyjskiej a europejskiej objawiała się zaś na zewnątrz tem, że w Rosji żywioł wojskowy przenikał coraz bardziej do wysokiej sfery administracji, podczas gdy w Europie eliminowano wojskowych coraz bardziej z zarządu kraju i z polityki. Symbolem tego państwa poza społeczeństwem: uzbrojony biurokrata, generał-czynownik. Posiadając monopol rutyny w administracji i siłę, umie uzbrojona biurokracja narzucić swą wolę i w dół i w górę, ludności i dworowi w końcu. Ulega nieraz dwór, bo jest niepewny jutra, w ciągłej trwodze, czy jaki nowy spisek nie sprowadzi zmiany... osób, a wszak tylko o osoby chodziło.

 

W tej swoistej formacji państwa poza społeczeństwem panowanie Anny Iwanowny nie było jeszcze najgorsze. Umarła w rok po pokoju belgradzkim. Schyłek życia przeszedł jej na obmyślaniu sposobów, jakby zapewnić nadal władzę Bironowi. Wprowadziłaby go na tron, zapisałaby mu państwo, gdyby to było jakkolwiek możliwem. Szczęśliwy dla jej marzeń zbieg okoliczności zezwolił jej na kombinację, która zapewniała księciu kurlandzkiemu władzę nad Rosją na długie lata, które mógł sobie wyzyskać, ażeby przy nadarzonej pomyślnej sposobności posunąć się jeszcze wyżej, z księcia na cara, cesarza, może na imperatora...

 

Anna miała siostrę rodzoną, Katarzynę Iwanownę, którą Piotr W. wydał był za Leopolda meklemburskiego. Córka z tego małżeństwa, Anna, wyszła za księcia brunświckiego Antoniego Ulryka, z linji Braunschweig-Bevern, i właśnie w czasie, gdy carycy Annie wypadło gotować się na śmierć, powiła syna, Jana (24 sierpnia 1740). Noworodka tego mianowała Anna Iwanowna swym następcą, mianując zarazem w testamencie Birona regentem - o co chodziło.

 

Rachuba ta zawiodła. Jaś brunświcki figuruje wprawdzie w spisie carów jako Iwan VI (1740-1741), bo mu składano najformalniej hołd poddańczy, kiedy liczył dwa miesiące życia, ale w kilka dni potem Muennich, rozporządzając gwardją, uwięził Birona i wywiózł na Sybir, za Mieńszikowem. Regencję objęła matka Jasia, Anna Leopoldowna, a mąż jej. Antoni Ulryk, ogłoszony skromnie naczelnym wodzem armji. Sobie zapewnił Muennich stanowisko pierwszego ministra, Ostermanowi pozostawiając sprawy zewnętrzne. Wkrótce nowa zmiana: Antoni Ulryk i Osterman spiknęli się przeciw Muennichowi... Nastaje ciekawy epizod w dziejach caratu, który możnaby nazwać czasami brunświckiej gospodarki, gdyż o "rządach" we właściwem znaczeniu tego wyrazu niema co mówić.

 

Muennich podał się do dymisji w maju 1741, ponieważ nie zgadzał się z regentką co do polityki zewnętrznej. Wybuchła po śmierci Karola VI (1740) wojna "sukcesyjna austrjacka", druga wojna o sankcję pragmatyczną. Regentką sprzyjała Marji Teresie, Muennich był za Prusami, które wszczęły t. zw. pierwszą wojnę śląską. Niebawem stanęły za Fryderykiem W. i wystąpiły przeciwko Marji Teresie: Saksonja, Bawarja, Francja, Hiszpanja, Szwecja. Francuskie i szwedzkie poselstwa w Petersburgu znalazły sposób na Annę Leopoldownę. Wysunięto kandydatkę do tronu w osobie Elżbiety, córki Piotra W. i Katarzyny (przedślubnej, ur. 1709), pozyskano dla niej gwardję, urządzono zamach stanu w nocy z 6 na 7 grudnia 1741. Muennich i Osterman wyprawieni na Sybir, brunświccy małżonkowie wtrąceni do więzienia wraz z niemowlęciem-carem. Osterman zmarł w Syberji po sześciu latach, Muennich wrócił po latach 20, a "Iwan VI" nigdy już nie odzyskał wolności. W taki sposób weszła Rosja w wir wojny o panowanie Marji Teresy, wprowadzona w sprawę państwu rosyjskiemu obojętną, intrygą i przekupstwem obcych poselstw. Zmiany polityczne dokonywały się nie ze starcia się kierunków politycznych (nie było ich wcale), lecz ze starć na tle ciasnego widnokręgu rodzinnych zawiści i nienawiści, dzięki czemu każda ze stron wojujących miała w swem ręku jakiegoś kandydata do tronu lub do... stanowiska ulubieńca, jako ślepe narzędzie.

 

Szwecja złączyła się pośrednio z koalicją przeciw Marji Teresie tylko dlatego, że w porozumieniu z Francją nadarzała się sposobność podsycania anarchji dworskiej w Petersburgu;  dlatego protestowała Szwecja przeciw pomijaniu praw do tronu Elżbiety i wystarała się o zamach stanu, łudząc się objawami anarchji rządowej, sądząc, jakoby to dowodziło osłabienia państwa rosyjskiego, co miało wieść do odrobienia pokoju nysztadzkiego. Intryga udała się nadspodziewanie; nie trzeba było nawet zdobywać Petersburga dla Elżbiety, na co zdecydowanym był Fryderyk szwedzki (1720-1751). Ale oto właśnie klasyczny przykład, jak w Petersburgu ówczesnym nikt nie reprezentował żadnego kierunku politycznego. Wszczętą jeszcze w ostatnich dniach Ostermana wojnę musiał król szwedzki kontynuować z własną na tron rosyjski kandydatką, Elżbietą, gdyż dwór jej nie dal się zamienić w żadne stronnictwo polityczne. Wojna była zaś dziwnie pomyślna dla Rosji, na której zanarchizowanie tak napewno liczono. Pogrążona w anarchji, Rosja podyktowała warunki pokoju w Abo w r. 1745, zagarniając południową Finlandję aż po rzekę Kyme.

 

Wszelkie a wszelkie obliczenia względem polityki rosyjskiej zawodziły cudzoziemców w połowie XVIII wieku zupełnie tak samo, jak za Iwana Srogiego. Francja i Szwecja nie odniosły potem najmniejszej korzyści z tego, że zamknęły przezornie brunświckiemu domowi drogę powrotu na tron: Elżbieta Piotrowna (1741-1762) mianowała odrazu następcę tronu, będąc jeszcze pod wpływem posłów francuskiego i szwedzkiego, na samym wstępie swego panowania. Był nim siostrzeniec jej, syn młodszej siostry, Anny Piotrowny, wydanej za księcia Holstein-Gottorpskiego. Czternastoletni książę Karol, sprowadzony natychmiast do Petersburga, otrzymał przy przejściu na prawosławie imię Piotra. Było to w r. 1742. W dwa lata ożeniono go z córką ubogiego książątka na Anhalt-Zerbst, Krystyna Augusta, który był pruskim generałem i gubernatorem Szczecina. Ślub siedmnastoletniego Karola-Piotra z szesnastoletnią Zofją Augustą, przemianowaną w prawosławiu na Katarzynę, odbył się 1745 r. Carewiczowa uczyła się od carycy zmysłowości, doprowadzonej do wyuzdania; zasłynęły z niej obie, Elżbieta i Katarzyna. Uczennica przeszła następnie mistrzynię, ale historja nie według tego ją sądzi, gdyż ona miała wprowadzić na nowo do rządów celowość i wzgląd na interes państwa. Miała talent, a młodo stanąwszy blisko tronu, miała dużo czasu na polityczne wykształcenie, którego potem złożyła liczne dowody.

 

W wojnie o sukcesję habsburską zmieniały się kaprysy Elżbiety. Neutralna do r. 1746, doznawszy od Fryderyka W. osobistej obrazy, zawarła pośpiesznie sojusz z Marją Teresą i z całym pośpiechem wyprawiła wojsko aż nad Ren. Europa przyzwyczajała się do pochodów wojska rosyjskiego, w którem ani generałowie nawet nie wiedzieli, za co walczą... Tym razem wystąpienie Rosji przyśpieszyło zawarcie pokoju (akwizgrańskiego 1748 r.).

 

Elżbieta tajnym artykułem sojuszu otwierała atoli Marji Teresie nadzieje odzyskania Śląska i stała się w ten sposób inicjatorką trzeciej wojny o Śląsk, wojny siedmioletniej (1756 do 1763). Przez lat kilka grupowały się i zmieniały przymierza w Europie. Do porozumienia austrjacko-rosyjskiego przystępował August III Sas, zbity poprzednio przez Prusaków, żądny odwetu. Król pruski dowiedział się o układach, ubiegł Sasa, wkroczył w r. 1756 do Saksonji, zajął Drezno. Natenczas August III szukał pomocy w swem królestwie polskiem, oficjalnie neutralnem, i w tej okoliczności tkwi węzeł, wiążący sprawy całego wschodu europejskiego w całość polityczną.

 

Od dość dawna próbowano w Polsce wyrobić grunt do reform wewnętrznych i do wznowienia potęgi państwowej zapomocą akcji zewnętrznej. Początkiem jest dwukrotna elekcja Leszczyńskiego, poczem następują programy Czartoryskich i Potockich. Czartoryscy, gorący zwolennicy Leszczyńskiego, nabrawszy przekonania, że nie usuną z Polski wpływów rosyjskich, postanowili próbować tego, co robili inni: wyzyskać stosunki, panujące w Petersburgu, do swoich celów. Czartoryscy dążyli do tronu polskiego, ale jako wyraziciele pewnego programu publicznego, państwowego i społecznego, nie zaś jako zwyczajni możnowładczy łowcy korony; pragnęli tronu, ażeby przeprowadzić reformy, ażeby służyć idei polskiej. Podczas wojny turecko-rosyjskiej (1736-1739) nawoływali Czartoryscy do sojuszu z Rosją, podczas gdy Potoccy pragnęli przymierza z Francją, Szwecją i Turcją. Czartoryscy działali tak stanowczo, iż nawet postarali się, wbrew własnym zasadom, o zerwanie sejmu, byle nie było uchwalone przymierze tureckie. Ostatecznie nie zawarto wówczas żadnego przymierza.

 

Kiedy w r. 1756 król Sas szuka w Polsce pomocy przeciw Prusom, mając zapewnioną już pomoc rosyjską, postanowili Czartoryscy wyzyskać położenie, w którem, jak mniemali, Rosji samej powinno zależeć na tem, żeby Polska była mocniejszą militarnie, skoro ma być w wojskowym sojuszu z Moskwą. Ale szlachecki ogół uparł się przy neutralności, nie rozumiejąc, że trzeba wojska na... obronę neutralności. Wówczas to stała się Polska, jak trafnie powiedziano, "karczmą przydrożną", do której zachodziły dowolnie wojska rosyjskie i pruskie. 

 

Czartoryskim przyświecały dalsze jeszcze zamiary: Widząc "brunświcką gospodarkę", a znając objawy niechęci do niemczyzny, których nie brak było we wszystkich warstwach społeczeństwa rosyjskiego, przypuszczali, że Rosja musi zatęsknić tak samo do dynastji narodowej, jak Polska, niechętna Sasom, gotowa zawsze znaleźć sobie nowego Leszczyńskiego, byle nie przeszkadzała do tego przemoc ościennych. Popełniając ten gruby (lecz jakżeż pospolity!) błąd, że mierzyli umysły rosyjskie miarą własną, europejską, sądzili, że można na dążeniu do narodowej dynastji oprzeć w Rosji pewne plany tak samo, jak w Polsce, a skoro równocześnie i Rosja i Polska cierpią na niemieckie dynastje, więc (mniemali) tożsamość utrapienia: niemczyzny - wyrobić musi wspólność interesu; żeby się pozbyć niemczyzny, a ze wspólności interesów wyrobi się przyjaźń. 

 

Powstała u Czartoryskich ideologja o wspólnym interesie Rosji a Polski przeciwko Niemcom, o wspólnej konieczności wytworzenia sobie dynastyj narodowych. Wierzyli, że Rosja i Polska z Litwą pozostawałyby w najlepszych stosunkach, gdyby nie wpływy niemieckie w Petersburgu. Obydwa państwa nie posiadały w danej chwili dynastji narodowej; skoro w Polsce powiodłoby się Czartoryskim posiąść koronę, mogłoby to w dalszem następstwie powieść się i w Rosji. Jeżeli może być carem książę brunświcki lub anhalcki, czemużby nie mógł zostać nim król polski? Tak tedy wśród najgłębszego upadku politycznego odradza się dawna myśl rozszerzenia unji polsko-litewskiej na Rosję. Przekonani też byli Czartoryscy, że byle zaprowadzić w Polsce ład państwowy i silny rząd, pokazując na przykładzie, że silna władza da się pogodzić z wolnością obywatelską, "naród moskiewski" sam zapragnie... monarchji konstytucyjnej i złączy się przyjaźnie z narodem polskim w dążeniu do wolności. Tak więc przeprowadzenie reform w Polsce miało wróżyć nowy okres dziejowy i dla Rosji, a doprowadzić w konsekwencji do najlepszych stosunków z dawnym "Moskwicinem". Dlatego to Czartoryscy nie bali się oprzeć swych planów w pierwszej ich części na rosyjskiej interwencji w Polsce. Oni nie bali się Rosji, zapatrzeni w swe marzenia, oparte wprawdzie na faktach zupełnie realnych, ale bez uwzględnienia danych duchowych. Materjalizm XVIII wieku przebija u podstaw tej ideologji.

 

Tymczasem wojska rosyjskie pomagały jednym Niemcom (Sasom i Austrjakom) przeciw drugim Niemcom (Prusakom). Rosjanie zwyciężali, w r. 1757 pod Grosrjagerndorf, w r. 1758 przekroczyli Odrę, w r. 1759 wygrali pod Kunersdorfem, ale nie umieli wyzyskiwać zwycięstw, skutkiem czego następowała czasem po wygranej niespodzianie klęska (np. 1758 r. pod Zomdorf). Trzy razy zmieniała Elżbieta wodza, aż dopiero w r. 1761 Buturlin zdobył znaczne obszary i doprowadził do tego, że wojsku Fryderyka W. groziło zupełne osaczenie (pod Bunzelwitz, dokąd nadeszły i austrjackie wojska). Wtedy Buturlin... zwleka, nie dopuszcza pod rozmaitemi pozorami do ogólnego szturmu, i ocala króla pruskiego. Otrzymywał bowiem wskazówki od... carewicza, żeby Prusaków oszczędzać, a zarazem doszły go wiadomości, że dni carycy są policzone. Powszechnie zaś było wiadomem, jako carewicz Piotr jest bałwochwalczym wielbicielem Fryderyka Wielkiego. Ledwie Elżbieta zamknęła oczy (5 stycznia 1762 r.), Piotr III (1762 r.) wyprawił kurjera z rozkazem, żeby zaprzestać wojny z Fryderykiem. Zaraz mu zwrócił wszystkie zdobycze, a nawet oddawał mu swoje wojsko do dyspozycji przeciwko Marji Teresie. W kilka miesięcy po wstąpieniu na tron spisany miał i zatwierdzony formalny sojusz zaczepno-odporny ze swem bożyszczem pruskiem. Tak zaczęto się panowanie dynastji holstein-gottorpskiej. Jak bez jakiejkolwiek racji państwowej i bez jakiegokolwiek politycznego celu wojowała Elżbieta z Prusami, podobnież spodobało się Piotrowi III zamienić to na walkę z Austrją. Jedno i drugie było jednako kaprysem despotów, mających do dyspozycji państwo stojące poza społeczeństwem. I byłoby państwo zamieniało się na jakąś filję Prus pod carem, który posprawiał zaraz swej przybocznej kompanji pruskie mundury, a nakazał, żeby takiego wojska było jak najprędzej 18.000, gdyby nie to, że i on nie uwzględniał... danych duchowych:

pozwolił sobie okazywać publicznie lekceważenie dla prawosławia. To też po kilku miesiącach już go nie było nietylko na tronie, ale ani na świecie. Strąciła go własna żona. Małżeństwo gottorpsko-anhalckie było nad podziw niedobrane. Od r. 1753 były dwa stanowiska "ulubieńców"; przy starszym dworze Szuwałow, przy młodszym Sołtykow. Przyjście na świat Pawła Piotrowicza. w r. 1754 sprawiło takie wrażenie, że Sołtykowa mianowano ambasadorem aż w Madrycie. Następcą jego został poseł polski, Stanisław Poniatowski, poczem przyszła kolej na Orłowa. Ten utrzymał się przez lat 13 i podobno naprawdę kochał Katarzynę. Faktem jest, że rodzina Orłowych była czynną przy wyniesieniu Katarzyny, oni ułożyli się z gwardją, oni kierowali całą sprawą (najpierw ogłoszenie Piotra chorym na umyśle, a Katarzyny regentką, potem abdykacja, wkońcu zabicie cara, ofiarowanie tronu wdowie). W taki sposób wstąpiła na tron Katarzyna II (1762-1796 r.), Niemkini, pełna pogardy dla wszystkiego, co rosyjskie, a mająca uchodzić w historjografji rosyjskiej za wcielenie rosyjskości, i zwana częstokroć Wielką.

 

Orłow i Katarzyna mają zasługę wielką, iż położyli kres wybrykom osobistych kaprysów w polityce zagranicznej, a szukali wytycznych jakich, któreby wypływały z zastanawiania się nad interesami państwa. Odtąd można ubolewać nieraz nad mylnem rozumieniem spraw, nad niewłaściwem osądzaniem rzeczy i okoliczności, lecz nie można zarzucić frymarki sprawami państwowemi.

 

Katarzyna odwołała armję z Niemiec i zachowała neutralność w wojnie siedmioletniej, dobiegającej zresztą już do końca; w pokoju, zawartym w lutym 1763 r. w Hubertsburgu, Rosja nie uczestniczyła. Pisano wiele o przeciwieństwie jakoby wpływów kulturalnych niemieckich a francuskich na Rosję, i wysnuwano z tego wnioski w konstrukcji obrazu dziejów politycznych Rosji owej doby. Należy zwrócić uwagę na fakt niezaprzeczalny, ze najbliższem źródłem wpływów francuskich był dwór samego Fryderyka Wielkiego, który pomiatał, i to publicznie, wszystkiem, co niemieckie. W stosunku Piotra III a Katarzyny II do Fryderyka W. zachodzi różnica taka, że Piotr był niezgrabnym, niezdarnym, bezmyślnym uczniem berlińskiego mistrza, małpującym go karykaturalnie, podczas gdy Katarzyna II była najlepszą jego uczennicą, pełną subtelnego zrozumienia jego metody, którą umiała zastosować w sposób stosowny do czasu, miejsca i okoliczności. Niemców nikt nie usuwał, a francuski obyczaj szerzyli sami Niemcy! Stosunki literacko-reklamowe z pisarzami francuskimi zaczęła nawiązywać Elżbieta, kontynuowała Katarzyna. Odwołanych zaś z wygnania przez Piotra III Niemców używała nowa caryca chętnie do służby państwowej: Muennich został zawiadowcą portów bałtyckich, a tuziny całe nowych Niemców najmowano.

 

W czasach państwa poza społeczeństwem okazała się cała powierzchowność "reform" Piotra W., że były to tylko biurokratyczne reformy, nie prowadzące świata moskiewskiego ku Europie, skoro obok nich przez całe następne pokolenie możliwym był stosunek państwa do społeczeństwa jak najbardziej azjatycki. Znamiennym objawem tej doby jest ukaz z r. 1754, "humanitarny", bo znoszący karę śmierci, ale prócz spraw politycznych! Jeżeli "europejskością" mają być formy biurokratyczne, w takim razie Piotr III, najgorliwszy wyznawca europejskich mundurów, był chyba jeszcze większy od tamtego!

 

Wpływy europejskie szły, ale nie z biur, lecz z książek. Miał i w tem pewien udział Piotr W., aczkolwiek również powierzchowny. Heretycka łacina wprowadzała zmiany głębsze od wszystkich oficjalnych "reform"! A łacinę wprowadził, wprowadzić dozwolił Fedor Aleksiejewicz. Za Piotra W. robiła ona dalej swoje. Miała w sobie taką potęgę, że gdy liścienie jej raz dopuszczono do kiełkowania, nie powstrzymały rozwoju ani haniebne czasy najpotworniejszego orjentalizmu, czasy 1725-1762 r.

 

W tych czasach społeczeństwo wyrażało swe istnienie w trzech dziedzinach życia:

 

a) W sekciarstwie rozpleniającem się nadzwyczaj bujnie. Niema to najmniejszego związku z przypisywaną tak często Rosji "twórczością religijną"; dziwna "twórczość", której warunkiem - ciemnota. Nie powstała ani jedna sekta, możliwa dla ludzi inteligentnych. Powód licznych sekt tkwi w tem, że nikt w Rosji nie umiał katechizmu, ani nawet duchowieństwo parafjalne. Jak w Niemczech Bibija, tak w Rosji dogmatyka pozostawiona była faktycznie dobrej, woli społeczeństwa - a społeczeństwa ciemnego.

 

b) Drugą dziedziną życia, rozkwitającą wówczas, był handel. Zniesiono cła wewnętrzne, a dzięki zdobyczom azjatyckim i pozyskaniu dostępu do morza rósł dobrobyt w sposób wręcz fantastyczny. Walka o byt stawała się dziecinnie łatwą, nie wymagając żadnego wysiłku ni myśli, ni woli, ni nerwów. Nawet leniwcom nie groził w Rosji niedostatek - i to jest największem tego społeczeństwa nieszczęściem. (Nastały potem głody z innych przyczyn, o czem niżej.)

 

c) Nurtowało nadto umysłowe życie, wąskim choćby ponikiem, ale sączyło się nieustannie, poza świadomością nawet społeczeństwa. Działała łacina: w r. 1755 Szuwałow kładzie fundamenty pod uniwersytet moskiewski. Oto "europeizacja"! Jakie ona dała i dać musiała wyniki, zobaczymy; pamiętajmy, że istotą uniwersytetów krytyka, a zatem sceptycyzm...

 

Narazie okazał się jeden skutek, jakby doraźny, a zasadniczy i doniosły. Dwa pokolenia gramatyki łacińskiej rozwinęły bardziej język rodzimy i zrobiły więcej dla piśmienności jego, niż kilka wieków poprzednich; a w trzeciem pokoleniu występuje piśmiennictwo, rodzi się literatura. Reprezentantem pokolenia drugiego jest Łomonosow (1711-1765), polihistor, uprawiający i matematykę i historję i belletrję, prawodawca języka piśmiennego, a twórca wiersza artystycznego. W tymże czasie powstał szereg prywatnych teatrów, a r. 1756 teatr dworski w Petersburgu i obok niego pierwszy naśladowca Moliera, Sumarokow. Caryca Katarzyna II także pisuje komedje, a literackie ambicje okazuje nawet w listach swych, pisywanych stanowczo... do druku. Z jej osobą łączy się cała biografja reprezentanta trzeciego pokolenia łaciny w Rosji; jest nim Derżawin, pierwszy natchniony poeta rosyjski (1743-1816), występujący publicznie od r. 1779.

 

Tak powstał język literacki rosyjski, dzięki szkole łacińskiej, bez związku genetycznego z tem wszystkiem, co od Nestora, spisano we wschodniej Słowiańszczyźnie. Tak powstało drugie z kolei w Słowiańszczyźnie wschodniej poczucie narodowe, które miało określić się niebawem w całej pełni w Karamzinie (1765-1826), którego zasługą również oparcie bezwzględne i ostateczne piśmiennictwa na języku ludowym dawnego Zalesia.

 

Narodowość Łomonoswa, Derżawina, Karamzina nie pozostawała w żadnem przeciwieństwie do poprzedniej narodowości księcia Ostrogskiego, tudzież akademji ostrogskiej i kijowskiej z czasów Mohyły. Nie mogło być przeciwieństwa dla tego prostego powodu, że twórcy nowej formacji nie wiedzieli nic zgoła o istnieniu dawniejszej. Już ani nawet wspomnienia po niej nie było, ani najmniejszej tradycji nie dochowało się. To i tamto - jednako powstało samoistnie, odrębnie, bez związku z sobą tak dalece, że nawet na jakiekolwiek przeciwieństwo nie było sposobności. Tamto przepadło, nie doszedłszy nawet do wiedzy twórców nowego języka literackiego.

 

Od Katarzyny II rozpowszechniło się wyrażenie: "Rosja" - rzeczownik bez przymiotnika w języku Rosjan. W polszczyźnie odróżniano odrazu "rosyjskie" od "ruskiego", podczas gdy dla całej Rusi, dla całej Słowiańszczyzny wschodniej było to i tamto jednako "ruskie". Według polskiego sądu o sprawach narodowościowych były to dwa narody, ale ponieważ poczucie narodowe Rusinów nie wyrobiło się, zanikłszy po krótkim epizodzie, był więc obok narodu rosyjskiego tylko lud ruski - o którego narodowości miała dopiero dalsza przyszłość rozstrzygnąć.

 

Łacina, piastunka narodowości Zachodu, nawet tam na Wschodzie wyhodowała poczucie narodowe - jakkolwiek pojęcie narodowości absolutnie nie należy do atrybutów kultury orjentalnej. Zaczyna się w Rosji rozterka dwojga kultur, przesilenie, nieukończone dotychczas.

 

 

XX. ROZBIORY POLSKI.

(1762-1796.)

 

           Odziedziczone przez Katarzynę II państwo poza społeczeństwem oglądało się na społeczeństwo w jednym tylko wypadku: gdy wybuchnął bunt. Najczęściej tedy przypominano sobie Kozaków, których bunty przeciw Rosji nie były ani mniej liczne, ani słabsze, ani wogóle w niczem odmienne od buntów przeciw Polsce. Po rokoszu Mazepy przeniesiono jego "sicz" głębiej w stepy, na terytorjum tatarskie, skąd za Anny Iwanowny pozwolono im wrócić do pierwotnych siedzib, lecz uszczuplając jeszcze bardziej uszczuplane nieustannie ich "prawa kozackie", ich urządzenia obozowo-społeczne. Autonomja poruszała jednak coraz słabiej masy kozackie. Za Elżbiety bywały bunty już tylko z powodów wyłącznie związanych z formami walki o byt, którą Kozak szczególniej lubił mieć łatwą. Głównym powodem niezadowolenia był nieunikniony historyczny proces kolonizowania stepów, które Kozacy uważali za swoją własność w całości i pod każdym względem. Wszelkie krępowanie siebie na stepie uważali za nadużycie rządu. Na rozległych stepach z obydwóch stron Uralu powinien Kozakom, ich zdaniem, przysługiwać nietylko wolny handel z całą Jugrą i wędrownymi kupcami wszelkich nacyj, ale zarazem monopol, dopóki kupiec i kupia znajdują się na stepie. Wolno Kozakowi choćby po staremu łupić i rabować na stepie, a rządowi nic do tego; kto się osiedla na stepie, powinien okupić się Kozakom, a nie ograniczać im swobodę ruchów, nie dając nic wzamian! Regularna, systematyczna kolonizacja stepów, rozpoczęta za Piotra W., a kontynuowana przez Elżbietę, a jeszcze energiczniej przez Katarzynę, wydawała się Kozakom zamachem na ich dobro, na "kozacką wolność". Gdyby skolonizować cały step stopniowo, gdzież natenczas będzie można być Kozakiem? Była to więc walka ciągła żywiołu na pół osiadłego, na pół koczowniczego, z nowożytnemi urządzeniami, rugującemi ich prawo zwyczajowe, ich metody walki o byt. Kozak lubił, gdy przez step podróżowano, ale nie cierpiał, żeby się tam osiedlać, jeżeli się nie jest członkiem kozaczej społeczności.

 

W r. 1771 wybrało się w drogę przez stepy 170.000 wędrowców, co za żniwo dla kozactwa! Gdy rząd carski zakazał łupić podróżników stepu, wybuchł bunt, który przez łączność z całym szeregiem okoliczności stał się znacznem wydarzeniem dziejowem, podczas gdy kilkadziesiąt buntów dawniejszych zachowało zaledwie lokalne znaczenie.

 

Mongołowie zachodni, zwani Kałmukami, przenieśli się z Dżungarji nad Wołgę, dokonawszy tej wędrówki ludu w ciągu lat 12 pochodem jak najregularniejszym, w latach 1618-1630. Gdy osadnictwo stałe i stałe władze carskie zanadto zbliżyły się do ich siedzib, postanowili wracać do Azji. W r. 1771 rozpoczęła się ta wędrówka powrotna w 170.000 głów (pozostała drobna część na lewym brzegu Wołgi, zaskoczona powodzią). Kazano Kozakom wstrzymać emigrację kałmucką, ale zabroniono rabunku. Rządowi chodziło o to, żeby nawrócić Kałmuków z drogi z całym ich dobytkiem, i tu popadł interes kozacki w diametralną sprzeczność z zapatrywaniami petersburskich "kolegiów".

 

Skoro Kozacy odmówili posłuszeństwa, wysłano oddziały zwykłego wojska do ścigania Kałmuków. Kozacy nie chcieli dać naruszyć swego "prawa" i od nieporozumień przeszło do utarczek, i wybuchł wielki bunt powszechno-kozacki. Przeciwko masie kałmuckiej wybierało się bowiem całe "wojsko kozackie", żeby wędrujący lud złupić lub wymusić na nim okup; sprawa tyczyła całej Kozaczyzny. Jednego generała niemieckiego zabili, ale drugiemu ulegli. Zdawało się, że bunt stłumiony, był on jednakże tylko przytłumiony. W r. 1773 wybuchł ze zdwojoną silą.

 

Niezadowolenie Kozaków wyzyskano przeciw Katarzynie. Tron jej długo nie był pewny; nie brakło żywiołów, pragnących kontynuować dalej kalejdoskop dynastyczny minionych trzydziestu lat i zarobić na zmianie tronu. W r. 1764 pragnęła jakaś grupa (szczegóły nieznane) wysunąć przeciwko niej Iwana VI, który dorósł w więzieniu, a ostatnie lata spędził w najgorszem więzieniu Rosji, w Schlusselburgu. Straż spostrzegła się atoli, że chcą więźnia wykraść, i postąpiła stosownie do otrzymanej dawno przedtem instrukcji: zakłuto 24-letniego Iwana VI, który od niemowlęctwa był w więzieniu.

 

W kilka lat potem chwycono się przeciw Katarzynie sposobu, użytego niegdyś przez Szujskich przeciw Godunowowi: wyuczyli samozwańca, który przez kilka lat przygotowywał się do swej roli. Był nim Kozak doński, Pugaczew, a udawał Piotra III. Ten poruszył razkoł, lud wiejski i Kozaków, a odegrał rolę wcale nie mniejszą od Chmielnickiego, z którym miał dużo wspólnego, nie mając natomiast żadnych rysów wspólnych ni z Mazepą, ni tem mniej z Dymitrem Samozwańcem. We wrześniu 1773 r. zjawił się na stepie uralskim w 300 zaledwie zbrojnych, a w miesiąc jeden potem miał pod sobą 3000 samych Kozaków, z początkiem roku następnego przeszło 30.000 orężnego ludu, a do wiosny 1774 r. setki tysięcy! Głosił, że stepy i lasy (na północy) są wyłączną własnością Kozaków, i nikt nie ma prawa stanowić tam niczego bez zezwolenia Kozaczyzny, a zatem zakładał osobne państwo kozackie. Garnęły się do tego państwa wszystkie ludy koczownicze i napół koczownicze Powołża: reszta Kałmuków, Baszkiry, Czuwasze, Czeremisy, którym przepisy biurokracji rosyjskiej, a jeszcze bardziej jej nadużycia, utrudniały życie. Garnął się do Pugaczewa i rolniczy lud rosyjski, któremu przytwierdzenie do gleby nie dozwalało korzystać z ułatwionego w tych czasach ogromnie zarobkowania handlem. Pugaczew wynalazł prosty sposób pozyskania sobie całego osadnictwa rolniczego na dalszem Powołżu, obwieszczając, że pod nim pola i grunty staną się własnością włościan, którzy nie będą z nikim dzielić się plonami. Poszli za nim, ale jeszcze bardziej od wolnej własności rolnej spodobało im się wolne życie stepowe, i nie myśleli na rolę wracać.

 

Wyprawiane przeciw Pugaczewowi armje wracały z niczem, czasem nie odważając się nawet zaczepić "czerni". Bunt zbliżał się już do samej Moskwy! Co nie chciało poddać się "pugaczewszczyźnie" - uciekało. Pugaczew zdobył Samarę, Orenburg, Kazań, Sarańsk, Penzę, Saratów, tylko szturm na Carycyn nie udał mu się. Trwało to aż do r. 1775. Całe Powołże zaroiło się od szubienic z trupami właścicieli dóbr i czynowników. Dopiero generał Suwarow zdołał bunt stłumić, a Pugaczewa stracono w Moskwie. Pojawili się jeszcze, jak zwykle, samozwańcy samozwańca, ale bunt chylił się już ku upadkowi.

 

Podłoże sprawy Pugaczewa nie było polityczne, ani etnograficzne, lecz wyłącznie ekonomiczne. Lud wiejski garnął się do niego, bo właśnie przed kilku laty (1767) oddano go zupełnie na łup samowoli, zakazawszy wnosić skargi na właścicieli dóbr. Razkoł popierał wszelką akcję przeciw rządowi, opierającemu się o "nieprawdziwą wiarę", zwłaszcza że był prześladowany. Katarzyna, sama najzupełniej obojętna w sprawach religijnych, manifestowała na zewnątrz prawosławną ortodoksję, ale rozumiała, że państwo nie ma interesu w wytwarzaniu opozycji na tle cerkiewnem, i odmówiła dalszego prześladowania rozkolników. Podczas buntu Pugaczewa wydała ukaz tolerancyjny (1773), uwalniający sekciarzy od wyzysku biurokracji. Dopuszczała wszelką organizację religijną, oprócz katolickiej. Zastrzeżono bowiem, że duchowieństwo tolerowanego wyznania nie może podlegać żadnej zwierzchności poza państwem. Stała więc i Katarzyna na stanowisku niemiecko-protestanckiej "Landeskirche", a trzymała się tych zasad tem chętniej, że czyniły one władcę kraju najwyższym zarazem szafarzem majątku kościelnego. Na olbrzymie majątki monasterów spoglądał chciwie niemal każdy car, ale dopiero Katarzynie udało się obmyśleć formułę sekularyzacji nieszkodliwą, bez obawy wzbudzenia zarzutów nieprawowierności. Przeniosła poddanych klasztornych w poddaństwo państwa, nałożyła na nich po półtora rubla pogłównego rocznie, przeznaczając to na utrzymanie monasterów, a zarząd dóbr i kwestję agrarną w dobrach klasztornych przejmowało na się państwo, wraz z płynącemi stąd zyskami.

 

Nie trzeba było dopiero buntu Pugaczewa, żeby wiedzieć, że administracja nie cieszy się zaufaniem, ni przywiązaniem ludności. Katarzyna miała poważne zamiary, żeby zreformować biurokrację systemu Piotra W., tę biurokrację, która doprowadziła do potworności państwa poza społeczeństwem. Trzeba przyznać Orłowym i Katarzynie, że zmierzali do nawiązania spójni pomiędzy państwem a społeczeństwem, ale nie zdołali zrobić tego. Do takich usiłowań należy najstarsza rosyjska ustawa na przekupnych urzędników (1762) i nowe urządzenie senatu, pragnące szczerze zapobiec nadużyciom, chociaż zupełnie bezskutecznie (1763).

 

Ma też początek panowania Katarzyny piękną kartę: ta niemiecka księżniczka europeizowała, bo zakładała mnóstwo szkół, bo popierała całą swą powagą akademję nauk i uniwersytet moskiewski, czyniąc przygotowania do założenia trzech dalszych w Petersburgu, Kazaniu, Charkowie. Założyła szkołę kadecką (1762), a co najbardziej charakterystyczne, jęła się kwestji szkół żeńskich (1764-1765), spragniona sama tytułu "Semiramidy Północy". Ogromnie była czułą na to, żeby postęp w państwie uważany był za jej osobiste dzieło i żeby Rosji nie zaliczano do Azji. Mieszały się z sobą mechanicznie coraz bardziej pierwiastki różnorodne kulturalnie. Uniwersytety, których fundamentem krytycyzm, jakżeż mogły pogodzić się z despotyczną formą rządów? Kompromis pomiędzy krytyką a ślepem posłuszeństwem był absurdem, to też miano zbierać w następnych pokoleniach gorzkie tego owoce. Narazie radowano się z pochwał koryfeuszów literatury francuskiej, o które Katarzyna ubiegała się narówni z najbardziej "oświeconymi" książętami Rzeszy Niemieckiej. Była na tej giełdzie literackiej lepiej od tamtych notowana, jako... zamożniejsza. Popierała też u siebie nauki, dawała impuls badaniom historycznym (Schlotzer, Miller, Szczerbatow), ale biada, jeżeli się komu wyrwało coś o niezupełnie europejskiem pochodzeniu narodu rosyjskiego, a zwłaszcza jego szlachty. Był przykaz, że Rosja była od początku etnograficznie i kulturalnie europejska, a niełaska, spadająca na badaczów, gdy się doszperali czegoś odmiennego, była zapowiedzią, co będzie z rosyjskiemi uniwersytetami....

 

Jeżeli "Semiramida Północy" miała być godną swego tytułu, wypadało, żeby była wielką prawodawczynią; musiała po niej pozostać jakaś "księga praw". Dbała o sławę imperatorowa ustanowiła też w r. 1766 komisję do ułożenia kodeksu praw, i sama brała w pracach jej udział żywy, przeszkadzając w ten sposób mimowoli pracom właściwych pracowników, którzy byli krępowani tem, i czekali, aż się odezwie w danej kwestji ich "wielka monarchini". W tem główna przyczyna, dlaczego ten kodeks nigdy nie doszedł do skutku, chociaż przez trzy lata robiono studja wstępne. Komisja, byle zrzucić z siebie brzemię odpowiedzialności, tak niebezpieczne wobec imperatorowej-współpracowniczki, zaproponowała "sobór ziemski". Katarzyna, pełna w tym wypadku najlepszej woli, przystała na projekt. Zjechało się do Petersburga w r. 1767 aż 652 przedstawicieli kraju, w czem olbrzymią większość stanowili reprezentanci biurokracji ze wszystkich a wszystkich urzędów, z każdego powiatu, oraz przedstawiciele szlachty, a więc tej samej warstwy; jedni byli czynownikami w służbie, a drudzy byłymi czynownikami, którzy odbywszy swe lata służby, woleli siedzieć na wsi. Obok nich ginęli reprezentanci miast, potulni, bo wybrano takich, jakich wskazało mieszczanom miejscowe czynownictwo; niezawisłość ich zdania była nie większa od "wysłanników" wojska kozackiego, odkomenderowanych przez starszyznę. Na dodatek kazano przysłać z każdej prowincji po jednym przedstawicielu obowiązanych do służby wojskowej włościan koronnych i drobnej własności rolnej, t. zw. jednodworców. Nie zapomniano o "inorodcach", t. j. o ludach nieprawosławnych, i zaproszono do obrad po jednym z każdej prowincji od każdego narodu obcego osiadłego, z wykluczeniem koczowników. Wielka ta gromada odbyła 200 posiedzeń, które nie zdały się oczywiście na nic do robót około kodeksu, boć większość uczestników nie bardzo pragnęła kodyfikacji, a mniejszość nie bardzo wiedziała, o co chodzi. Cała sprawa zeszła na niczem, bo zorganizowana niewłaściwie; jedynym wynikiem była niechęć do wszelkiego udziału poddanych w sprawach rządowych, przenikająca już całe panowanie Katarzyny. Wzmocniła się przez to jeszcze bardziej potęga biurokracji; wszak na tem kończą się (zawsze i wszędzie) wszelkie reformy jej samej, czy też czegokolwiek innego, a z jej pomocą przedsiębrane.

 

"Reformę" przeprowadzono w kilka lat potem (1775), zupełnie w duchu biurokratycznym. Nie dbając o historyczne właściwości prowincyj, podzielono całe państwo na 50 gubernij, łącząc po kilka w generał-gubernatorstwa. Żywioł wojskowy wkraczał coraz bardziej w administrację; oddzielano zato od administracji znaczną cześć sądownictwa. Centralizacja coraz systematyczniejsza uskuteczniała coraz dokładniej stare hasło, "żeby wszystko było, jak w Moskwie". Czynownictwo miało wygodę; dla każdego z nich stało otworem całe państwo, a przenosząc się w inne strony, nie musiał się niczego nowego uczyć, nawet nie musiał być ciekawym, jak wygląda gubernja, do której go przysłano; jest to rzeczą tej krainy, żeby się przystosowała jakoś szczęśliwie do niego.

 

Po gubernjach zorganizowano tych, którzy mieli prawo i obowiązek do służby publicznej, a których zwano od Piotra W. szlachtą (dworjanstwo), znowu więc ta sama warstwa czynownicza, tylko pod inną postacią. Niby zniesionym był przymus "służby", ale prawo wyborcze do zgromadzeń szlacheckich przyznano tym tylko, którzy otrzymali poprzednio w służbie państwowej, wojskowej czy cywilnej, stopień przynajmniej podporucznika. Pełne szlachectwo zawisło więc nadal od "służby" i na dnie wszystkiego tkwiło wszędzie czynownictwo, rozsiadające się coraz wygodniej i coraz szerzej.

 

Biurokracja niwelowała chętnie, co tylko się dało, nie pojmując jedności bez jednostajności. Kiedy w r. 1775 Potemkin znosił Sicz kozacką, nie należy tego uważać za skutek buntu Pugaczewa; i bez buntu byłoby to nastąpiło, bo postępowano podobnież wszędzie, w myśl starej zasady, że trzeba, "żeby było wszędzie, jak w Moskwie". Ale zniesienie swawoli kozackiej było istotnie potrzebą państwa i postępem porządku publicznego... Stepy musiały być skolonizowane!

 

Na takiem mniej więcej tle położenia wewnętrznego uprawia Katarzyna II swą politykę zewnętrzną, której celem imperjalizm, naprawdę o rozmachu ogromnym, bo postanowiła sobie nie mniej jak opanowanie Polski i Turcji. Czy dla społeczeństwa rosyjskiego, dla jego rozwoju pod jakimkolwiek względem potrzebne te podboje, to pytanie; czy naród rosyjski dobrze czy źle wyjdzie ostatecznie na tej zdobywczości, to wówczas nie mogło być przez nikogo przewidywanem. Dla historycznego badania posiada znaczenie stanowcze fakt, że Katarzyna II nie zamierzała uszczuplać swej władzy despotycznej, ani też nikt w całem państwie tego nie pomyślał. Przy wszelkich tedy reformach "europejskich" ustrój "cesarstwa rosyjskiego" miał pozostać taki sam, jak za najpełniejszych czasów moskiewskich: militarna despocja orjentalna; takie zaś państwo istnieć może tylko przy podbojach, a gdy przestanie czynić zabory, musi runąć.

 

Bunt Pugaczewa dostarczył dowodów aż nazbyt, że struktura państwa rosyjskiego wewnętrzna silną nie jest; reformy zasadnicze okazały się niewykonalnemi; upadłoby ono, boć weszło już nawet w zatrutą atmosferę państwa poza społeczeństwem; upadłoby, gdyby nie otrzymało podpory i nowego tworzywa w nowych zdobyczach. Imperjalistyczne plany Katarzyny II ocaliły państwowość rosyjską. Turcja ocalała, ale Polska poszła na podsycenie caryzmu na następne stulecie. Rosja Piotra W. byłaby się rozpadła, gdyby nie zabory Katarzyny, gdyby nie rozbiory Polski.

 

Czartoryscy zdecydowani byli na detronizację Augusta III Sasa, żeby z pomocą rosyjską osadzić na tronie tem prędzej jednego ze swoich (Michała na pierwszem miejscu) i przyśpieszyć reformy: zaprowadzić dziedziczność tronu, znieść "liberum veto", a stanowić uchwały sejmowe większością głosów. Zwrócili się o pomoc do Elżbiety (na kilka tygodni przed jej śmiercią), lecz caryca nie godziła się na detronizację. Liczyli na Katarzynę, ze względu na dawne jej stosunki z członkiem "famili", siostrzeńcem Czartoryskich, Stanisławem Poniatowskim; ale i Katarzyna odrzuciła projekt detronizacji i kazała czekać na śmierć Augusta III. Czartoryscy spodziewali się carycy na wzór Anny, Elżbiety, Katarzyny I; mieli się zawieść srodze: Katarzyna II w polityce kochanków nie znała. Prawda, że była rozpasaną rozpustnicą, ale nie mniej prawdą jest, że odróżniała i oddzielała ściśle swe życie prywatne od spraw publicznych.

 

Tego samego dnia, kiedy zawierano pokój w Hubertsburgu, kończący wojnę siedmioletnią (15 lutego 1763), pisał Fryderyk II pruski do Katarzyny II z propozycją wspólnej akcji na wypadek bezkrólewia. Jakoż po zgonie króla Sasa zawarli umowę, żeby nie dopuścić do zamierzonych przez Czartoryskich reform. Tak działając za ich plecami, przeciwko nim, wskazała im zarazem na króla Poniatowskiego, znanego sobie z przymiotu tym razem nader cennego, a mianowicie z braku charakteru. Czartoryscy mniemali, że "imperatorowa" czyni to dla dawnych wspomnień osobistych, a że elekt był również zwolennikiem reform, oni zaś ludźmi istotnie wyższej miary, którym o sprawę chodziło, nie o własne osoby, chętnie tedy przystali na wybrańca Katarzyny, mniemając, że Rosja zaczyna się już wysługiwać Polsce...

 

Nie zrażali się stanowiskiem imperatorowej w sprawie kurlandzkiej. Piotr III odwołał był z wygnania Birona, a Katarzyna przywróciła go do księstwa kurlandzkiego, wbrew protestom Augusta III (który miał swego kandydata). Kurlandja była lennem korony polskiej, ale szafowała nią caryca, a gospodarował w kraju żołnierz rosyjski. Nie zrażali się tem Czartoryscy, znajdując tłumaczenie rzeczy w osobistych stosunkach i sprawach dworu petersburskiego.

 

Zaszła niespodzianka, gdy podczas sejmu konwokacyjnego posłowie rosyjski i pruski sprzeciwili się zniesieniu "liberum veto". Wojska rosyjskie były już w Polsce i wybór Poniatowskiego z ich pomocą przeprowadzony. Na sejmie w październiku 1766 posłowie obydwóch państw podali noty przeciw ponownej próbie zniesienia liberum veto.

 

Ażeby mieć pozór do utrzymania wojsk rosyjskich w Polsce, postanowiono wywołać wojnę religijną. Chodziło o to, żeby nie dopuścić do uchwalenia wniosku (złożonego do laski marszałkowskiej 24 listopada 1766), nadającego dyssydentom zupełną wolność wyznaniową. Pułkownicy rosyjscy Karr i Igelstrom zajęli się formowaniem konfederacji katolicko-opozycyjnej, radomskiej, a równocześnie generałowie Sołtykow i Nummers organizowali konfederację dyssydentów w Toruniu (na Litwę w Słucku), a podrzędni agenci obrabiali lud prawosławny województw południowo-wschodnich. Rozbudzano na nowo nienawiść do unji. Dwie przeciwne sobie konfederacje starły się z sobą na sejmie 1767 roku. Gdy pewna grupa konfederacji radomskiej, poznawszy podwójną grę posła rosyjskiego Repnina, wystąpiła przeciw przeprowadzaniu jakichkolwiek zmian w państwie pod egidą Rosji, kazał Repnin porwać i wy- wieść w głąb Rosji czterech przywódców opozycji antyrosyjskiej (biskupi Sołtyk i Józef Załuski, hetman Wacław Rzewuski z synem Sewerynem).

 

Sejm został zmuszony przez Repnina przemocą do wyboru t. zw. delegacji sejmowej, mającej opracować wnioski celem stłumienia ruchu za reformami, z wyjątkiem tylko sprawy dyssydenckiej, którą zamierzano znowu frymarczyć. Nad przestarzałym ustrojem państwa obejmowała Rosja "gwarancję", przyjętą przez małodusznego króla w marcu 1768. Sejm 1768 roku pozostawił unitom te tylko cerkwie, które były unjackiemi przed r. 1717, a wszystkie inne kazał przelać na prawosławnych dyzunitów, żeby tylko zapobiec wyzyskiwaniu sprawy wyznaniowej przez Rosję.

 

Celem wyparcia rosyjskich załóg zawiązała się konfederacja w Barze na Ukrainie, lecz król kazał wojsku polskiemu połączyć się z rosyjskiem i bić konfederatów. Uprawianą od czterech lat agitację wśród ludu prawosławnego zwrócono teraz przeciwko konfederacji barskiej. Wybuchł straszliwy bunt, t. zw. hajdamaczyzna (lub "koliszczyzna"). Poświęcano po cerkwiach noże na rzeź "Lachów", zabierających się rzekomo znieść prawosławie! Skrupiło się na unitach, których wymordowano wówczas przeszło 200.000. Rozjuszono przez agentów ciemne masy tak dalece, że nawet Rosji było tego za wiele. Nawet najgorszy rząd musi wkońcu mieć spokój i ład jakiś koło siebie; nadeszły więc z Petersburga surowe rozkazy, i generał Kreczetnikow rozprawił się z hajdamakami krótko a surowo.

 

Pomimo hąjdamaczyzny trwała konfederacja barska przez cztery lata, lecz wkońcu wyczerpały się walki partyzanckie po wielu czynach bohaterskich, lecz nie powiązanych w żadną planową całość wojenną.

 

Przez pewien czas liczono na równoczesność wojny, wypowiedzianej Rosji niespodzianie przez sułtana jesienią 1768 r. Po zmiennem szczęściu kampanji 1769 r. odepchnął kniaź Rumiancew z początkiem czerwca 1770 r. Turków z nad Prutu, a 21. lipca wziął do niewoli wielkiego wezyra z całą armją i opanował Wołoszczyznę. Flota rosyjska, opłynąwszy od bałtyckich przystani całą Europę (pierwsza to jej wyprawa dalsza), wywołała powstanie greckie w Morei i pod wodzą Aleksieja Orłowa pokonała turecką koło wyspy Chios (24. lipca 1770). W następnym roku przekroczył Rumiancew Dunaj, a kniaź Dołgoruki wdarł się na Krym. Tryumfalne te zwycięstwa wróżyły upadek konfederacji barskiej, gdyż Rosja mogła przeznaczać coraz więcej wojska do Polski.

 

Opanowanie Litwy i Polski stawało się kwestją tylko czasu, i to najbliższego; gdyby zaś Rosja zyskała podobną przewagę nad Turcją, jaką posiadała już nad Polską, stałaby się od razu najgroźniejszą potęgą w Europie.

 

Wtem bez jakiejkolwiek zapowiedzi, bez szukania bodaj pozoru, wśród najgłębszego pokoju rząd Marji Teresy zajął w lutym 1770 Spisz i Nowotarszczyznę. Był to prosty napad, jakby próba, czego można sobie względem Polski pozwolić. Próba wypadła dla Austrji świetnie, a więc za jej przykładem zajmował Fryderyk II Pomorze gdańskie i Warmję, również nie wypowiadając wojny.

 

Katarzyna pragnęła opanować całą Polskę. Wyprzedzono ją i zmuszono, żeby się łupem dzieliła, grożąc jej koalicją. Austrja wolała mieć sąsiadem upadającą Turcję, niż (tuż pod siedmiogrodzką granicą) coraz potężniejszą Rosję. Zawarta przeto Austrja w r. 1771 z Turcją przymierze zaczepno-odporne, poręczając jej całość granic. Wtedy Fryderyk pruski występuje z projektem, mającym zadowolić wszystkich. Za zwrócenie Turkom zdobyczy ma Rosja otrzymać wynagrodzenie na ziemiach litewskich, a "dla równowagi" Austrja i Prusy uszczkną sobie po kawałku Polski. Katarzyna, nie mając chęci dzielić się Polską z nikim, dała zrazu odpowiedź odmowną, lecz po niedługim czasie, bojąc się być osaczoną, przystała.

 

W lutym 1772 r. podpisano układ o rozbiór Polski, a we wrześniu wojska trzech sąsiadów wkraczały, czyniąc zabory. Konfederaci barscy ratowali przynajmniej honor narodu, broniąc się do ostatka w Częstochowie, w Lanckoronie, w Tyńcu pod Krakowem. W roku następnym ponowiły państwa rozbiorowe zastrzeżenie przeciw reformom ustroju państwowego. Specjalnością rządów Katarzyny na Białej Rusi stało się odrazu prześladowanie unji. Urządzono misje, których działalność popierano siłą zbrojną. Niebawem "przepisano" przeszło 800 parafij na prawosławie.

 

Podczas tego wszystkiego trwały wciąż układy o pokój z Turcją, przewlekane umyślnie, aż zawarto go w r. 1774 w Kuczuk-Kajnardżi. Rosja zyskiwała bardzo wiele, i miała nadto jeszcze utorowaną drogę do dalszych postępów na Bałkanie: Otrzymywała protektorat nad Mołdawją i Multanami, które reprezentować ma wobec sułtana poseł rosyjski w Konstantynopolu, dostała z powrotem Azow, nadto Kercz i Jenikale, a Tatarów krymskich uznano niezawisłymi od sułtana, co mogło być tylko stanem przejściowym do poddaństwa rosyjskiego. Zagarnięcie więc Białorusi w pierwszym rozbiorze Polski nie przeszkodziło Katarzynie bynajmniej do zdobyczy na Turcji, jakkolwiek nie panowała nigdzie na Bałkanie bezpośrednio.

 

Na Krym zwróconą była uwaga przedewszystkiem; więc starano się, żeby hanem był zawsze jaki zwolennik Rosji, do czego używano pieniędzy i siły zbrojnej, aż załogi rosyjskie zostały w kraju. W Polsce pilnowano, żeby nie dopuścić do reform; sypały się ruble, zalewały żołnierzem sejmiki wyborcze, żeby uczynić niemożliwym nowy kodeks, t. zw. Zamojskiego. Ustawiczna czynność polityki rosyjskiej i tu i tam budziła obawy Prus i Austrji o zbytnią potęgę Rosji; wkońcu Katarzyna, żeby nie mieć do czynienia z obydwoma sąsiadami, .zdecydowała się na przymierze z Austrją. Podczas wojny sukcesyjnej bawarskiej (1778-1779) zapragnął Józef II, syn i współrządca Marji Teresy, "zaokrąglić" posiadłości swego domu przyłączeniem Bawarji Dolnej, o co omal nie wybuchła wojna z Prusami (Prusacy wkroczyli już do Czech); natenczas Potemkin, następca Orłowa, oddał cenne przysługi dyplomatyczne Wiedniowi. Następnego roku wybrał się Józef II osobiście do Rosji, zjechał się z Katarzyną w Mohilewie, poczem 1781 r. (po śmierci Marji Teresy) zawarto sojusz, a w r. 1782 umowę w sprawie tureckiej: Północno-zachodnia część półwyspu bałkańskiego miała przypaść domowi habsbursko-lotaryńskiemu, Krym Rosji, reszta zaś dzierżaw sułtańskich w Europie miała utworzyć nowe "cesarstwo greckie" pod wnukiem Katarzyny, Konstantym Pawłowiczem. Minęło lat kilka, zanim "imperatorowa" mogła spróbować ponownie fortuny wojennej na Bałkanie, ale Krym i stepy perekopskie wschodniej Bessarabji zagarnięto zaraz w 1783 roku. Pierwszym wielkorządcą Krymu został Potemkin, otrzymawszy za swe zasługi w tej sprawie przydomek "Taurydzkiego".

 

Zaniosło się na nowo na koalicję przeciw Rosji w r. 1786, po śmierci Fryderyka W. Minister Fryderyka Wilhelma II, Hertzberg, zdążył już porozumieć się z Anglją, Szwecją, Turcją, a rozpoczął też zabiegi o Polskę. Stanisław August był jednak za przymierzem z Rosją, przeciw Prusom raczej. Wyjechał na spotkanie zwiedzającej Krym Katarzyny do Kaniowa, ofiarując jej posiłki polskie w tej myśli, że w ten sposób uzyska jej zgodę na pomnożenie armji, w czem atoli zawiódł się. Nietylko malowany król osłabionej Polski jeździł za carycą z uniżoną supliką; w Chersonie czekał na nią Józef II, towarzyszył w całej triumfalno-demonstracyjnej podróży po Krymie i odprowadzał potem aż do Połtawy.

 

Szwecja i Turcja uderzyły z dwóch stron na Rosję, Prusy zaś i Anglją gotowały się zawtórować im, podczas gdy Józef II, zaskoczony powstaniem w Brabancie, dopiero w lutym 1788 r. mógł wystąpić obok Rosji przeciwko sułtanowi. Zrazu nie miała Rosja szczęścia; flota jej poszła na dno od burzy morskiej, a wojska austrjackie, ustawione wzdłuż "Pogranicza wojskowego", rozbite; ani zwycięstwa Suwarowa w następnym roku, ni zdobycie Oczakowa przez Potemkina nie zdołały nadwerężyć przewagi Turków w polu. Nie udał się natomiast Gustawowi III szwedzkiemu pochód na Petersburg, a bitwa morska koło Helgolandu była nierozstrzygnięta. W Finlandji zatrzymywał się zbyt długo nad obleganiem twierdz, a tymczasem spisek szlachty zmusił go do powrotu do Szwecji. Pokonanym jednak nie był, a mógł stać się jeszcze groźnym.

 

Mając dwie wojny równocześnie, a nadto od czerwca 1788 r. zwróconą przeciw sobie, obwarowaną już przymierzami zaczepno-odpornemi, koalicję pomiędzy Prusami, Anglją i Holandją, nie chciała Katarzyna narażać się na wojnę z Polską, która pociągnęłaby za sobą poruszenie wszystkich aljantów tamtego obozu. Obydwa obozy poczynają ubiegać się o Polskę. Stanisław August był ciągle za rosyjskiem przymierzem, a Katarzyna bała się je zawrzeć, ażeby nie narażać się Prusom. Wśród takich okoliczności zebrał się Sejm Wielki. Poseł pruski, Buchholz, wzywał do zrzucenia gwarancji rosyjskiej, zachęcał do przeprowadzenia wszelkich reform, zaręczając imieniem swego króla, że w razie wojny z Rosją Prusy wystawią 30.000 wojska na obronę Rzeczypospolitej. Gwarancję zrzucono, a w listopadzie 1788 r. wysłano notę z żądaniem, żeby wojska rosyjskie były wycofane. Nawet Stanisław August przeszedł do obozu antyrosyjskiego. Stanowisko Polski nie było obojętnem, tem bardziej, że z wiosną 1789 r. zebrano już środki na 65.000 wojska. To też wojska Katarzyny wycofały się z Polski i Litwy, żeby nie wywoływać konfliktu zbrojnego, zwłaszcza, że już nie tylko pruski, lecz i angielski poseł w Warszawie pracował nad wciągnięciem Polski do koalicji czynnej przeciw Rosji.

 

Armjom rosyjskim powodziło się coraz lepiej. Wojsko szwedzkie nie zdołało wylądować na rosyjskiem wybrzeżu. Wobec tego Gustaw III w sierpniu 1790 r. zawarł chętnie pokój na warunkach status quo ante. W Turcji po zdobyciu Benderu przez Potemkina, a przez Suwarowa Izmaiła (ostatniej warowni na północnym brzegu Dunaju), jeszcze w 1789 r., nastąpiły dalsze zwycięstwa Suwarowa pod Fokszanami i nad Rymnikiem, skutkiem czego zajął całą niemal Wołoszczyznę. Poniosła natomiast Katarzyna klęskę dyplomatyczną, zaszachowana przez Prusy z wyrafinowaną zaiste zręcznością.

 

Licytacja o polski sojusz trwała nadal. W pierwszej połowie roku 1790 zachęcał Fryderyk Wilhelm do wojny z Austrją, celem odzyskania Galicji, i osiągnął swój cel. Józef II pogodził się nagle z Prusami, przyrzekając zerwać z Rosją. Następca jego, Leopold II, niechętny był dalszemu prowadzeniu wojny tureckiej i zawarł w ciągu tegoż jeszcze roku 1700 pokój w Sistowie. Wszystko zmierzało do izolowania Rosji, ażeby potem skłonić ją do powolności względem Berlina. Król pruski dawał uroczyste zapewnienia, że dostarczy Polsce posiłków, gdyby Rosja wypowiedziała wojnę z powodu zrzucenia gwarancji i wprowadzania reform. Na tle takich okoliczności stanęło wspaniale dzieło Trzeciego Maja, skazane zgóry przez sojusznika na zagładę. W dwa dni po podpisaniu przymierza z Polską chwalił się poseł pruski w Warszawie, Lucchesini, w liście do swego monarchy, że złapał Polaków w pułapkę! Polska przeznaczona była na przedmiot targów w handlu berlińsko-petersburskim.

 

Pisał Lucchesini dnia 31 marca 1790 r. w te słowa: "Teraz, kiedy już mamy w ręku tych ludzi i kiedy przyszłość Polski jedynie od naszych kombinacyj zawisła, kraj ten posłużyć może Waszej Królewskiej Mości za teatr wojny.... albo też będzie przedmiotem targu przy układach pokojowych. Cała sztuka jest w tem, żeby ci ludzie niczego się nie domyślili i żeby nie mogli przewidzieć, do jakich ustępstw będą zmuszeni". Sojusz miał tedy służyć do ułatwienia Prusom dalszego zaboru ziem polskich, jeżeli nie do czegoś więcej jeszcze. Już w kwietniu 1790 r. zaproponowano Katarzynie z Berlina, żeby przystąpiła do przymierza z Prusami i Anglją przeciw Austrji, a Prusy zezwolą na wszelką ekspansję na Bałkanie i na przywrócenie zwierzchności rosyjskiej nad Polską, byle wolno było za to Prusom zabrać sobie Wielkopolskę; możnaby za to zezwolić Polsce, żeby odebrała Austrji Galicję. Odpowiedziano na to z Petersburga projektem uproszczonym, żeby wciągnąć i Austrję do zmowy przeciwko Polsce.

 

Ażeby dopilnować sprawy polskiej, zawiera Katarzyna pokój z Turcją. W pokoju, zawartym w Jassach 9 stycznia 1792 r., poprzestawała na Oczakowie i kraju z nad dolnego Dniepru, Boha i Dniestru. Udało się tedy zapobiec ekspansji rosyjskiej na Bałkanie. Teraz należało spodziewać się najazdu rosyjskiego na Polskę. Kosztem Polski utrzymało się panowanie tureckie w Europie.

 

Niebawem miała Polska ciałem swem osłaniać jeszcze i Francję.

 

Od r. 1789 wrzała "wielka rewolucja" francuska. Zwalczać ją wziął sobie za zadanie życia następca Leopolda, cesarz Franciszek. Zbierając koalicję przeciw rewolucyjnej Francji, godził się z Prusami, wciągnął je w wojnę francuską i pukał też do Petersburga. Katarzyna, służąca dotychczas wielokroć za narzędzie Prusom, emancypuje się. Wyraziła się o tem w poufnym liście w te słowa: "Są powody, o których nie mówi się głośno. Chcę wciągnąć ich w sprawy francuskie, żeby mieć samej wolne ręce. Mam wiele przedsięwzięć na ukończeniu, trzeba więc, żeby byli zajęci i mnie nie zawadzali". Miała też Katarzyna, dzięki rewolucji francuskiej, aż do końca życia zupełną swobodę na wschodzie.

 

Wśród "przedsięwzięć na ukończeniu" stała na pierwszem miejscu sprawa polska. W kwietniu 1792 r. utworzyła sobie konfederację targowicką, zapraszającą wojska rosyjskie przeciwko nowej konstytucji Trzeciego Maja. Pośpiesznie, już 19. maja wkraczał od Ukrainy korpus Kachowskiego w 64.000 głów, a od Litwy Kreczetnikow w 32.000. Wódz polski, 29-letni siostrzeniec królewski, książę Józef Poniatowski, napróżno spodziewał się 30.000 posiłków pruskich, należnych na mocy przymierza. W Berlinie oświadczono z całym cynizmem, że "odmieniły się okoliczności". Austrja nie zezwoliła na dostawę broni dla wojska polskiego przez Galicję, a przy Kachowskim bawił w roli komisarza oficer austrjacki ze Lwowa, Ettinghausen, mający instrukcję, żeby okazywać Rosjanom przychylność; wojna bowiem miała się toczyć także wzdłuż kordonu austrjackiego (z pierwszego rozbioru).

 

Walczono jednak z honorem. Podwładny księcia Poniatowskiego, starszy od niego o 17 lat generał Tadeusz Kościuszko, wsławiony już zaszczytnym udziałem w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej, ratował sytuację pod Zieleńcami (15 czerwca 1792 r.), odrzucił Moskwę pod Włodzimierzem (7 lipca), a 18 lipca 1792 r. stoczył bitwę pod Dubienką, zwycięską, póki Ettinghausen nie wskazał Kachowskiemu, jak okrążyć Kościuszkę drogą poprzez kordon austrjacki. A dobiło sprawę przystąpienie króla do Targowicy.

 

Pruski minister Schulenburg (na którego sypały się krocie rubli) namawiał gabinet wiedeński, żeby wkroczyć do Polski wspólnie z wojskiem rosyjskiem i urządzić drugi rozbiór. Cesarz Franciszek byłby wolał dostać część Bawarji, a nawiązawszy z tego powodu przydługie rokowania, spóźnił się z deklaracją ze swej strony. Od 13 stycznia 1793 r. obowiązywała już konwencja prusko rosyjska. Z końcem stycznia zajmowały wojska pruskie Toruń, Poznań i Wschowę. Zatrwożeni Targowiczanie błagają Katarzynę o pomoc, ogłaszają pospolite ruszenie, ale gdy chciano pułk warszawski wyprawić ku granicy pruskiej, czekała Targowiczan, rządzących pod protekcją rosyjską, bolesna niespodzianka: poseł rosyjski Igelstrom nie pozwolił wystąpić przeciwko Prusom, arsenał zaś obsadził swymi Kozakami.

 

Rosja zajęła ziemie wschodnie aż po rzekę Zbrucz, a na północy wszystko na wschód od linji, jaką otrzymamy, łącząc na mapie Dźwińsk inflancki przez Pińsk z biegiem Zbrucza. Zastrzegały też państwa rozbiorowe, żeby Polska i Litwa nie miały razem więcej wojska, jak 15.000.

 

Pod bronią stało jeszcze z armji utworzonej przez Sejm Wielki 45.000 żołnierza. Obmyślano tedy sposoby, żeby nie dopuścić do rozbrojenia, a wojnę podjąć na nowo: w tem geneza powstania Kościuszkowskiego. Wiedeń wiedział o tych zamysłach; trwała nawet przez jakiś czas "konfidencja" z namiestnikiem Galicji, hr. Brigido. W obozie Kościuszki w Bosutowie pod Krakowem bawił przez pięć dni (19-24 kwietnia 1794 r.) Maksymiljan Ossoliński, jako powiernik ministra cesarskiego, Thuna. Wiceprezydent Galicji, hr. Gallenberg, odbył z ministrem spraw zewnętrznych przy Kościuszce, Ignacym Potockim, dnia 6. maja 1794 r. sekretny zjazd w Podgórzu pod Krakowem. Były też próby porozumienia się z Berlinem. Faktem jest, że Kościuszko miał przy sobie w obozie byłego radcę pruskiego, niejakiego Glavego. Kościuszko był przekonany, że będzie miał do czynienia z samą tylko Rosją.

 

Wiadome każdemu Polakowi znaczenie wyrazów: Racławice, manifest połaniecki... Gdy Kościuszko pod Połańcem odpierał dwa napady rosyjskie (12 i 17 maja), przejeżdżał przez Galicję z wiedzą i zezwoleniem rządu austriackiego rosyjski generał Tormancow na stronę pruską, żeby skierować Prusaków na Kraków. Z końcem maja była bowiem zmowa trzech państw w zasadzie gotowa.

 

Oficjalnie były Prusy wciąż w sojuszu z Polską. Kościuszko, stanąwszy 6 czerwca pod Szczekocinami, miał ze strony pruskiej zaręczenia, że chociaż wojsko pruskie znajduje się o dwie mile, w Żarnowcu, nie przyjdzie jednak Rosjanom z pomocą, a tylko ze względu oportunizmu politycznego jeden bataljon pruski wystąpi do boju po stronie rosyjskiej. Bitwa brała taki obrót, iż zwycięstwo polskie wydawało się już pewnem. Gdy generał Wodzicki, zoczywszy nagle pruskie mundury, przerażony pobiegł zawiadomić o tem naczelnika, otrzymał uspokajające zapewnienie, że to tylko jeden bataljon... A tymczasem ruszyło Prusaków z Żarnowca 18.000! Prowadził ich sam król Fryderyk Wilhelm. Nietylko bitwa musiała być przegraną, ale powstanie znalazło się w jednej chwili w warunkach zgoła odmiennych, na które nikt nie był przygotowany.

 

W tymże czasie wstrzymano pochód 140.000 żołnierza koalicyjnego, żeby zwrócić się z Belgji nad Wisłę. Francja była oswobodzoną od widma najazdu, który skierował się na wschód, Dnia l lipca wkraczało wojsko cesarskie w Sandomierskie, podczas gdy pod Warszawą stanęły 7 lipca przednie straże pruskie, a niebawem oddziały Fersena, wodza rosyjskiego. Król pruski sam kierował oblężeniem, które trwało do 6 września, a stanowi słuszny tytuł do chwały Kościuszki. Po uwolnieniu Warszawy nie zdołali Prusacy połączyć się z główną siłą Fersena, dzięki powstaniu w Wielkopolsce, kierowanemu znakomicie przez generała Dąbrowskiego. I Fersen okazał się bezsilnym.

 

Wyprawiono z Rosji drugą armję pod Suwarowem. Należało Fersena zaczepić, zanim Suwarow nie połączy się z nim, i w tym celu wydano bitwę pod Maciejowicami d. 10 października 1794 r. Dla braku rezerw, których Kościuszce nie przyprowadził na czas generał Poniński, bitwa skończyła się klęską. Decydującem było to, że Kościuszko dostał się do niewoli, a wraz z nim upadło i powstanie, bo nie było kim zastąpić jego talentu organizacyjnego. Dnia 24 października stanęło wstępne porozumienie trzech mocarstw co do ostatniego rozbioru; dnia 4 listopada wykonał Suwarow ohydną rzeź Pragi; dnia 25 listopada abdykował Stanisław August.

 

Pierwszym aktem rządów rosyjskich w nowym zaborze było znowu prześladowanie unitów. Zniesiono już wszystkie biskupstwa unickie, prócz połockiego, kasowano, klasztory bazyljańskie, a ilość parafij unickich zredukowano w ciągu jednego roku z 5000 na 200! W latach 1772-1796 stracili unici ogółem 9316 parafij i 145 klasztorów.

 

Nie zna historja czasów o stosunkach międzypaństwowych mniej ustalonych, jak w latach wielkiej rewolucji francuskiej. Kalejdoskop polityczny pozostawiał tym razem Austrję nadal w wojnie z Francją, podczas gdy Prusy zawarły w Bazylei w kwietniu 1795 r. pokój odrębny. Stosunki prusko-francuskie poprawiały się tak dalece, iż poczynano nawet snuć projekty współdziałania przeciw Austrji. Sprawa polska pozostawała na jednej linji ze sprawą republikańsko-francuską o tyle, że obopólne interesy wymagały rozbicia przymierza tych samych państw, które dokonały rozbiorów. Francja oświadczała, że podejmie sprawę polską, jeżeli to uczyni równocześnie jedno z państw rozbiorowych przeciwko dwom drugim. W r. 1795 można było mieć na myśli tylko Prusy, jako pozostające w dobrych stosunkach z Francją. Chociaż bowiem Katarzyna nie miała zamiaru mieszać się do spraw francuskich, zachowywała się nieprzyjaźnie względem republiki, wygnała nawet ze swego państwa wszystkich Francuzów nierojalistów; chciała w sprawy francuskie uwikłać na nowo Prusy i Austrję i dlatego chciała sama u sąsiadów uchodzić za gotową do akcji antyfrancuskiej.

 

Tylko Prusy wchodziły tedy w rachubę, jako ewentualny sprzymierzeniec Francji i sprawy polskiej. Mniemano nawet, że możnaby urządzić sekundogeniturę dla Hohenzollernów z części ziem polskich. Wiosną 1796 jeździł do Berlina generał Dąbrowski, a równocześnie w marcu 1706 powstał w gronie emigrantów w Paryżu projekt legjonu polskiego przy armji francuskiej, a więc przeciwko Austrji. Targi o granice zaborów nie były jeszcze skończone, a zdawały się grozić wybuchem wojny pomiędzy zaborcami. Katarzyna zamierzała grać w danym razie również w "odbudowanie Polski", z tym warjantem, że kosztem Prus.

 

I Prusy i Rosja liczyły jednako na Polaków, gdy się przyobieca uwolnić zabór przeciwnika. I w Berlinie i w Petersburgu zamyślano uwolnić więzionego z powstania roku 1794 generała, żeby postawić go na czele nowego powstania, popieranego w dzielnicy sąsiada. Opowiadano sobie na petersburskim dworze, jako Fryderyk Wilhelm zamierza "wypuścić na Rosję" Madalińskiego (który o niczem nie wiedział!). Wtedy Katarzyna wyobraziła sobie, że będzie mogła użyć do swych rachub Kościuszkę, i postanowiła uwolnić go z więzienia, co niekoniecznie miało być przywróceniem wolności. Gdy się to przygotowuje, umiera Katarzyna II dnia 17 listopada 1796 r., lecz szczęśliwym zbiegiem okoliczności śmierć jej nietylko nie opóźnia wypuszczenia Naczelnika z więzienia, ale syn Katarzyny, Paweł, uwolnił zarazem wszystkich jeńców polskich, a Kościuszce przywrócił zupełną wolność, zezwoliwszy nawet na wyjazd za granicę. Dnia 19 grudnia 1706 r. opuszczał Kościuszko Petersburg, wyjeżdżając powtórnie do Ameryki.

 

Gwałtownem rozszerzaniem państwa ożywiła Katarzyna na nowo państwowość rosyjską. Ekspansja szerzyła się poprzez Kaukaz również do Azji. W ostatnich zwłaszcza latach rządów miała Katarzyna II także wśród Imeretyńców i Gruzinów swoje "przedsięwzięcia nie ukończone". Przez długie lata walczyła intrygą, podstępami i orężem z Turcją i Persją o kraje z obydwóch stron Kaukazu. Te zdobycze miały jednak w jej własnych oczach drugorzędne tylko znaczenie. "Dziełem jej życia - zabory Polski.

 

Największa zbrodnia, jaką popełniono kiedykolwiek w dziejach świata, stanowi glorję panowania Katarzyny II i zjednała jej przydomek Wielkiej. To "nieporozumienie" moralne, wszedłszy następnie w umysłowość rosyjską, zemściło się tem, że wielkość Rosji stała się rzeczywiście zależną niewolniczo od panowania nad Polską, i cała polityka rosyjska musiała się odtąd kierować jednostronnie tą sprawą, a jednostronność pociągała za sobą coraz gorsze dla społeczeństwa następstwa, aż wkońcu podminowała samo nawet państwo. Ani jednej sprawy żywotnej dla państwa nie dopilnowano odtąd należycie, bo wszystko poświęcało się zawsze jednej sprawie, podporządkowywało jednemu względowi: jak utrzymać panowanie nad ziemiami polskiemi. Odtąd jest historja państwa rosyjskiego historją zaniedbań politycznych. Jedyną żywotnością państwa stała się zaborczość, to też rozwinęło się w tych okolicznościach państwo, własnemu narodowi do niczego nie potrzebne. Rozwój społeczeństwa dokonuje się wbrew państwu, powraca się do rozbieżności społeczeństwa a państwa.

 

Przez rozbiory Polski weszła Rosja geograficznie w Europę. Odtąd Rosja musiała ulegać europejskim wpływom; byłoby to nastąpiło nawet bez reform Piotra W.

 

W rozbiorach Polski nie zagarnęła Rosja zgoła nic kraju etnograficznie polskiego, tylko Litwę i Ruś litewską dawną, ale kultura tych ziem była stanowczo polską, a ludności czysto polskiej procent znaczny, w niektórych krainach do 50%. Ani kultury ruskiej, ani ruskiego poczucia narodowego na Rusi tej nie było. Co niegdyś wyrabiało się pod tym względem, przepadło; państwo rosyjskie nie przejmowało z tego nic. Jest to największą szkodą narodu i państwa rosyjskiego, bo istotna jego europeizacja mogła nastąpić tylko przez stosowne oddziaływanie pierwiastka ruskiego, jako prawosławnego. Bezpośrednie zetknięcie się z kulturą polską miało tylko wpływ rozsadzającego sceptycyzmu, pobudzało tylko do zawiści i nienawiści, pozbawione działania pozytywnego, które było zgóry wykluczone. Skutkiem rozbiorów Polski zetknęła się Rosja zanadto z kulturą Zachodu. Brak ogniwa łączącego, brak pomostu miał wytworzyć straszną w skutkach dezorjentację.

 

W zaborze rosyjskim ruskim był tylko lud, ale pomimo to znać było na każdym kroku odmienność kultury, jakkolwiek nieświadomej, biernej. Na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej istniała niewola ludu, ale nie było "miru", grunt wydzielony był każdemu włościaninowi zosobna, indywidualnie. Inne panowały tu pojęcia o własności ziemskiej, inne o stosunku ludności do państwa. Ponad ludem stała warstwa, pierwszy raz wchodząca w skład państwa moskiewsko-rosyjskiego: szlachta prawdziwa. Pojęcie obywatela zetknęło się z pojęciem poddaństwa państwowego, a między pojęciami temi kompromisu niema. Kultura polska dalszą była pod tym względem rosyjskiej, niż pojęcia społeczeństw dalej na zachód wysuniętych, które przeszedłszy przez recepcje prawa rzymskiego, przez powalenie feudalizmu i przez oświecony absolutyzm, mogły się, pozornie przynajmniej, wydawać Rosji bliższemi. Jakoż nie zabrakło wzajemnych złudzeń pod tym względem, jakoby zachodni absolutyzm był identyczny ze wschodnim despotyzmem.

 

 

XXI. WOJNY NAPOLEOŃSKIE.

(1796-1815.)

 

         Widzieliśmy, jak Katarzyna demonstrowała przeciw rewolucji francuskiej, lecz nie złożyła Zachodowi w ofierze ani jednego żołnierza rosyjskiego, rada, że Austrja i Prusy "mają zajęcie". Kiedy generał Bonaparte wyrzucał z Włoch załogi austrjackie, a cesarz Franciszek zwrócił się o pomoc do Katarzyny, zażądała, żeby wpierw Prusy weszły na nowo do koalicji. Obydwaj sąsiedzi mieliby "zajęcie", a Katarzyna... czas do namysłu.

 

Sprawy te pogłębiały się atoli i wytwarzały sytuację niezawisłą od woli choćby największych potentatów. Rozbiory Polski poczynały działać, wytwarzały wzajemną zależność interesów państw rozbiorowych i wciągały Rosję w wojny koalicyjne.

 

Wielka rewolucja francuska nosiła w sobie od początku znamię uniwersalności; choćby nie została zaczepioną przez ościennych, byłaby się sama zwróciła zaczepnie przeciwko nim. Nieuchronnemi były wstrząśnienia w absolutystycznem sąsiedztwie, w Hiszpanji, we Włoszech, w Niemczech, aż do zachodnich granic Polski. Prusy i Austrja, nawet wzmożone rozbiorami Polski, nie były zdolne pokonać Francji; tem mniej dałyby radę, gdyby Polska nie przestała była istnieć. Konstytucyjna forma rządu byłaby zapanowała z początkiem XIX stulecia w całej Europie z wyjątkiem Rosji i Turcji, i byłoby się następnie obeszło bez reakcji, a wstrząśnienie wojenne ograniczyłoby się jednak do połowy Europy, byłoby tem samem krótsze, mniej skomplikowane, a skuteczniejsze. Atoli skutkiem rozbiorów Polski rozsiadł się absolutyzm na podstawie niezmiernie rozszerzonej, łącząc się w jeden olbrzymi zwarty obszar z rosyjskim despotyzmem. Rosyjskie kombinacje polityczne wciągały w koalicyjną grę także półwyspy skandynawski i bałkański, i Francja przeciwstawiona była całej Europie.

 

Zabrakło w Europie czynnika, który mógł nadać jej równowagę, a którym była Polska. W tem geneza powszechno-europejskich wojen napoleońskich, następnie "świętego" przymierza i całej dalszej konsekwentnej walki i ponownych wstrząśnień. Drżały wciąż posady Europy, pozbawionej tego jedynego państwa, które mogło się szczycić konstytucją bez rewolucji. Również w dziedzinie ekonomicznej międzynarodowej powstały z rozbiorów Polski przewroty, sięgające daleko, z konsekwencjami nienaturalnemi, ale nieuchronnemi, które pociągały znów za sobą konieczność nowych przewrotów politycznych. Pod każdym a każdym względem wytłoczono wśród Europy przepaścista wyrwę, ponad którą wytwarza się z prądów dziejowych przepaścisty wir, wciągający w swe odmęty nietylko wszystkie państwa, ale całą kulturę europejską.

 

Rosja doszła na tle walki z rewolucją do hegemonji nad kontynentem europejskim. W koalicyjny układ weszła najpierw przez osobistą zachciankę syna i następcy Katarzyny, Pawła I (1796-1801). Był to umysł anormalny, to też matka chciała go usunąć od tronu, przeznaczając następstwo odrazu najstarszemu z wnuków, Aleksandrowi; nie zdążyła atoli wykonać tego zamiaru. Zato jeden z pierwszych ukazów Pawła nakazywał przestrzegać na przyszłość ściśle zasady primogenitury.

 

Na szali politycznej Pawła zaważyła wielce okoliczność, że ten car prawosławny, a żonaty dwukrotnie, ojciec dziesięciorga dzieci, został w. mistrzem katolickiego zakonu rycerskiego Joannitów, czyli t. zw. kawalerów maltańskich. Spełniając dawne, datujące się jeszcze z początkiem XVII wieku zobowiązania polskiej ordynacji zasławsko-ostrogskiej, ustanowiono na sejmie 1775 r. z części jej dóbr "wielkie przeorstwo". Skutkiem rozbiorów piecza nad tem przeszła na carów rosyjskich, Zakon trafił bardzo szczęśliwie. Oddawna nie miał w sobie nic nietylko zakonnego, ale ani nawet rycerskiego, lecz Paweł wziął go na serjo i upodobał sobie, rojąc, że znajdzie w nim sprawne narzędzie do walki z "bezbożną rewolucją". Cierpiał bowiem Paweł na megalomanję, miał się za monarchę ponad monarchów i uroił sobie wykonywanie opieki nad monarchizmem europejskim. Uważał się za wybrańca Opatrzności, powołanego do utwierdzenia "ładu bożego", t. j. absolutyzmu.

 

Pomocnymi mu rycerzami ładu bożego mieli być kawalerowie maltańscy. Podczas gdy we Francji i we Włoszech konfiskowano kawalerom dobra, Paweł ustanawiał dla nich w Rosji nowe "przeorstwo", prawosławne (które połączył w r. 1798 z katolickiem, polskiem, w jedno "zgromadzenie" o 98 komandoriach). Ażeby zachęcić cara do dalszej hojności, wybrano go w grudniu 1798 roku wielkim mistrzem, co przyjął z zachwytem. Odtąd urojenia jego poszły jeszcze dalej: Pragnął zostać... papieżem rzymskim, a wtenczas, nie rzucając prawosławia ni tronu rosyjskiego, mając w swem ręku świecki i duchowny ster Europy i katolickiej, i prawosławnej, zaprowadzałby na świecie "ład boży".

 

Punktu zaczepienia dostarczyły rozbiory Polski, bez których nie miałby car nic do czynienia z maltańczykami. Gdy Bonaparte w drodze do Egiptu zajął Maltę, wystąpił Paweł z protestem. Cesarz Franciszek wyzyskał skwapliwie usposobienie carskie, i niebawem ruszały na zachód dwie potężne armje rosyjskie, na pomoc koalicji, do której należały obok Austrii i Rosji, Anglja, Portugalja, Neapol i Turcja. Suwarow odnosił świetne zwycięstwa w północnych Włoszech, i aż do Holandji zapędzono rosyjskiego żołnierza w obronie "ładu bożego", ale Paweł doznał przykrych rozczarowań. Wypadły nieporozumienia pomiędzy Suwarowem a wiedeńską "nadworną Radą wojenną", skutkiem czego odkomenderowano Suwarowa do Szwajcarji (słynne przejście przez przełęcz Wielkiego Bernarda) na pomoc armji Korsakowa (któremu gorzej się powodziło). Równocześnie flota rosyjska, połączona z turecką, dopomogła sułtanowi odzyskać zajęte przez Francję wyspy jońskie. Powstały atoli nieporozumienia większe pomiędzy samymi monarchami co do urządzenia zdobyczy włoskich; na dobitkę Anglicy, zdobywszy na Francuzach Maltę, nie myśleli wydać jej zakonowi. Paweł był oburzony.

 

W Paryżu budziły się wątpliwości, czy Francja da rady całej koalicji, próbowano więc rozerwać ją. Za środek do tego miała posłużyć sprawa polska. Były już przy armji francuskiej legjony polskie, które spowodowały Kościuszkę do powrotu do Europy. Zastanawiano się, czy nie wysunąć przeciwko Austrji sprawy polskiej pod egidą którego z wielkich książąt rosyjskich, nie tykając przytem całkiem zaboru pruskiego. Zmieniło się jednak wszystko, skoro tylko Bonaparte wrócił z Egiptu. Nietylko w lot odzyskał utracone już Włochy, ale doprowadził sprytnie do pokoju odrębnego z Rosją, nie potrzebując poruszać sprawy polskiej: Przyznał Maltę zakonowi. Od jednego zamachu była koalicja podminowana, Suwarow odwołany, a car zawierał na wszystkie strony umowy przeciw Anglji, ażeby w porozumieniu z Francją wydrzeć Anglikom Maltę. Układał nawet wespół z Bonapartem wielką wyprawę do Indyj, podczas gdy legjon polski wyprawiono niebawem na San Domingo.

 

Nie mogąc doczekać się wyprawy francuskiej, przygotowywał car sam wymarsz swej armji do Indyj. Na tem tle nastąpiło zajęcie Gruzji. Nie widząc w synach zapału do swych przedsięwzięć, myślał Paweł usunąć obydwóch od tronu; on, który zaczął rządy od ukazu o przestrzeganiu primogenitury! Zamierzał przekazać tron siostrzeńcowi swemu, niemieckiemu książątku z domu wirtemberskiego, lecz jak matka jego nie zdążyła go usunąć, podobnież on nie zdążył usunąć synów, padłszy ofiarą spisku w nocy z 23 na 24 marca 1801 r.

 

Tak skończył car, który kazał klękać przechodniom, gdy przejeżdżał ulicą, który oświadczył, że w Rosji obok cara ten tylko jest człowiekiem, z kim car mówi, i to tylko, dopóki z nim mówi. Panowanie jego stanowiło nawrót do systemu państwa poza społeczeństwem.

 

Nowy car, Aleksander I (1801-1823), najstarszy z trzech synów Pawła, nie zdradzał chorobliwości w życiu codziennem, potocznem, cierpiał jednakże na skłonność do manji religijnej i na żywiołowy wstręt do prawdy. Lękliwy, trwożny, popadał w taką przesadę w zapobieganiu urojonym częstokroć niebezpieczeństwom, że wywoływał tem nieraz to właśnie, czemu pragnął zapobiec. Polityka jego oparła się na dwóch dogmatach, którym nie sprzeniewierzył się nigdy: żeby zwalczać dążności do swobód obywatelskich i żeby nie dopuścić do odbudowania Polski. Wytycznym tym nie sprzeniewierzył się nigdy ni na chwilę, a jednak uchodził przez długie lata i za liberała i za entuzjastę w polonofilstwie! Metoda jego bowiem polegała na udawaniu, jakoby przyłączał się do sprawy, którą postanowił zwalczać.

 

Panowanie niepoczytalnego Pawła, przy którym największy wielmoża nie był pewny jutra, skłaniało wielu magnatów do myśli, jakby ograniczyć carską samowolę. W sferach dworskich, a nie wśród zarobkującego ogółu, wyłaniały się pierwsze grupy malkontentów rosyjskich. Nie chodziło im wcale o konstytucję w zachodniem znaczeniu tego wyrazu, ni o zniesienie nieograniczonej władzy carskiej, lecz o zaprowadzenie prawowitości w absolutyzmie, żeby były wogóle jakieś niezmienne prawa, jakiś stały porządek rzeczy, niezależny od osobistych kaprysów władcy.

 

Aleksander, jakby wyprzedzał swe otoczenie, starał się pozyskać opinję liberała i postarał się, żeby opinja ta o nim przedostała się na Zachód. Wstąpiwszy na tron, ustanawia "Komitet dobra publicznego" (istniał do r. 1807), jakby chciał czerpać rzecz z Francji, unikając atoli francuskich błędów i niepotrzebnego krwi rozlewu. W r. 1808 kazał nawet sporządzić projekt konstytucji, lecz wybór osoby dowodzi, że sam nie brał tej rzeczy na serjo: wyznaczył na prawodawcę Rosji inflanckiego barona Rosenkampfa, który... nie znał nawet języka rosyjskiego!

 

Aleksander I znalazł zresztą zajęcie dla malkontentów w tem, w czem znajduje je każde pokolenie w państwach biurokratycznych: w zajęciu bezskutecznem około jednego i tego samego niewykonalnego problemu, a mianowicie około reformy biurokracji. Jął się tego Aleksander zaraz w r. 1802. Postęp polegał na tem, że nieco sądownictwa oddzielono od administracji. Obojętnem było, że w miejsce "kolegjów" Piotra W. zaprowadził ośm biur naczelnych, które nazwał ministerstwami (1802); zabagnił zaś życie publiczne, obmyśliwszy do inicjatywy prawodawczej... nowy rodzaj biurokracji, a mianowicie t. zw. Radę Państwa. Tkwił wprawdzie pewien zwrot od orjentalnej despocji ku europejskiemu absolutyzmowi w tem, że odtąd wszelki ukaz miał być wpierw roztrząsany w Radzie Państwa, administracji atoli nie poprawiono. Wychodziły nadal coraz to nowe rozporządzenia przeciw nadużyciom gubernatorów, zawsze jednako bezskuteczne.

 

Najskłonniejszym do głębszych reform w administracji był Aleksander w latach 1806-1811, kiedy na jego dworze zajmował wybitne miejsce słynny M. Speranskij, prawy obywatel, a nie służalec nadworny. Propozycje jego, żeby ustanowić kolegjum prawodawcze, pochodzące częściowo z wyborów, i żeby władza wykonawcza była odpowiedzialna przed prawodawczą, nie były nawet rozważane nigdy. Polecono mu jednak opracować projekty sądownictwa i administracji. Nie pozyskał uznania carskiego opracowany przez Speranskiego ogólny plan reform ("Wstęp do skodyfikowania praw państwowych" 1809), z projektem czworakich "dum" (gminne, okręgowe, gubernjalne i państwowa), jakkolwiek z bardzo ograniczonym zakresem, przyczem punkt ciężkości spoczywałby jednak w Radzie Państwa (tylko to ostatnie przyjął Aleksander).

 

Cała działalność Aleksandra skończyła się zresztą na pracach "wstępnych", a rezultat wszystkiego taki, że Rosja otrzymała za rządów "liberalnego" Aleksandra te właśnie formy organizacji biurokratyczno-centralistycznej, które z małemi odmianami przetrwały do naszych czasów.

 

Bezskuteczność reform była. tem jaskrawsza, że car starał się podnieść poziom inteligencji swej biurokracji. Organizowało się cztery akademję duchowne prawosławne (w Moskwie, Petersburgu, Kazaniu i Kijowie) i 58 seminarjów duchownych; trzy nowe uniwersytety (Petersburg, Kazań, Charków) i cały szereg wyższych szkół zawodowych (akademja inżynierji wojennej i wiele innych). Nie rozumiano w sferach rządowych czystego interesu naukowego; wszystkie te zakłady naukowe, od uniwersytetów począwszy, .miały być tylko postępowemi fabrykami czynownictwa wszelkich rodzajów. Nie o reformę oświaty chodziło bowiem, lecz o reformę biurokracji.

 

Na zewnątrz miało się to wydawać liberalizmem ze względu na pochód rewolucji francuskiej, która przeszła tymczasem w wojny napoleońskie, które nie były wcale czczemi pochodami militaryzmu, zaprzątniętego w służbę sobkostwa jednego człowieka lub jego rodu. Napoleon - od r. 1804 już cesarz - osobiście był sobkiem, ale za sztandarami jego szło coś więcej, niż osobiste Jego panowanie: szło równouprawnienie stanów, równość wobec prawa, emancypacja ludu wiejskiego, konstytucjonalizm. Wojny napoleońskie, to ekspansja pozytywnych stron rewolucji francuskiej.

 

Sprawa polska wciągała Aleksandra w wir wojny europejskiej wbrew jego własnej woli. W przeciwieństwie do swego ojca nie zamierzał brać udziału w zatargach zachodniej Europy i zaraz na wstępie swych rządów wycofał się ze wszystkiego, zawierając pokój z Anglją i traktat z Francją, w przyjaźni z obydwoma obozami Europy, neutralny. Ale Hohenzollernowie uważali wówczas za stosowne mieć na zawołanie księcia, któryby mógł "od złego wypadku" być kandydatem do polskiej korony (ks. Ludwik Ferdynand). Aleksander dla przeciwwagi mianował Adama Czartoryskiego ministrem spraw zagranicznych (1804) i szerzył przez szereg lat złudne wieści, jakoby zamierzał złączyć całą Polskę pod swem berłem i ogłosić się królem polskim. Spodziewając się sparaliżować wśród wojny powszechnej pruskie zabiegi około sekundogenitury w Polsce, przystąpił car w r. 1805 do koalicji ("trzeciej".) przeciwko Francji. Prusy, chcąc pozostać neutralnemi, odmówiły armji rosyjskiej zezwolenia na przejście. Na to czekał Czartoryski, licząc na poróżnienie Prus z Rosją, iż koalicja posłuży za pozór do wojny prusko-rosyjskiej.

 

Aleksander, stanąwszy na kwaterze w Puławach 30 września 1805 nosił się tam przez dwa tygodnie ze swemi "polskiemi intencjami" tak głośno, szafował niemi tak demonstracyjnie, aż doczekał się, że Fryderyk Wilhelm III (1797-1840) zaprosił go do Berlina celem porozumienia się. Nastąpiło obopólne wyrzeczenie się "polskich projektów" i zaprzysiężenie "wieczystej przyjaźni"... teatralnie, na grobowcu Fryderyka Wielkiego. Lubiący teatralność Aleksander popisywał się z kolei w Berlinie sztuką udawania.

 

Wiedeń był już zdobyty, zanim Aleksander ruszył koalicji na pomoc. Wziął jednak udział w "bitwie trzech cesarzy" pod Sławkowem dnia 2 grudnia 1805 r., poczem nastąpił zaraz odwrót Rosjan. Koalicja była rozbita. W następnym roku legły Prusy w gruzach po bitwie pod Jena (14 października 1806 r.), nie doznawszy najmniejszej pomocy od "wieczystego" przyjaciela. W dwa tygodnie potem stał Napoleon kwaterą w Berlinie, a dalszy ciąg kampanji miał się odbyć na ziemiach polskich, to też wszystkie strony wojujące jęły obrabiać kwestję polska.

 

Aż z trzech stron naraz "wskrzeszano" Polskę. Fryderyk Wilhelm pruski myślał z Antonim Radziwiłłem o legjonie polsko-pruskim; Aleksander roztrząsał ponowny memorjał Czartoryskiego (chociaż ten od lipca 1806 r. przestał być ministrem i liczył na pomoc generała Kniaziewicza, podczas gdy Napoleon wezwał do Berlina Dąbrowskiego. Kościuszko odmówił, wówczas dwukrotnie Napoleonowi, nie otrzymując gwarancyj co do odbudowy państwa polskiego.

 

Napoleonowi chodziło tylko o rozerwanie koalicji, Aleksander zaś nawzajem gotów był do porozumienia, byle cesarz francuski nie odbudował Polski. Honor wojskowy zniewalał Napoleona uczynić coś dla sprawy polskiej, ale poprzestał na tem minimum, zobowiązując sobie wielce cara. Wojna nie dotarła wcale do zaboru rosyjskiego, gdyż Rosja przystąpiła do pokoju w Tylży (9 lipca 1807 r.). Z radością stwierdzał car, że udało mu się "powstrzymać odbudowanie Polski przynajmniej w pierwszem stadjum", że "nie będzie Polski, tylko twór zabawny księstwa Warszawskiego", i to kosztem wyłącznie Prus. Ażeby sobie zjednać Aleksandra, przestrzegł Napoleon Polaków w grudniu 1807 r., żeby nie sądzili, jakoby "nadana autonomja" (księstwa Warszawskiego, jako cząstki "systematu" napoleońskiego) miała być jakowymś "wstępem do wskrzeszenia Polski". Rosja powiększyła się nawet w pokoju tylżyckim, bo Napoleon wydzielił dla Aleksandra z dawnego zaboru pruskiego obwód białostocki.

 

Zerwawszy przyjaźń Rosji z Prusami, pracował Napoleon dalej nad rozerwaniem przymierza austrjacko-rosyjskiego Pozyskiwał sobie Aleksandra, a sądził, że na zawsze, za cenę "podziału panowania nad światem" , t j. podziału Europy na dwie sfery wpływów: francuską i rosyjską (umowa erfurcka z 12 października 1808 r.). Skandynawję i Bałkan odstępował zaborczości rosyjskiej, byle Rosja nie przeszkadzała jemu w Europie środkowej. Aleksander zamieniał się tedy z kolei rzeczy na sojusznika Napoleona, zawierał przymierze przeciwko Austrji i przystępował do "systemu kontynentalnego", t. j. Rosja zrywała wszelkie stosunki handlowe z Anglją, jak tego wymagał Napoleon od swych sprzymierzeńców już od r. 1806. Nie rozumiał nikt w otoczeniu Aleksandra, jak dalece system kontynentalny przeciwny był interesom Rosji.

 

Oparty o przyjaźń z Napoleonem, prowadził Aleksander teraz energicznie wojnę ze Szwecją i wznowił walkę z Turcją. W r. 1809 zajęli Rosjanie wszystkie twierdze nad Dunajem, ugrzęźli jednak w dalszym pochodzie w Bułgarji. Toczyła Rosja nadto równocześnie wojnę z Persją o zabory kaukaskie, wojnę długą, leniwą, przewlekłą, już od r. 1805. Do tych kampanij przybywały dwie nowe wojny, wypowiedziane w r. 1809 tytułem sojuszu z Napoleonem: z Anglją i Austrią. Flota rosyjska popadła niebawem w moc admirałów angielskich na morzu Śródziemnem, i ta wojna wraz się zakończyła; skomplikowaną natomiast stała się kampanja austrjacko-rosyjska.

 

Księstwo Warszawskie było naturalnym sojusznikiem Francji przeciwko Austrii, a wódz polski, książę Józef Poniatowski, zmierzał do wyprawy na Galicję; obowiązkiem Aleksandra było dostarczyć mu posiłków. Jakoż wystawił car korpus 30-tysięczny, ale zachowanie się tego wojska było tego rodzaju, iż Poniatowski uważał ich nie za sprzymierzeńców, lecz za przyczajonych nieprzyjaciół. Miał słuszność książę Józef. Aleksander widząc, że z wojny tej może powiększyć się obszar księstwa Warszawskiego, zdradzał Napoleona; sympatje jego były po stronie Austrji, a korpus rosyjski służył do tego, żeby zawadzać, przeszkadzać, i nie dopuścić do zdobycia Galicji. Wolałby, żeby na spółkę z Austrjakami mógł zająć księstwo, żeby ono przestało istnieć!

 

Sprawa polska zajmuje znowu całą uwagę Aleksandra, który ze względu na nią chciał być przygotowanym na obie strony, na wypadek wygranej i przegranej Napoleona. Ze Szwecją zawiera pokój dnia 17 września r. 1809 we Fridrichsham, zyskując wyspy Alandzkie i Finlandję po rzekę Tornea. Zaniedbał dalszego ciągu wojny tureckiej, skupiając się na wszelki wypadek do wystąpienia w sprawie polskiej. Dymitr Golicyn doradzał pozyskać "Galicjan" dla siebie, występując z programem złączenia ziem polskich celem wznowienia państwa polskiego. Nie chciał Aleksander zrobić żadnego kroku oficjalnego, licząc na to, że porozumie się znowu z Napoleonem, ale od wszelkiego wypadku kazał "głaskać Polaków nadzieją wskrzeszenia ojczyzny".

 

Napoleon także nie pragnął wzmożenia księstwa, ale znów musiał zrobić coś dla Polaków ze względu na honor wojskowy, jedyny swój dogmat. Nie zamierzał atoli przyłączać do księstwa całej Galicji, chociaż zdobytej polskim wyłącznie żołnierzem i z własnej militarnej inicjatywy Polaków. Myślał zrazu o utworzeniu z Galicji sekundogenitury habsburskiej, przeznaczając 4/5 kraju arcyksięciu Ferdynandowi, dopiero co pokonanemu wodzowi i bratu cesarza Franciszka, a pozostałą piątą część, z miastem Lwowem, przeznaczając dla Rosji (podobnież jak poprzednio dał jej obwód białostocki). Kombinacja ta nie doszła atoli do skutku, i ostatecznie rozdzielił Napoleon (w pokoju wiedeńskim 14 października 1809 r.) zdobytą przez Polaków Galicję na trzy części: większość kraju, bo 3/5 zwrócił Austrji; dwa obwody: tarnopolski i czortkowski wydal Rosji, a tylko Galicję zachodnią zezwalał przyłączyć do księstwa Warszawskiego. Pomimo to Aleksander był bardzo niezadowolony, a powiększenie Księstwa uważał za "niesłychaną obrazę".

 

Od tej chwili naprężają się coraz bardziej stosunki pomiędzy Aleksandrem a Napoleonem. Na nic "podział świata", skoro księstwo Warszawskie może wzrastać; któż zaręczy, na czem wzrost ten zatrzyma się w przyszłości! Aleksander żąda co do tego od Napoleona specjalnego zobowiązania, umyślnego antypolskiego "artykułu gwarancyjnego".

 

Napróżno dotrzymuje Napoleon jak najwierniej sojuszu, poręczającego Rosji opanowanie bez przeszkód półwyspów skandynawskiego, i bałkańskiego. Talleyrand, najbezwzględniejszy z dyplomatów owych czasów, napróżno doradzał swemu cesarzowi, żeby raczej popierać na Bałkanie Austrję przeciw Rosji, bo Rosja, odcięta od Bałkanu, musiałaby oddać się całkowicie zaborom w Azji, a w takim razie popadłaby w stałą nieprzyjaźń i z Austrją i z Anglją zarazem, a zatem byłby od niej spokój. Memorjał ten Talleyranda doszedł do wiadomości cara, miał więc Aleksander dowód, że Napoleon szczerze pragnie dotrzymać przymierza, skoro memorjał ów pozostał bez skutku, lecz Aleksander stracił głowę, roznamiętniony obawą nienawistnego Księstwa, i stawiał na kartę wszystko, byle pozbyć się widma niepodległej Polski.

 

Zaczynają się układy o "artykuł gwarancyjny". Napoleon nie miał zamiaru wskrzeszać Polski, więc rzecz nie sprawiła trudności, chodziło jednak o formę; Aleksander staje się coraz natarczywszy, wkońcu żąda, ażeby Napoleon ogłosił publicznie tekst układu z Rosją, że "Królestwo Polskie nigdy nie będzie wznowione". Na to nie mógł przystać Napoleon, bo byłoby to wpędzaniem Polaków do rosyjskiego obozu, pozbywaniem się takiej znakomitej pozycji strategicznej, jaką było księstwo Warszawskie, a gdyby Polacy przystali na złączenie swych ziem pod berłem cara, widząc się opuszczonymi przez Francję, stanęłaby Francja znowu wobec całej Europy, zwróconej przeciw sobie, jeżeli zaś sytuacji takiej nie dało się uniknąć, lepiej było stanąć do boju wpierw, zanim Aleksander zdołałby przygotować się i przeprowadzić swoje zamysły. Na nic nie zdał się "podział świata"; dnia l lipca 1810 r. widział się Napoleon zniewolonym, po całorocznych blisko pertraktacjach, oświadczyć, że jakkolwiek nie zamyśla odbudowywać Polski z własnej inicjatywy, "lecz uczyniłby to prawdopodobnie dla konieczności strategicznej", gdyby go do tego popchnęło wrogie stanowisko Rosji.

 

Wiadomo napewno, że Aleksander pierwszy decydował się na wojnę. Miała Rosja jeden powód realny do zerwania z Napoleonem: oto "system kontynentalny" sprowadził ruinę Rosji, wartość rubla spadla na 25 kopiejek! Ażeby temu przeciwdziałać, musiano podnieść nadzwyczaj cła zagraniczne, co znów wychodziło na szkodę handlu francuskiego. Dzięki względom ekonomicznym stawała się w Rosji wojna z Napoleonem hasłem wielce popularnem.

 

Przygotowując się do rozprawy, wezwał Aleksander w marcu 1810 r. znowu do siebie Czartoryskiego, chociaż potajemnie targował się jeszcze w najlepsze z Napoleonem o "artykuł gwarancyjny". Pragnąc zebrać jak najwięcej ziemi polskiej, proponował w Wiedniu zamianę Galicji za część zdobytej wówczas na Turcji Wołoszczyzny. Propozycję odrzucono, co nie wychodziło Rosji na złe, gdyż w dalszym ciągu wojny tureckiej zajęli jeszcze tegoż roku 1810 ponownie Bułgarję.

 

Z wiosną 1811 r. zamierzał car wszcząć wojnę przeciwko Napoleonowi, lecz musiał odłożyć sprawę, gdyż nietylko nie udało się pozyskać księcia Józefa Poniatowskiego, ale nawet Adam Czartoryski stal się podejrzliwym i zażądał gwarancyj co do intencyj carskich względem Polski. Widząc, że na Polaków liczyć nie może, niewyczerpany w pomysłach, próbuje, czy nie udałoby się i bez wojny pozbyć się znienawidzonego księstwa. Proponuje Napoleonowi, żeby część księstwa nadać powinowatemu swemu, księciu oldenburskiemu (który utracił w toku wojen napoleońskich swe rodzime księstwo w Niemczech). Podział księstwa byłby początkiem jego końca. Napoleon miał się już na baczności i oświadczył, iż byłoby nierozsądnem pomniejszać francuską placówkę na wschodzie wtedy gdy Rosja grozi mu wojną.

 

Tem energiczniej począł car zabiegać o względy tego narodu. na którego zgubę wojnę podejmował i obliczał! Od lutego 1811 r. obiecuje Aleksander Czartoryskiemu wszystko, czego tylko ten zażąda: mówi się wyraźnie o przywróceniu Polski z granicami Dźwiny, Berezyny, Dniepru. Druga strona nie zasypia też sprawy polskiej. W maju 1811 r. wyznacza Napoleon do Warszawy na swego rzecznika politycznego ks. Pradta. W udzielonej mu instrukcji "wszystko było przewidziane, co się rzeczywiście spełniło pamiętnej, pełnej nadziei wiosny 1812 r.: zwołanie sejmu, zawiązanie konfederacji generalnej z ziem całej Polski, obradowanie w sejmie nad ogłoszeniem niepodległości; utworzenie komitetów wojewódzkich, wielka deputacja sejmowa do cesarza, nawet odpowiedź cesarza!".

 

Zdawał sobie Napoleon już sprawę, że polityka "podziału świata" jest czczą fikcją i że trzeba będzie bronić księstwa, bez którego byłby na łasce i niełasce koalicji trzech państw, które Polskę rozebrały; wojny zaś z Rosją nie mógł uniknąć, gdyż istnienie księstwa czyni z Rosji wroga nieprzebłaganego, chociaż nie zawsze jawnego. Zdecydował się więc na wojnę. Na publicznej audjencji dnia 15 sierpnia 1811 r. przemówił do ambasadora rosyjskiego w sposób ostry, zrzucając na Rosję odpowiedzialność za grożącą wojnę, przyczem dodał: "Nie myślę o wskrzeszeniu Polski, gdyż interesy mego narodu tego nie wymagają; ale jeżeli zmusicie mnie do wojny, będę posługiwał się sprawą Polski, jako środkiem zwróconym przeciwko wam".

 

Im energiczniej przemawiał cesarz francuski, tem bardziej przyjmował rosyjski cesarz cechy liberalizmu i polonofilstwa. Istotne znaczenie miał jeden tylko przepis, wykołatany przez Speranskiego w r. 1809, nadający egzaminom uniwersyteckim pierwszeństwo w karjerze czynowniczej przed szlacheckiem urodzeniem. Speranskij nie miał odtąd przyjaciół wśród carskich dworaków. Prąd liberalny podsycony był wielce wskutek zajęcia Finlandji: w związek z "imperjum" wchodził kraj, posiadający konstytucję z równością stanów i wolnem sejmowaniem - a car dwukrotnie poręczał i zaprzysiągł nietykalność tej konstytucji (15 marca 1809 i 1810 r.). Car stawał się monarchą konstytucyjnym. To też nabytek Finlandji nie wszystkim wydawał się zyskiem. Aleksander do tego stopnia wyprowadzał wszystkich w pole, iż poważni mężowie, a konserwatyści, obawiali się, że liberalizm carski całą Rosję pokryje konstytucjonalizmem nakształt Finlandji, a według wzorów może francuskich! Obawiano się tem bardziej, że brano całkiem poważnie polonofilstwo Aleksandra! Wytwarzała się grupa statystów rosyjskich, stroskana poważnie o to, że car "poświęca Rosję interesom polskim". W r. 1811 przedstawiono Aleksandrowi memorjał, którego autorem był Karamzin. Historyk ten (1765-1826) stał się uosobieniem nowoczesnej Rosji, nadał narodowi swemu rozpęd dziejowy na pokolenia całe, stał się twórcą nowoczesnej narodowości rosyjskiej. Oświadczał się z jak największą stanowczością przeciw wszelkiemu konstytucjonalizmowi (chociaż pragnął gorąco "żeby monarcha nadał niezmienne prawa") i przeciwko wskrzeszeniu Polski, jako grzechom przeciw Rosji.

 

Wśród takich okoliczności mijało dziewięć poważnych miesięcy od owej pogróżki Napoleona, zwróconej do ambasadora rosyjskiego na publicznej audjencji. W Paryżu opracowywano plany wojenne, a gdy poczęły się zbrojenia francuskie, musiała Rosja przerwać kampanję turecką. Niespodzianie zwraca Aleksander z początkiem r. 1812 Porcie zdobyte już "księstwa naddunajskie" i zawiera pokój w Bukareszcie, poprzestając na ustanowieniu rzeki Prutu graniczną. Na marne poszły zwycięstwa Kutuzowa, który w roku poprzednim wziął do niewoli całą armję turecką pod Ruszczukiem - niesposób było prowadzić równocześnie wojny z sułtanem i z Napoleonem, mającym pół Europy w swojej "wielkiej armji". Podczas owych dziewięciu miesięcy zmusił Napoleon do przymierza Prusy i Austrję - a że dysponował "Związkiem Reńskim" książąt niemieckich, ruszały tedy w czerwcu 1812 r. całe Niemcy, obok Holendrów, Włochów, Polaków, pod francuskim przewodem na pogrom Rosji.

 

Pomiędzy czerwcem a sierpniem l8l2 r. odbyło się wszystko według programu, ułożonego w Paryżu w zeszłorocznej instrukcji ks. Pradta. Ze sfer polskich nie przyjmowano żadnych wskazówek. Odrzucono radę polskich generałów, radzących przezimować na Litwie i Białej Rusi, pragnących urządzić tam wojskom Napoleona rezerwy strategiczne. Napoleon urządził sobie natomiast rezerwę polityczną. Dla niego celem wojny było, żeby zmusić cara do powrotu do programu erfurckiego. Zachowywał sobie przeto możność odwrotu politycznego i ponownego porozumienia się z Rosją. Dlatego nie połączył zajętej Litwy z księstwem Warszawskiem.

 

Gdyby Napoleon był przywrócił państwo polskie, nie potrzebowałby wogóle ruszać dalej; samo wskrzeszenie Polski byłoby już rozstrzygnięciem wojny, a bezpieczeństwa granic od wschodu byłaby już Polska sama strzegła. Ale Napoleon chciał właśnie wymknąć się kwestji polskiej i, uchodząc przed nią, zapędzał się w kraje moskiewskie...

 

Rosjanie rozpoczęli swą słynną taktykę odwrotową. Pierwszy ich wódz naczelny, Barclay de Tolly, cofnął się zaraz pod Smoleńsk, a dognany, wydał twierdzę na zdobycie i zburzenie (połowa sierpnia). Car zmienia wodza, ale Kutuzow, pobity pod Borodinem (7 września), powraca do taktyki swego poprzednika. Chwyciła wczesna zima, wojska napoleońskie niszczały w drodze od chłodu i głodu, a wkraczały 14 września 1812 r. do Moskwy bynajmniej nie w triumfie. W kraju, zniszczonym umyślnie do cna walczyło się coraz mniej z nieprzyjacielem, coraz więcej z żywiołami, od których ponoszono klęski straszliwe. Mróz, głód, brak paszy, a na dobitkę pożar Moskwy (16-19 września) czyniły położenie rozpaczliwem. Kutuzow cofnął się aż pod Rjazań, skąd otoczył armję francuską szerokim łukiem z trzech stron, pozostawiając wolną drogę tylko na zachód. Dopiero w odwrocie wypadło Francuzom staczać walki. Teraz Kutuzow nie usuwał się, lecz nacierał na nieprzyjaciela, dziesiątkowanego z dnia na dzień działaniem żywiołów. Katastrofalnemi były dla Francuzów walki pod Małym Jarosławcem (24 października) i pod Wjazmą (3 listopada), a wreszcie grozę budząca u współczesnych i potomnych przeprawa przez Berezynę (26-28 listopada 1812 r.). Ledwie 8000 wojska francuskiego utrzymało się w szeregach, i ta resztka zamieniała się rychło w drużyny oddzielne, wkońcu w luźne gromady niedobitków. Nie można było zatrzymać się na Litwie, bo wszakże Napoleon wbrew radom polskich generałów nie przygotował tam żadnego oparcia, żadnych kwater zimowych. Sam Napoleon pędził też w sankach wprost aż do Paryża.

 

Wszystko przybierało odmienną postać. Fryderyk Wilhelm pruski już 30 grudnia 1812 r. zobowiązywał się do neutralności, a 28 lutego 1813 r. zawierał z Aleksandrem przymierze zaczepno odporne. Car zajmował bez przeszkód Litwę i księstwo Warszawskie, razem zaś z Prusami ruszał dalej, na rodzime państwo księcia Warszawskiego, na Saksonję, którą przeznaczał na łup sprzymierzeńcowi, żeby startem było nawet to, co tylko w luźnym i pośrednim związku pozostawało z Księstwem, żeby dynastja saska ukaraną była za to, że panowała w tem księstwie, które stanowiło istną marę chorobliwą Aleksandra. Zajmowali więc Rosjanie i Prusacy Drezno dnia 27 marca 1813 r.

 

Mylił się jednak Aleksander, uważając wojnę za skończoną. W kwietniu zabiegł Rosjanom i Prusakom drogę Napoleon z nową armją 120.000 żołnierza i zawładnął szybko północno-niemieckim terenem wojny. Sojusz rosyjsko-pruski okazał się niedostatecznym, należało pozyskać Austrję. Cesarz Franciszek czekał, jaka będzie oferta zapłaty. Więc waha się długo, zajmuje się zrazu pośrednictwem pokojowem, urządza kongres w Pradze w czasie od 5 lipca do 11 sierpnia 1813 r., aż car zagwarantował Austrji powrót do granic z r. 1805. Znaczyło to, że Rosja nie otrzyma całej Polski, że Austrja zagarnąć ma na nowo zachodnią Galicję. Co więcej, nie przystawał Franciszek na odszkodowanie Prus Saksonją, lecz domagał się i dla Prus granic z r. 1805, t. j. obstawał przy przywróceniu trzech rozbiorowych działów Polski. Był to cios dla Aleksandra, który pragnął posiąść całą Polskę, a przynajmniej całe księstwo Warszawskie - ale nie pora była na targi wobec wzrastającej na nowo potęgi Napoleona, i car przystał na te warunki przymierza, jakkolwiek niechętnie, i... nieszczerze. Ale dzięki wciągnięciu Austrji w grę skończyła się walna "bitwa narodów" pod Lipskiem w epokowych dniach 16-19 października 1813 r. przegraną Napoleona.

 

Pouczeni doświadczeniem nie uważali jednak sprzymierzeni wojny za ukończoną, i postanowiono ścigać nieprzyjaciela aż do gniazda jego. Dnia 31 marca 1814 r. wkraczali sprzymierzeni do Paryża, a w połowie kwietnia panował Napoleon już tylko nad wyspą Elbą.

 

Ale teraz osądził Aleksander, że warunki co do granic z roku 1805 niekoniecznie .muszą być dotrzymane. Próbował, czyby Polacy sami (a istniało jeszcze wojsko polskie) nie domagali się, żeby księstwo zostało "połączone" z Rosją. Zaraz tam w Paryżu czynił tedy nowe zabiegi o polskie sympatje, obiecując złote góry. Wobec Kościuszki nie znał granic ugrzecznienia. Zabiegał koło osoby Naczelnika tak gorliwie, że np. na balach, festynach, Aleksander i brat jego, wielki ks. Konstanty, brali wchodzącego Kościuszkę przy wejściu pod ramię i prowadzili przez tłum zebranych, torując mu drogę wołaniem: "Miejsca, miejsca, oto wielki człowiek!" Przyrzekał mu listownie, że "najdroższe Twoje życzenia będą spełnione", a jaka bywała treść rozmów, wiemy od samego Kościuszki, który powoływał się potem na "przyrzeczenia cesarza, mnie i wielu drugim wiadome, przywrócenia kraju naszego do Dźwiny i Dniepru, dawnych granic Królestwa Polskiego".

 

Na zwołanym dla uporządkowania stosunków europejskich kongresie wiedeńskim (od września 1814 r.) wystąpił Aleksander z pierwotnym swym planem, żeby całe księstwo Warszawskie przyznać Rosji, a zato Prusom wydać Saksonję. Polaków wciąż "głaskał nadzieją", a w połowie grudnia 1814 r. poruszał całą Polskę proklamacjami, wzywając do broni "na obronę ojczyzny waszej i bytu politycznego utrzymanie". Plany Aleksandra nie zyskały uznania kongresu, i omal nie wybuchła o sprawę polską wojna pomiędzy uczestnikami pokojowego zgromadzenia. Ale pogodzono się i dnia 13 stycznia 1815 r. zawarto umowę, mocą której Saksonja pozostawała, jak była, nietknięta, a księstwo Warszawskie rozdzielono pomiędzy wszystkie trzy państwa rozbiorowe. Aleksander otrzymywał mniej więcej trzecią część księstwa, ale nie pozwolono mu wcielić jej wprost do Rosji; złomek ten księstwa nazwano pompatycznie Królestwem Polskiem, zastrzeżono, że będzie konstytucyjnem, a królami mieli być carowie rosyjscy. Nowy ten twór państwowy nazwała opinja publiczna lekceważąco "Kongresówką".

 

Nie wpływał niczem na sprawę polską epizod "stu dni" Napoleona pomiędzy Elbą a św. Heleną. Aleksander przystąpił do organizowania swego nowego królestwa, rad, że posiadł chociaż Warszawę, ogromnie dla siebie pożądaną, bo stamtąd "wbijał się w Europę klinem wojskowym". Nie udało się Aleksandrowi pozyskać Kościuszki. Zdaniem Naczelnika, takie królestwo, "to jest pośmiech", a gdy Aleksander począł wprowadzać do rządu Kongresówki Rosjan (Łanskoj, Nowosilcow), przepowiadał Kościuszko, że "Rosjanie traktować nas będą, jak podległych". Niebawem zaś pisał: "Obawa jest wielka, aby nasze królestwo nie było, jak królestwo astrahańskie, które rozpłynęło się na prowincje rosyjskie, ale korona widzialna jest w ceremonjach rosyjskich.! Nagle zmienił się całkiem sąd o Kościuszce w sferach dworskich: Mianowany naczelnym wodzem wojska polskiego w. ks. Konstanty - osławiony w historji "człowiek-potwór", o którym mówiono też, że jest napół małpą, napół tygrysem - rozpowiadał teraz, że Kościuszko, "zdziecinniały starzec", plecie "jakieś niedorzeczności o całej, niepodległej Polsce".

 

Zgodni z opinją Kościuszki byli najwybitniejsi politycy pruscy i rosyjscy: Nesselrode, Pozzo di Borgo, Stein, Hardenberg przepowiadali, że nie utrzyma się to "naczynie gliniane, uwiązane przy żelaznym dzbanie". Taki był rezultat "epopei napoleońskiej" w Polsce; w Europie całej było zysku nie więcej, skoro nastaje okres reakcji, a Francja, oddana w powrotną dzierżawę Burbonom, wchodzi w okres ciągłych wstrząśnień na tle coraz większego centralizmu. Ogólny rezultat bądź co bądź ujemny, tłumaczy się błędnem stanowiskiem, zajętem przez samego Napoleona i całe jego pokolenie. Mylił się Napoleon, jakoby interesy narodu francuskiego nie wymagały wskrzeszenia Polski; przeciwnie, wymagają tego interesy każdego narodu, który pragnie, żeby jego interesy nie cierpiały od sił brutalnych i nie stały się zawisłemi od gwałtu zewnętrznego. Francja dała zły przykład odsunięcia się od strony polskiej, i odtąd niema dla państw europejskich innej drogi, jak opierać własny byt na pierwszeństwie siły fizycznej; trzeba na wyścigi dążyć do tego, żeby być wojskowo silniejszym od innych, a więc - powszechny militaryzm stał się dalszem następstwem rozbiorów Polski, ze wszystkiemi swemi następstwami... kulturalnemi.

 

Nie sięgał tak daleko wzrok Napoleona, ani nikogo z napoleońskiej drużyny. Ograniczali się w polityce do t. zw. celów bezpośrednich, a za przykładem Francji cała Europa uznała niebawem za dogmat polityczny metodę, która w gruncie rzeczy nie jest jednak niczem innem, jak zaprzepaszczaniem spraw pierwszorzędnych całej ludzkości i narażaniem na szwank dalszej przyszłości własnego nawet państwa i narodu dla osiągnięcia chwilowej korzyści drugo-, a nawet trzeciorzędnej. Oto "rozum polityczny" na czasy najnowsze... dziwnie sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem!

 

 

XXII. HEGEMONJA ROSJI.

(1815-1855.)

 

          Bez porównania więcej wpływu wywarła przez wojny napoleońskie Rosja na Europę, niż Europa na Rosję. Wyjątkowo który oficer rosyjski miał na tyle inteligencji, żeby w pochodach napoleońskich obserwować, porównywać, wysnuwać wnioski i dostrzec, na czem polega różnica życia rosyjskiego a europejskiego. Malkontenci byli tylko wśród najinteligentniejszych, z reguły wśród arystokracji. Przeszła z Zachodu do Rosji masonerja, ż której rozwinęły się inne towarzystwa tajne, ale bezowocne. Wojny napoleońskie wniosły Rosji pierwiastków zachodnich "rewolucyjnych" w sam raz na tyle, ile trzeba na spisek, który... nie zda się na nic. Na spisek przeciw czyjemuś życiu, choćby życiu monarchy, nie trzeba uczestników wielu, ale nie może on wywołać zmian w życiu publicznem, jeżeli mu brak właściwego tła w społeczeństwie. Ogół rosyjski solidaryzował się najzupełniej ze "samoderżawiem".

 

Pokonawszy Napoleona, owego roznosiciela rewolucji po Europie, odetchnął Aleksander; kiedy niekiedy udawał jeszcze liberała, ale prześladował już systematycznie liberalizm. W zdobytym Paryżu ustanowił "święte przymierze" - związek Rosji, Prus, Austrji i Burbonów - proklamujące rządy absolutne i ucisk polityczny, jako obowiązek... religijny. Jest to ciąg dalszy ideologji Filoteusza pskowskiego z jego listów do Wasyla Iwanowicza, oparty tak samo na motywach religijnych.

 

Po wojnach napoleońskich odzywa się najprawdziwsza moskiewszczyzna, zdatna do życia nowego, bo zmodernizowana - a zarazem nastaje hegemonja rosyjska w Europie, przystosowywanie się Europy do Rosji.

 

Monarchowie zjeżdżali się często, ażeby radzić nad tłumieniem "rewolucji". Pod egidą i protektoratem cara odbyły się kongresy; w 1818 r. w Akwizgranie, w 1819 r. w Karlsbadzie i Opawie, 1820 r. w Lublanie, 1822 r. w Weronie, a radzono nad utrzymaniem "ładu bożego" nie tylko dla dobra poddanych własnych, ale rozciągnięto opiekę nad wszystkiemi narodami, zapobiegając "bezbożności" to tu, to ówdzie, np. w Neapolu 1820 roku, w Hiszpanji 1822 r., gdy wyłaniało się gdziekolwiek widmo konstytucji. Powoływano się przytem na "legitymizm", które-to hasło wymyślił Talleyrand, minister przedtem Napoleona, obecnie burbońskiego Ludwika XVIII. Hasło to najbardziej na serjo wziął Aleksander; zasadę nietykalności władzy "prawowitej" (t. j. istniejącej w chwili zawarcia "świętego przymierza") posunął do tego stopnia, iż potępił nawet powstanie greckie przeciwko Turcji (1821 r.).

 

Przeciwko "świętemu przymierzu" pokryła się Europa cała siecią spisków. Spiski i kongresy - stały się znamieniem czasu. Trzonem "świętego przymierza" były trzy dynastje państw rozbiorowych, dla których utrzymanie niewoli Polski musiało tedy być celem naczelnym. Rozumiano to doskonale we wszystkich krajach i dlatego, przez przeciwstawienie choćby, łączono aż mniej więcej do r. 1850 sprawę-polską ze "sprawą ludów".

 

Aleksander konstytucję "Kongresówce" nadał, ale nie kwapił się z zaprzysiężeniem jej, ani nawet z koronacją. Konstytucje, finlandzka i polska, stały się szkopułem państwowości rosyjskiej. Z konieczności trzeba je było tolerować, a nawet czasem rzucić jakieś słówko dla rosyjskich malkontentów. Speranskij poszedł wprawdzie na wygnanie w r. 1812, kiedy zbliżała się wojna z Napoleonem, ale teraz powrócił do urzędów, chociaż nie do wpływów politycznych. Kiedy w r. l8l8, gdy kraj pokryty już był siecią tajnych stowarzyszeń, zdecydował się wreszcie Aleksander na koronację w Warszawie, wsunął w mowę tronową ustęp o rozprzestrzenieniu konstytucji, w taki sposób, iż polemizowano długo i w Polsce i w Rosji o tem, czy miał na myśli tylko kraje zabrane (Litwę i Ruś), czy też całe cesarstwo rosyjskie. Ażeby rozproszyć wątpliwości, czy da się utrzymać konstytucja obok "samodierżawia", kazał car układać projekt rosyjskiej konstytucji, ale nie Speranskiemu, lecz służalczemu dworakowi, Nowosilcowowi, małej, lecz dokładnej kopji siebie samego. Ten nie brał zgoła na serjo zleconej sobie roboty i wyręczał się swoim sekretarzem, Francuzem Dechampsem (elaborat ten odnaleziono, potem w r. 1830).

 

Opinja rosyjska po większej części szła za Karamzinem głosząc z nim i wierząc, że "samowładztwo" to palladjum Rosji, a nienaruszalność jego jest niezbędną do jej szczęścia, tudzież uważając za czynnik dobroczynny życia publicznego "zbawienny strach". Znaczna część liberałów rosyjskich poczęła się wahać. Oburzało ich, jak śmią posiadać Polacy "przywileje", t. j. urządzenia konstytucyjne, jakich nie posiadają Rosjanie. Z zawiści poczęła wyrastać nienawiść. Całe wieki pielęgnowana żywiołowa nienawiść do Zachodu, miała obecnie przedmiot nienawiści w swem ręku! Nietylko "imperator", ale naród cały pragnął znieść odrębność państwową Kongresówki, zamienić ja na prowincję, zawisłą wyłącznie od urządzeń rosyjskich. Odżyło z żywiołową siłą starorosyjskie prawidło, że wszystko wszędzie powinno "być, jak w Moskwie". Odrębność Królestwa odczuwał ogół rosyjski, jakby obelgę dla siebie. Na tle nienawiści do Polski nastąpiła zgodność państwa i społeczeństwa. Zaczyna się nieznane dotychczas dziejom Rosji zjawisko: państwo oparte na społeczeństwie.

 

Wszelka konstytucja ma to do siebie, że musi się rozwijać, inaczej zaniknie. Obywatele Królestwa stanęli na pierwszej z tych dróg, a "król" na drugiej. Zaczęły się dekrety, mające konstytucję interpretować, ażeby ją ścieśnić. Pojawiła się policja tajna, system szpiegowski najohydniejszego gatunku, cenzura coraz głupsza, tajność obrad sejmowych i t. p., a od wszelkiego wypadku znajdowały się w Polsce stale... wojska rosyjskie. Stopniowe usuwanie konstytucji pobudzało oczywiście do opozycji - lecz Aleksander zyskiwał na nowo sympatje obietnicami, że przyłączy do Kongresówki Litwę i wznowi historyczne państwo polskie. Sam starał się o rozpowszechnienie wiadomości o tych przyrzeczeniach. Nie krępował Polaków w zaborze rosyjskim w dziedzinie szkolnictwa. Zakwitnął uniwersytet wileński i liceum krzemienieckie Czackiego. Do r. 1823 był Adam Czartoryski kuratorem okręgu naukowego wileńskiego. a stosunki te zdawały się popierać przypuszczenie o zamierzonem przyłączeniu Litwy do Królestwa. Udzielało to znów na jakiś czas bezpieczeństwa Aleksandrowi i właściwym jego planom; któremi były zawsze: absolutyzm i zniszczenie nawet cienia niepodległości Polski.

 

Istotnym władcą kraju był w Królestwie "dziki" Konstanty, a "król"; polecił Radzie Najwyższej, żeby stosować się nawet w cywilnych sprawach do jego "rozkazów", choćby ustnych. Konstanty był nawet na rosyjskie stosunki zbyt dziki, i dlatego - skoro Aleksander nie miał syna - wymuszono na nim dwukrotnie, w r. 1820 i 1822, zrzeczenie się następstwa tronu na rzecz najmłodszego z braci, Mikołaja. Ale uważał go car za dobrego dla Polski w sam raz... prowokatora.

 

Była więc napozór unja jakaś części Polski z Rosją, a w istocie rzeczy stopniowe, powolne, lecz niepowstrzymane wcielanie Królestwa do Rosji. Gwałt ten, przeprowadzany systematycznie, z wyrachowaniem planowem, mieścił w sobie jak największe niebezpieczeństwo dla Rosji. Nie może być w jednem państwie dwóch kultur; nawa państwowa nie może być sterowana równocześnie w dwóch kierunkach, bo wkońcu wywróci się. Już posiadanie prowincyj w. ks. Litewskiego i Rusi południowej, jako wcielonych do cesarstwa gubernij, wytwarzało nastrój, z którego coraz wyraźniej wyłaniały się ucisk i prześladowanie, co też zaczęło się w r. 1823 (proces Filaretów), a cóż dopiero, gdyby się udało wcielić Kongresówkę! Ucisk mógł w tym stosunku sił moralnych hartować tylko stronę uciskaną, demoralizować zaś i odbierać siły żywotne stronie gnębiącej. Kultura wyższa może zostać opanowaną trwale tylko w ten sposób przez żywioł kulturalnie niższy, że żywioł ten, panujący, przyswoi sobie kulturę ową wyższą od podbitych; jeżeli to nie nastąpi, państwo miotane przeciwieństwem kultur, rozluźnia się i popada w błędne koło odruchów bezcelowych, a wyniszczających.

 

W latach owych po kongresie wiedeńskim odbywało się "ciągłe kojarzenie polsko-rosyjskie" na tle masonerji, ale wnet nastał tem gwałtowniejszy rozłam. Niektóre towarzystwa tajne rosyjskie zajęły zaraz od początku stanowisko nieprzyjazne względem Polski, np. "Zakon rycerzy rosyjskich" Orłowa w r. 1818 i "Sojuz Spasenia" około r. 1820. W tajnych towarzystwach roztrząsano najpierw kwestję krajów zabranych; wśród nich i przez nie popularyzowało się zapatrywanie, jakoby ziemie te były "odwiecznie" i "rdzennie rosyjskie", bezprawnie spolonizowane i "katoliczone". Wśród spisków zrodził się nacjonalizm rosyjski i z nich wytrysnęło źródło impetu rusyfikacyjnego.

 

To stanowi historyczną istotę rzeczy, i wobec tego drugorzędne tylko znaczenie mają polityczne programy tych konspiracyj, częstokroć wykluczające się wzajemnie. Tak np. "Siewiernyj Sojuz" głosił federację w obrębie monarchji konstytucyjnej (Nikita Murawiew), podczas gdy "Jużnyj Sojuz" zmierzał do republiki, ale centralistycznej (Pestel). Polskie spiski łączyły się z rosyjskiemi, będąc zasadniczo za utrzymaniem związków politycznych z Rosją, zawierając rozmaite "umowy" z towarzystwami rosyjskiemi. Wlecze się szereg złudzeń...

 

Utrzymywał tymczasem car swych poddanych w oczekiwaniu wielkiej reformy, wprowadzaniem licznych drobnych, boć ciągle można było reformować administrację. Miał Aleksander w dziedzinie biuralizmu administracyjnego pewne zdrowe skłonności decentralistyczne, dzięki czemu wydawał się tem liberalniej! Był dbałym o rozwój handlu i przemysłu, licząc na pomnożenie z tego skarbu publicznego; stąd port wolny w Odessie, drogi, kanały, bank państwa i t. p. Znaczny stopień tolerancji dla sekt pada też na szalę dodatnią panowania Aleksandra I.

 

Stosunek Aleksandra do "reform" charakteryzuje się wyraźnie stanowiskiem jego w sprawie włościańskiej. Rozszerzył prawa tego stanu, zezwalając włościanom na wolne wykonywanie rzemiosł i "manufaktur", ale o uwłaszczeniu nie chciał ani słyszeć. Kiedy w r. roku 1817 obywatele litewscy wnieśli do tronu prośbę w tej sprawie, minęły dwa lata, zanim nadeszła odpowiedź, a była krótka i węzłowata: Kto ośmieli się mówić o uwłaszczeniu, będzie zesłany na Sybir!

 

Nie myślał natomiast Aleksander nigdy o żadnym kompromisie z rosyjskim prądem konstytucyjnym. Wyrazicielem jego myśli stał się osławiony Arakczejew, nazwany słusznie "rodzajem Sejana", a który mógł był powiedzieć o sobie: "Komitet ministrów, to ja!" Kierunkowi Arakczejewa nie wystarczały coraz możniejsze cenzura, policja, rewizje, ani nawet ograniczenie nauki i poddanie uniwersytetów kontroli policji i czynownictwa. Koroną jego systemu były "kolonje wojskowe": osadzano wojskowych po wsiach, na gospodarstwach, otrzymywanych w używalność od państwa, z obowiązkiem służby wojskowej na każde zawołanie, wytwarzając z nich armję dozorców i szpiegów administracyjno-politycznych, osiadłych wśród ludności wiejskiej długiem pasmem od Bałtyku do Krymu. Dyrektorem tych "kolonij" pozostał Arakczejew aż do r. 1832. Brak środków pieniężnych nie dozwolił wykończyć należycie tego "systemu".

 

Coraz widoczniejsza reakcyjność cara pobudzała spiski do większej energji. Porzucano teoretyczne roztrząsania, godząc się w tem, że należy działać. W r. 1824 połączyły się w jedno obydwa "Sojuzy":, północny i południowy, ażeby dokonać zamachu, który wyznaczono na dzień Nowego Roku 1826 r, Aleksander dowiedział się o tem jesienią 1825 r. i był przygotowany dobrze do odbicia ciosu. Zbiegiem okoliczności miały jednak "Sojuzy" wystąpić nie przeciwko niemu. Aleksander wtedy właśnie zachorował i zmarł w Taganrogu (w powrocie z Krymu) śmiercią naturalną dnia l grudnia 1825 r.

 

Pomimo zrzeczenia się tronu przez Konstantego trwały przez dwa tygodnie nieporozumienia i zawikłania, a ten stan ułatwiał działanie spiskowym. Dopiero 24 grudnia 1825 r. decyduje się ogłosić carem Mikołaj I (1826-1855). Odbywa koronację nazajutrz, 25 grudnia, a następnego dnia, 26 grudnia, nastąpił zamach "grudniowy" (stąd: "spisek dekabrystów"). Byli to wyłącznie arystokraci młodszego pokolenia i oficerowie gwardji, "obznajomieni o wiele lepiej z literaturą francuską, niż z rzeczywistością rosyjską". Słusznie powiedziano, że spisek dekabrystów wygląda raczej na rewolucję pałacową. Cara omal nie pozbawiono życia (od kul na placu przed Pałacem Zimowym zginęły dwie osoby, stojące tuż koło niego), ale gdyby się zamach był udał, byłoby tyle tylko zmiany, że carem zostałby "dziki" Konstanty. Jedynym skutkiem spisku było, że Mikołaj urządził w swej kancelarji przybocznej nowy oddział, mianowicie owo osławione "tretie otdielenie" z pułkiem specjalnej żandarmerii, t. zw. "ochrany", mającej służyć do zapobiegania przestępstwom politycznym.

 

Jak każdy car, zajęty był też Mikołaj I reformą biurokracji. Pojmował administrację państwa po swojemu. "Przekonany był w ciągu długiego panowania, że krajem i narodem rządzi się tak, jak oddziałem wojskowym". Mikołaj, nazwany "pierwszym uczniem Karamzina", był wśród despotycznych carów najdespotyczniejszym, a rządy pojmował po wojskowemu. "Naród wydawał mu się zbiorowiskiem szeregowców, a biurokracji karnym, hierarchicznie zorganizowanym zastępem komendantów różnych stopni"; komendzie zaś nie tylko nie godzi się przeciwić, lecz ani nawet nie godzi się miewać własnych myśli, gdyż komenda jest od tego, żeby myśleć za podkomendnych. To też za Mikołaja I "policja i cenzura śledziły czujnie każde drgnienie wolnej myśli, każde szlachetniejsze bicie serca". Na cenzurę składały się coraz wyraźniej służalstwo w parze z głupotą. Jest to okres, w którym "nad literaturą w Rosji ciąży ten stan dziwny, wstrętny dla godności ludzkiej, który wedle orzeczenia Szczedryna (bajkopisarza), zmusza mówić językiem Ezopa, zmusza tak kręcić myślą, że aż stanie się zgoła niezrozumiałą". Tylko raz udało się przemówić jawnie i wyraźnie Gogolowi w "Rewizorze petersburskim", którato komedja charakteryzuje dosadnie rządy czynownicze za Mikołaja I. Wszyscy wybitniejsi pisarze rosyjscy poznali więzienia z doświadczenia własnego, a nadto torturowano ich przez całe życie cenzurą. Największy poeta rosyjski, Puszkin (1790-1837 r.), po rozmaitych prześladowaniach zaznał tego niebezpiecznego wyróżnienia, że cenzorem jego był... sam car.

 

Mając zaufanie tylko do wojskowych, wzmógł Mikołaj wielce żywioł wojskowy w administracji, ze skutkiem takim, iż obyczaje biurokratyczne przeniosły się do zarządu wojskowego, czego skutków opłakanych sam jeszcze miał dożyć. Wysadził do reformy administracji komitet pod przewodnictwem Koczubeja i podjął ogólną kodyfikację, zarzuconą już za poprzedniego panowania. Prace te zajęły 14 lat; rozpoczęto je r. 1827, a pierwszy tom "Zwoda zakonow" gotów był w r. 1832, następne do r. 1840. Pozwolono pracować nad tem dziełem i Speranskiemu, jako znawcy, ale nie dozwolono na żadne liberalne podmuchy. Ostatecznie reformy Mikołaja, mimo wielkiego aparatu około nich, ograniczyły się do kilku szczegółów, z których najważniejszemi przeprowadzone w r. 1830: dalsze oddzielanie sądownictwa od administracji i reforma urzędów gubernjalnych.

 

Ale "najsławniejsze" są "reformy mikołajowskie" w zakresie oświaty: Postanowił ograniczyć poprostu ruch naukowy i frekwencję szkół do tego minimum, jakiego wymagało zapełnienie posad urzędniczych; nauki, jako takiej, poza sferą egzaminów państwowych, nie tylko nie pojmował, ale wydawała mu się zawsze politycznie podejrzaną. W r. 1835 wydano specjalną ustawę dla uniwersytetów, sprowadzającą je do absurdu, a w r. 1850 zakazano wprost wykładów... filozofji, jako nauki, burzącej niepotrzebnie umysły. Nie dopuszczano książek z zagranicy, ani też nie puszczano poddanych carskich za granicę, żeby stamtąd nie przywozili zgorszenia; w r. 1851 wymyślono ustawę pasportową, pełną szykan.

 

Trzymając się tradycji ojcowskiej, nie dopuszczał Mikołaj myśli o uwłaszczeniu ludu wiejskiego, jakkolwiek nie był od tego, żeby częściowemi ukazami poprawiać dolę jego. Położenie włościan koronnych poprawiło się bardzo pod jego rządami, ale w dobrach prywatnych pogorszyło się nawet wobec coraz większej samowoli tak właścicieli dóbr, jako też czynownictwa prowincjonalnego; zdarzały się nawet lokalne bunty chłopskie.

 

Nowością panowania Mikołaja było przyjęcie przez rząd tendencyj rusyfikacyjnych. Rusyfikacja, to bądź co bądź przedewszystkiem przymus prawosławia. Stąd prześladowanie sekt, "nawracanie" protestantów i ucisk unitów, którzy nie chcieli się nawracać. W r. 1827 powstaje pomysł zupełnego zniesienia unji. Unja trzymała się zawsze sztucznie, tym sposobem, że Polacy ją przyjmowali, byle nie zabrakło duchowieństwa obrządku wschodniego, przywiązanego do Kościoła. Podciął więc rząd carski unję w samych korzeniach, gdy w r. 1827 zakazano łacinnikom wstępować do Bazyljanów. Ale nie czekano nawet na skutki tego ukazu, bo zaraz następnego roku zaczęło się znoszenie klasztorów i parafij, aż w r. 1832 rozwiązano całkiem zakon Bazyljanów unickich. Sromotna zdrada wyforytowanego przez sfery rządowe na biskupstwo apostaty Siemaszki nadała gwałtowi formę "wozsojedinienia" (zjednoczenia) z prawosławiem, którego dokonał Siemaszko oficjalnie na kraje zabrane w r. 1839. Pozostała unja tylko w granicach Kongresówki. Tą prześladowczością wyznaniową różniło się panowanie Mikołaja zasadniczo od rządów tolerancyjnych Aleksandra I.

 

Różnił się Mikołaj od brata również tem, że nie turbował się o "legitymizm". Przy "świętem przymierzu" trwał, bo uważał to za korzystne dla siebie. Uważał się i on za opiekuna wszystkich monarchów przeciw wszystkim stronnictwom konstytucyjnym i wszystkim tajnym organizacjom, ale traktował to wprost jako hegemonję Rosji w Europie i jako ubezpieczenie własnego "samoderżawia". Stawiał te kwestje nadzwyczaj jasno i szczerze, nie wdając się osobiście w żadne teorje. Aleksander, wyczerpany wojnami napoleońskiemi, mógł się wycofać a raczej musiał, z zaborczej ekspansji, a uważał za wskazane określić to, czy też zamaskować, teorją legitymizmu; zresztą Aleksander powiększył już przedtem granice państwa o Białystok, Bessarabję i o wielkie księstwo Finlandzkie, chociaż autonomiczne; ogłaszał zaś zaprzestanie zaborów wtenczas, kiedy otrzymywał Królestwo Polskie! Rosja była w owej chwili nasycona w Europie, potrzebowała nawet spokoju celem przetrawienia nabytków, a zresztą legitymizm obowiązywał tylko wobec Europy, lecz wobec Azji nie! Mikołaj nie mógł głosić tej formuły, bo każdy car musi rozszerzyć granice państwa; zabory nie mogą ustać, inaczej biada caratowi: nie utrzymałby się.

 

Wyjątek od legitymizmu, dotyczący Azji, rozszerzył Mikołaj i na europejską Turcję; podjął na nowo wojny tureckie, przerwane przez swego poprzednika z konieczności, tuż przed wojną wielką 1812 roku. Aleksander zażegnywał się od greckiego powstania; udzieliły mu poparcia państwa Zachodu i przez lat kilka (gdyż powstanie przeciągało się) rozgrywały się sprawy bałkańskie bez Rosji. Mikołaj zawarł w r. 1827 umowę w Londynie z Anglją i Francją i wypowiedział wojnę "legalnemu" sułtanowi. Kampanja, prowadzona w dwóch częściach świata, była triumfalną dla Rosji. Tegoż jeszcze roku połączone floty trzech sprzymierzonych państw zniszczyły flotę turecką w bitwie pod Nawarinem, poczerń Turcy ustąpili z Morei (Peloponezu). W r. 1828 podbił Dybicz (obdarzony następnie przydomkiem "Zabałkańskiego" Niemiec Diebitsch) większą połowę półwyspu Bałkańskiego, po Adrjanopol włącznie, podczas gdy Paskiewicz zdobył w Azji niedostępny Kars i Erzerum. Zwycięstwa te wydały się zbyt wielkiemi Anglji i. Austrji, niebezpiecznemi dla interesów tej na Bałkanie, tamtej zaś w Azji. Zanosiło się na sojusz tych dwóch państw z Turcją przeciw Rosji, ażeby usunąć ją z Bałkanu. Wywarto na Rosję taki nacisk, iż w pokoju adrjanopolskim 1829 r. ledwie otrzymała prawo przejazdu dla okrętów handlowych przez Bosfor i Dardanele, zatrzymać zaś mogła tylko kilka przystani na wschodniem wybrzeżu morza Czarnego, zmuszona zwrócić wszystkie inne zdobycze. Wojna ta zmieniła atoli zasadniczo stan rzeczy na Bałkanie, gdyż Porta zmuszoną była uznać niepodległość Grecji, tudzież "księstw naddunajskich" (Serbji, Multan, Mołdawji), mających opłacać tylko daninę lenną sułtanowi.

 

Równocześnie prowadził Mikołaj wojnę z Persją, odziedziczoną także po poprzednich panowaniach. Pokojem z r, l 813 zagarniał Aleksander I na Persji Dagestan, Szirwan, resztę Gruzji, a z kaukaskich krajów zagarnął byt Mingrelję, Imerecję.

 

Wznowiwszy wojnę perską Mikołaj zagarniał na Persji mocą pokoju w Turknadżiu 1828 r. okręgi nachiczewański i erywański, zdobyte przez tegoż Paskiewicza (stąd przydomek "Erywańskiego"). Zaczynał się podbój Armenji.

 

Zmienia się zasadniczo stanowisko Rosji w Azji, gdzie panowała dotychczas tylko nad niezagospodarowanemi, niezaludnionemi obszarami sybirskiemi. Poczynała Rosja zajmować kraje zaludnione gęściej, zagospodarowane i posiadające własną kulturę, z których ludnością trzeba się było liczyć. Odtąd poczyna się polityka rosyjska wobec ludów azjatyckich. Posiadanie Syberji nie pociągało za sobą żadnych konsekwencyj politycznych; dopiero od czasów Aleksandra I staje się Rosja inicjatorem pewnego systematu politycznego w Azji, a za Mikołaja następuje uświadomienie możliwości przeciwieństwa z drugim systematem, powstałym i kierowanym z Anglji, uświadomienie, które objawiło się w Anglji wpierw, niż w Rosji. Pozyskawszy hegemonję Europy za Aleksandra I, wchodziła Rosja już za Mikołaja I na flukta polityki światowej. Odtąd azjatyckie interesy Rosji wikłają się z europejskiemi i wywierają coraz większy wpływ na politykę rosyjską w Europie.

 

Od pokoju adrjanopolskiego począwszy waha się polityka Rosji wciąż pomiędzy Europą i Azją. Z powodu azjatyckich spraw powstał za Mikołaja aksjomat o antagonizmie interesów rosyjskich a angielskich; im bardziej zaś pragniono dopilnować azjatyckich interesów, tem bardziej przejmowano się przeciwieństwem do Anglji i liczono się z możliwością osaczenia przez nią z dwóch stron, od europejskiej i azjatyckiej strony. Wobec tego nie mogła Rosja pozostać w Europie izolowana, i na tem tle przystąpił Mikołaj do ożywienia na nowo "świętego przymierza", które już zamierało.

 

Ofiarą tego ożywienia miała paść Polska.

 

Najdespotyczniejszy z despotów car nie mógł być życzliwym konstytucyjnej Kongresówce, ani narodowi polskiemu wogóle, przejętemu tak nawskroś poczuciem praw obywatelskich. Antagonizm dwóch kultur działał też coraz bardziej, i nawet skrajny liberalizm rosyjski gotów był godzić się z "samoderżawiem", jeżeli ono wiodło go przeciw polskości. Dlatego-to zniesienie unji było aktem niezmiernej popularności wśród najobojętniejszych na kwestje wyznaniowe "wolnodumców", którzy przez antagonizm do polskości stawali się gorliwymi, chociaż nie wierzącymi, poplecznikami prawosławia. Car, stający przeciw swemu królestwu polskiemu, stawał doprawdy na czele narodu rosyjskiego.

 

Mikołaj nie miał ochoty uznać odrębności państwowej Kongresówki formalnym aktem koronacyjnym, a naciskany, nie wahał się proponować, żeby koronację na króla polskiego odbyć... w Moskwie. Dopiero w r. 1829 zdecydował się na tę koronację, a pierwszy sejm swego panowania zwołał zaledwie na rok 1830. Na posłach sejmowych dopuszczał się wprost gwałtów, i z całej konstytucji zostały już ledwie strzępy - jak gdyby Mikołaj, wiedzący dokładnie o tajnych związkach, chciał sprowokować wybuch, ażeby, tłumiąc go, dokonać zniszczenia nawet resztek niepodległości i panować nad "podbitą" Polską.

 

Skorzystał z pierwszej sposobności, ażeby pozbyć się armji polskiej.

 

W lipcu 1830 r. wygnano z Francji Karola X, próbującego nazbyt rządów absolutnych, a powołano na tron przedstawiciela innej gałęzi dynastji francuskiej, Ludwika Filipa, "króla mieszczańskiego", uznającego wolności konstytucyjne. Równocześnie niemal wypowiedziała Belgja posłuszeństwo królowi holenderskiemu, urządzając się, jako osobne państwo, a konstytucyjne. Wprawiono tedy w ruch "święte przymierze"; Rosja miała ruszyć na Belgję z pruskiemi posiłkami, podczas gdy austrjackie wojsko wkroczyłoby do Francji z drugiej strony.

 

Car zamierzał prowadzić tę wojnę nie rosyjskiem wojskiem, lecz polskiem. Na dzień 1 lutego 1831 r. wyznaczono wymarsz wojsk polskich za pruską granicę - ale zostałyby na miejscu pułki rosyjskie, jakie zawsze konsystowały w Kongresówce, i nadto na miejsce wyprawionych w pochód pułków polskich weszłyby do kraju "zastępczo" dalsze korpusy rosyjskie. A zatem Królestwo Polskie miało zostać ogołoconem zupełnie z armji własnej, a opanowanem w zupełności i wyłącznie przez wojska rosyjskie. W wojnie na Zachodzie, choćby zwycięskiej, zmalałoby wojsko polskie i wróciłoby osłabione; w razie zaś przegranej armja polska byłaby rozbita, a rosyjska nietknięta, miałaby Królestwo w swem ręku i nie potrzebowałaby z niego wychodzić, bo któżby ustąpienie jej wymusił? Tak tedy cele "świętego przymierza" łączyły się z nieuniknionem osłabieniem Polski i z zaprowadzeniem w Polsce rosyjskich rządów wojskowych.

 

Te plany wydały się, doszły do wiadomości kierownictw tajnych organizacyj, a że pozostawały one w międzynarodowym związku z sobą, zarządzono, ażeby wojsko polskie nie mogło być użyte przeciw Belgji i Francji, że w samejże Polsce ma wybuchnąć rewolucja. Roztrząsanie wątpliwości, czy powstanie wyjdzie Polsce na dobre, popadało w polskich tajnych związkach w błędne koło, gdyż i bez powstania byłyby wojska rosyjskie zajęły Kongresówkę, a polska armja ginęłaby w dalekich krajach. Materjału rewolucyjnego nie brakowało w kraju, wszak starano się o to z Petersburga od lat kilkunastu - to też powstanie wybuchnęło łatwo a przedwcześnie, już 29 listopada 1830 r.

 

Było w Kongresówce stronnictwo, łudzące się, że wojna da się zredukować do "wojny konstytucyjnego króla polskiego z absolutnym cesarzem rosyjskim", do rzędu zatargu konstytucyjnego. Polacy, łudzeni nadziejami układów, że może się obejść całkiem bez wojny, nie tylko wypuścili wolno Konstantego z całym jego korpusem rosyjskim, ale wojsko polskie stało całkiem bezczynnie od 30 listopada 1830 do 14 lutego 1831 r.

 

Szukano przymierza w Austrji. W styczniu 1831 r. zwrócił się prezes rządu, Adam Czartoryski, do cesarza Franciszka z zapytaniem, czy który z arcyksiążąt nie przyjąłby korony polskiej, i otrzymał odpowiedź w zasadzie przychylną - którą atoli wnet cofnięto pod wpływem wszechwładnego w Wiedniu Metternicha, który głosił, że Rosja może wprawdzie być niebezpieczną dla Austrji, ale niebezpieczeństwo to tyczyć się będzie dopiero wnuków, a tymczasem lepiej mieć w Rosji sprzymierzeńca przeciwko wszelkiej rewolucji.

 

Tymczasem miała czas nadejść silna armja rosyjska. W lutym 1831 r. wkroczyło pod Dybiczem 114.000 wojska przeciw 63.000 naszych. Zwycięstwo pod Stoczkiem (14 lutego) i następne (od 19 do 31 marca) zmagania się pod Grochowem i w okolicy (w których następstwie Dybicz popadł w niełaskę), tudzież triumfy oręża polskiego pod Wawrem i Wielkim Dębem sprawiły, że Metternich sam podjął rokowania na nowo. Nastąpiła wymiana memorjałów, ze szczegółowemi nawet planami wspólnego postępowania, i arcyksiążę Karol stal się kandydatem do korony polskiej.

 

Plany te upadły, bo szczęście wojenne odwróciło się od nas. Za późno zdecydowano się wzniecić walkę na całym historycznym obszarze ziem polskich. W kwietniu zaczęła się ta wojna zaczepna. Wyprawa na Wołyń poszła na marne, trzeba było przekroczyć granicę austrjacką i tam broń złożyć; to samo spotkało w maju wyprawę podolską, a w czerwcu litewska spełzła także na niczem. Wobec tego Austrja decydowała się stanąć obok Polski w takim tylko razie, jeżeli uzyska aprobatę mocarstw zachodnich. Francja zgodziła się, lecz Anglja odmówiła z całą stanowczością, zająwszy nawet wobec Francji nieprzyjazne stanowisko. I tam powiedziano sobie, że Rosja może wprawdzie stać się groźną dla Anglji w Azji, ale to także kwestja dopiero... wnuków tycząca, podczas gdy narazie lepiej zażywać spokoju, a dopilnować, żeby bezpośredni sąsiad, Francja, nie była zbyt potężna...

 

Zawiodły nadzieje przywiązywane do Austrji, a tymczasem Prusy pomagały Rosjanom wydatnie od granicy swego zaboru, pozwalając generałom rosyjskim naruszać ją, stawiając im mosty i dostarczając żywności. Wojska polskie, osaczane, walczyły na coraz szczuplejszej przestrzeni, wkońcu pod samemi rogatkami Warszawy, aż dnia. 8 września 1831 r. Paskiewicz wkroczył do stolicy. W miesiąc kapitulował Modlin, a z końcem października Zamość.

 

Belgja zyskała niepodległość, a Polska utraciła ją do reszty. "Statut organiczny" z 26 lutego 1832 r. zniósł konstytucję, ale poręczał Kongresówce osobny zarząd. Nie dotrzymano znowu żadnych zobowiązań. Do administracji wprowadzono niemal połowę urzędników rosyjskich; zamykano zakłady naukowe i szkoły (poza Kongresówką zamknięto wszystkie szkoły polskie), cenzurę urządzono taką, iż uczeni i literaci musieli emigrować do Francji, chcąc być wogóle czynnymi.

 

W całej Europie zwiększała się reakcja coraz bardziej. Monarchowie trzech państw rozbiorowy odbyli w r. 1833 zjazd w Munchengratz, umawiając się o wzajemne prawo interwencji w razie przesileń politycznych. W Prusiech Fryderyk Wilhelm IV (1840-1861), w Austrji cesarz Ferdynand (1835-1848) strzegli swych państw pilnie od "zarazy" prądów konstytucyjnych, chociaż wcale nie skutecznie, jak miała to okazać przyszłość, nader już bliska. Narazie jednak władał sprawami wewnętrznemu i zewnętrznemi Metternich, ów nie troszczący się o "wnuków" mędrzec reakcji, a ponad Europą unosił się duch opiekuńczy caratu; Mikołaj był naprawdę monarchą monarchów. Nic się nie działo nie tylko wbrew niemu, ale ani nawet bez niego. Zdawało się, że Europa wreszcie jest już "urządzona, jak być powinna", i że postać świata jest ustalona. Lata 1832-1848, to zenit rządów absolutnych, to system mikołajewski, rozciągnięty na cały kontynent Europy; to szczyt przystosowania się Europy do Rosji.

 

Nagle, w r. 1848, wśród doprowadzonego do najwyższego porządku "ładu bożego", wybucha w Paryżu nowa rewolucja, i Francja ogłasza się powtórnie rzeczpospolitą! Zebrałaby się niewątpliwie koalicja, byłoby się wdało w sprawę "święte przymierze", gdyby nie to, że tym razem przykład paryski okazał się naprawdę zaraźliwym, i wybuchały w ciągu roku rewolucje we wszystkich stolicach europejskich, nie oszczędziwszy ani Berlina, ni Wiednia. Metternicha obalono! Jeden tylko car Mikołaj mógł się pochwalić, że ma "spokojnych" poddanych. Ale zostałby zgoła izolowanym w Europie, gdyby rewolucja wzięła górę u ościennych.

 

Nie tylko w imię układu z r. 1833, ale wprost dla utrzymania hegemonji rosyjskiej nad Europą należało dopomóc dynastjom dwóch innych państw rozbiorowych przeciwko pochodowi konstytucyjności. Dołączył się niebawem i specjalny interes rosyjski, a sprawa polska stała się znowu pomostem da porozumienia się. Kiedy wybuchło przeciw Habsburgom powstanie madiarskie, czynni w niem byli dawni generałowie polscy z r. 1831 (Dembiński i Bem), którzy nie taili się z tem, że w razie pomyślnym ruszą potem z wyćwiczonem wojskiem przeciwko Rosji. Wyprawił tedy Mikołaj do Siedmiogrodu posiłki przeciw Bemowi, ale ten wyparł całkowicie Moskali. Wnet potem ogłoszono detronizację domu Habsburskiego, odsądzając go od korony węgierskiej. W Wiedniu rewolucja zwyciężyła a cesarz Ferdynand abdykował na rzecz swego 17-letniego bratanka, Franciszka Józefa (1848-1916). Młodociany monarcha oddał się zaraz pod opiekę monarchy przodującego w Europie i zaczął panowanie swoje od zjazdu z Mikołajem w Warszawie. Niebawem nowa armja rosyjska wkraczała przez Galicję na Węgry. Bem pobity jest przez trzykroć liczniejszą armję rosyjską pod Sybinem, wkrótce i Dembiński (w sierpniu) pod Temeszwarem, poczem nastąpiła kapitulacja naczelnego wodza węgierskiego, Goergeya, pod Vilagos przed generałem rosyjskim Rudigerem. Już nie groziła Rosji zbrojna wycieczka zaczepna z Węgier przez Galicję do Kongresówki, ani z Siedmiogrodu na Ukrainę. Ruch konstytucyjny w Austrji i na Węgrzech był pokonany, co oddziałało też na Niemcy.

 

Opieka Mikołaja nad najmłodszym z monarchów europejskich nie kończyła się bynajmniej na stłumieniu powstania węgierskiego. W północnych Włoszech wybuchło również powstanie przeciw panowaniu habsburskiemu. Car pożyczył natenczas skarbowi wiedeńskiemu 6 miljonów rubli i przyrzekł wyprawić swoje wojsko w razie potrzeby także do Włoch. Obeszło się atoli bez tego, powstanie włoskie upadło, Austrja opanowała na nowo Wenecję i Medjolan.

 

Wywarł też Mikołaj wpływ stanowczy na losy Niemiec i wyświadczył przytem trzecią jeszcze przysługę dynastji Habsburskiej. Na tle prądów konstytucyjnych wytworzyła się w Niemczech dążność do zjednoczenia politycznego. Ponieważ Wiedeń odrzucał te pomysły, wzrok organizacyj niemieckich skierował się ku Prusom. Hohenzollernowie zrozumieli, że prąd ten może ich wynieść wysoko, użyczali mu więc poparcia. Zwolennicy Prus uradzili wczesną wiosną (20 marca do 27 kwietnia) 1850 r. t. zw. "Unję" niemiecką, na co odpowiedziała Austrja otwarciem "sejmu związkowego" we Frankfurcie (2 września). Zaniosło się na poważne starcie pomiędzy dwiema głównemi dynastjami niemieckiemi, gdy wtem car Mikołaj wdał się w to i stanął z całą stanowczością po stronie habsburskiej. Prusy, nie chcąc narazić się na wojnę i z Austrja i z Rosją, wyrzekły się w układzie ołomunieckim prób pozyskania hegemonji w Niemczech z pomocą dążeń do zjednoczenia ich. W ten sposób doszło do słynnego "odwrotu ołomunieckiego" (Der Gang nach Olmutz).

 

Zarazem atoli pogrzebano "święte przymierze", skoro nastąpiło poróżnienie pomiędzy państwami, stanowiącemi trzon tego "systematu". Można śmiało powiedzieć, że przymierze to wyczerpywało się, okazawszy bezsilność swą wobec "rewolucji", skoro jeden z głównych uczestników, Prusy, uważał za stosowne wejść z "zarazą" w układ i kompromis, jakkolwiek po sobkowsku, bardzo warunkowo i z zachowaniem wszelkich rezerw. Faktem było, że groził wybuch wojny pomiędzy członkami "świętego przymierza", a zatem datę 1850 r. należy uważać za koniec tego dzieła Aleksandra I.

 

Wraz był też koniec rosyjskiej hegemonji w Europie; tylko siła bezwładności działała jeszcze przez czas krótki, zaledwie przez cztery lata. Poniżenie Mikołaja miało nastąpić wśród wojny zewnętrznej, która nie wiodła się z powodu stosunków wewnętrznych państwa rosyjskiego. Przy nieustannem reformowaniu biurokracji okazała się cała bezsilność państwa biurokratycznego.

 

Chełpił się Mikołaj, że pod jego rządami niema rewolucji. Nie brak było rewolucjonistów, lecz byli oficerami bez wojska. Szerzący skrajne pojęcia z literatury francuskiej Pietraszewskij prowadził w kółkach zamkniętych propagandę czysto teoretyczną; i za to musieli odcierpieć, a z aktów procesu pietraszewców (1849) można bądź co bądź stwierdzić, że od czasu dekabrystów "przywilej myśli politycznej przesunął się o jeden krąg społeczny dalej i szerzej", skoro w akcie oskarżenia spotykamy się już z nazwiskami studentów, artystów, urzędników, inteligentnych młodszych kupców nawet. Teorje opozycyjne demokratyzują się. Pomaga literatura, jakkolwiek tak strasznie skrępowana, bajkami, krytykami najobojętniejszych książek, w które wplatano interpolacje i t. p.; kwitnie sztuka "pisania między wierszami". Drogę taką wskazał pierwszy Bielinskij (1811-1848), który za swe rozprawy publicystyczne, ogłaszane pod pozorem artykułów literacko-krytycznych, byłby ciężko odpokutował wkońcu, gdyby śmierć naturalna nie była go wydarła zbirom.

 

Najbardziej stał się wyrazem tego pokolenia Piotr Czaadajew (1794-1856), który "nic w języku ojczystym nie napisał z tego zaś, co pisał, nic do druku nie przeznaczył", a jednak nabrał wielkiego rozgłosu i "głęboki ślad po sobie pozostawił w życiu swego narodu". Myśli swe i poglądy streszczał w listach prywatnych do przyjaciół, które krążyły w licznych odpisach, a w r. 1836 jeden z nich został bez wiedzy autora wydrukowany w miesięczniku moskiewskim "Teleskop", jako "List filozoficzny". List zawiera druzgocącą krytykę całej historji rosyjskiej, z okrutnym wnioskiem: "Żyjemy obojętni na wszystko, w jakimś ciasnym widnokręgu, bez przeszłości i przyszłości, w jakimś martwym zastoju". Rosja, jego zdaniem, nie ma dla siebie punktu oparcia. "Pomimo wszystkich naszych przymiotów nie wiemy, czem zapełnić, już nie życie całe, ale jeden dzień życia". Zarzuca Rosji brak atmosfery moralnej, brak idealnych wytycznych, myśli przewodniej twórczej, a winna temu przedewszystkiem martwota Cerkwi prawosławnej. List ten wywarł wrażenie "piorunujące, szczególnie na osobie cara Mikołaja", ale rezultat był taki. że car kazał autora ogłosić chorym umysłowo i odpowiednio do tego postępować z nim. Najbardziej obruszył się car tem, że Czaadajew wytykał zupełną demoralizację władzom cywilnym i w o j s k o w y m, które w oczach Mikołaja uchodziły za coś wyższego ponad wszelkie zarzuty.

 

Nie wszyscy dochodzili do gruntu krytyki; więcej było takich, którzy godzili się z rzeczywistością, nie myśląc o zmianach, a ponieważ natura ludzka nie może się obejść bez określenia sobie czegoś, co godne uznania, czegoś, jeżeli nie idealnego, więc przynajmniej chwalebnego (inaczej bowiem zamiera w człowieku życie duchowe i następuje niezdatność do rozwoju umysłowego), więc wielu poczęło teoretyzować sprawy rosyjskie w ten sposób, jakoby cechy życia rosyjskiego wydawały się złemi, ujemnemi, chorobliwym pesymistom dlatego tylko, że ich nie rozumieją. Nie można i nie należy mierzyć stosunków rosyjskich pojęciami, czerpanemi z Zachodu, bo kultura rosyjska jest odrębna, a filarami jej to właśnie, co na Zachodzie ganią: prawosławie, caryzm, samowładztwo i odrębność stosunków ludu wiejskiego. Tak usprawiedliwiali, a nawet zachwalali cechy rosyjskie bracia Aksakowy (Iwan i Konstanty), Chomiakow, bracia Kiriejewscy, wytworzywszy około siebie kółko literatów i publicystów, dopatrujących się w wadach i niedostatkach Rosji tylko oryginalności jej kultury, s ł o w i a ń s k i e j niejako kultury, skąd nazwa ich: "słowianofile". Nawet wspólną własność gruntową z perjodycznemi podziałami roli rosyjskiego wieśniaczego "miru" uważali za coś swoiście "słowiańskiego"! Wmówili w siebie, że Rosja, posiadając tak bogate oryginalne podłoże własnej kultury, nie potrzebuje w niczem uczyć się od Zachodu, przeciwnie, stojąc od niego wyżej, może wyzwolić Zachód od nieuchronnej ruiny, czekającej go wskutek skłonności do rewolucyj. Kierunek ten godził więc nadal caryzm ze społeczeństwem. Niebawem "słowianofile" pogodzili się z najskromniejszą reakcją, jako z wykwitem swoistej kultury "słowiańskiej", podczas gdy "zapadnicy" (zwolennicy Zachodu) starali się przyswajać sobie naukę Zachodu (Bielinskij, historyk Granowskij, filozof Hercen).

 

Nie wolno było politykować, a może właśnie dlatego nigdzie tak, jak w Rosji, nie łączyły się myśli ogółu żywo i żwawo z każdem przedsięwzięciem polityki zewnętrznej rządu, licząc na to, że powodzenie lub niepowodzenie przedsięwzięcia rządowego może dopomóc wyznawcom jednych, zaszkodzić wyznawcom drugich teoryj i zapatrywań. Od Mikołaja począwszy interesuje się inteligencja rosyjska polityką zewnętrzną niemal wyłącznie z tego stanowiska.

 

Około roku 1850 wyłania się na horyzoncie rosyjskim po raz pierwszy, nieśmiało jeszcze, kwestja, czy też nie jest misją dziejową Rosji cywilizowanie Azji, i czy wobec tego nie należy tem bardziej pielęgnować tego wszystkiego, co Rosję oddziela od kultury zachodnio-europejskiej ? Taki tok myśli wyrabiał się, ponieważ Mikołaj I przystępował już wyraźnie do podboju Azji środkowej. W r. 1839 wcielony został do "imperjum białego cara" step kirgiski i zaczęła się akcja przeciw Chiwie. Niebawem nastąpił słynny pochód generała Perowskiego wzdłuż Syr-Darji. Przez całe panowanie Mikołaja I trwały dalsze walki w krainach Kaukazu. Około r. 1850 posunięto się daleko w kierunku wschodnim, szukając przedłużenia i uzupełnienia Syberji aż na lewym brzegu Amuru. W dwóch kierunkach parła już Rosja na Azję, ażeby stać się mocarstwem azjatyckiem.

 

Niebawem atoli tendencja do wyodrębniania się od Europy znalazła polityczne podłoże w europejskiej polityce, gdy car podjął na nowo pochód na Bałkan. Ci, którzy obmyślali dla Rosji słowiańską kulturę, nie mogli nie zająć się faktem, że na Bałkanie są ludy słowiańskie, i to prawosławne, a więc zdatne do "słowiańskiej" kultury, zwłaszcza, że pod rządami sułtanów nie miały sposobności "zarazić się" duchem zachodnio-rewolucyjnym. Dzięki wojnom bałkańskim słowianofilstwo stawało się doktryną także polityczną.

 

Ekspansji na Bałkan przeszkadzała głównie rywalizacja Austrji. Mniemając, że ten wzgląd nie wchodzi obecnie w rachubę (po wypadkach 1848-1850 r.), gotował się Mikołaj do wielkiej wyprawy na Turcję, której celem miało być zajęcie Carogrodu i utworzenie trzech państw pod "opieką"; Rosji: Bośni, Serbji i Bułgarji. O pozór do wojny postarano się: Mikołaj zażądał protektoratu nad wszystkimi prawosławnymi poddanymi sułtana; oczywiście odmówiono mu, poczem w lipcu 1853 r. wkroczyły wojska rosyjskie na Wołoszę. Nie było to jeszcze wojną, gdyż kraj ten stanowił już terytorjum niezawisłe, ale wszak taki pochód armji rosyjskiej mógł kierować się tylko przeciw Turcji. W formalnem wypowiedzeniu wojny uprzedził sułtan cara, w październiku 1853 r. Mikołaj zwrócił się o posiłki i przymierza do Prus i Austrji, a z wielkiem zdziwieniem otrzymał we wrześniu 1853 r. nawet z Wiednia, na który liczył napewno, ledwie zapewnienie warunkowej neutralności. Ale sprawa nie ograniczyła się do tych państw. Anglja i Francja zawarły sojusze z Turcją, i w marcu 1854 r. wypowiedziały Rosji wojnę, a widocznem było, że Włochy gotują się również przystąpić do tegoż sojuszu, Austrja zaś sprzyja mu.

 

Napróżno oblegał Paskiewicz w czerwcu 1854 r. Sylistrję, gdyż już w lipcu musiał Mikołaj wycofać swe wojska z księstw naddunajskich, a to na żądanie Austrji i Prus, nie chcąc wywoływać przeciw Rosji koalicji całej niemal Europy. Upokorzenie było tem większe, gdy opróżnione przez Rosję kraje okupowało za zgodą Porty wojsko austrjackie. Wkrótce flota francusko-angielska zdobyła Bomarsund nad Bałtykiem (oda łacińska Mickiewicza), podczas gdy druga flota płynęła na morze Czarne, Z początkiem września 1854 r. wylądowali na Krymie Turcy, Francuzi, Anglicy, później nadto Włosi. Wojna zaczepna zamienioną była dla Rosji na obronną.

 

Od początku wojny wyłoniła się kwestja polska. Stanęła była już niemal umowa o utworzenie na nowo samoistnego państwa polskiego z zaboru rosyjskiego, na co godziły się państwa zachodnie, tudzież Austrja i Prusy, gdy wtem nagła zmiana: Jeden z ministrów pruskich, Otto Bismarck (wówczas 38-letni), zdołał przekonać swego króla, że należy politykę Prus odwrócić całkowicie i skierować ją przeciw Francji, przeciw Austrji, a oprzeć na przymierzu z Rosją. Król pruski zerwał układy w sprawie polskiej, gotów nawet w danym razie stanąć po stronie Mikołaja przeciw Austrji. Niebawem wyszło też z Wiednia oświadczenie do Londynu i Paryża, że Austrja nie może przystać na odbudowanie Polski.

 

Tymczasem kampanja krymska brała fatalny dla Rosji obrót. Klęski wojskowe, nad Aliną 20 września 1834 r. i pod Inkermanem 5 listopada 1854 r., nie stanowiły jeszcze rzeczy najgorszej. Ale w ciągu tych wojennych potrzeb wychodziły na jaw w sposób sromotny nadużycia, a także nieudolność administracji rosyjskiej, i to wojskowej nie mniej, niż cywilnej. Okazywało się, że Czaadajew miał słuszność. Stosunki wewnętrzne rosyjskie były tego rodzaju, że państwo nie mogło nic zdziałać na zewnątrz, pókiby nie przeprowadziło reform wewnętrznych. Stało się to widocznem dla każdego, i to w sposób jaskrawy.

 

W październiku 1854 r. zaczęło się słynne w historji wojen oblężenie Sebastopola, które miało trwać 11 miesięcy. Ze strony polskiej łudzono się jeszcze, że po zdobyciu Krymu ruszą Francuzi i Turcy dalej na północ, a gdy wkroczą na Ukrainę, zacznie się powstanie polskie. Zaczęto przygotowywać w Carogrodzie pod Michałem Czajkowskim dywizję polską; przybył też do Carogrodu Mickiewicz, mający tam niestety znaleźć śmierć 28 listopada 1855 r.

 

Podczas oblężenia Sebastopola umarł car Mikołaj dnia 2 marca 1855 r., zmuszony sam uznać, że "komenda wymaga poprawy". Dochodziły już do carskiej kwatery odgłosy opinji europejskiej o Rosji, że to "kolos na glinianych nóżkach", a niewątpliwie skończyła się w wojnie krymskiej hegemonja Rosji nad Europą.

 

Wkońcu zdobyli sprzymierzeni Sebastopol dnia 11 września 1855 r. Przez to samo zdobyty był cały półwysep krymski; dywizja polska gotowała się do pochodu. Wtem następca Mikołaja, syn jego, Aleksander II (1855-1881) oświadczył się z gotowością zawarcia pokoju, byle mu Krym zwróć. Zaczęły się zaraz pertraktacje, które, kontynuowane w Paryżu doprowadziły do zawarcia pokoju 30 marca 1856 r. na warunkach dla Rosji bardzo ostrych. Rosja zwracała Turcji twierdzę małoazjatycką Kars, po stronie zaś europejskiej ujścia Dunaju, część Bessarabji, i pozwoliła narzucić sobie warunek, że nie będzie utrzymywać na morzu Czarnem floty wojennej, ani obwarowywać przystani na czarnomorskich wybrzeżach.

 

Oburzenie na rząd było niezmierne, opozycja stała się popularną i jakby patriotycznym obowiązkiem. Przed Aleksandrem II stanęła znowu ta sama kwestja, która zaprzątała jego poprzedników, kwestja nieśmiertelna: reforma biurokracji.

 

 

XXIII. NIHILIZM I RUSYFIKACJA.

(1855-1897.)

 

          Po upadku Sebastopola jeden z głównych filarów "słowianofilstwa", Chomiakow, odznaczył się w pewnem kółku moskiewskiem wesołością, a zapytany o powód, rzecze; "W ciągu 30 lat płakałem w cichości, teraz mogę się cieszyć, patrząc na zbawcze łzy". Powszechnie cieszono się z klęski wojennej, jako mogącej rząd zmusić do reform państwowych i społecznych, jeżeli państwo nie ma utracić całkiem siły wojennej na dalszą przyszłość. Wszyscy żądali dwóch reform: uwłaszczenia włościan i zaprowadzenia samorządu lokalnego. Nawet przeciwnicy konstytucjonalizmu domagali się tego, mniemając, że urządzenia te, dając społeczeństwu zadowolenie, zatamują tem samem ruch "rewolucyjny". Nawet na carskim dworze nabierano przekonania, że trzeba "rewolucjonistom coś dać" na odczepne, ażeby uczynić ich nieszkodliwymi.

 

Uznano tedy w r. l858 wolność osobistą włościan na początek w dobrach rządowych i przyznano im prawo nabywania ziemi. W trzy lata potem, ukaz z dnia 3 marca 1861 r. obwieszczał, że wszelkie gospodarstwo włościańskie ma w ciągu dwóch lat otrzymać w używalność dom z obejściem, grunta zaś mogą włościanie wykupić od szlachty w ciągu lat 12, korzystając z finansowej pomocy państwa.

 

Reforma agrarna ugrzęzła w połowiczności. Czem miała być, wyraził w r. 1858 komitet gubernjalny twerski, w przedstawieniu, zwróconem do rządu, że wobec zniesienia władzy dziedziców nad włościanami, która "ograniczała samowolę urzędników", trzeba będzie wprowadzić samorząd, a znieść zarazem podział ludności na stany. O tem nie chciano w sferach dworskich ani słyszeć. Utrzymano stan chłopski wobec prawa, a więc i cały ustrój stanowy, z przywilejami szlachty i mieszczaństwa, z dziedzicznością przynależności stanowej, tak iż ani majątek, ani wykształcenie nie uwalniało syna chłopskiego od tego, że chłopem wobec prawa zostaje, i... należy mu się wobec sądu kara cielesna, którą dla innych stanów zniesiono. Podobnych ograniczeń praw pozostawiono cały szereg. Zatrzymano też "mir", gminną wspólnotę własności ziemskiej włościańskiej - utwierdzając doktrynę "słowianofilów", jakoby "mir" byt jądrem siły społecznej, fundamentem kultury "słowiańskiej", palladjum rosyjskości.

 

W praktyce zamieniło się wobec tego włościańskie prawo własności raczej na prawo używalności, pod dozorem biurokracji, władnącej odtąd "mirem", samowolnie. Wytworzyła się "zamurowana w odrębności stanowej masa włościańska", ciemna i bierna. "Odgrodzono włościaństwo od reszty świata murem ustaw odrębnych, skuto je obręczą nieprzełamalną; dano mu jakiś cień samorządu stanowego, do którego wstępu nie miała żadna wykształceńsza głowa nieurzędnicza, spętano je ustawami wyjątkowemi paszportowemi, dano odrębne prawo cywilne, a poniekąd nawet karne, oraz odrębne sądy stanowe".

 

Posunięto za Aleksandra II znowu dalej reformę sądownictwa (jawność procesu, sądy przysięgłych), ale ustanowienie odrębnych sądów włościańskich postępem nie było.

 

Tymczasem pomimo wszelkich wysiłków policyjnych za Mikołaja działały na Rosję wpływy zachodnie - a im bardziej nie dopuszczano zetknięcia normalnego pomiędzy Europą a Rosją, tem bardziej ułatwiano drogę anormalnym... nieporozumieniom kulturalnym. Krytycyzm zachodni wyrodził się w Rosji w nienawiść do wszelkich powag, a rosyjscy myśliciele przesadzali się w istnej zaciekłości krytycznej, którą doprowadzali do negacji wszystkiego. Pojęcia zachodnioeuropejskie, czerpane bez pośrednictwa Rusi południowej, a choćby Polski, wprawiały umysły w zawrót i wywoływały dezorganizację.

 

Pod koniec rządów Mikołaja głosił publicysta Dobrolubow, że "poza autokracją rządową istnieją całe zastępy despotyzmowi rodzinnych, kastowych, towarzyskich" - czemuż tedy walczyć z samym tylko autokratyzmem cara, czemu nie ze wszystkiemi? Zaczyna się prąd, któremu nie chodzi bynajmniej o konstytucję, bo to... drobiazg uboczny, ale o zburzenie wszelkich a wszelkich urządzeń dotychczasowego życia zbiorowego, ażeby na gruzach świata starego mógł powstać nowy. Jaki? - to będzie kłopotem następnych pokoleń; narazie tyle wiadomo, że trzeba burzyć, żeby następcy nasi nie byli już niczem krępowani.

 

Zaczyna się specjalność rosyjska: nihilizm. Następca Dobrolubowa, Pisarew, którego doktryna panowała wszechwładnie nad ogromnym odłamem inteligencji rosyjskiej w latach 1860-1877, wywraca "autorytety tradycji", w imię "wyzwolenia osobowości ludzkiej ze wszelkich pęt", bo pragnie "indywidualności, nie przydławionej wysługiwaniem się jakimś ideałom". Neguje wszystko i występuje stanowczo przeciw "dążnościom do wspólnych ideałów". W swej "Scholastyce XIX stulecia" (1861) oświadcza się nawet przeciw rozpowszechnianiu nauki czytania wśród ludu. Zarzeka się wszelkiej europejskiej nauki i sztuki, wszelkiej filozofji; toleruje tylko nauki przyrodnicze, według naiwnego poglądu, że "przyrodnictwo nic nie wybudowało, a tyle zwaliło!".

 

Takim zwolennikom i dalszym uczniom Pisarewa nie chodziło o konstytucję! To też zanika w Rosji prąd konstytucjonalizmu; ostatnim na długie lata jest projekt Wałujewa z r. 1863, ze skromnem wymaganiem parlamentu z głosem doradczym - i odtąd nie mówiło się o konstytucji aż do r. 1880. "Liberali" tego pokolenia, jak np. Suworin, Katkow, poprzestawali na haśle uwłaszczenia i samorządu lokalnego; domagali się reform, nie tykając "samoderżawia", podobni w tem do "słowianofilów", którzy samowładny caryzm zaliczyli już do zasadniczych warunków kultury, którą podobało im się nazwać "słowiańską".

 

Niebawem po ukazie o uwłaszczeniu, bo zaledwie w trzy lata (1861, 1864), miało nastąpić ustanowienie samorządnych "ziemstw". W ciągu tego czasu nastały atoli wydarzenia, mające oddziałać głęboko na psychikę rosyjską i wiążące w skutkach swych politykę zewnętrzną i wewnętrzną Rosji pod niejednym względem w jedność.

 

Aleksander II uprawiał zrazu tylko azjatycką politykę zewnętrzną; tam czuła się Rosja dość silną nawet po osłabieniu z wojny krymskiej. Łudził się Szamil, przywódca powstania kaukaskiego, jakoby teraz można było pokonać rosyjskich zdobywców. Szamil miał wprawdzie z początku powodzenie, ale wkońcu zmusił go w r. 1859 kniaź Barjatinskij do poddania się. Od tego zaś czasu posuwało się panowanie rosyjskie coraz dalej w głąb Azji Przedniej. Persja próbowała oprzeć się o Anglję i Francję, a chociaż państwa tamte pragnęły gorąco wykluczyć Rosję z Azji środkowej, dyplomacja rosyjska okazała się bez porównania zręczniejszą i Teheran popadał w coraz większą zawisłość od Petersburga. Pokonano też w tych latach opór Czerkiesów. Nadzwyczajna zdatność dyplomacji rosyjskiej okazała się w sprawie chińskiej: Bez udziału Rosji i nie troszcząc się o nią zgoła, toczyły Anglja i Francja w latach 1857-l860 wojnę handlową z Chinami - a po wojnie otrzymała Rosja uprzywilejowane warunki handlowe i nadto znaczną część Mandżurji. W Europie zmieniły się zupełnie stosunki. Słabła potęga Habsburgów, którzy od r. 1861 posiadali na apenińskim półwyspie jedną tylko prowincję wenecką. Włochy dążyły szybko do zjednoczenia pod opieką Francji, na nowo imperjalistycznej. Francja porzuciła bowiem w r. 1852 republikańską formę rządu i była powtórnie cesarstwem pod Napoleonem III, zabierając dla siebie utraconą przez Rosję hegemonję nad Europą. Cesarz Francuzów snuł ambitne plany, jakby zagarnąć na nowo prowincje nadreńskie, przyznane w r. 1815 Prusom - i. zabiegał z tego powodu o życzliwość Rosji. Aleksander II żywił jednak inne sympatje, bo przez niechęć do "niewdzięcznej" Austrji zbliżał się coraz bardziej do Prus, opiekując się wprost tem państwem podobnież, jak ojciec jego opiekował się Austrją.

 

Prusy miały atoli swoją politykę względem Rosji, a "odwdzięczyć" się jej zamierzały wywołaniem powstania polskiego. Bismarck pilnie pielęgnował swe plany, powzięte w przeddzień wojny krymskiej, w imię których oderwał Fryderyka Wilhelm IV od koalicji antyrosyjskiej i od planów wznawiania państwa polskiego, ażeby zwrócić Prusy przeciwko Austrji i Francji. W imię tychże planów dążył do jak najściślejszego złączenia Wilhelma I (1861-1888) z Rosją i dlatego wysilał się, żeby pogrążyć w nicość sprawę polską, a przedewszystkiem żeby zyskać rękojmię, że Rosja nie pogodzi się z Polską. Z kolei następstw dziejowych miały się wyłonić, jako dalsze skutki rozbiorów Polski: upadek Austrji i Francji.

 

Brutalnie szczerym był wobec Polski Aleksander II. Kiedy w dwa miesiące po zawarciu pokoju paryskiego 1856 r. przybył do Warszawy, odezwał się do witającej go deputacji gromko i ostro, prowokatorsko: "Precz z marzeniami, Panowie! Co ojciec mój zrobił, dobrze zrobił!" Publicznie oświadczył tedy, że nie zamierza w stosunkach polsko-rosyjskich powracać kiedykolwiek do form z przed roku 1832 i że pochwala cały ów "system mikołajewski" wobec Polaków, system ucisku polskości i katolicyzmu - i że pod jego rządami nie mamy wcale spodziewać się poprawy losu.

 

Osobiste usposobienie cara było więc zgodne z rachubami Bismarcka, ale Bismarck wiedział, że niejeden żywotny interes Rosji wymaga pogodzenia się z Polska, co mogłoby okazać się czynnikiem potężniejszym od woli czy samowoli najpotężniejszej jednostki. Postanawia tedy wykopać przepaść pomiędzy Polska a Rosją. Z jego inicjatywy pojawiają się w r. 1860 odezwy polskie, wzywające do powstania przeciw Rosji, drukowane w pruskiej drukarni rządowej, a rozrzucane przez poznańskiego dyrektora policji, Barensprunga. Wykrył tę sprawkę i zdemaskował poseł do sejmu pruskiego, Władysław Niegolewski. ale ku niemałemu osłupieniu Wielkopolan zaczęły się w kilka miesięcy demonstracje w Warszawie i - rządy tajnych organizacyj. Jak się później okazać miało, początki ruchu powstańczego i pierwociny tajnego rządu wyszły od młodzieniaszków, niezdolnych dla samego wieku swego zdawać sobie należycie sprawy ze swych czynów. Napróżno stanął niebawem rząd jawny, pod Wielopolskim, a który wyrobił wbrew osobistej niechęci carskiej do Polaków zupełną niemal autonomię polityczną dla Kongresówki - zwyciężył rząd tajny, i w styczniu 1863 r. wybuchło powstanie, które miało "mocnym łańcuchem przykuć Rosję do Prus".

 

Kanclerz rosyjski, Gorczakow, wodzony przez Bismarcka na pasku, nieświadomie wysługiwał się Prusom. W Berlinie zdawano sobie sprawę, że "może nie będzie podobnem przeszkodzić na zawsze odbudowaniu Polski", ale narazie uważano "uśmierzenie powstania za kwestję życia lub śmierci" dla Prus, jak oświadczył Bismarck w rozmowie z ambasadorem angielskim. Doradca naukowy do spraw wschodnich, historyk pruski Bernhardi, orzekł, że jeżeli "wyzwolenie Polski z pod rządów rosyjskich niema być niebezpiecznem dla Prus", nie może nastąpić wcześniej, zanim Niemcy nie zjednoczą się pod hegemonją pruską i zanim Wielkopolska nie zostanie należycie zgermanizowana. Wyprawiono też pospiesznie do Petersburga kapitana Alvenslebena, z "konwencją", o którą nikt z Petersburga nie prosił, lecz którą podpisał Gorczakow dnia 8 lutego 1863 r. Prusy zobowiązywały się dopomóc Rosji całą siłą zbrojną, gdyby inne państwa zechciały dopomagać powstaniu polskiemu, a zato zapewniały sobie neutralność Rosji podczas każdej wojny, jakąby w przyszłości wypadło prowadzić królowi pruskiemu.

 

Zyski z konwencji ciągnęły Prusy natychmiast: mając właśnie ostry zatarg z Danją o księstwo szlezwicko-holsztyńskie, narażone były na niebezpieczeństwo, ponieważ dwór petersburski popierał Danję; nagle zmienił Aleksander II kierunek, dzięki czemu nastąpiła okupacja spornych księstw przez Prusy i Austrję, poczem przyszła kolej na eliminowanie Austrji, również z poparciem dyplomacji rosyjskiej.

 

Wybuch powstania bruździł wielce Napoleonowi III, bo konwencja Alvenslebena wykluczała nadzieję pozyskania Rosji przeciw Prusom w zamierzonej wyprawie na prowincje nadreńskie. Zamiar musiał być porzucony, ale Napoleon nie dał odrazu za wygraną. Licząc się z dokonanym faktem, urządzał kampanję dyplomatyczną przeciw Prusom, próbując poróżnić je z Austrją i Anglją - Rosję zaś starał się ubezwładnić na jak najdłuższy czas właśnie z pomocą tegoż powstania. W tym celu przyrzekał "interwencję", wzywając Polaków, żeby jak najdłużej "wytrwali", aż plany jego dojrzeją. Wolałby atoli zwrócić sprawę polską przeciw Prusom, niż przeciw Rosji. Namawiał Habsburgów do podjęcia akcji celem odzyskania Śląska i utraconego w Rzeszy stanowiska, za co w zamian zażądałby Galicji dla Polski. Byłby Napoleon III podjął kwestję polską, gdyby mu się udała kombinacja jakaś taka, żeby mógł przy tej sposobności osłabić Prusy i rozerwać związek ich z Rosją. Zasadniczo przeciwną atoli odbudowywaniu Polski była Anglja, obawiając się, że państwo polskie przyczyniłoby się jeszcze bardziej do utwierdzenia hegemonji francuskiej w Europie. Anglja wpłynęła na wahającą się Austrję w kierunku antypolskim.

 

Nie wystąpiono atoli otwarcie przeciw Napoleonowi, uważając to za niebezpieczne. Dyplomatyzowano - i kiedy Napoleon III układał notę dyplomatyczną do Petersburga w sprawie polskiej, przyłączono się; notę wniosły wspólnie dnia 17 kwietnia 1863 r. Francja, Anglja, Austrja. Pouczony dokładnie o stosunkach pomiędzy temi trzema państwami przez ambasadora angielskiego w Petersburgu, lorda Napiera, odparł car ostro, że nie pozwoli nikomu mieszać się w wewnętrzne sprawy rosyjskie.

 

Napoleon nie zamierzał stawiać sprawy na ostrzu miecza. Napróżno król szwedzki Karol XV (1859-1872), widząc słusznie w odbudowaniu Polski dobro własnej ojczyzny, a nawet warunek nieodzowny swobodnego jej rozwoju wśród państw europejskich - zobowiązywał się wyruszyć w pole w 100.000 wyborowego żołnierza, bez względu na stanowisko Austrji lub Anglji, byle tylko Francja przysłała statki transportowe; Napoleon nawet nie brał projektu tego pod rozwagę. Pomimo to zachęcał ciągle powstańców do "wytrwania", i tak "wytrwaliśmy" aż do czerwca 1864 r. Skutek był taki, że cała Polska i Litwa zamieniły się w ruiny pod każdym a każdym względem, rusyfikacja rozlała się po całym kraju, kultura doznała istnego zagwożdżenia, a nadto nastały na Litwie rządy Murawiewa "Wieszatiela", a specjalny podatek na Polaków, "kontrybucja", wynosząca dziesiątą część dochodu z ziemi, pozostał tam aż do r. 1905.

 

Żywiołowa nieprzyjaźń przeciwko Polsce, jako przedstawicielce "łaciństwa", nabrała po roku 1863 takiej mocy wśród Rosjan i takiego rozpędu, iż stała się jakby zasadniczym dogmatem patrjotyzmu rosyjskiego, a nie osłabła odtąd nigdy. Zdarzali się rozumniejsi i bardziej wykształceni etycznie, jak np. Aleksander Pypin ("Sprawa polska w literaturze rosyjskiej") lub sławny profesor prawa w uniwersytecie moskiewskim, Borys Cziczerin - ale to były wyjątki i głosy wołających na puszczy. Liberałowie, którzy oświadczali się przedtem za autonomją Polski, jak np. Suworin ("Nowoje Wremia"), Katkow ("Moskowskija wiedomosti"), stali się gorliwymi rzecznikami najgorszego ucisku, a o ile stawałoby to w sprzeczności z innemi, głoszonemi przez nich dotychczas zasadami, odwoływali je, a przechodzili szybko do obozu reakcyjnego. Niebezpiecznie było narazić się na podejrzenie o sprzyjanie Polakom, to też prześcigano się, żeby na podejrzenie takie nie zasłużyć. Tylko rewolucyjny "Kołokoł" przebywającego w Londynie Hercena ujmował się za Polakami, a okoliczność ta dolewała jeszcze oliwy do ognia ogólnej nienawiści. Wierność dla cara mierzyło się stopniem zaciekłości wobec Polaków.

 

Dawniejsze "słowianofilstwo", zrazu czcza teorja z apoteozą "miru", przemieniało się stopniowo w doktrynę polityczną panslawizmu. Istotę Rosji ujęto w trzy hasła: "samoderżawie, prawosławie, narodnost'". Aksakow dopatrzył się misji religijnej w ekspansji państwa rosyjskiego, co przetłumaczone na język czynownictwa, znaczyło, że należy szerzyć prawosławie przemocą, a przedewszystkiem wytępić do reszty unję cerkiewną. W r. 1864 zniesiono też zakon bazyljanów w Chełmszczyźnie i zaczęło się "nawracanie", przy którem czynni byli popi, zgłaszający się na ochotnika z sąsiedniej Galicji. Tam już od r. 1848 szerzyło się "moskalofilstwo", wbrew rządowi austrjackiemu, starającemu się wzmóc poczucie narodowej odrębności ruskości od rosyjskości. Nienawiść do katolicyzmu wyrobiła się w doktrynę o "prawdziwej" Słowiańszczyźnie i o "odstępcach": prawdziwymi Słowianami mogli być tylko prawosławni, a kto nie prawosławny, ten "zdrajca sprawy słowiańskiej". Stąd łatwy już był krok do wniosku, że puklerz prawosławia, Rosja, jest zarazem opiekunką Słowiańszczyzny, z prawem, a raczej nawet obowiązkiem karania "zdrajców", wśród których na pierwszem miejscu któż, jeśli nie Polacy ? Inne katolickie narody słowiańskie znajdowały się jeszcze na takim stopniu nieświadomości samych siebie, że w każdym z nich znaleźć można było na poczekaniu wcale pokaźną liczbę "reprezentantów", gotowych przyjąć prawosławie, a nawet język rosyjski uznać powszechniesłowiańskim, jedynym uprawnionym językiem literackim w Słowiańszczyźnie, inne zaś tylko za "narzecza lokalne", nie wyjmując "narzecza" polskich "buntowników i odstępców".

 

Na tle takich płytkich, dziecinnych niemal doktryn, urządzono w r. 1867 osławioną "pielgrzymkę do Moskwy" i "zjazd słowiański", którego ostrze skierowane było przeciw Polsce, pośrednio przeciw Austrji - podczas gdy Prusy cieszyły się coraz większemi względami sfer rządowych. Już w dwa lata bowiem po upadku powstania polskiego była Austrja pobita na głowę przez Prusy w wojnie roku 1866, którąto kampanję podjął Bismarck dlatego tylko, że był zupełnie pewny Rosji.

 

Wśród takich stosunków nastały początki samorządu lokalnego w Rosji, "ziemstwa" powiatowe i gubernjalne, złożone z przedstawicieli wszystkich trzech stanów rosyjskich: właścicieli ziemskich, włościan i miast. Wprowadzano je ukazem z dnia l stycznia 1864 r., lecz tylko w 33 gubernjach na wschód Dniepru, wykluczając ziemie polskie "za karę". Ukaz wydano, ponieważ sprawa przedtem już była przygotowana i odwlekana aż nazbyt długo, i bano się z tego powodu "liberałów". Gdy atoli po powstaniu polskiem liberalizm bardzo a bardzo skłaniał się do zgody z rządem, sam wyszukując punktów stycznych, poczęto na dworze Aleksandra II żałować wydanego ukazu, a władze zajęły się żywo tłumieniem działalności ziemstw, dopiero-co powołanych do życia.

 

Podczas obchodu 10-lecia ziemstw nazwał je ktoś "przylądkiem Dobrej Nadziei", tylko że... przylądek ten "zamarzał coraz bardziej". Już w r. 1866 zamknięto ziemstwo petersburskie skutkiem sporu z czynownictwem; około zaś r. 1870 wyraził się bajkopisarz Szczedrin, że okazywanie wstrętu do samorządu jest w sferach oficjalnych "czemś w rodzaju listu polecającego". Walka biurokracji z samorządem okazywała coraz bardziej nierówność sił na niekorzyść ziemstw; szczególniej zaś krępowano ich oświatową działalność.

 

Tymczasem uczynił Bismarck krok dalszy: w r. 1870 wywołał wojnę z Francją. Napróżno Thiers jeździł we wrześniu 1870 r. do Petersburga. Rosja pozostawała w przyjaznem porozumieniu z Prasami, a korzystając z zamętu na zachodzie, wypowiedziała traktat paryski z r. 1856, zakazujący jej utrzymywać flotę wojenną na morzu Czarnem. Stanowisko Rosji wobec wojny francusko-pruskiej było tego rodzaju, iż zmuszało do neutralności Austrję, Włochy i Danję, zamierzające pierwotnie interwenjować na korzyść Francji. Dzięki opiece rosyjskiej nastała w Europie hegemonja pruska. Dnia 2 września 1870 r. stał się Napoleon III jeńcem pruskim, we Francji nastała "trzecia" republika, a w maju 1871 r. zagarniało Alzację i Lotaryngję nowe cesarstwo niemieckie, stanowiące tylko tło dla hegemonji pruskiej.

 

W r. 1872 wznowił Bismarck dawniejsze "święte przymierze", t. j. sojusz państw rozbiorowych, jako "związek trzech cesarzy". Dla sprawy polskiej zaczęły się czasy najgorsze, a najlepsze dla... reakcji rosyjskiej. Bismarck pracował teraz nad tem, żeby nie dopuścić do odrodzenia Rosji, a wpływ niemiecki padał ogromnie na szale stosunków wewnętrznych rosyjskich, oddany całkowicie na usługi czynownictwa.

 

Budziły się nadzieje, że uda się wprząc opozycję całą w rydwan rządowy. Wśród "słowianofilów" i opozycji już nie było. W r. 1871 wydał Mikołaj Danilewskij książkę: "Rossija i Jewropa", której treść weszła w krew i soki społeczeństwa rosyjskiego. Głosił, że Rosja nie jest Europą, lecz też nie potrzebuje nią być, będąc sama czemś wyższem i lepszem od "zgniłego Zachodu". Jako cel polityczny wskazywał Danilewskij Rosji zdobycie Carogrodu i założenie "Związku wszechsłowiańskiego" pod rządami rosyjskiemi, przyczem Polacy winni być przeznaczeni na zniszczenie. Ale i szydzący ze słowianofilstwa Konstanty Leontjew, bliski w niejednej rzeczy nihilizmowi, z rządem dostrajał się do harmonji tak gładko, że okazał się istnym filozofem reakcji politycznej. Zrobił on odkrycie, że "poszukiwanie ogólno-ludzkiego równouprawnienia i ogólnoludzkiej prawdy... jest tą straszną trucizną, która działaniem swem stopniowem filozoficznem rozkłada społeczności europejskie". W dziele swem: "Wschód, Rosja i Słowiańszczyzna" współzawodniczy Leontjew z Pisarewem w teorji, negując pracę około dobra indywidualnego, a marząc o tem, jakby "zbezcześcić obrzydliwy ideał powszechnej równości i powszechnego idjotycznego postępu", głosząc wprost nienawiść do "ideałów powszechnego dobrobytu i szczęścia". Zapowiada, że zachodnia Europa zniszczona będzie niebawem przez anarchizm i socjalizm, Rosja przeto musi przed "wściekłym najazdem internacjonalnej Europy" szukać ocalenia w... bizantynizmie. Albowiem "prawdziwe chrześcijaństwo uczy, że wszelka hierarchja ziemska jest odblaskiem niebieskiej", a z drugiej strony "do wychowania wielkich charakterów potrzebne są wielkie niesprawiedliwości społeczne, t. j. despotyzm, niebezpieczeństwo, silne namiętności, przesądy, fanatyzmy i t. p. słowem to wszystko, z czem walczy wiek XIX". Jego zdaniem "państwo musi być zawsze groźnem, niekiedy okrutnem i nielitościwem, albowiem społeczeństwo zawsze i wszędzie jest zbyt ruchliwe, ubogie myślą i zbyt namiętne". Zaczyna tedy Leontjew od nihilizmu, a dochodzi do istnej mistyki despocji. Nawet Katkowowi wydawał się za skrajnym, ale tylko dlatego, że wyrażał się za skrajnie; sam tok myśli przyjął się w zupełności wśród znacznego odłamu społeczeństwa. Niejeden nihilista pojednał się z "samoderżawiem", wielbiąc je, jako ocalenie od "zgniłego konstytucjonalizmu".

 

Opozycja wyraża się coraz dobitniej zapomocą... sekciarstwa. Odbywał się ruch sekciarski zawsze, a stanowisko rządu bywało rozmaite: to zaczepno-prześladowcze, to obojętnie-tolerancyjne. Głównie chodziło o "razkoł", szerzący się ciągle, któremu przyznano ostatecznie prawo odprawiania "starowierczych" nabożeństw prywatnie i w lokalach prywatnych. Inne sekty nie miały większego znaczenia. Zmienia się to jednak w tym właśnie czasie. Ogarnia umysły całego narodu rosyjskiego coraz bardziej sekciarstwo, jako ten jedyny kierunek, w którym przy braku oświaty można wyprężyć ducha, podnieść się ku ideałom. Stosownie do ciemnoty powszechnej powstają też sekty cudaczne, często wstrętne, wręcz antyspołeczne, istne drugie ramię nihilizmu, opętanego negacją, wplecioną na obłęd religijny. Zaczęło się to około r. 1866 i szerzy się aż do naszych dni. Niezależnie od sekciarstwa rewolucyjnego powstała na Ukrainie w r. 1868 "sztunda":, sekta racjonalistyczna, utworzona pod wpływem protestanckich kolonistów niemieckich (nazwa od książki do nabożeństwa Zschockego: "S t u n d e n der Andacht"). Ciekawy ten racjonalizm chłopski szerzył się z niepowstrzymaną siłą z zachodniej strony Dniepru.

 

Cerkiew oficjalna okazała się nieudolną do walki z sektami. "Misja religijna caratu" ograniczała się do prześladowania, a "misjonarstwo" krzewiło się przy pomocy aparatu policyjnego od r. 1875 wśród unitów Podlasia, znowu z pomocą popów unickich z Galicji. Były to już ostatnie zabytki unji cerkiewnej pod panowaniem rosyjskiem. Pozostawała unja tylko we wschodniej Galicji, popierana ochoczo przez Polaków. Pozyskawszy w Galicji autonomję, zaczęliśmy dzielić się prawami narodowemi z Rusinami, pragnąc wytworzyć z nich sojusznika do walki z Moskwą. W tem geneza najpierw "obozu ukrainofilskiego", następnie "narodowości ukraińskiej", która w walce przeciwko polskości idzie o lepsze z najskrajniejszym rosyjskim "nacjonalizmem". W Rosji zaś zakazano w r. 1876 druków ruskich.

 

"Związek trzech cesarzy" uważał Aleksander długo za wszechstronny lek dla Rosji; dodawał bowiem bezpieczeństwa rządom absolutnym, a miał dopomóc do pozyskania opozycji do celów rządowych, umożliwiając popularne przedsięwzięcie na zewnątrz, mianowicie na Bałkanie; wtem miało się znaleźć bezpieczne "ujście" dla wszelkiej opozycyjnej agitacji. Panslawizm brał górę, gdyż rząd go podsycał, a niósł na swej fali przedewszystkiem zapał rusyfikatorski, jako zadatek wielkiej misji dziejowej, mającej być spełnioną przez Rosję. Skoro ma być zjednoczona pod egidą Rosji Słowiańszczyzna (o ile nie będzie skazana na zagładę za "odstępstwo") w jednym związku politycznym, z jednym językiem piśmiennym, w jednej Cerkwi prawosławnej, musi się sama Rosja przygotować do tego przeprowadzeniem jedności słowiańskiej u siebie, we własnem państwie, złożonem z tylu rozmaitych narodowości! Rusyfikacja dostarczy zajęcia ideowego tysiącom opozycjonistów, liberałów, nawet nihilistów, przejętych niechęcią do "zgniłego Zachodu"! A obok tego: pochód na Bałkan, jako pierwszy etap wcielenia panslawizmu. Tam nawet konstytucjonaliści rosyjscy znajdą zajęcie, a dadzą spokój Rosji. Wyładuje się całą opozycję na zewnątrz, wyda się ją na eksport, a powiększy się państwo, otoczy chwałą i blaskiem tron carski, pozyska popularność szerokich warstw narodu, i będzie można rządzić po dawnemu, dokonać nawet zwrotu wstecz, może nawet skasować ziemstwa... Wszystko dzięki "związkowi trzech cesarzy", który, pogodziwszy Rosję w jednym sojuszu z Austrją, zezwoli jej na swobodną ekspansję na półwyspie bałkańskim. Tak przedstawiano sytuację w Berlinie, a Petersburg dał się na to złapać. Wątpliwości co do Anglji - zaniepokojonej zwycięskim pochodem Rosji do środka Chiwy w r. 1873 - usunięto w sposób przechodzący wszelkie nadzieje: Córka jedyna Aleksandra II wyszła niebawem za młodszego królewicza angielskiego, księcia Edynburskiego, a w maju 1874 r. jeździł car osobiście do Anglji z polityczną wizytą. Wszystko składało się jak najlepiej, a wszystko dzięki "uczciwemu pośrednikowi", Bismarckowi. Idylla ta miała trwać jeszcze dwa lata.

 

Pochód na Bałkan nie budził najmniejszych wątpliwości. Ambasador rosyjski w Carogrodzie, Mikołaj Ignatjew, trząsł Portą przez lat 12 (1864-1876), tem bardziej tedy zachęcano obóz panslawistyczny, dodając mu do pomocy cale rusztowanie biurokratyczne do demonstracyj, mających wymusić rzekomo na rządzie akcję celem "oswobodzenia Słowian". Ignatjew przygotował zręcznie powstanie w Hercegowinie i Bośni, które wybuchło jednak nieco przedwcześnie w r. 1875. Nie podobało się to Wiedniowi, to też ofiarowano w r. 1876 Serbji dwie trzecie Bośni i Hercegowiny, byle się zobowiązała do neutralności w razie wojny austrjacko-rosyjskiej. Serbja odmówiła i "Związek trzech cesarzy" okazywał dalej demonstracyjnie swą jedność na zewnątrz. We trójkę zażądano zawieszenia broni z powstańcami. a więc żeby Porta uznała ich za stronę wojującą, czego sułtan jednak odmówił. Obiecywał tylko "reformy", ale temu nikt znów nie wierzył; Serbja i Czarnogóra wypowiedziały tedy wojnę sułtanowi 1 lipca 1876 r.

 

Czarnogórcy bili Turków, ale Serbja pobita, uległa sama tureckiemu najazdowi. Zaczęły się rokowania, w które wdała się Rosja, a które przechodziły przez rozmaite fazy, aż car, zawarłszy konwencję wojskową z Rumunją, także wypowiedział wojnę Turcji, dnia 24 kwietnia 1877 r.

 

Porta mniemała, że poderwie siły Rosji, wywołując przeciwko niej powstanie na Kaukazie. Ale próba osaczania Rosji w Azji była spóźniona, bo Aleksander II wykończył już panowanie rosyjskie w Azji środkowej. Podbił on państwa mniejsze, zagradzające drogę do Chiwy, w r. 1865 zdobył Taszkient, 1866 r. Chodżend, 1868 r. starożytną Samarkandę, nadto około r. 1865 zachodnią część Kaukazu, potem pokonał Czerkiesów, aż w r. 1873 zmusił Chiwę zrzec się krain po prawym brzegu Amu-Darji i uznać zwierzchnictwo rosyjskie. Wobec tego nie udało się Turkom otoczyć Rosjan w Azji, a powstanie kaukaskie po kilkunastu miesiącach zostało groźnie stłumione, samo zaś panowanie tureckie zagrożone, gdy Rosjanie wzięli szturmem l8 listopada 1877 r. słynną warownię w Azji Mniejszej, Kars.

 

Na bałkańskiem pobojowisku zdobyli Rosjanie wąwóz Szipki i przekroczyli raźno Bałkan. Niebawem dało się odczuć niedomaganie technicznej strony wojskowości, wystąpiły znowu na jaw wszystkie niedomagania wojny krymskiej, a nadto nieudolność naczelnego dowództwa, nie umiejącego wyzyskać zwycięstw, ani też zespolić celowo ruchów kilku armij. Nastały miesiące nader krytyczne dla Rosji - gdy jednak nadeszły świeże armje z Rosji, rozpoczął się triumfalny pochód w głąb Bałkanu. Po czterech miesiącach wyczerpujących walk kapitulował Osman-basza w Plewnie dnia 10 grudnia 1877 r. przed połączonemi wojskami rosyjskiemi i rumuńskiemi. Już 14 stycznia 1878 r. stał generał Gurko w Filipopolu, a 20 stycznia łączyły się rosyjskie armje w Adrjanopolu. Serbja wkraczała na nowo na terytorjum sułtańskie, Grecja zajmowała Tesalję, w Macedonji i na Krecie wybuchły powstania - podczas gdy z końcem stycznia 1878 r. wojsko rosyjskie stanęło o cztery zaledwie mile od Carogrodu. Pokojem w San Stefano, zawartym 3 marca 1878 r., nie anektowała Rosja niczego bezpośrednio dla siebie, ale wymarzony "Związek wszechsłowiański" stawał się rzeczywistością. Rozszerzano granice Serbji, Czarnogóry, Rumunji i ustanawiano księstwo bułgarskie w granicach takich, że Porcie zostawał w Europie tylko wąski pas kraju pomiędzy górami Rhodopos a morzem Egejskiem. Żadne z państewek bałkańskich nie było samo dosyć silne; ostać mogły się tylko pod protektoratem rosyjskim. Było widocznem, że powstają nie państwa samoistne, lecz zależne od Rosji satrapje. Na miejsce sułtana wkraczał na Bałkan car rosyjski.

 

Ale teraz przemówił "Związek trzech cesarzy" i zaprzyjaźniona Anglja! Angielska dyplomacja jeszcze z końcem roku 1876 zajęła stanowisko niechętne, na co atoli odpowiedziano ze strony rosyjskiej tem energiczniejszą pobudką wojenną. Austrja milcząco przygotowywała grunt dyplomatyczny pod zabór Bośni i Hercegowiny, a Niemcy zdawały się zupełnie neutralnemi. Ale nastąpił ogólny protest przeciw pokojowi san-stefańskiemu. Kongres europejski, zebrany w Berlinie, narzucił Rosji zgoła inne warunki: Okrojono granice państw bałkańskich, a natomiast oddano Hercegowinę i Bośnię Austrji, do "okupowania". Nie Rosja, lecz Austrja stawała się głównem państwem bałkańskiem. Ledwie wykołatała Rosja dla siebie Besarabję i północną Armenję.

 

Postanowieniom kongresu berlińskiego musiał się Aleksander II poddać, nie mogąc po wojnie bałkańskiej wywoływać przeciw Rosji koalicji europejskiej. Nadzwyczajne upokorzenie Rosji - zwycięskiej! - wprawiło w stan gorączkowy cały naród rosyjski. Zatrzęsła się cała Rosja, nawet wśród biurokracji odzywała się opozycja. Nagle znika wszelka harmonja z rządem, a tajne organizacje tak się rozszerzają na nowo, a hasła jak najradykalniejsze zyskują taką popularność, iż rząd sam poczyna rzucać hasło konstytucji, ażeby się móc oprzeć na żywiołach "umiarkowanych", przynajmniej nie nihilistycznych. Napróżno zabrał się rząd do gwałtownej rusyfikacji, eksperymentując gwałtami nie tylko w Polsce i na Litwie, ale również w Inflanciech i w Finlandji - wytwarzając niejako nowe żerowiska dla czynownictwa i nowe pola popisu dla oficjalnego patrjotyzmu. Nie skutkowało to już! Gdy zaś zaczęto wydawać nowe przepisy administracyjno-policyjne, gdy jeszcze bardziej ograniczono wolność uniwersytetów, nihilizm zorganizował się w partję terroru, do której przystawali także nie będący nihilistami. Wyrabia się specyficzny socjalizm rosyjski - szukający oparcia w "mirze" - uważający się za wyższy od zachodniego, gotów terrorem wymusić zmiany społeczne... natychmiast. Cała Rosja pokryła się kółkami terrorystów, od roku 1878 zaczynają się zamachy na urzędy, na wyższych dostojników, a od kwietnia 1879 r. szereg zamachów na życie carskie.

 

Po 6 zamachach car zdecydował się wkońcu na konstytucję. Zgodził się na projekt hr. Loris Melikowa "Komisji ogólnopaństwowej" i już drukował się manifest, zwołujący przedstawicieli z 33 gubernij, posiadających ziemstwa - gdy wtem padł ugodzony bombą podczas jazdy na ulicy Petersburga dnia 13 marca 1881 r. W organie Bismarcka ("Norddeutsche Allgemeine Zeitung") pojawił się artykuł, zganiający mord na Polaków...

 

Starszy syn Aleksandra II, Mikołaj, zmarł w r. 1865; wstępował przeto na tron młodszy syn, Aleksander III (1881-1894), mający opinię panslawisty. Despota z usposobienia i z zamiłowania, wahał się jednakże z początku, jakie zająć stanowisko wobec Loris-Melikowa, wnet atoli zwrócił się z całą stanowczością w kierunku przeciwnym. Dnia 9 maja 1881 r. wydał manifest, zapowiadający utrzymanie władzy absolutnej, ułożony przez dawnego swego nauczyciela, Konstantego Pobiedonoscewa, a który Katkow nazwał ocaleniem Rosji i "manną z nieba". Próbował jeszcze Ignatjew, minister spraw wewnętrznych, pozyskać cara do myśli wznowienia "soboru ziemskiego", z głosem oczywiście tylko doradczym, ale projekt ten (opracowany przez historyka Pawła Gołochwastowa) nie stanowił nigdy ani nawet przedmiotu narad. Pobiedonoscew został kierownikiem Aleksandra III na całe jego panowanie - a zapalczywszego wroga wszelkiej swobody myśli, zagorzalszego prześladowcy wszystkiego, co nie prawosławne i nie rosyjskie pod rosyjskiem panowaniem (a zwłaszcza co polskie!), Rosja nigdy nie miała. Mianowany "oberprokurorem świątobliwego synodu", a wyposażony w szeroką władzę dyskrecjonalną, posiadający dostęp do cara każdej chwili i stanowczy wpływ na jego umysł, łączył w swej osobie jakby Karamzina, Arakczejewa i Leontjewa.

 

Nastała istna orgja czynownicza w imię reakcji i rusyfikacji. Ustawą z r. 1883 poddano uniwersytety kontroli policyjnej i "otwarto na oścież drzwi interwencji administracji we wszystkie dziedziny życia uniwersyteckiego". Podobnież skrępowano ziemstwa. Nowa ustawa z r. 1890 utworzyła "urzędy gubernjalne do spraw ziemskich", instytucję czynowniczą, stojącą ponad autonomicznem ziemstwem, jako władza kontrolująca; zarazem wcielono urzędników ziemstw w hierarchję administracji państwowej. Wszystkie osoby "nie mające prawa do służby państwowej", usunięto z wydziałów wykonawczych ziemstw. Skutkiem fatalnego sposobu rozwiązania kwestji agrarnej nastały głody dotkliwsze, niż kiedykolwiek przedtem (najcięższy w r. 1891). Kiedy ziemstwa rozwinęły energiczną akcję ratunkowa, usunięto z zakresu ich kompetencji sprawę wyżywienia ludności. W ten sposób doprowadzano samorząd do zaniku pod każdym względem, ograniczając coraz bardziej jego działalność, zrywając związek ziemstw z ludnością. Stały się one zato głównem ogniskiem opozycji nie-nihilistycznej i w ten sposób odrodził się na nowo prąd konstytucyjny. Kiedy r. 1894 zasięgano opinii ich w sprawie reformy ustawodawstwa włościańskiego, wiedziały, że krajowi potrzeba reformy ogólnej, a nie częściowych poprawek ustroju przestarzałego.

 

Słusznie scharakteryzowano rządy Aleksandra III, że był to "absolutyzm we wszystkich sferach życia, łagodzony wolnością oficjalnego patrjotyzmu, t. j. wolnością chwalenia rządu i dopomagania mu słowem i piórem w tępieniu liberalizmu wewnątrz, a pierwiastków obcoplemiennych na kresach". Na takiem tle krzewił się nihilizm; jakkolwiek zdezorganizowany w tych latach i mniej zdatny do "czynu", zyskiwał stale na ilości zwolenników, znajdując ich nawet już pomiędzy oficerami. Zapanowały na obszarach "imperjum" dwa terrory: czerwony i "biały", t. j. rządowy - a ten ostatni zwrócony przeciw niektórym Rosjanom, ale przeciwko wszystkim bez wyjątku "inorodcom". Patrjotyzm oficjalny, polegający na ucisku drugich narodowości, nazwano "ludożerczym ", i słusznie, stwierdzając "ludożerstwo, pragnące w granicach Rosji pochłonąć wielomilionowe, kulturalne narody". Znęcano się nad polskością, obmyślano dokuczliwości dla inflanckich Niemców, a konstytucję finlandzką znoszono z coraz lepiej obliczoną systematycznością. Ucisk Polaków tłumaczono wobec zagranicy i nas samych nawet... "karą" za powstanie. Ależ czyż było kiedy choćby najmniejsze przygotowywanie się do powstania w Inflanciech lub w Finlandji? W zaciekłości "ludożerczej zoologicznego patrjotyzmu" zapędzano się tak daleko, że zniechęcano do Rosji niewyczerpalne dotychczas źródło najlepszej arystokracji biuralistycznej i najposłuszniejsze narzędzia caryzmu -w Inflanciech.

 

Jedynym "plusem" tego prawdziwie bezmyślnego panowania było nadanie starowiercom tolerancji większej, mianowicie zezwolenie na publiczne odprawianie nabożeństw. Spodziewano się pozyskać dla rządu "żywioły najbardziej konserwatywne w państwie" - ale przyszłość okazała, że nie umiano orjentować się w rządzie wśród rozmaitych rodzajów konserwatyzmu.

 

Konsekwencją reakcyjności było zwrócenie się w polityce zewnętrznej na nowo ku przerwanemu "związkowi trzech cesarzy", który wznowiono z rosyjskiej inicjatywy, poruszając tradycje "świętego przymierza", tak miłe policyjnym systemom rządów. Następca Gorczakowa, Giers, urządził zjazd cesarzy rosyjskiego, austrjackiego i niemieckiego dnia 9 kwietnia 1882 r. w Skierniewicach. Przypuszczano w Petersburgu, że przez to nastąpi nie tylko pewność, że nikt nie będzie wysuwać przeciwko Rosji sprawy polskiej, lecz że zyska się też wolną rękę do "pokojowego" podboju Bałkanu, do obejścia postanowień kongresu berlińskiego.

 

Zabrano się do tego z nadmierną, niezręczną gorliwością. Zażądano od Bułgarji, żeby przyjęła do swej armji trzecią część oficerów rosyjskich, i żeby Rosjanin bywał ministrem wojny księstwa. Ale w Bułgarji powstało stronnictwo antyrosyjskie, bardzo ruchliwie wpływające na opinję w kraju, a cytujące wprost... losy Polski pod berłem rosyjskiem. Poselstwo rosyjskie intrygowało coraz usilniej wprost przeciw osobie księcia bułgarskiego, Aleksandra Battenberga; robiono mu nawet trudności w rozszerzeniu granic nowego państwa (ograniczenie "inwestytury rumelijskiej" pod wpływem Rosji na lat pięć, 1885 r.). Wkońcu powiodło się generałowi Kaulbarsowi, odgrywającemu w Sofji rolę dawnych Igelstroemów i Repninów z Warszawy, zorganizować skutecznie spisek i usunąć Battenberga. Następcą jego miał zostać jaki rosyjski kniaź (wcale nie krwi panującej), ale zamiary te pokrzyżowało wdanie się mocarstw. Nowym władcą Bułgarji został Ferdynand Koburski, przeciw któremu prowadziła Rosja nadal intrygi przez 10 lat. Uznano go dopiero w r. 1896, skoro syna swego kazał wpisać w poczet prawosławia, dokonawszy tego "przejścia" z wielką pompą - ale książę uważał to tylko za nieuchronne chwilowe odczepne, dane Moskwie.

 

Podobnież intrygowała Rosja w Serbji przeciw związanemu z wiedeńskim dworem królowi Milanowi. Sprawa przybierała formy ostre, bo panslawiści, pod przewodem potencjalnego petersburskiego "Słowiańskiego Towarzystwa Dobroczynności", nadawali wszystkiemu hałaśliwego rozgłosu, nie tając się wcale z tem, że pragnęliby wpędzić rząd w sytuację, z której nie byłoby innego wyjścia, jak wojna z Austrją a choćby i z cesarstwem Niemieckiem.

 

W r. 1887 wyszedł ukaz, zwrócony przeciw niemieckim właścicielom ziemskim w prowincjach polskich, jako pogranicznych. W odwecie wydały Niemcy przepisy, paraliżujące handel rosyjski - a nadto ogłosił Bismarck publicznie tekst przymierza odpornego z Austrją, zawartego na wypadek zaczepki ze strony Rosji. Tak zakończyło się ostatnie wznowienie sojuszów "trójcesarskich". Europa wchodziła w nową dobę historji politycznej.

 

Dyplomacja francuska pragnęła wykrzesać z nieporozumień dyplomatycznych na wschodzie wojnę, ażeby przyłączyć się do niej i odzyskać Alzację i Lotaryngię. Ofiarowano Rosji przymierze przeciw Niemcom. Z początkiem roku 1888 nastąpiły zbrojenia po obydwóch stronach, a niebawem była wojna przygotowaną w drobnych nawet szczegółach i lada dnia czekano formalnego wypowiedzenia jej z Petersburga. Byłaby to niewątpliwie powszechna wojna europejska, w której od razu na samym początku zajęte byłyby Rosja z Francją, Austrją z Niemcami, tudzież cały Bałkan. W ostatniej atoli chwili car cofnął się, nie mogąc zdecydować się walczyć obok republikańskiej Francji.

 

Zabiegi panslawistów nie ustały. W marcu 1889 r. zmuszono do abdykacji króla Milana, a od r. 1894 nastały w Bułgarji rządy stronnictwa rusofilskiego. Sytuacja stawała się na nowo tem poważniejszą, gdyż tymczasem udało się przełamać niechęć osobistą cara do Francji, z powodu jej rewolucyjności. W r. 1891 flota francuska urządziła demonstracyjne odwiedziny w Kronsztadzie, a zdumiona Europa dowiadywała się, że car podczas uroczystości w przystani przysłuchiwał się... marsyljance. Jedno z największych dziwowisk historji!

 

Tem szybszym krokiem wchodziła Europa w nową dobę dziejów politycznych, że nowy cesarz niemiecki, Wilhelm II (od r. 1888), usunął Bismarcka, który sprzymierzał się wprawdzie z Austrją przeciwko Rosji, lecz miał także kontr-przvmierze ("Ruckversicherungsvertrag") niemiecko-rosyjskie od wszelkiego wypadku! Ten drugi układ, tajny, obowiązywał w latach 1887-1890. zapewniając wzajemną neutralność w razie, gdyby która ze stron została "bez własnej winy" napadniętą, wykluczał tedy możliwość, żeby Austrja wypowiedziała wojnę Rosji. Kontr-przymierze nie zostało wznowione przez następcę Bismarcka, Capriviego, i od r. l890 Austrja posiadła swobodę inicjatywy w kwestji wojny i pokoju.

 

Ale przewroty bułgarskie stanowiły punkt kulminacyjny przesilenia. W r. 1894 ukończono nawet wojnę cłową i zawarto nowy traktat handlowy niemiecko-rosyjski. We współzawodnictwie na Bałkanie nastała spokojniejsza jakby przerwa do r. 1905.

W Azji dokonywano tymczasem postępów nieustannych, jakby silą bezwładności. W r. 1881 podbito Turkmenów, w r. 1884 wcielono Merw. W r. 1886 obsadzono po długich układach z Anglją afgański Pendżeh, w następnym roku okręg Kerki nad Amu-Darją. Latem roku 1891 pojawiła się rosyjska wyprawa eksploracyjna na płaskowzgórzu pamirskiem. Wszelkiemi zabiegami starano się osłabiać stopniowo emira afgańskiego i rozpoczęto dyplomatyczny podbój Persji - ubiegając na każdym kroku dyplomację angielską. Wieńczyły ten szereg pomyślności dwa triumfy: dogodne układy handlowe z Koreą i Japonją. Azja centralna była niewątpliwie już podległą Rosji i już... nie wystarczała ekspansji rosyjskiej.

 

Rosja stawała się mocarstwem azjatyckiem do tego stopnia, iż w samym Petersburgu budziły się wątpliwości, czy przy takim rozroście w Azji można dopilnować należycie interesów państwa, t. j. ekspansji jego także w Europie; w publicystyce rosyjskiej zaczęły się pojawiać rozważania, której ekspansji dać pierwszeństwo i czy uważać Rosję za państwo bardziej europejskie, czy też bardziej azjatyckie. Już budził się do życia przeciw panslawizmowi "panazjatyzm".

 

Wśród tego przełomu umarł Aleksander III. Syn jego, Mikołaj II (od r. 1894), powierzył ster spraw zewnętrznych po śmierci Giersa w r. 1895 ks. Łobanow-Rostowskiemu, który nie życzył sobie zawikłań na Bałkanie, ażeby tem lepiej dopilnować spraw "Dalekiego Wschodu". Punkt ciężkości ministerstwa spraw zagranicznych przenosił się z morza Czarnego nad ocean Cichy. W r. 1895 wybuchła wojna chińsko-japońska, w której Chiny poniosły klęskę, a pokój w Simonoseki nakładał na nie najuciążliwsze warunki. Obydwa obozy europejskie podały sobie ręce, żeby nie dopuścić do powstania na drugim końcu politycznego horyzontu nowego "mocarstwa" o celach zagadkowych, a dla supremacji europejskiej wątpliwych. Rosja, Francja i Niemcy wystąpiły wspólnie w obronie Chin i zmusiły Japonję, iż odstąpiła od nazbyt twardych warunków pokoju. Japońska hegemonja nad oceanem Spokojnym została skutecznie odwrócona, a za to otrzymywała Rosja od wdzięcznych Chin prawo przedłużenia syberyjskiej kolei żelaznej przez chińską Mandżurję (1896). Kolej ta miała stanowić o ostatecznem utwierdzeniu rosyjskiego władztwa nad Azją północną i Środkową, zanimby przyszła kolej na Azję południową. Rosyjską przewagę polityczną nad Chinami uważano już za rzecz załatwioną.

 

Aż na "Daleki Wschód" towarzyszyła postępom Rosji uwaga niemiecka. Znienacka obsadziły Niemcy port chiński Kiaoczau. Na wyścigi zawarł tedy następca Łobanowa, Murawiew, układ o wydzierżawienie na 25 lat niezamarzających przystani Talienwana i Port-Artura, zamieniając tę drugą przystań prędko w mocną warownię. Wkrótce zawarto umowę z Japonją, żeby obie strony nie mieszały się do spraw wewnętrznych... Korei.

 

Unikano zato wszelkiej okazji do nieporozumień o sprawy bałkańskie. Kiedy Grecja obsadzała Kretę i wybuchnęła wojna grecko-turecka, car starał się usilnie o zlokalizowanie jej. Dla utrzymania pokoju w Europie nie zawahał się Mikołaj II rozesłać do rządów europejskich memorjału o powszechnem rozbrojeniu i zwołać do Hagi konferencję pokojową w r. 1898. Na wszelki wypadek podano rok przedtem do wiadomości publicznej, że Rosja pozostaje rzeczywiście w sojuszu z Francją i przyjęto w Petersburgu uroczyste odwiedziny republikańskiego prezydenta Faure'a, lecz pospieszano zaznaczyć, że Rosja nie ma zamiaru korzystać z tego sojuszu przeciw komukolwiek, lecz że wycofuje się raczej z zatargów europejskich.

 

Panslawizm zdawał się być zduszonym przez panazjatyzm, ale pozostał nihilizm, który przerobił się ostatecznie w pewien szczególny rodzaj socjalizmu rosyjskiego, pragnącego oprzeć się na "mirze". Pozostawały zarodki rewolucji rosyjskiej, które nie dopuściły wycofać się z Europy.

 

 

XXIV. CIOSY NAPRZEMIAN, OD AZJI I EUROPY.

(1898-1914.)

 

          Mikołaj II, wstępując na tron, oświadczył, że pragnie być "nietylko Mikołajem II, ale drugim Mikołajem". Pobiedonoscew pozostał u steru, a petycję o nadanie ziemstwom kompetencji administracyjnej zbyto, jako "marzenia, pozbawione sensu". Nowy car, jakby wykrojony z książki Leontjewa, stał się mistykiem despotyzmu na tronie: "traktuje z mistycznej wysokości swoje stanowisko i jego atrybucje" i wierzy, że "nie ma nawet prawa" umniejszać swojej władzy. Wierzy zresztą, że dostał syna za stawiennictwem nowego świętego prawosławnego, którego kanonizacji dokonał z nadzwyczajną uroczystością, Serafina saratowskiego... Związku ze światem nadprzyrodzonym poszukiwał i poza Cerkwią: trzymał na swym dworze "spirytystę" Enkasa-Papusa, który wywoływał mu ducha ojca (1906 r.); potem przez szereg lat olbrzymi wpływ na dworze wywierał sławny Rasputin, "starik" z zawodu, chociaż wcale nie starzec, prosty chłop z Syberji, z opinją "cudotwórcy" - zabity przez księcia Jusupowa w styczniu 1916 r.

 

"Wbrew woli rządu szerzyła się oświata, rosła w liczbę i siłę inteligencja umysłowa", a zatem wzmagała się krytyka i pochopność do opozycji. Podobnież niezależnie od zdania i woli posiadających władzę, od panslawizmu czy panazjatyzmu, działały na Rosję europejskie stosunki ekonomiczne, a działały ujemnie. Nie można było nie zaprowadzić w Rosji kolei żelaznych, a jakkolwiek nigdy nie zachwycano się tym wynalazkiem w petersburskich sferach dworsko-czynowniczych, jednakowoż sam Mikołaj I musiał się poddawać tej konieczności, a cóż dopiero Mikołaj II. Przekroczyły też granice Rosji rozmaite inne machiny parowe, napozór zupełnie niewinne pod względem społecznym i politycznym - ale w gruncie rzeczy bardziej rewolucyjne od niecenzuralnych książek. Przyniosły zamiłowanie do wyrobów zagranicznych, spopularyzowanych taniością fabrycznej produkcji, a gdy wypowiedziano im walkę cłową, miało to tylko ten skutek, że kapitał zagraniczny jął zakładać fabryki w samejże Rosji. Za Mikołaja II przemysł fabryczny począł w państwie carów być już siłą zorganizowaną tak od góry, jako też od dołu: kapitalistycznie i... socjalistycznie.

 

Wśród zapalczywej dyskusji o to, czy Rosja ma iść z Europą (t. j. na Europę), czy też "z Azją", europeizowało się coraz mocniej życie potoczne, pociągając za sobą potrzebę najsilniejszą, bo z przyzwyczajenia, mnóstwa szczegółów, drobiazgów, których dostarczać mogła tylko technika europejska i związek z europejskim wielkim kapitalizmem - zaczem musiała następować coraz większa od tego kapitalizmu zawisłość. Państwowość rosyjska nie mogła udzielić pod tym względem ochrony własnemu społeczeństwu, gdyż finanse rosyjskie państwowe popadały także w zawisłość od kapitału zachodniego. Militaryzm wysysał Rosję, odkąd wdała się w politykę wielkoeuropejską. Już za Mikołaja I budżet rosyjski począł przerastać możność społeczeństwa - i odtąd wzrasta deficyt przeraźliwie. Budżet państwowy żyje coraz wyłączniej z pożyczek, z których żadnej nie można było ulokować w kraju.

 

Pod koniec panowania Aleksandra III spostrzeżono się, czem to grozi, i zaczęto radzić. Praktyczny zmysł okazał minister finansów Wiszniegradzkij, zająwszy się operacjami kredytowemi i przedsiębiorstwami kolejowemi; udało mu się skupić zapas złota przez operacje konwersyjne i utrzymać równowagę. Nie mogło to udać się na czas dłuższy, skoro nie podnosiło się w należytem tempie wytwórczości społeczeństwa, nie przysparzając państwu źródeł bogactw. Następca Wiszniegradzkiego, ulubieniec Aleksandra III i Mikołaja II, Witte, naśladując swego poprzednika, wykazywał długo dobre rezultaty, ale niebawem uciekł się do systemu fiskalnego, który nazwano drapieżnym, bo był względny dla zamożniejszych warstw społeczeństwa, a gniótł uboższych. Zaczął też Witte szafować hojnie skromnemi zasobami po Wiszniegradzkim, licząc na to, że wszystko zwróci się skarbowi z lichwą, jeżeli rząd sam stanie na czele wielkiego przemysłu. Popierał go też z całych sił, i znaczna część przedsiębiorstw nowych opierała się li tylko na rządowych pożyczkach, zapomogach i na zamówieniach rządowych.

 

Politykę finansową Wittego można określić jako centralizację ekonomiczną, jako dążenie, żeby całe życie ekonomiczne oddać w ręce rządu i wzmocnić tem samem jeszcze bardziej władzę centralną, nadać pierwiastkowi państwowemu tem większą przewagę nad społeczeństwem. Słowem: robiło się próby, czy nieuchronne zeuropeizowanie życia ekonomicznego nie mogłoby w Rosji posłużyć do umocnienia absolutyzmu. Próba zawiodła - a przyczyniła się tylko do powiększenia opozycji i fermentów rewolucyjnych.

 

Nie można ekonomicznie tkwić w innem środowisku, w innem zaś kulturalnie lub politycznie. Skoro Rosja przybrała europejskie formy życia ekonomicznego, musiała albo przejąć się duchem europejskim, albo narazić się na rozkład, nieunikniony wobec rozbieżności sił życia zbiorowego, działających niezgodnie. Do rozbieżności kulturalnej, wprowadzonej z największem dla państwa niebezpieczeństwem skutkiem rozbiorów Polski, a zaognionej znacznie przez proste wcielenie Kongresówki - przybyła rozbieżność w samemże społeczeństwie rosyjskiem; zarzekano się kultury europejskiej w imię panslawizmu czy panazjatyzmu, a pragnęło się europejskiego życia ekonomicznego...

 

Zwolennicy zachodnio-europejskiego ustroju państwowego i społecznego pod każdym względem, "zapadnicy", stawali się coraz słabszą mniejszością. Kwitnęły tylko kierunki skrajne, tak w sferach rządowych, jako też wśród opozycji. Z jednej strony minister oświaty Bogoljepow (1898-l901) robił profesorom uniwersytetów wymówki, jeżeli usuwali się w dziedzinę czystej nauki; "profesora bowiem obowiązkiem w jego działalności jest przeprowadzać poglądy rządu, a nie uchylać się na stronę; jest bowiem nie tylko uczonym, ale i ogniwem machiny biurokratycznej" - a z drugiej strony skutki z tego takie, że sam Bogoljepow padł ofiarą zamachu, a najbliższe pięciolecie (1901-1906) oswaja opinję publiczną rosyjską z mordem politycznym, jako z czemś pospolitem, powszedniem niemal. Rząd nie chciał jednak dopuścić wpływu społeczeństwa na sprawy państwowe i sam Witte przeciwny był aż do końca roku 1904 wszelkiemu rozszerzaniu choćby tylko samorządu lokalnego.

 

Niezadowolenie i gotowość do rewolucji chciano "utopić" w jakiej akcji zewnętrznej. W r. 1903 zwrócił się minister spraw zewnętrznych, Lambsdorff, na nowo (po 10-letniej przerwie) ku Bałkanowi, żądając od Porty przeprowadzenia tylokrotnie zapowiadanych "reform", a które służyły za najwygodniejszą furtkę dla "mocarstw", gdy chciały mącić coś na Bałkanie na własny pożytek. Inicjatywa bałkańska dowodem, że nikt nie spodziewał się wybuchu wielkiej wojny w Azji, i to już za kilka miesięcy!

 

Równocześnie niemal, dnia 26 lutego 1903 r., wyszedł manifest carski z powodu rozruchów, jakie wybuchły w kilku miejscach, z przyrzeczeniem także (jak w Turcji...) "reform", których plany obiecano poddać pod rozwagę "ministrom i wyższym urzędnikom" - jakby na szyderstwo; główni przeciwnicy wszelkich reform mieli opracować ich projekt... Jest to dowodem, że nikt nie przypuszczał, jak bliską jest rewolucja.

 

W sierpniu 1903 r. został Witte prezesem Rady ministrów; car złożył w jego ręce ster państwa ogólny, licząc na poskromienie opozycji przedsięwzięciem bałkańskiem. Obóz panslawistyczny triumfował, że tym razem uniknie się niespodzianek jakichkolwiek kongresów po zwycięskiej wojnie, a potem tem bardziej nie będzie szranków dla Rosji w Azji. W istnej megalomanji co do ekspansji państwa podawał rękę obóz panslawistyczny panazjatyzmowi. Złośliwie, lecz trafnie określał to Wł. Sołowiew w wyrazach: "Zniszczyć Turcję, zniszczyć Austrję, pobić Niemcy, zabrać Konstantynopol, a jeśli się uda, to i Indje". Rzeczywistość okazała, że Sołowiew wcale nie przesadził, bo odzywały się głosy, którym Indje już nie wystarczały, ale mówiono o Chinach i wreszcie o panowaniu nad całą Azją. Ale najpierw na Konstantynopol! Panslawistyczny prąd zawarł kompromis z azjatyckim, a raczej obydwa miały się uzupełniać.

 

Czas wojny angielsko-boerskiej wyzyskał rząd Mikołaja II starannie, ażeby wzmocnić pozycje rosyjskie w Azji, zwłaszcza nad zatoką Perską i wogóle wszędzie, gdzie można było spodziewać się starcia z Anglją. Ale Anglja nie myślała wojować angielskim żołnierzem, okazała się zaś silniejszą od wszelkich rosyjskich zabiegów odrazu, w jednym dniu, w dniu, gdy zawierała sojusz zaczepno-odporny z Japonją.

 

Korzystając z chińskiego powstania "bokserów" (ruch przeciw cudzoziemcom), zagarnęła Rosja całą już Mandżurję i zaczęła wytwarzać sobie swoją "sferę interesów" aż na Korei, lekceważąc do najwyższego stopnia pewne "przedstawienia" Japonji - gdy wtem, zanim przedsięwzięcie bałkańskie zdołano puścić w ruch - za wcześnie nieco dla Anglji - wydała Japonją Rosji wojnę dnia 5 lutego 1904 r. Admirał Togo zniszczył niespodzianym napadem flotę rosyjską w Porcie Artura i wysadził armję na ląd. Niebawem po zwycięskich wstępnych bojach generał Nogi osaczył Port Artura, a cały świat wyczekiwał z napięciem wyniku oblężenia, jednego z najdłuższych i najściślejszych, jakie znają dzieje - bo wszystkie narody i państwa całego świata miały w tem oblężeniu zaangażowane swoje interesy. Polaków dotyczyły te sprawy bezpośrednio; sprawa polska musiała wypłynąć znowu, jako pierwszorzędny regulator losów Rosji.

 

Wojna japońska miała odsłonić wszechwładzę a nieudolność administracji rosyjskiej jeszcze gorzej od wojny krymskiej. Narazie wszechwładza popisywała się nienawiścią do instytucyj samorządnych i do wszelkiej akcji społecznej; doszło do takiego horrendum, jak wystąpienie władz rządowych przeciw ambulansom szpitalnym, ekwipowanym i wysyłanym przez ziemstwa. Minister spraw wewnętrznych, Plewe, zawzięty biurokrata, jął tępić podnoszący głowę ruch postępowy. Wkrótce zginął od zamachu, zostawiając po sobie przeszło 60.000 "przestępców politycznych" w więzieniach i na zesłaniach.

 

Niepowodzenia wojenne stały się potężną bronią w ręku opozycji. Po klęsce pod Liaugangiem (5 sierpnia 1904 r.) odczuto w Petersburgu, że nie można narażać się na coraz gorszą niepopularność, a następca Plewego, książę Światopełk-Mirskij, wydał hasło, że rząd musi pozyskać zaufanie narodu. Zgodzono się na zjazd prezesów wydziałów ziemstw, lecz w ostatniej chwili, kiedy uczestnicy wiecu zjeżdżali się już do Petersburga, pozwolenie cofnięto. Pomimo zakazu wiec odbył się jednak w lokalu prywatnym i powziął uchwały domagające się szeregu określonych wyraźnie swobód obywatelskich z reprezentacyjną formą rządu. Wszczął się ruch, który objął całe społeczeństwo. Zaczęto odbywać zjazdy za zjazdami, najrozmaitszych kategoryj, pod najrozmaitszemi firmami i pozorami, a coraz śmielsze wychodziły z nich żądania, nie zatrzymujące się bynajmniej na kwestji konstytucyjnej.

 

Wiadomości dochodzące z pola walki bywały coraz fatalniejsze dla oręża, odejmując zaś rządowi powagę, odsłaniały zarazem nieudolność, a nader często nieuczciwość administracji i rozszerzały "przestępcze" przekonanie, że chcąc, żeby Rosja wygrała wojnę, trzeba przenieść władzę na społeczeństwo. Sam Witte zawahał się i pod koniec roku 1904 uważał za stosowne paktować z samorządem. Zwrot ujawnił się w kwestji włościańskiej: we własnym swoim "memorjale o kwestji włościańskiej" zgadzał się poddać najniższe organa rządu kontroli samo- rządu lokalnego.

 

Zwrot ten dokonał się atoli za późno: dnia 2 stycznia 1905 r. padł Port Artura. Oburzenie powszechne, wyzyskane znakomicie przez skrajne żywioły, zamieniało się już w rewolucyjne wrzenie. Dopomógł do nieszczęścia zbieg okoliczności: Ażeby - jak mniemał w biurokratycznej naiwności - mieć robotników w swej mocy i przeciwdziałać socjalizmowi, organizował Plewe sam robotników przez swych agentów. Jedna z takich grup w Petersburgu, pozostająca pod przewodem popa Gapona, nie dała utrzymać się na wodzy. Ażeby nie stracić wpływu, musiał Gapon przystać na strajk (w putiłowskiej fabryce broni); nie koniec na tem: powstał pomysł, żeby robotnicy petersburscy udali się w pochodzie pod pałac carski z prośbą o audjencję dla swych przedstawicieli. Pomysł zapachniał już rewolucją i dlatego bardzo był popierany przez ogół robotników; ale podobał się i Gaponowi, który wyobrażał sobie, że pochód bezbronnych, zachowujących się spokojnie i prośba o przyjęcie u cara, prośba wiernopoddańcza, nie może być źle przyjętą, a jeżeli zostanie spełnioną, on będzie niewątpliwie należał do liczby reprezentantów i zwróci na siebie uwagę cara, a wypłynie u rządu, może przeto na tem zrobić karjerę. Z wiedzą władz, uprzedzonych dokładnie o wszystkiem, urządzony był pochód w "krwawą niedzielę" 22 stycznia 1905 r. Pochód był raczej jakby procesją, nawskroś religijną i monarchiczną, a jednak do tego pokojowego i legalnego pochodu kazano strzelać i urządzono wśród tłumu istną rzeź. Głupota biurokracji okazała się rzeczywiście bezdenną.

 

Przelana krew stała się najskuteczniejszą propagandą rewolucyjną. Wkrótce zaczęły się demonstracje studenckie, organizowały się różne grupy i warstwy, pełno było zebrań i petycyj, na wiosnę wybuchły pierwsze strajki. Rząd nie czuł się już na siłach, zwłaszcza gdy l0-dniowa bitwa pod Mukdenem (1-10 marca 1905 r.) skończyła się zupełną klęską Rosjan. Liczono jeszcze na wyprawę morską admirała Rożdestwienskiego, ale po straszliwej porażce pod Cuszymą (27 maja 1905 r.) zdecydowano się paktować z opinją publiczną i zapowiedziano zwołanie zgromadzenia prawodawczego.

 

Pierwszy brzask ustroju konstytucyjnego zaświtał już podczas rokowań pokojowych, wszczętych na propozycję prezydenta Stanów Zjednoczonych, Roosevelta, uczynioną 8 czerwca. Układy toczyły się w Ameryce, w Portsmouth, a przeciągały się długo, aż do początku września. Tymczasem wyszedł 19 sierpnia manifest, zapowiadający na styczeń l906 r. zwołanie "gosudarstwiennoj dumy", lecz z głosem doradczym. Nazwano ten projekt "liściem figowym dla absolutyzmu". Przywrócono atoli równocześnie autonomję uniwersytetom, ażeby uspokoić jakoś... najgłośniejszych. Nie przewidziano, co się stanie: odtąd służyły sale uniwersyteckie za miejsce zebrań dla rozmaitych korporacyj (kolejowców, robotników fabrycznych, lekarzy, a także dla dorożkarzy i t. d.), układających tam wieczorami petycje i przygotowujących szczegółowo programy... strajków. Od propagandy usuwano coraz bardziej partje umiarkowane; rewolucjoniści owładali coraz widoczniej sytuacją. Ogół sfanatyzowany był coraz bardziej utopjami specyficznego rosyjskiego socjalizmu, któremu socjalizm zachodni wydawał się czemś zbyt lękliwem i zacofanem. Mówiono nietylko o "socjalizacji" fabryk i ziemi, ale o zniszczeniu wogóle wszelkiej własności. Agitacja zmierzała coraz widoczniej do tego, żeby wywołać rewolucję nie polityczną, lecz społeczną rewolucję proletarjatu, którą przygotowywano "z krańcowością dochodzącą do rozpasania".

 

Podczas gdy rewolucja gotowała się do "czynu", dojrzewały układy w Portsmouth. Dnia 5 września 1905 r. zawarto pokój. Warunki były stosunkowo dobre dla Rosji: traciła tylko Port Artura, południową połowę wyspy Sachalinu i południową część kolei żelaznej wschodnio-chińskiej, uznając nadto hegemonję japońską nad Koreą, ale tracąc zarazem całą powagę na azjatyckim wschodzie. Azjaci zoczyli, że Rosja może być pobita.

 

Panazjatyzm, marzący o państwie uniwersalnem, o zagarnięciu Indyj i Chin, musiał się skurczyć w panslawizm; jeżeli państwo nie miało zaniechać ekspansji, kwestja bałkańska czekała znowu swej kolei. Pod wpływem liberalizmu, zmierzającego do ustroju konstytucyjnego, a więc opierającego się na wzorach, czerpanych z Zachodu, odżyło "zapadniczestwo", a związane w obozie opozycyjnym przez pewien czas z epigonami "słowianofilstwa", sprawiało, że panslawizm zmieniał się chwilowo na "neoslawizm". Różnica polegała na tem, że nie ograniczano się do Słowian bałkańskich, a wciągając w konstrukcje doktryny Słowiańszczyznę zachodnią, nie można było pomijać kwestji polskiej. Otóż w przeciwieństwie do panslawizmu nie skazywał neoslawizm Polaków na śmierć; dozwalał im za chować odrębność językową i kulturalną, a nawet dopuszczał autonomję narodową, pod dwoma warunkami: żeby kwesta polska pozostawała zasadniczo kwestja tylko wewnętrzną rosyjską i żeby zaniechać "fanatyzmu" katolickiego. Deliberacje około stosunków polsko-rosyjskich występowały na pierwszy plan rosyjskiego życia publicznego i z innych jeszcze powodów: Skoro już raz padło z wysokości tronu słowo o konstytucji, chociaż tylko z głosem doradczym, widocznem było, że rzecz nie da się już powstrzymać w biegu i że Rosja zaczyna nowy okres dziejów. Przebieg wojny japońskiej stanowił również stanowczą granicę czasów w polityce zewnętrznej. Wszyscy, również cudzoziemcy, odczuwali, że dzieją się wydarzenia epokowe, że przebieg ich stanowi o przyszłości Rosji, i związanych z nią interesami stron, na cały następny okres dziejowy. Rozumiano też powszechnie, że rozstrzygające znaczenie będzie mieć rozwój spraw wewnętrznych. Chodziło o to, czy Rosja zdoła zamienić się na państwo praworządne i zeuropeizować się w tem znaczeniu. Tyle widzieli i obserwowali wszyscy. Nie brak było umysłów patrzących głębiej, zastanawiających się nad społecznym rozwojem Rosji - stawiających kwestję w formie zagadnienia, czy odrodzi się społeczeństwo rosyjskie?

 

Nie o to rzecz idzie, do jakiego kierunku społeczeństwo to przyłączyłoby się ostatecznie - lecz o to, czy posiędzie ono wogóle wartość kulturalną, czy ocali się z rozkładu, jakim jest dotknięte. Ta kwestja odrodzenia Rosji stawała się dla nas sprawą pierwszorzędną, od której wiele innych doniosłych poglądów musiało zależeć.

 

Odradzają się społeczeństwa wschodnie wogóle tylko przez religję. Nigdy żaden naród nie podniósł się tam z moralnego upadku inaczej, jak dokonawszy wpierw reformy swej organizacji religijnej. Przypuściwszy, że prawosławie zdolne jest do odrodzenia i że odrodzenie Cerkwi rosyjskiej odbywałoby się bez przeszkód, ułożyć można następujące obliczenie:

 

Od postanowienia i opracowania reformy seminarjów duchownych, która musi być kamieniem węgielnym wszystkiego (a są te seminarja gniazdami zepsucia, co uznają sami Rosjanie), do przeprowadzenia jej licząc lat 10, na wypuszczenie w świat pierwszych wychowanków po reformie doliczając lat 5, na ich działalność po parafjach lat 15, zanimby okazały się pierwsze reformy owoce, - przyjąć musimy, że całe pokolenie, lat 30, minie, zanim tu i ówdzie nieliczni duchowni nowej szkoły okazaliby w praktyce, jak reformę społeczną rozumieć i czego się po niej spodziewać. Duchowni ci, pierwsi pionierzy reformy, byliby rari nantes in gurgite vasto, jako wyjątkowe okazy. Liczba ich zwiększałaby się z roku na rok, a coraz bardziej w miarę, jak reforma ogarniałaby coraz znaczniejszą ilość seminarjów. Zważywszy ogrom obszarów i ludności, przynależnej do prawosławnej Cerkwi, musimy doliczyć przynajmniej (optymistycznie) lat 20 na rozpowszechnienie się zreformowanego duchowieństwa po całym kraju - a potem dalszych lat 30, ażeby dorosło wychowane przez nich nowe pokolenie społeczeństwa. Wypada lat 80, i to w rachunku nie uwzględniającym żadnych trudności, żadnych przeszkód, w obliczeniu ściśle akademickiem - lat 80 od postanowienia reformy seminarjów duchownych, na którą ani teraz jeszcze wcale się nie zanosi. Gdy się na nią zaniesie, wtedy odrodzenie Rosji stanie się kwestją... dla naszych potomków w trzeciem pokoleniu, o ile odrodzenie rozpoczęte zdołałoby dobiec szczęśliwego końca.

 

.Rosjanie sami pełni byli naogół otuchy: rewolucjoniści oczekiwali, że za kilka kwartałów stanie Rosja na czele nowego okresu cywilizacji, dając narodom całego świata przykład nowego ustroju; umiarkowani cieszyli się, że zasadzono ziarnko gorczyczne konstytucji, z którego samą siłą bezwładności "postępu" wyrośnie już wszystko, co trzeba; reakcjoniści wierzyli mocno, że "gorączka" przeminie i społeczeństwo rzuci się tem chętniej w ramiona caryzmu, ale ze zreformowaną... biurokracją. Neoslawiści widzieli Rosję, pogodzoną z Polską (która wyleczy się z "fanatyzmu łacińskiego"), na czele całej Słowiańszczyzny - a skoro będzie tak potężną, czemużby nie miała odrobić klęski japońskiej i rozpocząć potem szczęśliwie okres jakiego "neoazjatyzmu"? Żaden neoslawista nie zarzekał się dalszych zaborów w Azji; żaden panazjata nie rezygnował z Bałkanu, bo stamtąd spodziewał się nabrać sił do dalszych przedsięwzięć. Wschód "bliższy" miał stać się chronologicznie bliższym... etapem nabierania sił w historycznym pochodzie... wszędzie i dokądkolwiek, żeby brać "Konstantynopol i Indje i co się zdarzy".

 

Marzenia narodu rosyjskiego nie zmieniały się w zasadzie nic a nic. Psychika pozostawała ta sama - bo psychika zmieniać się może tylko na tle reformy moralnej, a ta niemożliwa poza reformą religijną. Bez postępu moralnego wszystko było złudzeniem. Ulegano temu złudzeniu silnie; ulegali zaś nawet najsilniejsi.

 

Dla optymistycznie usposobionego ogółu rosyjskiego kwestja rozpadała się na dwie części: na odrodzenie siły polityczno-militarnej Rosji i odrodzenie wewnętrzne, t. j. złamanie absolutyzmu. Jedno i drugie łączyło się z kwestja polską.

 

Nadwerężona klęskami siła polityczna Rosji stawała się poniekąd zależną od sprawy polskiej, zwłaszcza, jeżeli pokonana na "Dalekim", pragnęła odegrać się na "Bliskim Wschodzie"; dużo musiało tu zależeć od stosunku do państw rozbiorowych, do Austrji i Prus, a kombinacje te wysuwać musiały kwestję polską. "Neoslawizm" nabierał znaczenia praktycznego.

 

Jeżeli Rosja pragnęła zapomocą zwrotu na Bałkan odzyskać utraconą w wojnie japońskiej powagę państwową, musiała liczyć się z dawnym współzawodnikiem w kwestji bałkańskiej, z Austrją. Wszystko mogło zależeć od stanowiska, jakie zajmie Rzesza Niemiecka, czyli w praktyce Prusy, wobec współzawodnictwa Rosji i Austrji. W razie gdyby cesarstwo niemieckie stanęło obok Austrji, a przeciw Rosji - cała nadzieja Rosji mogła tkwić tylko w poruszeniu kwestji polskiej. Do tego musiano się w Petersburgu przygotować zawczasu, tem bardziej, że również mogłyby Austrja i Niemcy użyć tego samego środka przeciwko Rosji. Stawała się tedy sprawa polska wykładnikiem stosunków zewnętrznych Rosji; bez załatwienia sprawy polsko-rosyjskiej niemożliwem stało się zewnętrzne odrodzenie Rosji, odzyskanie poprzedniego stanowiska mocarstwowego.

 

Również atoli sprawa nasza stawała się wykładnikiem odrodzenia wewnętrznego dla Rosji, przynajmniej o ile chodziło o przyjęcie ustroju konstytucyjnego. Szczerość zamiarów rządu w tej dziedzinie lub nieszczerość miała - narazie przynajmniej - znakomite kryterjum w stosunku rządu do Polaków. Kongresówka nie bez przyczyny uchodziła za gniazdo czynowniczych nadużyć rządów biurokratycznych, ucisk zaś, panujący w tym kraju - za fortecę reakcyjności rosyjskiej; wszyscy uważali też stosunek Petersburga do sprawy polskiej za rodzaj politycznego barometru. Wielu Rosjan uważało załatwienie "sporu polsko-rosyjskiego" za niezawodną drogę do odrodzenia tak zewnętrznego, jako też wewnętrznego Rosji i za niezawodny kamień węgielny nowego świetnego okresu dziejów Rosji.

 

"Załatwienie" sprawy wyobrażano sobie rozmaicie - od autonomji politycznej Kongresówki i zupełnego narodowego równouprawnienia w Krajach Zabranych, poprzez rozmaite szczeble aż do rozmaitych pomysłów... wyprowadzenia nas w pole, po chwilowem wyzyskaniu. To pewna, że kwestja polska stała się rzeczywiście probierzem rosyjskiej kultury państwowej.

 

Inicjatywa do "usunięcia sporu" wyszła od społeczeństwa. Pod koniec kwietnia 1905 r. odbył się w Moskwie "przyjacielski zjazd polsko-rosyjski" z inicjatywy Rosjanina ks. Szachowskiego i Polaka Aleksandra Lednickiego. Zjazd uznał zasadę autonomji Kongresówki z odrębnym sejmem, tudzież obywatelskiego i narodowego równouprawnienia Polaków w prowincjach rusko-litewskich. Odzywały się tam istne porywy zapału, głosy pełne wiary, głoszące, że "z Rosji wezmą początek nowe wielkie ideje powszechnej swobody. Zmienią one objawione niegdyś światu przez Metternicha i Bismarcka ideje ujarzmiania jednych przez drugich prawem siły pięści. Oto kroczy wielka nowa epoka wielkich nowych idej! Kroczy wraz z niemi wolna Rosja!"

 

Tymczasem rozchodziły się wieści o niechęci, jaką hasło pojednania Polski i Rosji budzi w Wiedniu, a jeszcze więcej w Berlinie. Faktem było, że w styczniu 1905 jeden z poważnych przedstawicieli społeczeństwa polskiego w Krajach Zabranych miał z Wittem rozmowę, która zeszła i na sprawę polską. Wśród innych rzeczy powiedział Witte przy tej sposobności, że osobiście żadnych uprzedzeń nie ma, ale "u nas" (t. j. w Komitecie ministrów) ważnym argumentem przeciw wszelkim ustępstwom na korzyść Polaków jest to, że rząd niemiecki uważa za rzecz niezbędną ograniczanie praw ludności polskiej. Toteż ogólnie łączono dwie ówczesne podróże książąt z domu Hohenzollernów do Petersburga ze sprawą polską - a faktem znowu jest, że tak po odwiedzinach księcia pruskiego Leopolda, jak po następnej wycieczce (w marcu 1905) brata cesarskiego, księcia Henryka, do Carskiego Sioła, odzywać się poczęły w Petersburgu glosy nam niechętne. Faktem jest również, że w sferach najwyższych pruskich i rosyjskich nastąpiła wymiana zdań w kwestji polskiej. Latem 1905 odbył się w Swinemunde nad morzem Niemieckiem zjazd cara Mikołaja II z cesarzem Wilhelmem II, na którym Wilhelm oświadczył, że w razie nadania autonomji Kongresówce przekroczy 200.000 żołnierza pruskiego granicę i zajmie Kongresówkę. Pogłoski o interwencji Austrji i Prus w Petersburgu przeciw interesom polskim pojawiły się w prasie europejskiej we dwa lata potem, wiosną 1907 r. Już w drugiej połowie r. 1905 wystąpiło zaś na widownię coś innego, a mianowicie wysocy dostojnicy rosyjscy nie wahali się odzywać, że woleliby oddać Kongresówkę Prusom, niż nadawać jej autonomję - a równocześnie generał-gubernator warszawski, osławiony karjerowicz Skałłon, uważał za stosowne odzywać się głośno z ostrzeżeniem Polaków, żeby nie stawiali żadnych żądań, bo niedaleko stoją pułki pruskie, które on może przyzwać. Nasze "tendencje separatystyczne" względem Rosji miały być powściągnięte w danym razie pruską okupacją - i nie żenowano się zapowiadać tego niemal publicznie. Nie ulega wątpliwości, że istniała grupa wśród najwyższej biurokracji rosyjskiej, gotowa odstąpić Królestwo Polskie Prusom, pozostająca w bardzo bliskich z Berlinem stosunkach, czego szczególnym objawem było i to, że prasa berlińska ogłaszała nieraz o jeden dzień wcześniej artykuły rządowe Petersburga!

 

Na takiem tle przeszło lato 1905. We wrześniu odbył się w Moskwie zjazd przedstawicieli ziemskich i miejskich, domagający się powszechnego prawa głosowania przy wyborach do zapowiedzianej Dumy, pewnej autonomji krajów, wchodzących w skład cesarstwa rosyjskiego, a obok tego specjalnej opieki nad stanem robotniczym i włościańskim z prawem żądania... przymusowej sprzedaży własności prywatnej na korzyść bezziemnych i małoziemnych włościan. Uchwalono między innemi rezolucję, przyznającą Królestwu Polskiemu autonomję, "jako ciału związanemu państwowo z Rosją".

 

Nadeszła wiadomość o pokoju, zawartym w Portsmouth (5 września 1905). Rosja mogła się poświęcić na jakiś czas wyłącznie reformom wewnętrznym i załatwieniu "sporu polsko-rosyjskiego". Malała atoli ilość tych, którzy podzielali bez zastrzeżeń zdanie Sergjusza Trubeckiego, że "wolna Polska Rosji niezbędna", mnożyły się natomiast zastępy Rosjan, umiejących i chcących "wyeskamotować każdą ideę po czynowniczemu". Odezwał się atoli niespodzianie i w konserwatywnym obozie głos ostrzegający, a bardzo groźny: Oto współpracownik "Nowego Wremieni", Konstanty Apollonowicz Skałkowskij, przepowiadał, dowiedziawszy się o pokoju portsmouthskim, że wybuchnie rewolucja, że Duma zostanie owładnięta przez żywioły rewolucyjne, a państwo będzie przywiedzione do stanu zupełnego rozkładu, a "z Rosji zostanie tylko tyle, ile było na początku, za Iwana Kalety". "Jest to bardzo możliwe - mawiał - wobec zupełnej niezdatności rządu, wobec jego nieobliczalności, braku jakiegokolwiek systemu i jakiejkolwiek stałej polityki, któraby widziała choćby trochę poza koniec własnego nosa".

 

Zawarłszy pokój, miała tedy Rosja zdać egzamin ze swej zdatności do odrodzenia. Wezbrały żywioły postępowe i były niewątpliwie wówczas górą. Ale wśród nich górą były żywioły skrajne, jak się to zapowiadało już na owym wrześniowym zjeździe w Moskwie. Stronnictwo "konstytucyjno-demokratyczne" (K-D, stąd krótko zwani "kadetami"), które kierowało dotychczas "ziemcami", zaczyna ulegać licytacji o popularność, o wpływy wśród warstw jak najszerszych, a przychyliwszy się do "postulatu" przymusowego wykupienia latyfundjów i rozprzedania ich pod jak najłatwiejszemi warunkami włościaństwu, zadekretowało samo o swem unicestwieniu, oddając się zwolna pod komendę skrajnych skrzydeł.

 

W październiku 1905 r. wybuchła rewolucja owa, która miała być "swoistą rosyjską", nie naśladującą francuskiej wielkiej, a większa od niej, krwawsza, sroższa. Zapowiedź wypełniła się. Forma rewolucji była nową, jakkolwiek nie oryginalnego pomysłu: był to rokosz w formie strajku powszechnego, w którym wzięły udział wszystkie stany, wszystkie rodzaje zajęć, nawet lekarze i aptekarze! Po wsiach wyuzdanie rewolucyjne przeszło w "delirjum agrarne", podczas gdy przeprowadzony z największą ścisłością powszechny strajk kolejowy podciął wszystkie arterje nowoczesnego życia w całem państwie. Zastrajkowali też studenci, a kiedy prof. moskiewskiego uniwersytetu, ks. S. Trubeckoj, wyraził wątpliwości, czy to postępowe i korzystne, jeżeli młodzież wprowadza walkę stronnictw w mury uniwersytetów (z powodu "mityngów"), odpowiedziano mu ze strony młodzieży, że "interesy społeczne są wyższe, jak naukowe".

 

Strajk, szerząc się stopniowo, doszedł punktu kulminacyjnego w dniach 13-15 października 1905 r. Zamknięte były nie tylko fabryki i warsztaty, ale i sklepy, apteki, nie funkcjonował ani nawet wodociąg. Wtenczas powstała w Moskwie pod opieką policji kontrorganizacja, przeciw rewolucji niby tylko, a w rezultacie przeciw wszystkiemu, co policji niemiłe, organizacja; t. zw. czarnych sotni (która urządziła 14 października istne oblężenie uniwersytetu w Moskwie). Pełno było barbarzyństwa w tym strajku, odmawiającym ludziom literalnie ognia i wody. Zapisać należy, jako fakt pierwszorzędnego znaczenia historycznego, że ruch ten nie przekroczył Dźwiny i Dniepru - linja ta nie przestała być granicą dwóch kultur.

 

Tegoż jeszcze miesiąca, dnia 30 października 1905 r., wyszedł wreszcie manifest carski, całkiem różny od poprzedniego:

 

Przyznano wreszcie nietykalność osób, wolność stowarzyszania i zgromadzania się, tudzież zupełną wolność wyznań. Zapowiedzianej Dumie przyznano moc prawodawczą, określając wyraźnie, że żadna ustawa nie może mieć w państwie mocy obowiązującej, jeżeli jej nie uchwali Duma; przyznano nawet Dumie prawo kontroli nad władzami administracyjnemi. Rozszerzano zarazem wielce prawo wyborcze, w stosunku do nadanego manifestem poprzednim, a przyrzekano, że w przyszłości zaprowadzi się powszechne.

 

"Tylko niewielka garstka szczerze przyklasnęła manifestowi. Socjaliści raczej udawali zadowolonych... w Wittem poczuli wroga, bądź co bądź niebezpiecznego i sprytnego. Gdyby zapowiedziane reformy były zaprowadzone szybko w życie, straciliby grunt pod nogami". Chwycili się tej taktyki, że "dowodzili, iż naród odniósł pierwsze zwycięstwo nad rządem, że jednak nie można składać oręża", tem bardziej, skoro grozi niebezpieczeństwo, żeby "partja liberalna", "burżujna", nie wyzyskała dla siebie "zwycięstwa ludu".

 

Słusznie powiedziano, ze "chwila ogłoszenia manifestu miała zadecydować, czy rewolucja rosyjska pod kierownictwem liberałów przybierze formę racjonalnej walki o prawa polityczne, czy porwana przez elementy skrajne dojdzie do anarchji. Stało się to ostatnie". Po strajkach, po rewolucyjnych manifestacjach i pochodach wybuchły "pogromy": w stolicach pogromy inteligencji i studentów, na prowincji Żydów - z udziałem, i to czynnym, policji. To czarne sotnie mordowały wichrzycieli, stanęły w obronie caryzmu. Chłop rosyjski, filar czarnych sotni, "gdy poczuje, że wszelkie pęta, tamujące jego wolę, spadły, gdy pozostaje swobodnym wobec swej własnej ciemnoty, staje się siłą niszczącą, która w tę lub inną stronę może być skierowaną".

 

Wobec anarchji zwrócił się rząd o pomoc do partji liberalnej lecz okazało się, że "inteligencja liberalna jest nieliczną, bez znaczenia i wpływu, pozbawiona i zdolności i sposobów do szerszego działania na lud"; okrzyczano ją jako partję burżuazyjną, która dba tylko o własne interesy. W ciemnocie ludu tkwiła prawdziwa groza położenia. "Rozruchy agrarne stanowiły najstraszniejsze niebezpieczeństwo dla państwa. Sposób, w jaki one się przejawiają, jest wprost zastraszającym. Niszczenie dworów, wyrzynanie bydła, kaleczenie koni przez wyrywanie im ogonów i języków, dzikie orgje, urządzane wśród krwi i pożóg - są to obrazki godne czasów najścia Tatarów".

 

A jednak szczyt rewolucji miał dopiero nadejść - w "grudniowych dniach" w Moskwie i na Kaukazie. Dnia 7 grudnia wyszedł manifest "zjednoczonych organizacyj rewolucyjnych", ogłaszający na nowo powszechny strajk "polityczny". "Liczono na to, że i wojsko przejdzie na ich stronę, że strajk kolejowy uniemożliwi przysłanie wojska w pomoc, że z Moskwą powstanie razem i Petersburg. Wszystko to zawiodło i stąd klęska". Tych kilka dni, 20-27 grudnia, było istnem piekłem w Moskwie, wyuzdaniem obydwóch zwalczających się terrorów, rewolucyjnego i rządowego. Ostatecznie rewolucję stłumiono, ale wtedy rząd sam zamienił się w "partję zaciekłą". Okazało się, że "zarówno rząd, jak i rewolucja nie mają siły twórczej, zawierają w sobie tylko siłę burzenia i destrukcji". Rząd zdobył się tylko na długą serję krwawych "sądów wojennych" i na "ekspedycje karne" przeciwko zbuntowanym okolicom (np. przeciw Łotyszom inflanckim, gdzie oddano wojsko rosyjskie na usługi baronów niemieckich) - a czyny te nie ustępowały co do stopnia bestjalstwa najbardziej wyuzdanym orgjom rewolucyjnym motłochu. Etycznie i politycznie okazały się obie strony... ambo meliores.

 

Rok 1906 zaczął się pod znakiem wyborów do pierwszej "Dumy państwowej". Udział wyborców był nieznaczny, bo wybory były dwustopniowe, pośrednie (t. j. obywatel jest tylko "prawyborcą"; wybiera się "wyborców", a ci dopiero wybierają posła), a przytem dozwolono agitacji wyborczej tylko organizacjom reakcyjnym i "Związkowi 30 października". Ten był czemś pośredniem pomiędzy Związkiem konstytucyjno-demokratycznym (znak skrótu: K-D, stąd zwani "kadetami"), a organizacją "istinno russkich", zwanych po prostu "czarną sotnią", bo były to organizacje pod patronatem policji powstałe, złożone w znacznej części ze szumowin społecznych, gotowych do wszelkich wybryków, które uchodziły im bezkarnie. Władze dopomagały stronnictwom "prawicy" w przeróżny sposób, a także masowem aresztowaniem żywiołów postępowych. Pomimo to wynik wyborów stanowił wielki triumf "lewicy", tak dalece, iż "kadeci" stanowili w pierwszej Dumie środek, podczas gdy za nimi dopiero zaczynała się lewica, pełna rewolucjonistów z zasady, dla których rewolucja nie środkiem była, lecz celem.

 

Dnia 10 maja odbyło się zagajenie rosyjskiego parlamentu, a 22 lipca rząd go rozwiązał. Już w czerwcu stosunki były naprężone, aż pękła struna z powodu odezwy w sprawie agrarnej, gdy większość zażądała przymusowej eksproprjacji większej własności. Wnet zapowiedziano wybory do drugiej Dumy. Łudził się dwór, że otrzyma parlament powolniejszy. Hasłem wyborczem stało się, że "druga Duma stwierdza i kontynuuje nieprawnie przerwane dzieło pierwszej".

 

Dwór i wysoka biurokracja straciły zupełnie głowę. W ciągu 20 miesięcy miała Rosja pięć ministerstw (Swiatopełk-Mirskij, Bułygin, Witte, Goremykin, Stołypin, premierowie). Nawet potulni "październikowcy": poczynali się burzyć, a najinteligentniejsi z nich przechodzili do opozycji (z Szipowem, Stachowiczem i Guczkowem na czele). Przewidywano już powszechnie katastrofę Rosji. Najdalej posunął się w pesymizmie ów publicysta Konstantyn Skałkowskij (konserwatysta!), który przepowiadał, jako "z Rosji zostanie tylko tyle, ile było na początku za Iwana Kalety".

 

Druga Duma obradowała do 16 czerwca 1907, rozwiązana z powodu stanowiska 55 kadetów w sprawie o wydanie posłów socjalistycznych, obwinionych o spisek. Teraz zarządził rząd duże zmiany w prawie wyborczem, mające już wystarczyć do wydania parlamentu uległego biurokracji. Dwór nie zamierzał pierwotnie rozpisywać nowych wyborów, ale zdecydowali wielcy finansiści zagraniczni, odmawiając pożyczki, jeżeli Rosja nie będzie posiadać ustroju reprezentacyjnego. Natenczas wynalazł Stołypin formułę "samowładztwa reprezentacyjnego". Duma miała posłużyć za reprezentacyjne podłoże dla "samodierżawia", za parawan dla czynownictwa.

 

Wychodziły "postanowienia obowiązujące", nakładające ciężkie grzywny i karę więzienia za krytykę rozporządzeń rządowych. Nadto wpadło się na pomysł niezmiernie znamienny dla pojęć rosyjskich: Oto zakazano tworzyć stronnictwa bez pozwolenia rządu. Ministerstwo stanęło na tem stanowisku, że stronnictwo jest stowarzyszeniem, a zatem potrzebuje zezwolenia władzy, t. zw. legalizowania; inaczej jest stowarzyszeniem tajnem i podpada pod kodeks karny. Kadetom odmówiono legalizowania, tem bardziej prawdziwej lewicy. I otrzymano w listopadzie 1907 Dumę, w której zasiadało ledwie 33 kadetów, 113 październikowców, a 189 prawicowców, t.j. posłów, wrogich systemowi parlamentarnemu, zbratanych po większej części z czarnemi sotniami.

 

Nawet taką Dumę postanowił rząd zdepopularyzować. Drobiazgi kancelaryjne wnosił rząd do Dumy, żeby ją ośmieszyć i wykazać, że chociaż jest "pracowita", ale właściwie niepotrzebna; to zaś, co winno być zależnem od parlamentu, to załatwiano bez niego po kancelarjach ministerjalnych. Biurokracja miała więc po dawnemu władzę prawodawczą, podczas gdy Dumie dawano do załatwiania biurokratyczne "kawałki". Ministerstwo przygotowało dla Dumy aż 375 "projektów do ustaw", takich, jak np.: "O prolongacie pełnomocnictw dla ministra finansów w sprawie określania podatku od dziesięciny ziem ugorujących i nieuprawianych w kraju turkestańskim", "O przekształceniu urzędów wojennych gubernatorów Akmolińskiego i Semipałatyńskiego w urzędy gubernatorów"; "O uregulowaniu sprawy zarządu cerkwi Zmartwychwstania w Petersburgu" i t. p.

 

W postępowaniu władz zapanowała taka reakcja, iż nawet niedawny minister spraw wewnętrznych, książę Światopełk-Mirskij, wybrany sędzią pokoju w powiecie charkowskim, nie został zatwierdzony jako zbyt liberalny. Uniwersytety straciły resztkę autonomji; do kijowskiego wyznaczono dziesięciu stójkowych, żeby utrzymywali tam "porządek". Car przyjmował raz wraz na audjencjach prywatnych delegacje rozmaitych "istinnych", honorując ich demonstracyjnie. Minister finansów, Kokowcew, użył w kwietniu 1908 w Dumie wyrażenia: "Chwała Bogu, nie mamy jeszcze parlamentu !". Wydatki ministerstwa oświaty wynosiły wówczas mniej, niż kiedykolwiek przedtem w Rosji, bo zaledwie 2-3°/o całego budżetu. Ale zato liczba zesłańców wynosiła z końcem 1907 r. osób 74.623, w czem politycznych 88 (ośmdziesiąt ośm) odsetek.

 

Rządy sprawowali ludzie, którzy nie umieli sobie dać rady z opryszkami. Okazało się to na przykładzie w Kongresówce: Było tam urzędów pocztowych wogóle nie wiele, bo w całym kraju niespełna 600. Ponieważ władze nie umiały sobie dać rady z bandytami, napadającymi na poczty, wymyśliły nader prosty sposób, żeby pieniądze pocztowe nie ginęły: oto zwijano urzędy pocztowe! Do stycznia 1908 r. zamknięto ich już około 200!

 

Wobec Polaków zajmowano stanowisko stanowczo nieprzyjazne, przyjaźniąc się natomiast ostentacyjnie z Prusami. Generał-gubernator Skałon zasłużył sobie wówczas na spopularyzowany szybko przydomek "margrafa warszawskiego"; mniemano powszechnie, że pozostaje on na żołdzie Berlina wraz z całym szeregiem wyższych dostojników rządowych w Kongresówce. Kiedy pruska ustawa o wywłaszczeniu wywołała w Warszawie hasło bojkotu towarów pruskich, Skałon zabronił w tej sprawie odezw, a cenzura konfiskowała artykuły w gazetach. Kiedy dnia 23 kwietnia 1907 r. wniesiono do Dumy projekt autonomji Królestwa Polskiego, półurzędowa "Rossija" nazwała to "szarpaniem Rosji na sztuki", a nawet kadeci zażegnywali się od projektu tego, jako mogącego wywołać "bardzo poważne zawikłania międzynarodowe", przyczem miano na myśli Prusy. W Wilnie zakazano nabożeństwa żałobnego za duszę Mickiewicza; w Warszawie nie pozwolono uczcić setnej rocznicy urodzin Słowackiego! Pozamykano wszystkie szkoły prywatne, pozakładane przez "Macierz Szkolną", o polonizacji zaś szkół publicznych nie chciano ni słyszeć. "Istinni" nosili się z projektem, żeby zakazać na nowo na Litwie i Rusi nabywania ziemi "osobom polskiego pochodzenia" (zakaz obowiązywał od r. 1864 do r, 1905). Nad wszystkiem jednak górowała wniesiona do trzeciej Dumy sprawa odłączenia ziemi Chełmskiej od Królestwa polskiego. Rząd prowokował Polaków, sądząc, że przepłynie przez fale rewolucyjne bez szwanku, jeżeli odwróci uwagę ogółu w inną stronę; wymyślał tedy polskie "niebezpieczeństwo" dla państwa, ażeby polonofobią zagłuszyć wołania o rządy konstytucyjne.

 

Obmyślano środki i na większą skalę, żeby opinji publicznej dać zajęcie poza sprawami o reformy wewnętrzne. Większość Dumy zgodziła się na powrót do polityki czynnej na Dalekim Wschodzie, uchwalając wczesną wiosną 1908 r. natychmiastowe rozpoczęcie budowy kolei żelaznej amurskiej. Tegoż jeszcze roku wymagały wypadki, żeby zająć określone stanowisko wobec spraw bałkańskich, gdy w październiku 1908 r. Bułgarja ogłosiła się królestwem (bez uprzedniej wiedzy i zezwolenia petersburskiego ministerstwa spraw zewnętrznych), Austrja zaś przystępowała do aneksji "okupowanej" Bośnji i Hercegowiny. Tusząc, że wrzenie wewnętrzne zatopi się w przedsięwzięciu zewnętrznem, a zwycięska wojna podniesie na nowo urok rządu carskiego, gotowano się do wojny z Austrja; jakoż wisiała na włosku. Nie dopuściły do niej Niemcy, zapowiadając, że staną po stronie Austrji. Rosja potrzebowałaby w takim razie pomocy od Francji, ta zaś nie była do wojny gotowa, Rosja zaś sama nie odważyła się na wojnę. Po raz wtóry (od r. 1888) wojna europejska została odłożoną...

 

Z końcem roku 1908 i na początku 1909 r. ścierały się w Rosji dwa prądy co do polityki zagranicznej. Najpoważniejsze organy prasy rosyjskiej nie tylko poczęły nawoływać od odwrotu wobec Austrji, ale pojawiały się nawet pomysły dążenia do sojuszu "dwóch największych państw słowiańskich" przeciwko Prusom. Na czele tego prądu stanął generał Kuropatkin, rzucając hasło, że jedynym istotnym wrogiem Rosji są Prusy. Z drugiej strony pojawił się oryginalny doprawdy pomysł, żeby Duma wydała odezwę do ludów i parlamentów przeciwko Austrji (pod pozorem chęci utrzymania pokoju), pomysł o mało co nie wykonany, a świadczący dobitnie, jak Rosjanie nie mieli pojęcia o parlamentaryzmie i stosunkach międzynarodowych (tekst odezwy był już nawet podpisywany i opublikowany).

 

W kwietniu 1909 r. minęło już niebezpieczeństwo wojny. Okazało się, że Rosja nie zdoła wojny prowadzić, Austrja zaś stała się jeszcze bardziej zależną od Berlina. W publicystyce rosyjskiej zatraciła się całkowicie orjentacja antypruska; natomiast głośno było o zamierzanej sprzedaży (sic! sprzedaży) Kongresówki Prusom. Zajęto się też redukowaniem ilości mandatów polskich do Dumy! Skrajna prawica zgłosiła nawet wniosek, żeby z Litwy i Rusi nie wolno było wybrać polskich posłów więcej, jak trzech. Stołypin oświadczył, że w zasadzie godzi się na ten projekt, ale sądzi, że lepiej odłożyć sprawę do roku przyszłego, by można było wygotować całą nową ordynację wyborczą antypolską. Stało się to jednak tegoż jeszcze roku; ilość krzeseł w Dumie dla Polaków zredukowano ustawowo w taki sposób, że nawet w razie najlepszych szans wyborczych nie mogło ich być nigdy ponad 20.

 

Stosunek rządu do sprawy polskiej stanowił zawsze dokładne i niezawodne kryterjum stosunku jego do prądu konstytucyjnego, bo Polacy stali i w pierwszym szeregu konstytucjonalizmu i najlepszą stanowiliby oporę dla tej formy rządu. Im bardziej pragnęła władza utrzymać rządy czynownicze, tem bardziej prześladowała Polaków. Jakoż prześladowanie narodowe srożyło się coraz bardziej, i coraz bardziej dawały się we znaki samejże Rosji rządy policyjne. Reakcja posunęła się tak dalece, iż nawet potulni i niewiele wymagający "październikowcy" przechodzili do opozycji.

 

Czwarta Duma miała w .sobie więcej pierwiastków opozycyjnych, niż trzecia, i to pomimo barbarzyńskiego nacisku podczas wyborów. Schodziły lata 1910 i 1911 na procesach i zamachach, stanowiących już powszednie zjawisko w każdej mieścinie rosyjskiej, na ograniczaniu coraz surowszem praw obywatelskich, na jawnem przywróceniu gubernatorskiej wszechwładzy i na zabijaniu czasu w Dumie na śmiesznych drobiazgach. Stronnictwa reakcyjne miały za to wolną rękę, a stawszy się narzędziami policji, dolewały oliwy do ognia powszechnego niezadowolenia. Wszyscy wiedzieli, że kraj gotuje się do nowej rewolucji. Rząd próbował terrorem działać zapobiegawczo, a stronnictwa skrajniejsze czyniły przygotowania do nowej akcji na większą skalę, dopomagając sobie tymczasem również terrorem. Walka toczyła się wszędzie, w korporacjach, w prasie i na ulicy.

 

Dwór znalazł się nieraz w położeniu bez wyjścia, a nawet skrajni reakcjoniści, jeśli byli obznajomieni lepiej z warunkami życia publicznego, zdawali sobie już sprawę z tego, że prądu rewolucyjnego nie da się wstrzymać na stałe; ponieważ zaś bezwarunkowo nie chciano wprowadzić poważnie i prawdziwie ustroju konstytucyjnego, więc poczynano znowu tęsknić za wojną, jako rzekomym środkiem na usuwanie kłopotów wewnętrznych państwa. Im bardziej pewna grupa była reakcyjną, tem bardziej bywała wojowniczą; "istinnych" zamienił rząd na prowokatorów, dążących jawnie do wywołania wojny z Austrją, pomimo doświadczeń z roku 1908.

 

Chroniczne od kilku lat zawikłania austrjacko-bałkańskie, na które liczono w Petersburgu, iż dostarczą wreszcie sposobności do korzystnej dla Rosji akcji zewnętrznej - rozwikłały się tymczasem jesienią 1912 roku w ten sposób, że państwa Bałkanu sprzymierzyły się nie przeciw Austrji, lecz przeciw Turcji. W wojnie bałkańskiej dawała Austrja chętnie Rosji "dobry przykład" neutralnego zachowania się, bo w tym wypadku wszelka zwłoka wzmacniała Austrję, osłabiała zaś Rosję. Wojna bałkańska, tocząca się bez interwencji Rosji, musiała tą izolować politycznie. Sprzymierzeniec rosyjski, Francja, pragnęła atoli tak samo, żeby Rosja zachowała neutralność, a jeszcze bardziej zależało na tem Anglji. Państwa te, mając poddanych muzułmańskich, popadły bowiem w okoliczności, wobec których nie chciały przykładać ręki do niczego, co wychodziłoby na szkodę Turcji. Nie mogła przeto Rosja stanąć tym razem przeciwko Turcji, bo byłaby miała całą niemal Europę przeciw sobie, i mogłaby utracić francuskiego sprzymierzeńca.

 

Wojna bałkańska wywołała niespodzianie rozłam słowiańskich sojuszników. Turcję pokonano, lecz o łupy po niej pokłócono się. W połowie listopada 1912 r. zajęli Serbowie Nowy Bazar i odtąd szczęście wojenne sprzyjało Słowianom bałkańskim trwale; wkońcu Serbowie i Bułgarzy gospodarowali nie tylko w Macedonji, ale aż za Adrjanopol - ale też wtedy wybuchnęła wojna pomiędzy nimi. Serbowie w łączności z Rumunją i Grecją rzucili się na Bułgarów. We wrześniu 1913 r. Bułgarja była już pokonana, a granice jej obcięto do niemożliwości.

 

Wszystko to stało się bez interwencji Rosji. Sam fakt, że Rosja nie stanowiła decydującego czynnika w rozwikłaniu sytuacji na Bałkanie, stanowił dla Rosji klęskę. Rosja, zmierzająca do Konstantynopola, znalazła się poza ewolucją dziejową półwyspu bałkańskiego!

 

Nie zaniechała wyzyskać tego opozycja. Niedołęstwo rządu na wewnątrz i zewnątrz było jednakowe, a tak jaskrawe, tak widoczne dla każdego, że nowa sesja Dumy przesunęła się od listopada 1913 roku znów na lewo. Rząd nie wysnuł jednak z tego wniosku innego, jak tylko, że trzeba będzie zaprowadzić jeszcze sroższe prześladowanie wszelkiej opozycji i... Polaków. Wiosną 1914 r. część prasy wskazywała- często na niebezpieczeństwo zagrażające Rosji ze strony Niemiec i na konieczność zaniechania zgubnej polityki antypolskiej, lecz głosy te pobudzały sfery rządowe do tem większej zaciekłości. Sławny był w marcu 1914 r. proces, wytoczony prof. Baudouinowi de Courtenay, którego skazano na dwa lata twierdzy za broszurę o autonomji, w której zapowiadał, że Rosja dzięki centralizmowi ulegnie paraliżowi...

 

Paraliż już się rozwijał, podczas gdy dwór i całe czynownictwo wyczekiwali niecierpliwie wybuchu wojny, ażeby w jej odmęcie zatopić całą rewolucję, a otoczywszy tron nowym blaskiem zwycięstw, zapewnić "samodierżawiu" panowanie na dalsze wieki. Naprężenie niemiecko-angielskie groziło właśnie wybuchem wojny europejskiej. Już w marcu 1914 r. zajmowała się cała prasa europejska kwestją ugrupowania sił w spodziewanej wielkiej wojnie...

 

Dwór petersburski uważał za stosowne przyspieszać wybuch wojny, prowokując w tym celu Austrję na terenie belgradzkim, a poseł rosyjski w Belgradzie zabrał się do organizowania spisków w Bośni.

 

Wojna powszechna była nieuniknioną od dawien. Groziła, odkąd zaprowadzono powszechną służbę wojskową w Niemczech. Ciężaru militaryzmu, doprowadzonego do ostateczności, nie dało się wytrzymać, a tysiączne zawikłania polityczne, ekonomiczne, kulturalne, wskazywały, że cały ustrój europejski jest przestarzały, wymaga odnowienia, reformy. Reforma nie nadchodziła zbyt długo, a hegemonja pruska stawała się zapowiedzią, że nie nastąpi nigdy; wobec tego nieuniknioną była ogólna wyprawa przeciwko tej hegemonji. Wojna powszechna od pokolenia całego zawisła już była na horyzoncie politycznym jako ostateczna konsekwencja rozbiorów Polski...

 

Wstrzymywano, hamowano wybuch wojny długo, bojąc się straszliwych jej następstw. Zamach sarajewski dnia 28 czerwca 1914 r. stał się iskrą, wysadzającą prochy... Dla Rosji zaczynają się nowe ciosy od strony Europy.

 

 

K O N I E C

 


| Poprzednia część | Góra | Strona Główna |